Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratownika

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Śro cze 09, 2021 19:25 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

mrButtle pisze:Bardzo cenny post. Teraz wiem co robić jeśli spotkam takiego kotka.

:1luvu:
Obrazek

ryśka

Avatar użytkownika
 
Posty: 33138
Od: Sob wrz 07, 2002 11:34
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Post » Nie cze 27, 2021 15:08 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Bardzo, bardzo przydatne informacje!
Dziękuję! :1luvu:

Danae13

Avatar użytkownika
 
Posty: 29
Od: Nie cze 27, 2021 11:19

Post » Pon lip 26, 2021 9:20 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Dzięki za ten wpis, bardzo fajny :P

marianwieczorek

 
Posty: 1
Od: Pon lip 26, 2021 9:17

Post » Nie lis 28, 2021 9:20 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

u mojego to się włącza tryb dzikusa i tyle widział kota :D
Pomocne są tylko szybkie nogi i ręce
Ciekawe strony o kotach - sizar

sizar

Avatar użytkownika
 
Posty: 6
Od: Sob lis 27, 2021 16:33

Post » Wto sty 25, 2022 13:50 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

W przypadku braku transportera, ściąg koszulkę i zawiń w nią dziada , lub jak go już złapiesz to przygnieć do brzucha i szybkim ruchem ściąg ubranie i owiń kota.

LoveMeeToo

 
Posty: 2
Od: Wto sty 25, 2022 13:25

Post » Sob wrz 03, 2022 18:03 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Cześć mam kotka właśnie z ulicy. Gdzieś już napisałem że uważam że to nie TY masz kota to kot ma Ciebie... Prawdopodobnie nie jestem tak doświadczonym "kociarzem" jak większość użytkowników tego forum ale chętnie podzielę się tym jak "schwytałem" mojego fakt przestraszonego niezdecydowanego w środku nocy.
Cóż uważam zresztą nie bez podstaw, że zwierzęta czują, widzą, rozumieją, więcej duuużo więcej niż ludzie. Chcąc pomóc zwierzęciu przede wszystkim nie próbujcie go schwytać "za wszelką cenę on najczęściej wyczuje podstęp i ucieknie. A oto moja historia:
Jest noc, nie mogąc zasnąć wychodzę na spacer. Nagle gdzieś zza krzaków wyskakuje mały kot miauczy i niby łasi się lecz nie daje się nawet pogłaskać, nie widzę obroży a kotek na oko ma z pół roku może mniej. Zachowuje odległość tak żeby być obok ale nie na tyle żebym go mógł złapać. Jak już pisałem koty, psy uważam za hiper inteligentne i " widzące, czujące " więcej niż nam się zdaje. Więc przysiadam nie opodal na ławeczce i mówię do niego jak do człowieka. Rozważając w monologu czy jest uciekinierem czy urodził się na pobliskiej budowie i czy tak naprawdę potrzebuje mojej pomocy czy tylko próbuje się pobawić...
Po około półgodzinnej "rozmowie" kotek już przechodził przez moje kolana i między nogami. Postanowiliśmy więc że jeśli zechce może za mną iść. Nie chciałem po prostu robić nic na siłę i szczerze mówiąc głowę miałem zaprzątniętą swoimi problemami i rychłą przeprowadzką. Ale powiedziałem kotu tak: słuchaj jeśli naprawdę nie masz domu i chcesz żebym to ja stał się Twoim opiekunem chodź za mną a napewno nie zatrzasnę Ci drzwi przed nosem. Szedł za mną ponad kilometr po Hadze w nocy. A umowa to umowa. I tak oto na miniaturze możecie zobaczyć Mike's. W tej chwili mieszkamy w Polsce, Mike jest kotem wychodzącym bo uważam że to on wybrał mnie a nie ja jego. Zawsze wraca na noc na osiedlu znają go wszyscy ma obróżkę z nr telefonu. Czy nie martwię się o zagrożenia? Owszem lecz pamiętajmy że z większością kot radzi sobie ucieczką na drzewo. A jego naturalnym instynktem jest współżycie z otaczającą przyrodą. Mam nadzieję że komuś pomoże lub jakoś zainspiruje moja historia. Pomagajmy lecz nie "uszczesliwiajmy" na siłę.

