Już się nacieszyłam

Jest źle

Już wczoraj w nocy jej oddech mi się nie podobał. Nie położyła się do spania tak jak zwykle tylko szukała wygodnej pozycji, na brzuszku z główką uniesioną do góry. Rano już nic nie zjadła i widać było duszności. Chodzi za mną pomalutku krok w krok, nie chce się bawić, choć wcześniej chętnie biegła za Pifkiem. Mimo jego wysiłków i zachęcania jej nic z tego.
Jak wróciłam z pracy jest jeszcze gorzej, tylko siedzi i bardzo źle oddycha, na bank mamy powtórkę płynu z płucach.
Mimo że nie ma kataru unosi główkę do góry i choć wcześniej się jej to nie zdarzało, teraz stara się oddychać otwartym pyszczkiem. .
Jest bardzo słabiutka, nie skusiła się nawet na surowego kurczaczka, choć miała ochotę.
Weta już nie ma i nie ma go w Krośnie. Mam być u niego jutro o 12-tej.
Miałam jeszcze 1/4 tego sterydu, który wcześniej dostawała i kazał podać, choć to podobno za mało.
Nic więcej nie mogę zrobić

Już chyba nie jestem w stanie jej pomóc.
Nic z tego nie będzie

Zupełnie tracę już nadzieję, że coś będzie lepiej, że da radę żyć

Chodzi tylko za mną powolutku krok w krok i patrzy w górę tymi swoimi oczkami prosząc o pomoc, a ja nic nie mogę

I ten wzrok, taki chory, zupełnie nieobecny.