Witajcie ponownie,
Sama przekonałam się na własnej skórze, że dokocenie to nie taka łatwa sprawa.
Na początku radość, euforia, a potem chwile załamania. Nie ukrywam, że był moment kiedy ryczałam jak bóbr, że jednak dokocenie nie było dobrym pomysłem.
Pisałam o zapoznaniu i dziwnym zachowaniu moich kotków tutaj
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=156987Chodzi mi o zachowanie mojego rezydenta, które z czasem jest coraz lepsze, chociaż nie ukrywam, że zmienił mu się charakter (chyba już na dobre).
Przez adopcją maluszka obserwowaliśmy naszego 3 letniego kocurka i wydawało się nam, że towarzysz jest dla niego rewelacyjnych rozwiązaniem, zwłaszcza po tym jak cudownie bawił się z psem moich rodziców i ciągnął do niego. Nowy domownik (wtedy 5 miesięczny szkrab) był przyzwyczajony do innych kotów, więc jak tylko wypadł z transporterka to od razu ogonek do góry, zwiedził wszystkie kąty, przyszedł przywitać się z rezydentem, a ten... wielkie oczy, uszy po sobie, jakby chciał powiedzieć "co to ma być???".
Teraz po ponad 3 miesiącach kocurki śpią czasem razem, bawią się, razem jedzą itd., chociaż dalej starszy ma ataki złości na maluszka i fuczy na niego.
Martwi mnie jednak jego zmiana zachowania w stosunku do nas (do mnie i męża). Kiedyś dawał się brać na ręce, przychodził do mnie codziennie rano na przytulanie i mizianie, dał się drapać, czekać, głaskać a teraz jest niedotykalski. Branie na ręce - nie ma mowy ! Często jak chce go pogłaskać to mnie ostrzega piskliwym dźwiękiem i odskakuje. O czesaniu (które uwielbiał) czy drapaniu po brzuszku też mogę zapomnieć. Reaguje tak ponieważ maluszek (czyt. "odważny ogon w górze" niczego się nie boję) często go zaczepia zwłaszcza "od tyłu", łapie za ogon itd.
Był czas kiedy nawet rezydenta nie mogłam pogłaskać. Usiadłam wtedy na fotelu i płakałam jak dziecko (aż mi wstyd) szlochając "gdzie jest mój ukochany Puchatek?".
Jednak jest lepiej z każdym dniem, widać postępy w zachowaniu i powolutku starszy kocurek zaczyna sobie przypominać dawne nawyki. Troszkę tęsknie za jego przychodzeniem na mizianie itd, ale nie mam na to wpływu, staram się bawić z nim i zapewniać, że jest najważniejszy.
Nie żałuję jednak ! Dałam dom kolejnej sierocie, która odwdzięcza się jak tylko może i mam nadzieję, że stres starszego kotka zostanie nagrodzony przez wiernego towarzysza na wiele wiele lat.
Wiem jednak, że teorie są podzielone, jeden weterynarz bardzo namawiał nas na dokocenie a za to inny był przeciwny, twierdził, że dorosłego kota nie powinno się "gnębić" i stresować, koty są samotnikami i jego kot niby dopiero odżył jak został sam (nie wiem jak to rozumieć do końca).
Mam nadzieję... albo nie... wiem, że będzie lepiej

Pozdrawiam serdecznie