Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać raka!

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Śro wrz 05, 2018 20:09 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

Jeden pobiłam tę rękę bez węzłów i krwiak duży i boli a na dodatek mam pod opieką gołębia który miał obwiązane palce i gniły mu nogi :(
ObrazekObrazek
Obrazek

Kocia Lady

 
Posty: 7534
Od: Wto sie 18, 2009 22:11
Lokalizacja: Białystok

Post » Śro wrz 05, 2018 20:36 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

Serce masz wielkie, dbaj o siebie. Uściski
ObrazekObrazek

czarno-czarni

Avatar użytkownika
 
Posty: 39719
Od: Pon lip 21, 2008 12:35
Lokalizacja: fizycznie - miasto na K. Ale tylko fizycznie.

Post » Czw wrz 06, 2018 20:14 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

Wątek czas nowy zacząć. Dzięki kochana też ściskam! Gołab wygląda tak.
Obrazek
Obrazek
Dalej antybiotyk kontynuacja. Zmieniłam karton i ścięłam kawał gałęzi żeby sobie siedział i fruwał. Je i pije.
A to nowe koty do karmienia na osiedlu 2 kilkumiesięczne kocurki
Obrazek
Obrazek
ObrazekObrazek
Obrazek

Kocia Lady

 
Posty: 7534
Od: Wto sie 18, 2009 22:11
Lokalizacja: Białystok

Post » Śro wrz 12, 2018 14:42 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

u gołębia ropień na nóżce lewej dziś przecięty, maść ichtiolowa i dalej antybiotyk, ale o niebo lepiej, koleżanka finansuje jego leczenie ja tylko kupić muszę maść dać swój probiotyk i siano. Przeżyłam też chwile grozy z Misią którą przygarnęłam po 4 letnim ponad dokarmianiu przy śmietniku. Zaczęła wymiotować i źle się czuć, na szczęście Fundacja zgodziła się pokryć wizytę dostała zastrzyk i kroplówkę i pomogło na szczęście. Dzięki koleżance z Niemiec która przysłała 50 euro (bank odtrącił -5 :evil: ) i uprzejmości firmy Josera zamówiłam 2 worki dobrej Josery i koleżanka Marta z Warszawy przysłała Felixy w saszetkach oraz 20 kg Josery. Pomieszam ze Smillą i pełnowartościowe pyszne jedzenie zwłaszcza, że podrzucają kociaki, warto karmić lepszą karmą niż taką śmieciową. Jutro moja kolej na wysypisko, bo wczoraj byłam u kardiologa! Serce bije nieustannie :1luvu:
Domki przejrzane stan dobry, gdzie nie gdzie poprawki wymiana siana i zrobiłam już nowe, zima, jak co roku nam niestraszna.
Dziękuję też dobrej duszyczce które podreperowała mój budżet odnośnie swoich 4 rozpuszczonych huncwotów, ale niestety ani puszka Felix ani nawet Animonda im nie smakuje, każdy je co innego i domaga się tego silą :strach: :oops: inaczej zaraz chorują 100 razy wchodzą i wychodzą na dwór i takie życie, kotki wolą gotowane mięso, dobre chrupki, czasem ciut dobrego jogurtu albo masełka a kocur Tofik najlepsze chrupki ostatnio kupiłam bezzbożowe z Farminy, no coż lepiej wydać na jedzenie niż potem na wetów :( :( :( ja na szarym końcu
ObrazekObrazek
Obrazek

Kocia Lady

 
Posty: 7534
Od: Wto sie 18, 2009 22:11
Lokalizacja: Białystok

Post » Śro wrz 12, 2018 16:15 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

Super, ze sie z josera udało. Robisz super robotę
ObrazekObrazek

czarno-czarni

Avatar użytkownika
 
Posty: 39719
Od: Pon lip 21, 2008 12:35
Lokalizacja: fizycznie - miasto na K. Ale tylko fizycznie.

