meksykanka pisze:Asik, co u Was, o u Żuka?
Czy ta ch..rna kontrola już sobie poszła?
Poszła,poszła ale nerwów mi napsuła totalnych. Opiszą mnie bo był problem z 0,68 gr i 0,1 gr.Przeżyję.
Powiem wam,ze jakoś coraz trudniej znoszę napastliwość ludzi i przeciwności losu.Nawet te najlichsze wyprowadzają mnie z równowagi.Ja taka wygadana zapominam często jezora w gębie. Co już samo w sobie jest olbrzymim stresem dla mnie

Wczoraj po powrocie przywitał mnie totalnie kichający Rudolf.Śmiem mniemać

,ze wyrandowanie w otwartych oknach ma na to wpływ. Ciepłu wietrzyk faluje im po kudełkach ale i gardziołka pieści.I noski. Przeciągi nie są wskazane.
Żuniek rónież byle jak. Ma brzydkie oczydło.Zalrapiamy. Lekko oczydło jest napuchnięte i łzawiące. Szykowało mu się to od dawna.Tylko udawało się jakoś zapobiec rozwinięciu. Do tej chwili.

Jemu werandowanie pewnie też nie wyszło na zdrowie. Obkarmiłam wczoraj dzieciaka wątróbką kurzą (przepisana na receptę

). Raczył pochłonąć. A potem raczył oddać na całą długosć pokoju. Na parkiet! Weszłam,
westchłam i polazłam po ściery wodę.
Dzis bawił sie na maksa z Julinką.Mam andzieję,że kuweta ok. Bo wczoraj sama go wypłoszyłam.Mamy jedna taką narożną, stojącą w mocno ustronnym miejscu.I ciemnym.
Potrząsłam nią by zobaczyć co Żuniek sfabrykował.Postawiłam prawie w pionie by światło padło na żwir. Ku lepszej mojej widoczności.A tak Żuniek w kącik rogu się zsunął i w mroku kuwety tylko oczyska łyskały. Wylazł zdegustowany.Nie dał się przeprosić choć prawie po łapciach cmokałam. Nie wrócił i nie zrobił.
Dzięki Asiu za wieści. Moze ktoś ją przygarnął.Zadzwoń jednak po południu do patrolu.Może coś tozowiec będzie wiedział.Albo baczenie będzie miał.Może tel zostawić na siebie będziesz mogła.