Anaa na pewno będzie dobrze. Z naszych doświadczeń wynika, że czas i cierpliwość robi swoje

Też nie wierzyłyśmy, że nasza była tymczaska Migotka będzie spała w jednym koszyku z Kiarą, rezydentką. I przez pierwsze dwa tygodnie siedzieliśmy jako DT jak na szpilkach. Bo Migusia swój charakterek miała/ma

I baliśmy się, że wróci...
Ale teraz koty śpią. Myją się. Liżą.
A ja modliłam się, żeby tylko chociaż się zaakceptowały...
Bo na początku było fukanie, prychanie. Całe szczęście nie było krwawych łapoczynów,chociaz straszenie było i to dość poważne...
Kiedy dostaliśmy fotki kotów śpiących, przytulonych do siebie, nie mogliśmy w to uwierzyć: że to Migusia...
Nasza obecna Djuna tez sprawiała nam kłopoty. Buczała, czasem i teraz buczy, taki jej urok...Ugryzła dwukrotnie córkę w nogę, chciała na dwór, wyła pod drzwiami...
Po psie i drugim tymczasie też buczała...
Ale uspokoiła się.
Nie robiliśy nic specjalnego: daliśmy Djunie czas.
Migotce też pani dała czas. Choć z pierwszej, nieudanej adopcji, wróciła. Nie umiała się odnaleźć, zaczęła sikać itd.
I ten pierwszy domek dał jej tylko tydzien czasu...
Po czym Migotka wróciła z wielkim hukiem...
Uważam, że czegoś tam brakło w tym domu..
Właśnie chyba czasu, cierpliwości i akceptacji. Może mieli inne oczekiwania wobec koteczki? Nie wiem...
Bo w teraźniejszym domku jest ukochaną koteczka, nie sprawiającą żadnych problemów. Naprawdę...
Dla Was wszystkich jest to nowa sytuacja i musicie się wszyscy poznać i zgrać.
Trzymamy kciuki za Karmelkowy domek
I pozdrawiamy Satyrków
