Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania + i jeszcze Krysia

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto paź 04, 2016 11:51 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

zabers pisze:
sqbi90 pisze:...Jak Twój Glucur czyli jak? :)

czyli 73 cm (bez ogona) i 10 kg.
(jest gruby, ale ma alibi - od 5 lat jest astmatykiem na wziewach. Jako zdrowy ważył 7 kg)


No u mnie w domu rodzinnym był w sumie też taki wielki kocur, 10kg bez nadwagi, Batmanek, ale on rósł jakoś regularniej i jako kociak był... hm... wymiarowy? :lol: Głaski dla Glucura :201461

Ewa L. pisze:Też się przywitamy na wątku Bobcia super koteła. :mrgreen: :ok:
Krówki są wyjątkowe i barrrrrrdzo charrrakterne - wiem po swojej :mrgreen:


Dzień dobry! :mrgreen:
Owszem, są. Większość kotów, które przewinęły się przez moje życie, to były krówki i buraski. Nie rozumiem czemu są takie "niechodliwe" :twisted:

gusiek1 pisze:
sqbi90 pisze:A to Hanełke podróżniczka:

Czyli Hania ma podróżująco-Bobikowo-tatełkowy domek? :)
Ale Bobik i Hania mają szczęście, że trafiliście na siebie w czaso-przestrzeni :)


Hanełka jest moim tymczasem, po tym jak większość pozostałych kociąt ze żwirowni udało mi się upakować po znajomych. Dwójka najsilniejszych i najzdrowszych po odrobaczeniu została u gospodarza, który te kotki znalazł, bo jego wnuki urządziły histerię, że co podjeżdżam, to zabieram im kotka :oops: Zresztą wszystko opisane w poprzednich postach, co się będę powtarzał :lol: Reszta chorasków poszła do dobrych, odpowiedzialnych domków. Hania się ostała, była najsłabsza i wymagała szczególnej opieki, gospodarz (nie ze złej woli) spytał się mnie, czy nie mógłbym "skrócić cierpień" kotka, bo on nie ma serca. Zabrałem w tempie ekspresowym, tym bardziej, że Hania była taka urocza, że na widok mój, koleżanki i kumpla, po prostu przybiegła do nas w te pędy z drugiego końca podwórka mimo chorych łapek.

Także Hania to tymczas. Tak jakby. Teoretycznie. Bo nie oddam jej za cholerę nikomu nieznajomemu, bo będę tęsknił. Już pozostałe oddawałem z bólem w sercu, a szczególnie krówka Krowę, który dostał imię po Krowie z wątku "Krowa na wypasie", bo największy był z rodzeństwa i bardzo doń podobny :) Ale jego jeszcze, z bólem serca, bo z bólem, ale oddałem, bo od pierwszego dnia miał dom nagrany u rodziców koleżanki, na wsi, ale odpowiedzialnych i świadomych, że kota na początku wypuszczać nie należy, nie karmi się resztkami ze stołu i leczy. Zwierzoluby ogólnie, zresztą zawiozłem go sam, żeby sprawdzić warunki, a pozostałe domki kociaków znam od dawna, więc nie miałem oporów.

Ale Hania... Coś mi się widzi, ze ona tym teoretycznym tymczasem już zostanie permanentnie. :lol: Jest tak urocza i kontaktowa, że bez problemu znalazłbym jej dom, ale super znajome domki chwilowo się wyczerpały, a nieznajomym bym się chyba bał. Ja zwierząt mieć nie powinienem, co już pisałem i czego będę się trzymał, ale na ten moment Haniutek zostaje, przynajmniej do całkowitego wyleczenia, a możliwe, że na stałe :oops: :lol: Chyba, że zdecydowałaby się moja mama, wieloletnia użytkowniczka tego forum, ale mieszka w wynajmowanym mieszkaniu z balkonem z wyjściem na dach, którego nie ma jak zabezpieczyć i podróżuje w sumie niewiele mniej ode mnie, więc nie wiem czy to ma jakikolwiek sens.

