Witam wszystkich
Powiem Wam, że czuję się całkiem nieźle. Po prostu fakt, że pojawiło się u nas takie maleńkie, przecudowne kociąteczko i tak nagle zniknęło wydaje mi się niemożliwe, po prostu absolutnie nieprawdopodobne. Mam wrażenie, jakby mi się to przyśniło. I może takie wrażenie trzyma mnie jakoś w dość dobrej kondycji psychicznej. Odejście Miodzia nauczyło mnie chyba blokowania pewnych obszarów mózgu. Tak jest puściej, ale mniej boleśnie. Przy Tż lepiej nie poruszać w ogóle tematu, bo taki wielki, dorosły chłop musi zachować choć przed sobą samym twarz twardziela, prawda? Mój kochany, dobry Wielkolud.
Maleństwo poczeka na nas razem z Miodziem, a ona nauczy ją wszystkiego, czego my nie zdążyliśmy.
Wczoraj Tż (sam z siebie!) przyszedł do mnie z informacją, że 2,5 miesięczne rodzeństwo (dziewczynka i chłopiec) mają trafić na Paluch

Dzieciaki mogą już spokojnie być zaszczepione, więc ich tymczasową opiekunkę oddeleguję w te pędy na szczepienia i tu pojawia się pytanie. Dla 1 z nich być może uda nam się szybko znaleźć dom, ale z 2 jest gorzej. Pytanie: jaki czas po zaszczepieniu malucha, moglibyśmy go wziąć na tymczas?
Tak, wiem, sama nie wierzę, że nawet o tym myślę
PS: chciałabym się pochwalić, ze Rudy Szkieletorek przybrał już całe 100g

i waży 1,300 kg. Nadal wygląda jak młodsza siostra Śnieżki (1,700 kg) ale pracujemy nad tym, chociaż nawrót kichania zdecydowanie pogorszył Rudzince apetyt.
Czy są jakieś karmy do tuczenia kotów?
