Wczoraj Grześ sie ze mną żegnał,z wami też...rozmawialiśmy ,był świadom wszystkiego ,dwa razy próbował wejść na drogę z której nie ma powrotu...za każdym razem udało mi się go ściągnąć...wiem że będzie ten raz kiedy mi się nie uda...
pytasz villemo po co siedzę jeżeli jest taka dobra opieka....żeby nie był sam w tych najtrudniejszych chwilach ,żeby czuł moją obecność moją miłość..
żeby mógł tysiąc razy poprosić mnie o podniesienie ,posadzenie ,pomasowanie ,podrapanie i żeby zawsze wiedział że to o co poprosi będzie zrobione..że jestem pod ręką...
Rodzinka pojechała zobaczyć jak tam jest ....bardzo się denerwuje...czekam na tel ,gotuje kuraka futerkom i lecę dalej
z Grzesiem siedzi nasza córcia czyli przyszła synowa Karolinka...
dobrze mieć takie słonko.
Aleksander tez jest prawie codziennie ,to przyjaciel Bartka od tyciego,Grzegorz mówi że to nasze drugie syniątko
w domu straszna cisza...
a za oknem pachnie bez
zbieram siły
jak zwykle bardzo wam dziękujemy za waszą obecność ....