Post » Wto wrz 18, 2018 20:56 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

Ptak coraz lepiej lada dzień poleci!
A to filmik z parkingu 5 łaciaty nie pozuje ale reszta chętnie
https://youtu.be/_8a7gl5VEek
ObrazekObrazek
Obrazek

Kocia Lady

 
Posty: 7534
Od: Wto sie 18, 2009 22:11
Lokalizacja: Białystok

Post » Czw paź 11, 2018 18:45 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

kochani nie piszę gdyż przeżywam traumę....opiszę pokrótce
16.09 poszłam na parking wcześniej, gdyż chciałam iść do kościoła, patrzę idzie za mną kicia staruszka Lusia, która mieszkała w bloku obok parkingu, myślałam, że jest głodna, ale nie prowadzi mnie do klatki. Właścicielka 80 letnia staruszka mieszkała na 2 piętrze i nie raz otwierałam jej klatkę, gdy mnie prosiła i gwiżdżąc zachęcała ją do powrotu do domu. Tym razem patrzę klatka otwarta więc dzwonię, ale odebrał domofon jakiś młody chłopak więc idę na górę. Zachodzę pod drzwiami cały "ekwipunek" koci, czyli kuweta, miski, posłanie itp
No nic dzwonię do drzwi, przedstawiam się zgodnie z prawdą jako społeczny opiekun i pytam o co chodzi, i dowiaduje się, panią zabrała rodzina, mieszkanie wynajęte kotka na klatce, bo oni nie chcą alergia nie lubią itp... no cóż proszę o nr kuzynki staruszki która to mieszkanie wynajęła. Dzwonię dowiaduję się że ciocia mieszka u nich, kotka została bo nie dała się złapać itp Mówię że kotka chodzi po parkingu płacze itp na co ona że nie da rady złapać, więc oferuję pomoc w złapaniu. Zgadza się więc umawiamy się nazajutrz. Przyjeżdża z mężem busem. Idziemy szukać kotki. Sąsiedzi z góry widzą że jest w ogródku u jednego z sąsiadów, gdzie postawiałam domek dla bezdomnej Tygrysi. Wołam.Idzie. No i suma sumarum złapałam ją we własnej klatce bez szamotaniny, zagwizdałam i poszła na ręce. Kuzynka z piekła rodem mówi: ale nie oszukujmy się ona do domu nie wejdzie, mam kanapy za 10 tyś.
To ja mówię w takim razie ją wypuszczam i tu będzie na parkingu, karmię i tak 5 to jedna w to czy tamto, a domki stają styropianowe, więc nocować w ciepłym, też gdzie jest. Ale ona na to, że nie bo co sąsiedzi powiedzą, no i że ciocia płacze i że maja kotkę, i w garażu ma miejsce, a ta wychodziła, więc jakoś się razem zaklimatyzują. Zdenerwowałam się zaczęłam płakać, ale zadzwoniła ciocia i słyszałam jej głos, cieszyła się, że kotka przyjedzie, w końcu Lusię miała ok 15 lat. No i dałam domek nowy ze styropianu i trochę chrupek i 3 Felixy. Pojechali, obiecali zaraz się odezwać, aha kotka tak płakała w transporterze że mój kot Tofik przybiegł i zaczął przeraźliwie miauczeć. I potem zero kontaktu ani smsa ani telefonu, dopiero napisałam przed chemią 19.09 że źle się czuję i denerwuję się to oddzwoniła że wszystko ok, kotka jest itp Ucieszyłam się. Potem znowu cisza ponad tydzień, jak kicia i że proszę zwrócić transporter, w końcu znalazłam telefon w necie do męża,bo mają firmę i zadzwoniłam i zażądałam transportera. Przywieźli i stwierdziła że kotka uciekła 2 dni temu. Następnego dnia poprosiłam koleżankę i jedziemy tam. Niepotrzebnie napisałam że jadę, zgasili światła godz 19 i nie chcieli wpuścić, ale w końcu weszłam na posesję i zaczęłam robić zdjęcia więc wyleciał podpity gospodarz i do mnie z gębą, że zaraz zadzwoni po policję że weszłam na posesje, i tak obleciałam tę posesję, i krzyczałam i płakałam sama już nie pamiętam. Potem poleciałam wokół wołałam gwizdałam nic. To trwało z 30 min, od tamtej pory wylałam morze łez, kotka stoi mi w oczach i uszach, nie mogę zapomnieć jak płakała. 1,5 tyg płakałam całymi dniami, do rana zero snu, do tego doszło, że rozchuśtało mi się serce, i tachykardia wczoraj z rana, jak miałam iść na chemię 139 uderzeń na minutę, ale jakoś po lekach przeszło. Po chemii pojechały ze mną panie z Kotkowa powiesiłyśmy kilka ogłoszeń, i rozmawiały z kuzynem i babcią którą wyprowadził przy balkoniku, okazało się że zaginęła tego samego dnia, jak przyjechali, czyli wieczorem. Koniec. Ogłaszam w internecie i nie mam spokoju ducha, 2 tyg praktycznie wyjęta z życiorysu. Tyle i aż tyle.
Tu jak kotka przyszła za mną na parking.
Obrazek
Obrazek
A tu posesja gdzie pojechała
Obrazek
ObrazekObrazek
Obrazek

