
Wczoraj po pracy odwiedzilam na dlużej Misię w pokoju.. Ale nie zdążyłam od razu zablokować drzwi i razem ze mną władowała się dwukocia delegacja białych futer..

Mimo częstych poglądowych lekcji miziania i baranków z pomocą Misia albo czasem Nikusia, Misia chwilę na to patrzy, ale jakoś skutków pozytywnych nie widać.. Co więcej, obecność innych futer na jej terytorium bardzo ją denerwuje i wtedy robi się trochę agresywna.. Agresja objawia się strasznym syczeniem i krzykiem i jeszcze straszniejszym stroszeniem futra..

Objawów bezpośrednich działań zaczepnych w stosunku do rezydentów nie zanotowano..
No i wczoraj Misia zdenerwowana już nie dala mi się poglaskać.. nawet po tym jak wyprosiłam białą delegację z pokoju..
Ale wymyślilam rozwiązanie..



Oczywiście na początku urządzenie zostalo potraktowane jak śmiertelny wróg.. z furią osyczane i zabite na śmierć..
A po chwili, jak trafilam drapaczkiem pod kocią bródkę, to Misia w jednej sekundzie wyciągnęla do przodu lepek najdalej jak się dało i zastygla w tej pozycji.. Drapaczek okazal się calkiem niezly..

Można jeszcze pomiziać przy jego użyciu za uszkami, ale już grzbiet, boczki czy nasada ogonka są strefami zakazanymi i każda proba sięgnięcia w te rejony kończy się łapoczynami.. na szczęście wczoraj cierpial drapaczek..
A dzisiaj wysmaruję drapaczek walerianą..
