J.D. pisze:matko,Asiu współczuję bo znam ten ból

też mam nie obsługiwalne koty...i to jedyna intencja modlitw w ostatnich czasach-żeby właśnie one nie chorowały...
Asiu, to kocia którą złapałam w wieku 4 miesięcy.Prosiła o to katrmicielka.Oferowała sie,ze weźmie biedę.Był mroźny luty.Zimnica jak cholera.Wśniegu koty ginęły.Mokre i zziębnięte.I ona ,jedyne dziecko wymrożone strasznie.Sama weszła mi do kontenerka.Była chora.
A jak złapałam to ...No wiadomo.Karmicielka wypięła się.Kocia długo dochodziła do zdrowia. Potem sterylka,szczepienie... Siedzenie całe tygodnie w klatce jej nie oswoiło.Zaczło być coraz gorzej.Stała się agresywna. Puszczenie poza klatkę też jej nie oswoiło.Ale uspokoiła się.Jak przyszło ciepło to nikt z nas nie potrafił wyciepać młodej koci na kotłownię. Nie znała innego życia jak domowe. Podusie, kocyki i zawsze pełne miseczki.
Bianka jest prześliczno-oka.Oczy ma amantki z niemego filmu. Otoczone czarną krechą, wielkie i lekko skośne. Seledynowe oczyska ożywają uczuciem jak Wojtka widzi. Kocha przede wszystkim koty.Czasem nas też kocha.O dziwo z reguły nie ucieka jak "obcy" przychodzą.
A teraz jak mamy jej pomóc? Jak będzie można ją obłapić to może być już za późno.