Na szczęście Misi nie muszę tak strzyc..
Jej trzeba rozczesać kilka minikołtunków pod prawą łapką i wyciąć kłąb z dekoltu..
Reszta jest w porządku..
------------------------------------------
A teraz będzie trochę rocznicowo..

bo jutro miną dwa lata odkąd zarejestrowałam się na forum.. Całkiem przypadkiem zbiegło się to ze Światowym Dniem Kota.. Bardzo się z tego cieszę, bo przynajmniej łatwo mi zapamiętać tę datę..
No i tak się zastanawiam co wydarzyło się przez te dwa lata.. Jak dla kogoś kto tylko nieco wcześniej, po baaardzo wielu latach w ogóle bez kotow, w końcu zajął się tymi kotami, to sporo..
W momencie rejestracji mieszkało u mnie pięć kociastych.. W tym jedna do adopcji.. Bo z założenia miały być cztery, bo mi to najlepiej wychodziło ekonomicznie ze względu na żarcie, żwirek i miejscówki dla nich w moim mieszkaniu..
A jak zaczęłam porządnie czytać forum to kicia do adopcji została w końcu moją Mrówką.. Potem okazało się, że zmieści się u mnie jeszcze mała łaciata krówka (córka Mrówki) na tymczas.. i będę jej szukać domu.. A potem krówka została moją Pysią..
Nadal czytałam sobie forum i równocześnie opowiadałam o swoich kociskach.. W czerwcu 2005 roku wynalazłam na Kociarni wątek o białej koteczce oddanej do schronu w Toruniu.. Popatrzyłam na stan zakocenia w domu i okazało się, że malutki tymczasik spokojnie się zmieści..
Czekałam na transport, ale niestety kicia odeszła za TM zanim do mnie dojechala..
Dosłownie dzień później znalazłam też na Kociarni, wątek białego persika z łódzkiego schronu.. No i po kolejnym dniu zastanawiania się, zaprosiłam kicia do siebie na tymczas..

Dość ryzykowny bo kicio nie chodził.. miałam spróbować przy pomocy wetów postawić go na łapki i szukać domu.. Został.. jako siódmy rezydent.. Mój śliczny, bialy, niebieskooki Nikuś..
I obiecałam sobie, że więcej nie.. żadnego.. bo już nie mam gdzie, nie mam za co.. po prostu nie i już..
Skończył się 2005 rok.. Przyszedł styczeń 2006 i ogromne mrozy.. No i znalazłam kolejny wątek, już nie pamiętam przez kogo założony, o domowym pieszczochu oddanym do schronu w Sochaczewie, bo w domu urodziło się dziecko.. i informację, że z powodu mrozów część zwierzaków ze schronu zamarza i przymarza do betonu.. No i po raz kolejny okazało się, że mały tymczasik też się zmieści..

ale kicio miał niesamowite szczęście, bo już w trakcie jazdy z Sochaczewa do mnie, z postojami kilkugodzinnymi u innych forumowiczów znalazł dom.. Do mnie nie dojechał..
Ale przecież potencjalny, niewykorzystany tymczasowy dom nie może się zmarnować i tego samego dnia eurydyka przywiozła mi w zastępstwie pięknego brytyjczykowatego rudzielca..

który podobno miał już zaklepany dom, tylko musiał gdzieś przeczekać kilka dni.. Po jakimś czasie okazało się, że dom się niestety odklepał a kilka dni przerodziło się w ponad półroczny pobyt.. Zastępca pieszczocha dostał imię Vice, no bo przecież przyjechal w zastępstwie..
Przez taki czas pobytu Vice u mnie myślałam sobie, że kolejny tymczas przerodzi się w kolejnego rezydenta.. i pewnie gdyby nie MariaD to tak by się stało.. Na szczęście ktoś w końcu na mnie nakrzyczał odwołując się do mojego (podobno) zdrowego rozsądku..

I dobrze..
Zaczęłam szukać dość niemrawo dla niego domku.. chciałam, żeby był forumowy.. Ale sami wiecie jakie to trudne.. bo większość forumowiczów jest zakocona hurtowo.. A potem zrobiła się późna wiosna i nagle okazało się, że na horyzoncie pojawiła się ledwo żywa, łysa, skrajnie wyniszczona persiczka.. Nie miałam innego wyjścia tylko zabrać ją do domu.. No i teraz domek dla Vice stał się wręcz konieczny..
I w końcu spełniło się moje marzenie o formowym domku dla niego.. W lipcu zeszłego roku pojechał do Dasi..
Trudno, przyznam się, przeryczałam kilka dni..

ale była persiczka, którą trzeba było się porządnie zająć.. Przy pomocy, również finansowej forum, jakoś udało się ją postawić na nogi.. No i oczywiście miałam szukać domu dla kolejnej kici.. Ale kolejna kicia okazała się staruszką z nerkowymi problemami.. i jeszcze na dodatek okazało się, że najlepiej jej u mnie na rękach, a jeszcze lepiej, kiedy już się siedzi na tych rękach to trzeba koniecznie obejmować mnie za szyję.. właściwie schodziła z tych rąk tylko jak wychodziłam z domu albo kicia musiała coś zjeść, albo udać się do kuwetki.. No i mnie załatwiła na amen..

Nie umiałam jej oddać.. Została.. jako ósmy rezydent..
W lipcu 2006 roku podwoiłam planowane pogłowie..
Potem jeszcze na chwilę pojawił się czarny „SIB” Filip, który po tygodniu pojechał do Poznania, no i „perski” Biszkopt z Palucha.. i znowu gdyby nie MariaD to pewnie by trochę posiedział.. Na szczęście trafił się transport i Biszkopt dołączył do Filipa..
A teraz jak wiecie, siedzi u mnie kolejny tymczasik – niebieska Misia, która ma na szczęście już zaklepany domek u kiwi..
Teraz widzę, że decyzja Dasi o domku dla Vice przełamała moją niechęć do wyadoptowania tymczasów.. I bardzo się z tego cieszę i bardzo dziękuję i Dasi, i MariiD, za to że potrafiła mnie do tego przekonać..
Jest w związku z tym szansa, że tymczasowy domek u mnie przyda się jeszcze dla innych kociastych..
No i tyle się wydarzyło u mnie przez dwa formowe lata..
Dla mnie jest to dużo, chociaż w porównaniu z większością osób pomagającym kociastym jest to mniej niż kropla w morzu..
Ciekawe co przyniesie kolejny rok..
