Jak w tytule - mam rozrobioną porcję sunamedu w zawiesinie (ok. 15 ml). Ponieważ dostałam receptę na tabletki, jest do oddania, ale pilnie, bo po rozrobieniu nadaje się do przechowywania przez 5 dni. Jestem przy kompie i czekam na chętnych.
Luśka odstresowywuje się pod kaloryferem po wizycie kontrolnej. Jest zdecydowanie lepiej, choć coś tam w gardle jeszcze poświstuje. U weta jak zwykle udawała że nie żyje, mimo dodatkowych atrakcji - czyli cudnej, maleńkiej tri, która pomiaukiwała do niej przez kratkę i tuliła się do transportera.
Tri ma 8 miesięcy, waży 1kg

, wygląda na 5. Pojawiła się w schronie w charakterze zagrzybionego szkielecika; kierownik nie wytrzymał, capnął kicię i zawózł do gabinetu żony. Pomieszkuje tam od paru dni, przebadana od stóp do głów (żadnych poważnych świństw nie wykryto, tfu, tfu - odpukać), zdrowiej, zaczyna jeść - i szuka domu. To najbardziej kochane stworzenie, jakie w życiu widziałam. Mruczy na widok człowieka, lgnie do kotów, mozna ją miętolić na wszelkie sposoby - np, kołami do góry - a mała jest zachwycona. Ma półdługą sierść w trzech kolorach, szyldkretowy, długi puchaty ogon i bielutkie podwozie.
Jak tylko dostanę zdjęcia, założę jej wątek na kociarni. Ale łatwo ją sobie wyobrazić - jest prawie (po Gadżetce Nordstjerny

) najpiękniejszą, a na pewno najsłodszą tri na świecie
