Iwonami pisze:Nie mam w tej chwili czasu czytać całego wątku. Dodam od siebie, nie wiem czy ASK pisała.
W lecznicach i sklepach, które pozwolą - powiesić ogłoszenia, zamiast pisania maili. Mail trzeba wydrukować, powiesić na tablicy. Nie każdemu się chce, nie każdy ma czas.
Dalej. Wyszukać miejsca dokarmiania kotów, może będą stać miski, wtedy zostawić ogłoszenie w tym miejscu i przycisnąć kamieniem. Ogłoszenia rozwiesić na przystankach autobusowych (nie wolno ale jeszcze nie słyszałam o ukaraniu kogokolwiek za ogłoszenia o poszukiwanych zwierzętach) . Będą zrywać, więc uzupełniać. Przybić też (pineskami albo stacerem chyba tak się nazywa przyrząd tapicerski) do drzew w pobliżu przystanków i w ruchliwych miejscach, w taki sposób, żeby idący ludzie musieli zobaczyć.
Bezwzględnie podać wysokość nagrody. Mojej Ogryni nawet policjanci szukali, nie wspominając o menelach i pijaczkach. Mówili, że robią to dla kasy.
Do instytucji chodziłam osobiście i zostawiałam ogłoszenia na portierniach. Czasem pozwalali mi wieszać na tablicach ogłoszeń. Np. w Bibliotece Narodowej.
Ogrynię znalazłam dzięki ogłoszeniu przybitemu do drzewa.
Oprócz tego wydrukować małe ulotki i dawać spacerującym z psami, biegajacym, rowerzystom.
Sugerowałabym zatelefonować do Wydz. Ochrony Środowiska w Wiązownej. Byli tam super ludzie. I chyba dalej są. Dogadać się z nimi, bo oni mają tam punkt przetrzymań zwierząt i umieszczają ogłoszenia na swojej stronie internetowej.
Ponieważ istnieje możliwość, że kot wsiadł do samochodu, oblepiłabym przystanki autobusowe na trasie do Mińska Mazowieckiego i na trasie do Kołbieli.
I KONIECZNIE! zrobić wydarzenie na Facebooku. Oddzielne i stale udostępniane. Nie tylko na tablicach "zgubione zwierzęta".
Dzięki wydarzeniu na Facebooku odnalazł się Racuch zaginiony w Otwocku, a znalazł się w Karczewie. Historia też opisana na forum.
I na koniec: kot, który się zgubił, nawet gdy właściciel stanie obok potrafi zachować się tak, jakby go nigdy nie znał. Jest w takim stresie.
O ile pamiętam Jackowski nie jest dobry w szukaniu zwierząt. Ten, z usług którego ja korzystałam sam ma (miał bo to jednak było parę lat temu) kotkę, którą bardzo kochał. Niestety też nie każdemu pomógł.
Iwonko - jeśli znajdziesz chwilkę czasu - przeczytaj wątek, podobnie jak wątek Bobiego, link w podpisie Sqbiego.
Sqbi zrobił już chyba wszystko, tak jakbyś prowadzila go za rękę. Ale może jeszcze coś Ci się skojarzy.
Wydarzenie udostępniamy, ja nawet częściej niż Polę