Kocia Lady

 
Posty: 7534
Od: Wto sie 18, 2009 22:11
Lokalizacja: Białystok

Post » Czw paź 11, 2018 19:03 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

A tu 2 smsy od pani do mnie
Ogłoszenia nie wywieszałam bo ich nikt nie czyta jadąc samochodem (to nie blokowisko) a sąsiedzi ( 5) wiedzą i nikt nie mówił że ją widuje. Karma jest wystawiona w 2 miejscach i codziennie znika więc okoliczne koty już się zbiegają. Wkrótce na karmę będę wydawać że 2 stówy miesięcznie... odpuszczam sorki...
Tak. na prawdę nie było jej już na 2 dzień. ja tylko nie chciałam Pani za smucic ta wiadomościa i oszczędzić nerwów, ale Pani dalej się nakręca twierdząc że wywieźliśmy ją do lasu...UWAŻAM TEMAT ZA ZAMKNIĘTY I PROSZĘ MNIE NIE NEKAC JUŻ WIĘCEJ. robię blokadę na Pani numer więc proszę nie czekać na odpowiedzi. ŻEGNAM PANIĄ I ŻYCZĘ POWODZENIA W NAPRAWIANIU ŚWIATA
ObrazekObrazek
Obrazek

Kocia Lady

 
Posty: 7534
Od: Wto sie 18, 2009 22:11
Lokalizacja: Białystok

Post » Czw paź 11, 2018 19:19 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

Tak zwani ludzie i polska, gdzie zwierzę jest niczym. Nawet nie rzeczą, bo rzecz ma wartość.
Stało się, ale ile dobra zrobiłaś, nie daj się zniszczyć i popsuć zdrowia.

czarno-czarni

Avatar użytkownika
 
Posty: 39719
Od: Pon lip 21, 2008 12:35
Lokalizacja: fizycznie - miasto na K. Ale tylko fizycznie.

Post » Pt paź 12, 2018 1:00 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

Co za @ zabierajac ja na sile od Ciebie od razu wiedziala, ze n ie wpusci jej do domu bo ma drogie kanapy. To po co ja brala. Kotka walesa sie gdzies po osiedlu nowobogackich o kamiennnych sercach bo wyczula, ze to zli ludzie. Gdyby kotke wpuscila do domu nie musialaby wystawiac misek na zewnatrz, zeby schodzilyl sie obce koty. A wiec na tym osiedlu sa koty i kicia napewno gdzies tam sie zaszyla biedna i nie rozumie co sie dzieje....nowe miejsce, brak dotychczasowej opiekunki :cry:
Dla niej to tragedia. Biedna koteczka :201461 :201436
Ronda 25.04.2014[*]
Cindy 21.08.2018[*]
Koty potrafia zranic w jeden sposob - odchodzac
Henrik Ibsen

Cindy

Avatar użytkownika
 
Posty: 4394
Od: Śro lut 11, 2009 13:23
Lokalizacja: Gdynia

Post » Pt paź 12, 2018 1:07 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

KociaLady popros jakas prezna organizacje zeby pojechala do tych okropnych ludzi z toba i odebrali tego kocine.niech babiszona wezma na strachy czy szukaja biednej kotki.
"Nie nowina, że głupi mądrego przegadał; Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał, tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł; Na koniec, rzekł mądry, by nie być w odpowiedzi dłużny:
Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz próżny."
(z I.Krasickiego)

meggi 2

 
Posty: 8653
Od: Sob lip 07, 2007 21:16

Post » Pt paź 12, 2018 11:06 Re: Białostockie koty potrzebują karmy a ja muszę pokonać ra

Wspolczuje :( Co za koszmar. Wstretna baba.

zuza

Avatar użytkownika
 
Posty: 75029
Od: Sob lut 02, 2002 22:11
Lokalizacja: Warszawa Nowodwory

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: ewar, Google [Bot], Katmal, lilianaj, Meganmok, tamborella, ultra75 i 69 gości