Słuchajcie, jest źle, potrzebuję jakichś pomysłów....
Jak już pisałam, rano dostały normalnie suche, potem Masza wciągnęła z zapałem surową szyję z
gansi, dwie pozostałe nie chciały, więc szyje zostału ugotowane i obrane z mięsa.
Nadszedł czas kolacji, więc zapodałam surową mieszankę. Masza - kobieta czołg, znaleziona niedawno na dworze, do tej pory jest ok.
Szelma wzięła do ust kawałeczek, wypluła i zarzygała mi całe mieszkanie. Właśnie zasiadałam do kompa, żeby Wam to opisac, jak zaczęła rzygać Seti, ktora, razem z Maszą, wciągnęła całą miseczkę. A tak się cieszyłam, że dwie bezproblemowo.... Seti też zarzygała cały dom. Wołowiną z buraczkami....
Nie wiem, co teraz, bo królewna Szelma wyglądała jakby miała odruch wymiotny na sam zapach, ona naprawdę wypluła pierwszą partię jaką wzięła do buzi.... Druga wszamała, a rzygać zaczęła pół godziny później.
Ciekawa jestem, czy Masza da radę...
No i teraz co?
1. Czy mogę to niezjedzone wsadzić do lodówki i wykorzystać jutro? Mięcho było wczoraj wieczorem zamrozone, dziś rano wyjęlam żeby się rozmrażało.
2. Jak je przestawić na tego wieczornego BARFa? TŻ mówi, żeby przegotować kilka porcji, następne kilka gotować krócej, potem tylko podać lekko ciepłe ale surowe, a potem dopiero całkiem surowe. Ja myslę, że np przegotować dwa woreczki mięcha, pomieszać z jednym surowego i tak próbowac....
Potrzebuję skutecznej metody na dwa koty bo trzeci na razie nie zdradza dziwnych objawów.
Nie miałam pojęcia, że to takie trudne (i nie chodzi mi o czas przygotowywania

)...