Jestem, żyję zagoniona trochę jestem, a nawet bardzo.
Puszkin na widok kogos obcego sam natychmiast wchodzi do transportera, który ma w w klatce, wystarczy zamknąć drzwiczki i wcale nie trzeba go prosić, dlatego wycieczki do weta nie są jakimś wielkim wyzwaniem, a potem to już niech sobie wetka radzi.
Pojechał na 11.00 mam go odebrać pewnie gdzieś wieczorem.
Najgorsze jest to, że 2 TYGODNIE nie robił kupy, ani ciut ciut

Na pewno jest to spowodowane siedzeniem w klatce ( 3 tygodnie) i brakiem dostatecznej ilości ruchu, ale co mam zrobić ? Jak wypuszczę to już go nigdy nie złapię.
A w klatce będzie musiał przesiedzieć jeszcze co najmniej do kontrolnej wizyty po zabiegu (może gdzieś do piątku)
Do tej pory trzeba mu dawać parafinę do jedzenia. U weta mają zrobić RTG przy okazji i może coś się uda zadziałać w tym temacie. Zobaczymy.
Wetka tłumaczyła dlaczego parafinę a nie lactulosum, ale podobno tak trzeba.
Bardzo się martwię o tego kota i co będzie dalej. Jak mu się coś stanie, cokolwiek, to będzie moja wina, bo kobieta jest całkowicie przeciwna wyrywaniu zębów kotu.
No bo jak on będzie wyglądał... nie będzie miał jak jeść... i jak mu zęby powyrywają to umrze.... (to taka jej mało optymistyczna wersja)
Więc jak coś będzie nie tak, czy to niedługo czy za jakiś czas, to na pewno będzie zwalone na zęby ...
PS
Kazałam podać antybiotyk długo działający, nie mam zamiaru bawić się w lincospektin, który boli jak cholera i codziennie trzeba kota męczyć, a on ma już serdecznie dość nawet mojego widoku. Niech się nie stresuje