Wkleję jeszcze najnowsze wieści z poprzedniego wątku (mam nadzieję, zuzia96, że nie masz mi tego za złe):
Już piszę
Nocka minęła spokojnie, kiciunia spała grzecznie w kociej budce, pewnie wreszcie bez strachu i czuwania. Rano powitała mnie mruczeniem i dopominaniem się o jedzonko. Ona biedulka je tak łapczywie, mało miski nie poobgryza, ale boję się dać jej więcej na raz, bo jest strasznie zabiedzona. Można policzyć wszystkie kosteczki, a boczki ma tak zapadnięte, że ciągle ryczę, jak na nią patrzę. Ale to niesamowity miziak, bardzo lgnie do człowieka, bez przerwy ociera się tą chudzieńką dupinką.
To takie białe wystające z nóżki, to nie są kości, a chyba ścięgna, z oczka bez przerwy leje się ropa. Dzisiaj rano może nie powinnam jej dawać jeść, gdyby potrzebna była operacja na cito, ale nie mam sumienia jej głodzić. Zresztą nie wiem, czy w tym stanie ona nadaje się do usypiania, ale to oceni wetka. Zresztą w razie czego to zabieg byłby i tak po południu, a ja jej jeść dałam o godz.7 rano.
W kici jest jeszcze energia, da radę

Już teraz będzie tylko dobrze!! Widać, że nie umie jeszcze poruszać się bez łapki, ale dzielnie wdrapuje się na łóżko. Jest koteczką długołapką (jak Mamrocia

), może dlatego też gorzej jej poruszać się na trzech długich łapinkach
Narazie kicia rezyduje w sypialni, a ja ze swoimi grubasami (tak przy tej bidzie wyglądają

) tymczasuję w salonie
Będzie dobrze, bo MUSI BYĆ DOBRZE.
Będę potrzebowała pomocy na leczenie, bo nie dam rady. Dopiero Marcel pochłonął grubą część mojej cienkiej wypłaty

A w ogóle to aż nie chcę myśleć, co by było, gdyby zuzia96 nie odnalzła koteczki i nie zaopiekowała się nią.