Rozpisałem się, przepraszam :lol: Odpowiadając na pytanie: tak, CHYBA Hania ma podróżująco-Bobikowo-tatełkowy domek :kotek: chyba, że znajdę jej dom na 6+, który w dodatku będzie zdawał mi stałe relacje z jej życia. W co wątpię :D

A czasoprzestrzeń długo jakoś omijała mnie z podsyłaniem różnych bied. Teraz zaczęła działać ze zwielokrotnioną siłą :strach:

Gosiagosia pisze:My też się przywitamy na wątku Bobika i malutkiej Hanulki. :1luvu:
Pięć stron przeczytałam jednym tchem i jestem pełna podziwu :201494 :201494 :201494 dla Ciebie. Andrzeje to bardzo fajne chłopy, coś na ten temat wiem bo mam w domu jednego Andrzeja - super kociarza (a podobno kiedyś nie lubił kotów 8O ).
Trzymam mocno kciuki za szybkie wyzdrowienie Hani i za dalsze dobre życie dla niej.
Pozdrawiamy


Cześć!
Cieszę się, że przeczytałaś i cieszę się, że uważasz, że Andrzeje, to bardzo fajne chłopy. Ja tylko chciałbym dodać, ze Andrzej to nie imię, Andrzej to styl życia :twisted:

Hania zdrowieje z dnia na dzień, fika, bawi się, gryzie mi rękę i wdrapuje się po nodze, zostawiając krwawe ślady :strach: Łapki jeszcze jej się czasami poplączą i bolą po intensywnej zabawie, ale znacznie mniej. Oddycha chrapliwie i kicha, ale nie ma już ciągłego wysięku z nosa i ogólnie widać poprawę. Oczu już nawet nie przemywam, bo nie ma z czego, dostaje tylko antybiotyk (1/4 tabletki Synergalu co 12 godzin). Na wadze przybiera powolutku, ale nieustająco. Nie ważyłem jej od kilku dni, ale widzę gołym okiem. Może zważę ją zresztą wieczorem, jak się dokopię do wagi kuchennej :lol:

Mam z Hanią tylko jeden problem. Nie chce jeść mokrego. Skubnie troszkę i tyle, woli chrupki. Dobrze chociaż, że popija mlekiem (nie krowim, taki napój mleczny dla kotów kupuję, bo Bobi ani Hania nie chcą za bardzo pić wody). Bobcio dla odmiany tylko mokre, chyba, że jest głodny jak mnie dłużej nie ma, wtedy zje suche, ale bez wielkiego przekonania. Ktoś, coś, jak przestawić kota, żeby podstawą diety było mokre, a suche jako dodatek? Czy w ogóle z takim przestawianiem lepiej się wstrzymać, skoro Hania chętnie chrupie, aż dojdzie do siebie?
Ksz.

sqbi90

Avatar użytkownika
 
Posty: 1195
Od: Śro sie 31, 2016 2:17
Lokalizacja: Poznań/Warszawa/Świat

Post » Wto paź 04, 2016 12:13 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Co do nie chodliwości .........czy ja wiem ? Ludzie zawsze są dziwni. Moim zdaniem adoptujesz kota dla samego kota a nie dlatego że on rudy, bury czy czarny.
Ja wcześniej nie miałam z kotami nic wspólnego bo w moim domu były tylko psy. Ale przyszedł moment ,że dojrzałam do kota . Moim ideałem był czarny z zielonymi oczami a zakochałam się w biało burej malutkiej koteczce Zuzi. Krówka trafiła mi się przypadkiem jako małe kocię ot tak na chwilę ale została na zawsze. Duża kocica z niej wyrosła. 6 kg kociałka , długie łapy i długa jak przecinek .
Obrazek

Ewa L.

Avatar użytkownika
 
Posty: 70693
Od: Śro lut 27, 2013 20:02
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto paź 04, 2016 20:11 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Ja się kota nie spodziewałem w swoim życiu, także ideału nie miałem :lol: i zdaje się, że nadal nie mam.

