shira3 pisze:tak mi przyszło do głowy. Jak rok temu zginęła moja Pysia , dostałam kontakt do behawiorystki, super kobiety, które pomogła już nie raz w szukaniu kota. Taka rozmowa dobrze też robi na psychikę właścicielowi, czasem spojrzenie z dała pomaga. Mi robiła. Chcesz, to podam ci nr na priw.
Pysia ukrywała się w pryzmie drewna z 10-15m od domu.
W jaki sposób pomaga?
Mam dołek. Rozniosłem kolorowe, nowe ulotki po skrzynkach w okolicach, o których mówił jasnowidz. I dalej. I tam, gdzie jeszcze nie wrzucałem, albo wrzucałem i już nie pamiętam.
Bobi zniknął dokładnie 10 dni temu. 10 dni i kilka godzin. Od tej pory nie było ANI JEDNEGO dającego się w jakikolwiek sposób potwierdzić zgłoszenia. Mam takie siupy nastroju, góra - dół, góra - dół, ale głównie dół, mam ochotę usiąść i zachlać mordę tak, żeby wytrzeźwieć za miesiąc albo rok. Nikt go nie widział. Wszystkie zgłoszenia okazały się nieweryfikowalne lub fałszywe - podobne koty albo zgoła zupełnie inne.
Nogi wchodzą mi w dupę od przemierzania kolejnych kilometrów. Za kilka dni będę musiał kupić nowe buty, bo nie będzie podeszew. Dupa odpada od następnych kilosów na rowerze. Rozglądam się po najbliższej okolicy z myślą, że może jednak coś przeoczyłem i jest gdzieś zamknięty, ale nie przychodzi mi już do głowy, jak mógłbym w takie miejsca dotrzeć. Jeżeli jest u kogoś w domu, gdzieś zaklinowany, to przecież tam nie wejdę... Nie mam jak sprawdzić wszystkiego. I coś mi się od tego robi w środku.