Dyżur ogarnięty, choć szło niemrawo.
Zaczęłam od szpitalika, więc co się działo na ogólnym to chyba nie chcę wiedzieć, tylko słyszałam. Dopiero jak jeść dostały to się uspokoiło i nagle wszystkim się zachciało spać.
Pysi nie przeniosłam na ogólny, bo się dziewczyna wygrzewała w klatce, zostawiłam jej otwartą, pozostałą resztę pozamykałam, ale nie chciała wyjść, a jak spróbowałam ją wziąć na ręce to usłyszałam veto. Więc odpuściłam.
Iskierka nie miała dziś kupy, więc dosypałam jej parę ziarenek fibry. U pozostałych w szpitaliku piękne komplety. Obyło się bez pawików i sików w nie odpowiednich miejscach

Hela pięknie zjadła wczorajsze mokre, Marta co to było? Ja jej dałam felixa, bo innych karm ode mnie nie chce

W Ptysiowym pokoju Amelka pod fotelem, Franek nie chciał mi zjeść mokrego, Ptyś też nie bardzo, dopiero wyszedł na chrupki.
Przy podawaniu jedzenia na ogólnym musiałam wprowadzić dyscyplinę, bo nie wiem kto by nie przeżył ja czy reszta. Najpierw wpuściłam do kuchni dwóch wariatów, a później nakarmiłam resztę. Pozostałości z misek dokończyli oczywiście kawalerowie.
W kuwecie fiołkowej Migotek zrobił przy mnie nieładną kupę. Podobne były w kuwetach przy składziku, nie takie musztardowe ale paćkowate
Dostawiłam jedną kuwetę. Wszystkie leki i zastrzyki (oprócz bruniowego) podałam.
A na koniec zrobiłam sobie kawkę i przyszedł do mnie Franek wymiziać się, a Fiołek przymierzał na kolana. Pougniatał, pougniatał, ostatecznie jednak zrezygnował. Stwierdzam, że wszystkie Franki to fajne chłopaki