Koteły są razem. Hanka zaczepia Bobcia, Bobcio nie zdaje sobie sprawy ile ma siły, Hanka płacze. Bobcio daje spokój, Hanka drapie mu pyszczek. Mocno, brzydkie ślady są. Bobcio się na niej kładzie, Hanka drze się tak, jakby ją kto żywcem ze skóry obdzierał. Zabieram Bobcia. Haniutek goni go i gryzie z całej siły w ogon, Bobcio zaczyna na nią polować. Hanka znów się wydziera :strach:

A potem śpią przytulone. Na mojej poduszce.

Nie rozumiem :|
Ksz.

sqbi90

Avatar użytkownika
 
Posty: 1195
Od: Śro sie 31, 2016 2:17
Lokalizacja: Poznań/Warszawa/Świat

Post » Wto paź 04, 2016 20:36 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

sqbi90 pisze:Ja się kota nie spodziewałem w swoim życiu, także ideału nie miałem :lol: i zdaje się, że nadal nie mam.

Koteły są razem. Hanka zaczepia Bobcia, Bobcio nie zdaje sobie sprawy ile ma siły, Hanka płacze. Bobcio daje spokój, Hanka drapie mu pyszczek. Mocno, brzydkie ślady są. Bobcio się na niej kładzie, Hanka drze się tak, jakby ją kto żywcem ze skóry obdzierał. Zabieram Bobcia. Haniutek goni go i gryzie z całej siły w ogon, Bobcio zaczyna na nią polować. Hanka znów się wydziera :strach:

A potem śpią przytulone. Na mojej poduszce.

Nie rozumiem :|

Jak najbardziej udany związek sado-maso :mrgreen:
NA PILNE LECZENIE KOTÓW Z CMENTARZA- KONTO
https://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=157308

mziel52

 
Posty: 15250
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Wto paź 04, 2016 20:49 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Spróbuj kupic mleko bez laktozy. W biedronce 2.99 za 1 litr. To mleko możesz śmiało podawać kotkom.
Wiesz co, tak myśle ze skoro pokochałes Hanię to ona zostanie i bedzie sie Bobiemu lepiej żyło pod Twoja nieobecność.

Suchym sie nie martw. Znam koty które jedzą tylkonsuche :ok:
A spróbuj kupic jakieś udka z kurczaka, serduszka. Obgotuj, lub sparz wrzątkiem :ok: powinny chętnie jesc
"Dom należy do kotów. My tylko spłacamy kredyt"
Obrazek

Moli25

Avatar użytkownika
 
Posty: 19616
Od: Pon gru 22, 2014 21:40
Lokalizacja: K. Wrocław

Post » Wto paź 04, 2016 21:10 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Też mam parkę i na początku te brutalne zabawy bardzo mnie przerażały. :strach: A wrzask "mordowanej" ofiary naprawdę szarpie nerwy. Teraz rzadko interweniuję. Obserwuję tylko, czy nie przekraczają granic... :201461

Nie wierzę, że mógłbyś oddać Hanię :?

Alija

 
Posty: 2206
Od: Czw maja 19, 2016 6:12
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto paź 04, 2016 21:11 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

mziel52 pisze:
sqbi90 pisze:Ja się kota nie spodziewałem w swoim życiu, także ideału nie miałem :lol: i zdaje się, że nadal nie mam.

Koteły są razem. Hanka zaczepia Bobcia, Bobcio nie zdaje sobie sprawy ile ma siły, Hanka płacze. Bobcio daje spokój, Hanka drapie mu pyszczek. Mocno, brzydkie ślady są. Bobcio się na niej kładzie, Hanka drze się tak, jakby ją kto żywcem ze skóry obdzierał. Zabieram Bobcia. Haniutek goni go i gryzie z całej siły w ogon, Bobcio zaczyna na nią polować. Hanka znów się wydziera :strach:

A potem śpią przytulone. Na mojej poduszce.

Nie rozumiem :|

Jak najbardziej udany związek sado-maso :mrgreen:


:ryk: :ryk: :ryk: :ryk: oj tak :1luvu:
Gdy cię znalazłam, nie wiedziałam, co z tobą zrobić.
Dziś nie wiem, co zrobię bez ciebie...
Marcel 7.10.2007 - 26.07.2021

kwinta

Avatar użytkownika
 
Posty: 7330
Od: Śro maja 21, 2008 20:47
Lokalizacja: Wielkopolska

Post » Wto paź 04, 2016 21:43 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

mziel52 pisze:Jak najbardziej udany związek sado-maso :mrgreen:


Ale to tylko małe kotki! :strach:

Moli25 pisze:Spróbuj kupic mleko bez laktozy. W biedronce 2.99 za 1 litr. To mleko możesz śmiało podawać kotkom.
Wiesz co, tak myśle ze skoro pokochałes Hanię to ona zostanie i bedzie sie Bobiemu lepiej żyło pod Twoja nieobecność.

