15.07 - wizyta kontrolna u weta.Najpierw trzeba było ściągnąć kota z podwórka dźwiękiem kluczy,na szczęście wiem gdzie chadza ,potem wepchnąć do transportera,nie obyło się bez walki i podarł mi już drugą bluzkę

no i u weta stwierdzono: guza nie ma,gorączki nie ma do 22.07 jeszcze Dalacin C tym razem w kapsułkach,bo syrop jest tak słodki ,że klei się do Tofikowego gardła.No i mamy z głowy chorobę,na szczęście okazała się niegroźna.

U weta kot ideał,wszsytko sobie pozwalał zrobić i mierzyć temp w dupce i podać zastrzyk i obmacać i grzecznie sam wszedł do transportera,gorzej było z wysiadką jak pani wetka chciała kota zobaczyć.I bardzo się niecierpliwił gdy chciałam chwilkę porozmawiać częstotliwość miau i głośność miau przyspieszyła naszą wizytę.W aptece również pani farmaceutka miała dowód,że lek jest dla kota,wyraźnie było go słychać.Dobrze,że nie było kolejki.
