Niestety, nie ma ani DT ani DS
Rozmyślam nad sensem łapania matki Zary i Lary. Poradźcie co robić???
Nie wiem czy to jest sensowne łapanie matki, tak jak bezsensowne było łapanie innych białaczek. Pierwsza odeszła u mnie Frotka - siostra Zary i Lary. Drugie kocie odeszło na działkach samotnie, bezdomne na mrozie, jego ciałko leżało dłuuuugo zanim ktoś je sprzątnął.
Trzecia Zara z braku DT, znalazła się u mnie. To 15 kot w moim mieszkaniu.
Nikt nie chce Zary, choć koteńka rozkwitła, czuje się bardzo dobrze, lecz każdy boi się kota białaczkowego. Po co komuś kłopot, tyle jest zdrowych, jest w czym wybierać. Wszyscy krzyczeli żeby łapać kolejne i tak Agnieszka poświęcając wielokrotnie swój czas, złapała kolejną kotkę - Larę.
I znowu z braku chętnego na DT/DS Lara znowu znalazła się u mnie. To już 16 kot w moim mieszkaniu.
Lecznica zakocona na maxa, więc nie miałam wyjścia, Lara chora, zastrzyki, miałam ją wyrzucić z powrotem na działki? Trzeba jej pomóc, a jak nie, można było nie łapać, mogła umierać sama na działkach, tak jak już jedno z jej rodzeństwa. Nie mam sumienia tego zrobić, nie wyrzucę jej z domu.
U mnie ani Zara, ani Lara zostać nie mogą na zawsze. Już mam inne dwie kotki białaczkowe, pozostałe wszystkie po przejściach.
Zastanawiam się, czy jest sensowne wydawać pieniądze na szczepienie Zary, Lary, sterylizację Lary. Może trzeba było je uśpić od razu, uniknęło by się tego problemu. Jedne osoby twierdziły, że kotów białaczkowych nie wolno wypuszczać z powrotem na działki, inne zaś, że białaczki trzeba uśpić.
Ale kto to zrobi??? Jeśli ma ktoś sumienie i wolę to zrobić, to oddam mu Larę i Zarę, niech idzie do weta je uśpić. Ja tego nie zrobię.
Jeśli Lara ma żyć, musi mieć dom. Muszę ją oswajać, pielęgnować, wysterylizować, zaszczepić.
Jeśli ma być uśpiona, bo nie ma dla niej domu, to po co robić kotce nadzieję, po co pokazać jej, że człowiek może być dobry, skoro z ręki człowieka miałaby umrzeć.
Zara jest bardzo ufna, za kilka dni Lara też zaufa. I po tym mam jechać z nimi do weta na zastrzyk śmierci?
Po co łapać matkę?
Podobno ktoś chce ją zabrać, a co będzie jeśli się rozmyśli? Znowu będzie u mnie?
Może lepiej było tego w ogóle nie dostrzec, zostawić losowi rozstrzygnięcie problemu. Te koty długo by tam nie pożyły i sprawa sama by się rozwiązała.
A właściwie, może trzeba było wypuścić je na działki zaraz po wyleczeniu. Przecież z pewnością to nie jedyne tam koty, które mają białaczki. Tam jest masa kotów i z pewnością już dawno się nawzajem pozarażały, więc nie byłoby problemu. Tam problem jest z pewnością od dawna, tylko nikt tego nie zauważa.
Ja już więcej zrobić nie mogę, muszę przede wszystkim znaleźć domy dla tych dwóch ślicznotek, a to będzie trudna sprawa.
Jeśli ktoś ma jakiś pomysł na rozwiązanie problemu, chętnie wysłucham.