W życiu każdego kociarza przychodzi taki moment, kiedy na jego drodze staje bezdomniaczek. Tak też stało się i u nas. Wracając z pracy zobaczyłem kociaka, a raczej najpierw usłyszałem. Kociak chdził przy dość ruchliwej ulicy za jakimś chłopakiem. Okazało się, że to nie jest jego kot, więc niewiele myśląc poprosiłem chłopaka żeby pomógł mi zabrać kociaka do domu. Potem w koszyk i do weta. Okazało się że to chłopak w wieku ok 6-8 tygodni, waży niecałe 400 g, brzuchol wielki, ale wąsisków praktycznie brak. I tak oto zagościł u nas na tymczasie Krzykacz (imię wstępne), zapuszcza traktorek jak się go tylko dotknie, je za dwóch i pruje pyszczek
A oto i on w całej okazałości zaraz po włożeniu do klatki.
Ostatnio edytowano Wto gru 15, 2009 12:20 przez Satyr77, łącznie edytowano 1 raz
Małego wyjeliśmy z klatki, zaczął się bawić, a teraz domaga się opuszczenia lokalu w którym się znajduje i udania się na najbliższe znajdujące się kolana Mamy nadzieję że ten rozdęty brzuchol to tylko robale, jak nie to będziemy działać, odrobalenie pierwsze już było.
Mnie niepokoi, że ten brzuchol jest twardy i napięty Kociak zachowuje się normalnie, apetyt ma taki, że hej i brzuszek pracuje, bo jak siedział na kolanach to słyszałam jak jelita ruszają do pracy
Pycha kroczy przed upadkiem. A za upadkiem kroczy śmieszność...