


Magnolii tak zasmakowała w tych taste of wild Rocky Mountain Feline, ze potrafi zostawić z łyżkę mokrego, pożreć chrupki, których już nawet nie zwilżam i rzucam do osobnej miski (maleńkie, ale gryzie - może dlatego, że nie są upiornie twarde) i dopiero ewentualnie dojeść mokre. W kuwecie idealnie po nich (po orijenie i acanie też było, ale je muszę zwilżać, bo jej za suche i za twarde).
Dzisiaj byłam kupić trochę kwiatów w pobliskim ogrodnictwie i dopadła mnie mała miziasta kicia - biało-buraskowo-karmelowa w łaty (fotki później ściągnę z tel. mamy) - już w tym roku właścicielom przez płot podrzucono 4 koty typowo z domu (widać po zachowaniu) - pozostałym wystarczy micha i kilka głasków na dobę (właściciele ze swojej kieszeni karmią), ale maleńka miziasta do bólu: od razu się do mnie przykleiła. Widać, że młodziutka i potwornie chuda. Zrobię jej kilka ogłoszeń, ale... teraz na rynku jest dużo malutkich kociąt, więc czarno to widzę, a do tego nie jest odrobaczona czy zaszczepiona, a nawet nie wiadomo czy po sterylce (ale albo jeszcze nie miała rui, albo jednak sterylizowana sądząc po zachowaniu - gadałam z kobietą trochę: niestety chwilowo jestem spłukana, więc nie zainwestuję w USG u weta, żeby im pomóc, a oni i tak sporo wydają na ciągłe utrzymanie 4 kotów plus inne, które bywają na michę jak zimno), więc dopiero mało chodliwy przypadek. Trochę ograbiłam spiżarnię Magnolii (no i kurakowe saszetki też się przydadzą) z mokrego i suchego, żeby choć odrobinę pomóc: zawsze to trochę koty na dobrym podgonią (wiadomo, że kupują bezdomniakom takie, a nie inne - dobrze, że w ogóle inwestują w ratowanie ofiar czyjejś nieodpowiedzialności). Ta kocinka to pół Magnolii - taka chuda niteczka... i drobniutka: skórka i kosteczki, ale wygląda na zdrową tylko koszmarnie spragnioną człowieka. Żeby ta moja Pani nie była tak dominująca, to może bym zaryzykowała, ale od razu małej łomot spuści... a tamci mają w domu psy i niestety gonią każdego kociaka, więc zostaje mieszkanie pomiędzy szklarniami: lepsze niż nic czy kiepski schron (choć w Mysłowicach "kiepski" to mało powiedziane), ale to klasyczny kanapowy miziak i klei się do każdego, a lekkie głaski między uszkami od razu włączają traktora, dlatego bardzo by się jej przydał domek. Cholerni bezmyślni ludzie: zabierają do domu z natury, a później na ulicę albo komuś do ogrodu i uważają, że są OK, bo przecież "kot sobie poradzi"


