Przeprszam was bardzo za milczenie.Ale wczoraj padłam totalnie.Na chwilkę tylko oczy zamknęłam i...późna godzina mnie obudziła. Przesłałam się tylko w nocne wdzianko i poszłam dalej polegiwać. Dziś głowa mi pęka bo wczorajszy dzień odbił się na nocy.
Po kolei.
Żuk wrócił od weta .Idzie ku dobremu jeśli nic nie wyskoczy nagłego.Co u niego dziwne by nie było. Ma ograniczeniem leków rozluźniających kupala.By twrde wydalanie nie pozwoliło zrosnąć się prostnicy.Dalej jeszcze 7 dni na antybiotyku bo smarcze się.Dziurzysko zadowoliło obie wetki i nakazano nie torturować go już tak mocno obsługą. To nic,że ona tzn obsługa jest na wysokim poziomie i nieczego się nie bojąca

. Żrące świństwo odstawiamy (ufff), myjemy raz dziennie i smarowanie granulatem zrostowym.Może chodzić bez kapelutka.Ale tego zalecenia nie posłuchamy.Tylec zrasta się,swędzi i Żuk tylko czeka by go jęzorem przetarkować.Strasznie warczy na podogonie .A jeszcze bardziej na nas jak chcemy go powstrzymać. Już raz mieliśmy takie cosik na pokładzie tzn rozoranie dupinki jęzorkiem. Nigdy więcej.Zdjęto mu nitki.Waży 2850!!!Przytył i p.Ania jest mocno z niego zadowolona.
Lucynka zaczęła jeść. Chuda jest ale doktorek nie zalecił kroplówkowania bo pije.Woli suche niż mokre.Miałam na czarną godzinę schowane chrupki dla dzieciaków,dosłownie troszkę, to teraz jej daję. Niech nabiera sił.Musimy bezwzględnie ja odrobaczyć ale nie było koopala w kuwecie.Więc się boję. Dziewunia mizia się strasznie.Wczoraj ją złapałam na myciu się.Nie przykładała się do tego za bardzo .Ale cieszę się i z tego.Głównie śpi.Nie jest już zwinięta w ciasny kłębuszek. Coraz bardziej rozwalona w ciasnej klatce.Reaguje gulganiem na nasze zaczepki.Ma lekko przedłużony włos i okropnie sfilcowany ogon.Na brzuniu dredy są.W uszach śliczne pędzelki. Boję się ją szczepić bo słaba strasznie.Poczekamy.
Wróciłąawczoraj gruba Kasica.Nie wiem czy tak bedzie mieć na imię. Okazało się,że prawdopodobnie była już wysterylizowana.Po uśpieniu i ogoleniu, na brzuszku jest wyraźna krecha.Poczekamy i zobaczymy czy rujka nie pokaże się. Jestem sceptycznie do tego nastawiona ale szkoda było ją otwierać. Niestety narkoza spowodowała dobre i nie dobre skutki.Kot zaczął wymiotować strasznymi ilościami robali na stole.Dosłownie. Została odrobaczona i niedługo powtórka u nas.Pewnie dlatego nie jadła i miała taki bolesny i opuchniety brzuszek. Nie wypuszczę jej.To domowy kot.Śpi w łóżku i mizia się strasznie.Śmierdzo smarami bo we wrakach samochodów musiała nocować.Ludzie się wyprowadzili a kot został.
A teraz Bianka. Cholera napsuła nam nerwów.Źle to wyglądało u niej.Cały czas boimy sie o nią.Złapana w podbierak została lekko ogłupiona.Poszła kropłówka, tolfa,convenia,ornipurnal, cerenia i coś tam jeszcze. Kot źle zareagował na ogłupiacza.Pół nocy chodziliśmy do niej sprawdzając co się dzieje. Dziś powtórka z rozrywki.Ale spróbujemy same z córką załatwić kocicę.Tylko my ,ona i podbierak.Dziś tylko kroplówka i ornipurnal.Mam nadzieję,że zareaguje na leki. Wszystkim nam się ręce trzęsły po jej obsłudze. Nie ma to jak choroba nie obsługiwalnego kota.
A dziś rano Bisek nie pokazał się na jedzenie.Przeszukałam dom.I podniosłam rodzinę panicznymi wrzaskami i rwaniem włosów z głowy. A cholernik wpadł do córki i nie zamierza wychodzić.Siedzi z Kasicą i pewnie boi się wyleźć.A ja martwię się czy i jemu nic nie jest.
Jestem zmęczona i tyle. Wczorajszy dzien by wyraźnie pod szyldem kotó i portfela.
Bardzo Wam dziekuję za kciuki i wszelkie wsparcie.
