Późno już i ciemno.Córka poszła na tzw Stadion pobiegać z koleżanką.W ramach dbania o boczki

My jakieś badziewie ogladaliśmy.Drzwi się otworzyły i dzięcię krzyczy :mamooooooo!!! TZ bystrzak rozdarł się w odpowiedzi nie ruszając rozłożonego na wersalce tylca :co ześ przytargała???
Przytargała.Na rękach tuli się biało szare
coś. A właściwie całe szare. Piękny,dziecięcy pysio z zadratym nosiem,smutne strasznie oczy ,zmierzwiony ogon...Dziewunia tak chuda ,że tylko kości widać. Klatka szykuje się a ona mruczy obojętnie patrząc na dom.Nie jest zainteresowana jedzeniem,wodą.Wszystko jej jedno.Zostawiamy dobroci w klatce,zakrywamy i pozostawiamy
cinkę w spokoju. Nie je i tak.Leży, nie boi sie ludzi, pozwala sie głaskać.Ale nie lubi przeciągania ręki po szkielecie.Wdać ,że z ulgą sie położyła na miękkim. Nakarmiona strzykawą dopiero zaskoczyła przy 4. Dziś rano pusta miseczka z chrupkami i pusta z wodą. Głaszczę prze pracą biedulę a ona wywala brzuszek i wyciąga chyde patyczki robiąc tulipanki z pazurków.Na łapinach takie same plamki jak u Lucusia

. Jestem pewna ,że to jego siostra. TŻ juz wczoraj to mówił. Jak ona sie uchowała tyle czasu?Jak przeżyła? Musiano wyrzucić dwa malce.Lucka dzieciak sąsiadów znalazł w nocy a ona nie odzywała się. Lucek jak trafił do nas był czyściutkim jeszcze kotem.
Danka mówi,że jak tylko zakiciała to mała od razu na ręce wskoczyła.
Lucynka i Lucek.
Kciuki za małą poprosze bo na prawdę marnie wygląda.
I za Żuka, bo dziś jedzie na kolejna kontrolę.
Zaraz zadzwonie do naszych czy są po południu.Bo rano nikt nie da rady z dzieconą polecieć.
Dziś wraca czarna z Koterii. Czy sprawy muszą się tak napietrzyć?Gdzie upchać koty co to domu chcą a nie ulicy? J.D.winna jest zaistniałej sytuacji. Bo ona raczyła się zdziwić dlaczego mało zwierza jest u nas

Boję się o Żuka bo dla niego każdy nowy kot to zagrożenie.Adopcje znów stoją.