» Nie mar 30, 2008 16:11
Leczenie nerek to nie infekcją, którą się leczy w parę dni antybiotykiem. Puchatek podupadł być może ze względu na zbyt małą ilość kroplówek w stosunku do potrzeb (przez strach o nadciśnienie) i niekonsekwentną dietę. Nie zauważyłam, by lekarz dążył do ustabilizowania jej na jakimś optymalnym poziomie płynów przyjmowanych w ciągu doby (w kroplówce i z pokarmem). Raz dostawała mniej a raz więcej, tak jakby nerki mogły się przez to naprawić.
Dożylna kroplówka pewnie w tej chwili konieczna, ale rozrzedza krew i może powiekszyć anemię, nie mówiąc już o tym, że jest bardziej męcząca dla kota.
Moja wetka uważa, że u kotów w chorobie nerek nawet w sytuacjach wydawałoby się beznadziejnych występują cudowne poprawy, więc ona nie podejmuje się niczego sugerować właścicielom.
Ale na poprawę trzeba czasu. O rezultatach terapii można mówić po 3 tygodniach nawadniania i dokarmiania strzykawką (zatruty kot nie ma apetytu, nie je lub je za mało, więc traci siły i jego stan się pogarsza, jeśli się tego procesu nie przerwie).
Puchatek chce żyć, skoro jadł w czasie kroplówki. Większość chorych kotów (jeśli nie cierpią bólów) chce żyć, a to, co bierzemy za ich "poddanie się", to osłabienie, z którego same nie potrafią się wydobyć.
Wierzę w Puchatka i w to, że mu się uda.
Trzymaj się Aniu. I nie przejmuj się wynikami.