PawelSQ

Avatar użytkownika
 
Posty: 5
Od: Nie sie 28, 2022 20:46

Post » Śro lis 29, 2023 0:15 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Cześć! To wspaniałe, że podzieliłeś się swoją historią. Zgadzam się, że koty mają niezwykłą zdolność wyczuwania intencji ludzi, i ważne jest podejście do nich z delikatnością. Czekam z niecierpliwością na resztę Twojej opowieści o tym, jak "schwyciłeś" swojego kota w środku nocy!
Wakacje ze swoim kocim przyjacielem https://trigodi.com/

Marek534

 
Posty: 80
Od: Wto lip 11, 2023 11:27

Post » Sob gru 30, 2023 17:55 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Dobrze że tacy ludzie jak ty istnieją! Dzięki!

Gicolaus

 
Posty: 2
Od: Sob gru 30, 2023 17:50

Post » Nie gru 31, 2023 22:29 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

A ja z Kitkiem miałam tak: Pięć lat temu przeprowadziliśmy się na wieś. Dwa psy, małe dziecko. W domu rodzinnym zawsze były koty, wcześniej u babci koty "wiejskie", ale jak chciały, to do domu wchodziły. Miejsce gdzie mieszkam obecnie wydawało mi się wprost wymarzone dla wychodzącego kota i podejrzewałam, że prędzej czy później kot taki się pojawi. Nie szukałam jednak na siłę.
W zeszłym roku, mniej więcej w sierpniu, przyśniło mi się, że przyszedł do nas kot. Jak się obudziłam, wiedziałam, że kot na pewno do nas zawita, tylko go wyglądać. We wrześniu wybrałyśmy się z córeczką i teściową na długi spacer po okolicy. Jakieś 2 km od domu nagle "znikąd" pojawił się podrośnięty kociak. Ogon do góry i ruszył za nami. Pojawiła się też kotka i próbowała kociaka zawrócić, ale on z dostojną miną ją wyminą, jakby mówiąc, "mamo, idę na swoje". Szedł za nami do końca wsi. Kiedy zaczął się las zawołałam go pierwszym imieniem, które przyszło mi do głowy "Kitek". I Kitek podbudowany zachętą z mojej strony poszedł dalej. Przy domu wzięłam go na ręce i przeniosłam przez drzwi. Postawiłam w przedpokoju, gdzie były moje psice. Kot ogon do góry "jestem u siebie". Przez jakiś tydzień musiałam psom tłumaczyć, że to nie intruz ani zdobycz, kot znosił psie zainteresowanie (nachalne ale bez agresji) ze stoickim spokojem. Zrobiłam też rekonesans w tamtej wiosce i w mediach społecznościowych, czy to jednak nie czyjś pupil. Okazało się, że nikt za kotkiem nie tęskni, co więcej inne kociaki z miotu przybłąkały się do przypadkowych ludzi. Po tygodniu psy były już w odwrocie a kot zaczynał rządzić w domu. Oponentem początkowo był mąż, ale ostatecznie pogodził się z "kocim de factum". Obecnie zwierzaki żyją w komitywie, Kitek właśnie wyciągnięty na moim łóżku w pozycji sploot, obok pies. Mąż kota mizia częściej niż psy :roll:
Dodam, że nigdy nie byłam i nie jestem kociarą. Koty były w domu rodzinnym, ale ja zawsze najbardziej kochałam i kocham psy. Kitek moim zdaniem sam wybrał dom i to taki z potencjalnymi wrogami, jednak zrobił to z premedytacją. Kiedy mąż wytykał, mi, że kolejnego darmozjada przygarniam, odpowiedziałam, że "kot sam się wziął i nic na niego nie poradzę. Należy się po prostu z tym faktem pogodzić" I kochać swojego kota niedobrego :wink:

szczurbobik

 
Posty: 46
Od: Pon maja 27, 2013 20:29

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: kasiek1510, Kocilla de Mru, skaz, smoki1960 i 66 gości