Sytuację w domu mamy w miarę opanowaną. Wszystkie koty z wyjątkiem Puszkina raczej zdrowe.
Ale ruch w interesie musi być na bieżąco więc atakują z każdej strony.
A to ruda wsiowa pierdoła, poniewierana przez wsiowych kocurów (już po kastracji czeka na nowy dom)
A to trzy maluszki błąkające sie po parkingu, dwa złapane do klatki łapki, a trzecia jeszcze się nie złapała więc czekamy.
A to dwie zguby, które ktoś z litości przygarnął, a jak wstawiłam na fb nagle okazało się, że mają właścicieli. Szkoda tylko, że przez ten czas od zaginięcia zupełnie nikt ich nie szukał. Oczywiście zapchlone i weterynarza na oczy od urodzenia nie widziały. Aż było żal oddać

Jutro wyprawa na szczepienie z koteczką, która była chora na PP. Nowa pani koteczki bardzo odpowiedzialnie sie kotkami zajmuje, ale nie mając nigdy wcześniej kotów u weta potrzebuje mojego wsparcia.
Dla uwieńczenia tego wszystkiego bardzo pochorowała się moja Malutka. Zielone gluty i kipy mam wszędzie, wszystko obsmarkane, nosek zaklejony smarkami i tym razem bez weta się nie obejdzie, więc się wybieramy w przyszłym tygodniu. O ile u weta Malutka nie wykazuje cienia agresji, to w domu jest kotem nieobsługiwalnym, chowa się, ucieka, warczy na wszystko, aż strach się zbliżać i będzie trzeba nawet na zastrzyk jeździć codziennie, bo w domu nie wykonam tej czynności sama. U niej to ewidentnie cierpią zatoki i jest to stan już przewlekły, zaniedbany przez mnie

Do tego moje auto wymaga natychmiastowego remontu, bo jeżdżę bez przeglądu, a pozytywny przegląd jest niestety uzależniony od poprawienia kondycji tego czegoś, co jeszcze jakoś jeździ, a już dawno nie powinno. Chyba rozumie powagę sytuacji, że koty nie mogą zostać bez pomocy . Jemu niestety tez trzeba pomóc, aby mogło się ze stawianych przed nim wymagań wywiązać.