Suchym sie nie martw. Znam koty które jedzą tylkonsuche :ok:
A spróbuj kupic jakieś udka z kurczaka, serduszka. Obgotuj, lub sparz wrzątkiem :ok: powinny chętnie jesc


No właśnie kupiłem w biedrze to mleko awaryjnie, ale na razie mam zapas mleczka Catessy. Jak się wyczerpie, to pewnie przejdę na to, bo wychodzi duuużo taniej, a tauryny trochę mogę dosypać.

Prawdę mówiąc, ja serio nie powinienem Hani zatrzymać. Dużo podróżuję, nie zawsze swoim samochodem, czasami też koleją, nie zawsze mogę zabrać koty, czasami mam wyjazdy po kilka miesięcy, gdzie kotów nie zabiorę - i już teraz się zastanawiam, u kogo je wtedy upakuję :strach: Chyba, że oddzielnie, jedno do jednej osoby, drugie do drugiej. Ale to też problematyczne, bo większość moich znajomych ma podobny styl życia co ja. Poszedłem trochę na hurra z Bobciem i uznałem, że "jakoś będzie", ale przy dwóch kotach to "jakoś" brzmi już mniej optymistycznie :?

Liczę na to, że jak kupię mieszkanie, to zawsze znajdzie się ktoś chętny do wynajęcia za frajer w zamian za opiekę za kotami. I że nie trafię na jakiegoś nieodpowiedzialnego głąba.

Też znam takie kotki, co jedzą tylko suche, ale wiem też, że to nie jest zbyt zdrowe. Bobcio i Hania dostają po kawałku skrzydełka, podroby luzem jako przysmak, częściowo też mieszanki barfowe, ale na razie rzadko, bo o ile na psim barfie się jako tako znam, o tyle w kwestii kociego musiałbym się potężnie doedukować. Poza tym ze względu na wyjazdy nie mogę sobie pozwolić na przyzwyczajenie ich jedynie do surowizny, bo kto się w to będzie bawił jak gdzieś mnie wetnie na dłużej :lol: Bobi chętnie zmiata wszystko poza chrupkami, Hanka jest bardziej wybredna. Tzn. ostatnio ukradła mi kawałek skórki od chleba, ale już na surowe mięso kręciła noskiem i domagała się chrupek. :roll: Obgotowanego nie próbowałem, sparzone tylko, ale spróbuję. Może to księżniczce podpasuje. A jak nie, to niech żre te chrupki skoro taka wola.

Alija pisze:Też mam parkę i na początku te brutalne zabawy bardzo mnie przerażały. :strach: A wrzask "mordowanej" ofiary naprawdę szarpie nerwy. Teraz rzadko interweniuję. Obserwuję tylko, czy nie przekraczają granic... :201461

Nie wierzę, że mógłbyś oddać Hanię :?


Ja się boję, bo Hania sama zaczyna, a jest bardzo malutka. Ona waży jakieś 900g, a Bobcio 2,6kg (dane sprzed kilku dni), chociaż są prawie w tym samym wieku. W dodatku Bobcio nie ma wyczucia, ja się z nim bawię ręką w zapasy i mam całą poszarpaną, podrapaną i pogryzioną - tak, wiem, że nie powinno się tak z kotem bawić, ale nie mogę się powstrzymać. :twisted: To chyba wynika z tego, że jako malec był sam, bez rodzeństwa i nie wyczaił, że to może kogoś boleć. Hania zaczepia Bobcia, a on ją gryzie naprawdę mocno. Hanka za to w zabawie z nim nie chowa pazurów i boję się, że mu zahaczy chore oko. Pilnuję jak się da, ale nie zawsze mam jak pilnować. Liczę na to, że jednak się trochę uspokoją jak dłużej ze sobą pobędą. W którym momencie wg Ciebie wypada przekraczanie granic?

