Dzisiaj zamieniłam kołnierz na kaftanik posterylkowy z doszytą nogawką i to był strzał w dziesiątkę.. Miko zaczęła się myć, zjadła chrupki, napiła się wody i nawet próbowała wydostać się z klatki kenelowej.. a wcześniej, po zabiegu, ubrana w kołnierz, tylko leżała, odmawiała jedzenia i robiła wszystko, żeby pozbyć się tego świństwa na głowie..
Tak, że jest nieco lepiej ale tego jak ją utrzymam w klatce przez sześć tygodni, to w ogóle sobie nie wyobrażam..
Za dwa tygodnie kontrola.. więc na razie dwa tygodnie.. a potem..

Na razie jednak czekam na kuwetę.. siusiu nie było od wczoraj a reszty od przedwczoraj.. czas ma do jutra a jak nie, to jedziemy do lecznicy.
Trzymajcie kciuki za pełną kuwetkę..
I za Shatie, z którą jutro jadę na kontrolę po zabiegu.. I już się boję co usłyszę..