Upojna, spokojna niedziela.
Żuk zatkał się na tzw amen.Doszły bóle.Masowanie, rozcieńczanie,czopki i zastrzyki nic nie pomagało. Leżał jak betka z wyciągniętymi nożynkami i od czasu do czasu zawodził.Znamy już objawy nasilającego się cierpienia więc siadła córka na telefon by sms wysłać. A ja zaczęłam zagryzać palce by odpowiedź była inna.Jednak nie...lewatywa. Robiłam już mu lewatywki ale nie jak był pokrojony.Nerwowa atmosfera w domu się zrobiła bo każde z nas mając mord w oczach zaczęło ze strachu wrzeszczeć na siebie.Jak przy malowaniu chaty cholerka

Zakasłam rękawki, nabrałam powietrza i zaczęłam wciskać w ta biedną dupinę rurkę "skonstruowaną" ręką TŻ-ta.Uff, poszło. Łatwo nie było. Mały siedzi teraz w małym pokoiku mało sterylnie

wyłożonym szmatami. Leci z niego.Nareszcie.Zapiekł się totalnie.To co z niego złaziło zanim puściły zawory można przyrównać do...szpunta .Myślę ,że to Pro-kolin dał taki efekt.Kiedyś go stosował bez problemowo.Ale teraz okoliczności i kot inne są. Dobrą nowiną jest to,że wyłaziło z niego spore co nie co, a śmierdziel był wielkości konkretnej.Więc nic mu się nie zrosło mam nadzieję.
Śpi teraz dzieciak na słoneczku w kuwetce przerobionej na posłanko. Boję się cały czas czy nic nie uszkodziłam.Obym nie musiała znów tego robić.
Najlepsza był Lucynka.To przefajny strasznie dzieciak.Taka kocia blondynka.Słodycz z głupawych,naiwnych filmów.Takie kocie "Pół żartem..."

Zaniepokojona wrzaskami Żuka zjawiła się obok. Jak zwykle. On na nią wrzeszczał stojąc w kuwetce i napinając się.Ona patrzyła mu w oczy pełne zła i swoje lekko mrużąc wydymała usteczka i gruchała.Takim zmysłowym :gruuuuuuuuuuuu nie złość się mruuuuuuuuuu. On wrzeszczy a ona znów mruuuuuuuuuuuu, o co chodzi gruuuuuuuu...Tak słodkiego kota dawno nie widziałam. Do tego przy swej buzi laleczki po ziemi stąpa na mocnych, kolumnowych i krótkich łapinkach.
Sztopki też ma konkretne.Takie glany