Co do oddania Hani: nie chcę, ale jeżeli np. moja mama by się zdecydowała (wieloletnia użytkowniczka tego forum zresztą :lol: ), to rozsądek by chyba zwyciężył. Obcemu nie oddam, nie ma szans. Nie wchodzi w grę miejsce, co do którego nie byłbym absolutnie pewien i nie miał stałego kontaktu. Chyba nie nadawałbym się na dom tymczasowy, bo bym obrósł w koty i musiał pracę rzucić :lol:

kwinta pisze:
mziel52 pisze:Jak najbardziej udany związek sado-maso :mrgreen:

:ryk: :ryk: :ryk: :ryk: oj tak :1luvu:


Ja się was chyba zaczynam bać :strach: :lol:
Ksz.

sqbi90

Avatar użytkownika
 
Posty: 1195
Od: Śro sie 31, 2016 2:17
Lokalizacja: Poznań/Warszawa/Świat

Post » Wto paź 04, 2016 22:00 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Przekraczanie granic to akcja, kiedy agresor wskakuje na plecy ofiary, gryzie w kark, unieruchamiając biedaka. Kot w parterze nie może się odwrócić, żeby się odgryźć, nie może też uciec. Może tylko wrzeszczeć :strach: . Wtedy interweniuję. I to nie są zaloty, chociaż pozycja podobna.
Na ogół jednak ataki są naprzemienne - a potem słodkie, wzajemne mycie pysiów

Alija

 
Posty: 2206
Od: Czw maja 19, 2016 6:12
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto paź 04, 2016 22:38 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Alija pisze:Przekraczanie granic to akcja, kiedy agresor wskakuje na plecy ofiary, gryzie w kark, unieruchamiając biedaka. Kot w parterze nie może się odwrócić, żeby się odgryźć, nie może też uciec. Może tylko wrzeszczeć :strach: . Wtedy interweniuję. I to nie są zaloty, chociaż pozycja podobna.
Na ogół jednak ataki są naprzemienne - a potem słodkie, wzajemne mycie pysiów


Hmm... Muszę się dokładniej przyjrzeć. Bo Bobi wskakuje na Hanię i ją gryzie, owszem, ale chyba wszystko mu jedno, czy robi to w kark czy w tyłek :lol: A to wskakiwanie raczej wynika z różnicy wielkości - po prostu Bobcio jak by nie wskoczył, to zakrywa Hanię całym sobą. Interweniować w takich sytuacjach? To się powtarza średnio co pięć minut :evil: Do mycia pysiów jeszcze nie doszły. Aaaa... I Hania syczy na Bobcia jak ten na nią skoczy, ale jak go z niej zdejmę, to od razu sama znowu zaczepia. Bobi fuknął raz, jak spał, a Hania z przyzwyczajenia (tak robiła z rodzeństwem) chciała się położyć na nim. Jest taka malutka, że spokojnie by się zmieściła, ale jemu to nie przypadło do gustu :lol: Ataki naprzemienne, czyli bez rzucania na plecy jednej ze stron, tylko wzajemne zaczepianie? Pytam, bo była raz dwójka kociąt w domu, ale to było wiele lat temu, gówniarz byłem, a poza tym poza kociakami obecna była ich matka i to ona w razie "wu" interweniowała.
Ksz.

sqbi90

Avatar użytkownika
 
Posty: 1195
Od: Śro sie 31, 2016 2:17
Lokalizacja: Poznań/Warszawa/Świat

Post » Wto paź 04, 2016 22:57 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Jeżeli mała nie boi się Bobcia, nie unika wyraźnie jego towarzystwa, a nawet sama go zaczepia, to nie ma się czym martwić.
Gdyby było groźnie, to sam byś zauważył :201461

Alija

 
Posty: 2206
Od: Czw maja 19, 2016 6:12
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto paź 04, 2016 23:26 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Łyknęłam cały wątek jednym duszkiem :)
I się pewnie tu zagnieżdżę, fajnie takie historie czytać :D

