Wczoraj Pyśka wróciła do starych zwyczajów..
Kiedyś wyciągała mi papierosy z pudełka i z każdego wyciągniętego robiła sitko..

Papierosy zaczęłam chować, trzymać pod sufitem albo w zamkniętych szafkach i Pyśka trochę zapomniała o rozrywce..
Wczoraj odkryła w niedostępnym miejscu, które nagle zrobiło się dla niej dostępne

(chociaż nie wiem jak..

) popielniczkę z trzema zapomnianymi petami..

Oczywiście wywlokła je na podłogę i okazały się najlepszą zabawką.. Zabrałam jej to jak najszybciej, ale niedostępne miejsce zostało dzisiaj ponownie zwizytowane..

I dzisaj wywlokła stamtąd patyczki do uszu..

Po powrocie z pracy wyzbierałam, jak mi się wydawało, wszystkie..
Od razu powiem, że niedostępne miejsce było na lodówce..
Dzisiaj rano wyciągnęłam sobie toster, bo miałam ochotę na grzanki.. No i nieopatrznie zostawiłam ten toster jako przeszkodę na drodze na lodówkę..
Na kolację też chciałam grzanki..
Przygotowałam sobie toster, wrzuciłam pieczywko i po chwili zaczęło się dymić z tostera.. i zapaszek jakiś mało przypominający pieczone pieczywko rozszedł się po mieszkaniu..
Wyłączyłam, wyjęłam pieczywko i zajrzałam do środka.. A tam przypieczone patyczki do uszu.. Watka spalona na węgiel i poskręcane resztki plastikowych patyczków..
Grzanek na kolację nie zjadłam, toster wyczyściłam a mieszkanie wietrzy się do tej pory..
