Trochę zaległości się porobiło..
Postaram się uzupełnić..
Na początek kilka fotek Bazyla:

Powoli wyprowadzamy kicia na koty.. Już prawie wszystkie kołtunki wyczesane..
Z jego czesaniem jest troszkę śmiesznie, bo i uwielbia i nie znosi.. Zależy co czeszę..
Wczoraj rozczesywałam skołtuniony podszerstek Misia przy akompaniamencie strasznych wrzasków a Bazyl przyleciał i czekał na swoją kolejkę..

Pozwala czesać grzbiet, łepek i szyję..
Za to łapki, brzuch i portki to strefa na tyle zakazana, że za jakiekolwiek próby dotknięcia grzebieniem albo ręką dostaję pazurami albo jestem gryziona..
Kołtunki na portkach udało mi się podstępem wyczesać na zasadzie łapania jednym zębem grzebienia i wyciągania na siłę.. z łapek wyjmowałam po jednym kołtunku dziennie..
Ale jakoś to idzie..
Przed nami operacja noska ale szczerze mówiąc nie wiem kiedy..
może po następnej wypłacie..

A teraz Farcik:
Jakoś nie może mu przejść ten katarek..
Wczoraj skończyłam podawanie synergalu.. Jest troszkę lepiej ale jeszcze nie całkiem dobrze..
Jeśli nadal będzie zaflukany, to za tydzień robię antybiogram i może wtedy wreszcie zwalczymy to świństwo..
Świństwo objawia się codzienną, wieczorną serią kichania i zasmarkania.. Poza tym Farciarz pięknie je, szaleje z Daisy i jest wspaniałym miziastym przytulankiem..

Daisy uwielbia już wszystkie moje kociaste.. trochę dała spokój Puchatkowi.. przerzuciła się za to na Bijoux, któremu okrpnie dokucza.. Bijoux nie pozstaje jej dłużny.. a sceny zagryzania malutkiej przez napakowanego Bijoux mogą przyprawić o zawał serca..
Ale tylko mnie, bo Daisy popiszczy i pokrzyczy i ucieknie..a potem znowu zaczepia mojego bandziora, żeby znowu zostać zagryzioną
naśmierć..
A to mój napakowany bandzior czyli Bijoux we własnej, ofutrzonej postaci..

Feluś nadal chudy i nadal żre jak koń..
Z Suffką jest kiepsko.. przed weekendem poszłam z nią na badania krwi - niestety nawet kropla nie wyciekła..

przez weekend było na tyle źle, że myślałam, że ją tracę, mimo podanych kroplówek..
Cały dzień przeleżała jak bezwładna szmatka.. a ja co chwila sprawdzałam czy oddycha..
Na szczęście jest już po kolejnej wizycie u weta, kolejnej kroplówce z witaminami i dzisiaj jakoś udało się wreszcie tę krew pobrać..
Jutro będą wyniki..
Ale nie jestem optymistką..

Dziewczynka jest straszliwie chuda i ma coraz mniej sił..
po prostu gaśnie jak wypalona świeca..
Chociaż dzisiaj wreszcie poprosiła o jedzenie..
Jak tylko dowiem się jakie są wyniki badań - napiszę..
A jutro ona i Bijoux jadą do dr Garncarza..
Suffce nie wiadomo od czego paprze się jedno oczko a jeśli chodzi o Bijoux, to wreszcie się dowiem co to jest to co ma na prawej powiece..
Na zakończenie kilka fotek Embiśki z Farcikiem:

portrecik Ptyśka, wreszcie miziastego i sypiającego na moim łóżku..
I na zakończenie dokumentacja kontroli technicznej, jaką przechodzą wszystkie moje zakupy przyniesione do domu..
Tym razem kontrola była szczególnie uważna, bo przytargałam koci żwirek..