Z tymi kotami tak już jest - zaczynasz od znalezienia jednego a po kilku latach gdzie nie spojrzysz widzisz kota. Albo cztery. Albo stado...
Własnego kota mam jednego (Czwórkę) i pół (Elka ma wpisanych do papierów jako właścicieli mnie i Tomka, naszego wspólnika) ale co roku trafia nam się jakaś nadprogramowa bieda, której szukamy domu. Ale domy się nam już kończą, obdzieliliśmy kotami bliższych i dalszych znajomych oraz Krewnych I Znajomych Królika. A tu znów dziewięć kotów do rozdania... Urodzaj :( Póki co karmimy, sterylizujemy co się da, robimy domki i budki, żeby im zimno i głodno nie było. Czarno widzę...

Wspomniałeś, że Miau to tradycja rodzinna - czyim synem jesteś Andrzeju?
Nasze wątki:Czarno Widzę i Szarość nie radość, a tu nas zobaczysz #cats.on_tour

Obrazek

haaszek

Avatar użytkownika
 
Posty: 2979
Od: Pt cze 23, 2006 18:43

Post » Wto paź 04, 2016 23:48 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Alija pisze:Jeżeli mała nie boi się Bobcia, nie unika wyraźnie jego towarzystwa, a nawet sama go zaczepia, to nie ma się czym martwić.
Gdyby było groźnie, to sam byś zauważył :201461


Odetchnąłem z ulgą. Nie unika, sama szuka jego towarzystwa, zaczepia, podgryza i się przytula. Ogólnie wygląda na to, że bardzo chce się zaprzyjaźnić, a że konkretna z niej cholera, jako i z Bobcia, to ciągle się tłuką. :)

haaszek pisze:Łyknęłam cały wątek jednym duszkiem :)
I się pewnie tu zagnieżdżę, fajnie takie historie czytać :D

Z tymi kotami tak już jest - zaczynasz od znalezienia jednego a po kilku latach gdzie nie spojrzysz widzisz kota. Albo cztery. Albo stado...
Własnego kota mam jednego (Czwórkę) i pół (Elka ma wpisanych do papierów jako właścicieli mnie i Tomka, naszego wspólnika) ale co roku trafia nam się jakaś nadprogramowa bieda, której szukamy domu. Ale domy się nam już kończą, obdzieliliśmy kotami bliższych i dalszych znajomych oraz Krewnych I Znajomych Królika. A tu znów dziewięć kotów do rozdania... Urodzaj :( Póki co karmimy, sterylizujemy co się da, robimy domki i budki, żeby im zimno i głodno nie było. Czarno widzę...

Wspomniałeś, że Miau to tradycja rodzinna - czyim synem jesteś Andrzeju?


Dobry wieczór :) Cieszę się, że dobrze Ci się czytało. Zagnieżdżaj się skolko ugodno, im nas więcej tym weselej :lol:

Z tymi kotami, to właśnie zauważyłem. Widzę je dosłownie wszędzie i trochę mnie to przeraża. Ja miękkie serce mam, chociaż raczej na to nie wyglądam :lol: I wiem, że nie odmówię miejsca u siebie żadnej kolejnej biedzie. A ani mnie na to nie stać, bo chwilowo - ze swojej własnej durnej durnoty - popadłem w kłopoty, ani czasu na to nie mam. Cóż... Będzie jak będzie. Zwykle najpierw robię a potem myślę, ale jakoś jeszcze nie musiałem tego żałować. :)

U mnie dwa domki dla kotów będą, bo w jednym jest kot staruszek, chory, który wielkimi krokami zbliża się do konieczności eutanazji (choć ani trochę mu tego nie życzę!), a w drugim trwa właśnie po kotku żałoba i jeszcze nie są gotowi, ale jak będą, to się na pewno zgłoszą. Ale co potem? :strach:

Że tradycja, to dowiedziałem się przypadkiem ze strony mamy. Ma szmergla na punkcie kociszonów, chociaż od pewnego czasu walczy i nie wchodzi na internety. Nick _Gusia_, wcześniej catsnkit, prowadzi stronę: http://www.cats.alpha.pl :) Wzięła kotka z tego tematu: viewtopic.php?f=1&t=4286&hilit=chce+Buraska+ze+Strony+Adopcyjnej%3F

