Obiecałam wam, że opiszę jak uratowałyśmy kotkę . Dałam jej na imię Silvia. Kotka jest srebrna- jak z reklamy Whiskasa.
Została wyrzucona do piwnicy , płakała głodna. Zostawiałyśmy jej jedzenie w miseczce, myśląc , że jest OK. Nie wiedziałyśmy, że ona nie może wskoczyć na okienko i płacze z głodu. Po kilku dniach Ania (która razem ze mną karmi) zaczęła jej zanosić jedzenie do piwnicy, zaczęła się trochę oswajać, choć na początku uciekała i biegała jak oszalała dookoła siebie. Gdy dała się pogłaskać - Ania wzięła ją na ręce io zaniosłyśmy ją do szpitalika. Tam leczenie :pchły , robale - infekcja ucha . Okazało się, że w uchu ma ropę. Antybiotyk nie zadziałał. W międzyczasie pojechałyśmy do Garncarza z okiem (zmętnienie) , okazało się , że wirus Herpes zaatakował oko, kilka razy dziennie 3 rodzje kropelek. Oczy się poprawiły, ale zmętnienie pozostało, na jedno oko widzi jak przez mgłę.
No i przekrzywiała lekko główkę i potrząsała nią przy jedzeniu. Zrobiłyśmy antybiogram wymazu z ucha (ponieważ antybiotyk nie zadziałał) , diagnoza zwaliła nas z nóg. Okazało się, że ma w uchu bakterie Pseudomonas (podobne do tych powodujących zapalenie opon mózgowych) , stąd ropa. Lekarz powiedział, że koty z takim zakażeniem się usypia. Ale jak tu uśpić kota, który je , biega i cieszy się życiem. Lekarz spojrzał na nas , prawie płaczące i zdecydował, że spróbujemy leczyć. Lek okazał się nie do zdobycia, bo był to antybiotyk "ostatniej szansy", używany do leczenia zakażeń szpitalnych. Gdybyśmy się zaraziły tą bakterią , uodpornioną na ten lek - nie byłoby nas czym leczyć.
Zdobyłam lek w szpitalu (nie podam jakim, żeby nie narazić ich na kontrole!) , w skrócie mówiąc: leczenie jakie zastosował lekarz powiodło się. Bakterie zniknęły!
Ale zaraz potem : grzybica , następnie świerzb w zupełnie wyjałowionym uchu.
Dopiero teraz wiemy, dlaczego kotka nie mogła wskakiwać na okienko : ona ma zaburzenia równowagi (być może coś z błędnikiem?). Jak ona musiała cierpieć! W ubiegłym tygodniu w środę została wysterylizowana i przy okazji ma usunięte dwa zęby, o których lekarz powiedział, że musiały ją strasznie boleć.
Jest piękna , ma bardzo bobre wyniki krwi (była odpowiednio żywiona) , przebywa w tej chwili z kocurkiem, z którym się bawi. Zniknęła agresywność, którą wykazywała na początku, jak cierpiała. Szukam jej domu, bo po tym co przeszła , zasługuje na kochający ją dom. Może być dla kogoś , kto nie chciałby, aby mu kot skakał po meblach, bo ona w dalszym ciągu porusza się najchętniej po podłodze.
Może ktoś chciałby ją ?
Wielkie dzięki też dla lekarza, który ją z tego wyprowadził. Żeby byli tacy lekarze dla ludzi !