
Do znajomej przed mrozami przyblakał się kolejny kot.Dziki, ale odczuwający głód i potrafiący odróżnić w miseczce royala od whiskasa

Kot z dnia na dzień robił się coraz mniej dziki, chociaż podejśc do siebie nie dawał. Jakiś czas temu kot zaczął kuleć, miałam nastawiać łapkę, potem przestał kuleć, potem znów zaczął. Generalnie , sąsiadka go karnmiła i obserwowała i podświadomie chyba starała się , by go do łapki nie trzeba było łapać. Liczyła że się oswoi i pewnego dnia weźmie go na ręce ( tak się działo z poprzednimi dwoma przybłedami, z tym że oba wcześniej złapałam do łapki, wykastrowałam, a potem one sie faktycznie oswoiły ). Przedwczoraj telefon, że Maksik z budy przed nia nie ucieka i że pewnie się oswoił. Na co ja, że raczej się źle czuje niż się oswoił i że zaraz będę. Nie zdążyłam się ubrać, gdy miałam znów telefon, że Maksik jednak sobie poszedł. Wczoraj rano znów telefon od zapłakanej sąsiadki, że Maksik znów jest w budzie, na nic nie reaguje i chyba nie oddycha. Poszłam, kot oddychał, ale faktycznie nie uciekał, zauważyłam świeża, na pierwszy rzut oka niegroźną ranę na tylnej łapie. Dał się przepędzić do kontenerka, ale przy zakładaniu kratki wrócił do budy. Ponownie , mimo szturchania, do kontenerka nie przeszedł. Rozmontowałysmy budę ( bo dach miał zawiasy ze złej strony) i sąsiadka próbowała go złapać. Nakryłyśmy kocem, a potem ona go złapała i wypuściła

Kot zwiał pod taras (wąska przestrzeń ciagnąca się pod kilkoma domami) i od wczoraj ni nie pojawił. Natomiast jak się wyrywał do ucieczki, zostawił po sobie ślady krwi wymieszanej z ropą. Pocieszam się, że może coś się otworzyło przy szarpaninie i się oczyści i kot przezyje i wróci.
W nocy znajoma nastawiła klatkę łapkę. Nad ranem jedzenie zniknęło, ale klatka się nie zamknęła -a to bardzo dobra klatka łapka, wszystko mi się do niej łapie, więc pewnie została źle nastawiona

Ten kot bardzo potrzebował pomocy, a ja pozwoliłam mu uciec.