Myszkin ma dzisiaj 14,5 roku i jest statecznym starszym panem. Zapoznał się przedwczoraj z Bobciem i z Hanią. Uwielbia się przytulać i jest bardzo, bardzo towarzyski. Nie trafił źle, gwarantuję. Natka wspominana w tym temacie niestety zmarła ze starości. Był jeszcze jeden kotek, Szajka, która odeszła w wieku 7 lat przez chorobę nerek. Nie dało się jej uratować.


Wasze zdrowie :) W końcu mogę się piwa napić jak człowiek, bo nie muszę wstać o piątej :lol:
Ksz.

sqbi90

Avatar użytkownika
 
Posty: 1195
Od: Śro sie 31, 2016 2:17
Lokalizacja: Poznań/Warszawa/Świat

Post » Śro paź 05, 2016 0:07 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

Kojarzę Myszkina ze starych watków, kiedy dopiero przyszlam na Miau :)

Dobrze, że Bobek lubi jeździć samochodem, to wiele ułatwia. Mamy w rodzinie takiego histeryka, który sika ze strachu jak się go tylko na klatkę schodową wyniesie, a w samochodzie jedzie z głową schowaną pod kurtkę. Taki cykor. Ale dla Kotka samochód to drugi dom, uwielbia długie podróże - przedwczoraj wstałam o piatej żeby dziecko do pociągu odwieźć to się plątał między nogami bo myślał, że też jedzie z nami. A zedrzeć do przed ósmą, żeby go w szelki ubrać i zabrać do pracy to jest okropnie śpiący i wstawać mu sie nie chce.
Nasze wątki:Czarno Widzę i Szarość nie radość, a tu nas zobaczysz #cats.on_tour

Obrazek

haaszek

Avatar użytkownika
 
Posty: 2979
Od: Pt cze 23, 2006 18:43

Post » Śro paź 05, 2016 0:14 Re: Historia pewnego cudzoziemca + mała Hania

haaszek pisze:Kojarzę Myszkina ze starych watków, kiedy dopiero przyszlam na Miau :)

Dobrze, że Bobek lubi jeździć samochodem, to wiele ułatwia. Mamy w rodzinie takiego histeryka, który sika ze strachu jak się go tylko na klatkę schodową wyniesie, a w samochodzie jedzie z głową schowaną pod kurtkę. Taki cykor. Ale dla Kotka samochód to drugi dom, uwielbia długie podróże - przedwczoraj wstałam o piatej żeby dziecko do pociągu odwieźć to się plątał między nogami bo myślał, że też jedzie z nami. A zedrzeć do przed ósmą, żeby go w szelki ubrać i zabrać do pracy to jest okropnie śpiący i wstawać mu sie nie chce.


O proszę. Świat jest mały. Już mnie to nawet nie dziwi, bo się przekonałem o tym wielokrotnie, chociażby spotykając kumpla z podstawówki na ulicy w Rumunii. :lol: Myszkin to już staruszek, ale dziarski. Tylko Hani się przestraszył. Nie wiem jakim cudem.

Hania lubi jeszcze bardziej. Oboje to wybitni podróżnicy i doskonale znoszą każdą zmianę miejsca. Aż w szoku jestem, bo z psem miewałem większe problemy. Chyba na przekór wszystkiemu, akurat mi trafiły się koty, którym miejsca są doskonale obojętne :wink: Trzeba go było wziąć do auta, ucieszyłby się, że ma wycieczkę. Jak tak dzisiaj na myjnię z Hanką jechałem, wyglądała na całkiem zadowoloną. Boję się tylko zostawiać w samochodzie, chociaż odchodzę max na kilka minut, a kot ma wodę, kuwetę i zestaw zabawek.

Chodzisz do pracy z kotem? :)
Ksz.

sqbi90

Avatar użytkownika
 
Posty: 1195
Od: Śro sie 31, 2016 2:17
Lokalizacja: Poznań/Warszawa/Świat

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Lifter i 89 gości