Tja.. koniec laby..
o 6:50 już byłam w pracy..
Jedynie piękne widoki światła słonecznego przebijającego przez liście drzew

wynagrodziły mi wstawanie przed świtem..
Kociska całkiem, całkiem..
Obie małe panienki wreszcie zaszczepione, Bonik będzie miał kłutą doopkę dzisiaj..
Maszka daje się głaskać.. sama przychodzi, ociera się o nogi, o ręce, ćwierka i z zadowoleniem poddaje się głaskaniu..

kładzie się na środku pokoju i prezentuje rudawą plamę na brzuszku..
Mały Puchatek ofutrzył się na puchato, chociaż wygląda na to, że nie będzie miał nawet połowy długości futerka swojej poprzedniczki.. ale za to całym zachowaniem i zywczajami mówi, że jest, naprawdę jest Puchatkiem..
Bonik z zabiedzonego chucherka nagle zrobił się całkiem okrągły.. Wspaniale prezentuje lśniące futerko i waży tyle, że na drugie imię chyba dam mu Klocek..
Bracia krówki, jak pisałam, nadal nieco lękliwe.. Fumek bardziej niż Ptyś.. ale obaj bawią się pięknie razem, razem śpią, zdarza im się jeść z jednej miski..
Teraz wreszcie obaj są gotowi do adopcji.. tylko czy ktoś zechce takie niedotykalskie dzikunki?
U reszty rezydentów nic nowego.. i nic niepokojącego..
Oby tak dalej..
Chciałabym, żeby u moich kociastych wreszcie było trochę nudno.. bo atrakcji mam aż za wiele w związku z 'persami' wrocławskimi..
