WARSZAWA - Ochota

Informacje i opinie o lekarzach weterynarii, klinikach i gabinetach.

Moderator: Moderatorzy

Post » Pt wrz 18, 2020 23:20 Re: WARSZAWA - Ochota

tabo10 pisze:Uprzedzam tylko,że wizyta internistyczna to koszt od 120zł, z tego co kojarzę (przy rejestracji jest wystawiony cennik i pamiętam,że jakoś b.dużo było :? ,warto zapytać umawiając wizytę),więc jeśli to np.zwykłe odrobaczenie,obcięcie pzurków czy oczyszczanie gruczołów to warto się zastanowić,czy jest taka konieczność. Oczywiście to informacja dla mniej zamożnych. Klinika wzorowa,więc luksus komfortu wizyty czuć od progu :ok:

To na razie sobie odpuszczę

alinkaka

Avatar użytkownika
 
Posty: 824
Od: Sob sty 27, 2018 21:54
Lokalizacja: Warszawa

Post » Nie paź 18, 2020 13:58 Re: WARSZAWA - Ochota

Lecznica na Białobrzeskiej - nigdy więcej...

Nowotwór złośliwy. Rak. Czy jest gorsza diagnoza, jaką może usłyszeć pacjent ?…
I nie jest to istotne, czy słyszy to człowiek diagnozujący siebie samego, czy też opiekun zwierzęcia. Bo dla niektórych ludzi zwierzę to członek rodziny. Rak to co najmniej w 50% wyrok. Wyrok śmierci. Szczególnie jeśli diagnoza dotyczy zwierzęcia, bo leki onkologiczne stosowane w polskiej weterynarii to farmakologia lat 70. XX wieku. My (jako rodzina)należymy do tej grupy, dla której zwierzę to właśnie członek rodziny. I w przypadku, kiedy okazuje się, że członka rodziny dopadła najgorsza z możliwych diagnoza szukamy pomocy u najlepszych.
Borsuk – kot lat 9. Dla innych tylko „kot”, dla nas najukochańszy zwierzak pod słońcem. Zwierzak wyjątkowy, zwierzak, który 7 lat temu sam nas znalazł w centrum wielkiego miasta i już z nami pozostał. Zwierzak, który miał ze mną więź silniejszą, niż mają czasem ludzie. Ale wśród problemów życia codziennego coś przeoczyliśmy. Może zmianę zachowania, może zwiększony apetyt przy jednoczesnym spadku wagi ? „Uważność” to coś, na co zwracają coraz częściej uwagę psycholodzy i socjolodzy, a która w praktyce często zanika…
W czerwcu 2020 badania kontrolne wykazały zmiany w jamie brzusznej, pod USG ocenione jako chłoniak blastyczny o wysokim stopniu złośliwości.
Błyskawiczna operacja usunięcia 6 cm guza i wybór lekarza onkologa. Mieszkamy w Warszawie na Ochocie, a w naszym pobliżu znajduje się klinika weterynaryjna prowadzona przez dr Jagielskiego – uznanego polskiego onkologa weterynaryjnego. Czyż mogliśmy trafić lepiej ? Teoretycznie – nie mogliśmy. A praktycznie ? …
Okazało się szybko, że leczenie onkologiczne to schematy. A lekarz, z powodu którego wybraliśmy klinikę, nie zajmuje się kotem. Zajmują się pracownicy kliniki i jak się okazuje oni podejmują część decyzji. Ale czy słusznych ? … Niekoniecznie. A stawką jest życie.
Leczenie onkologiczne naszego Borsuka było przerywane. Ustawione wg schematów nie chciało się ich trzymać. Problem stanowiła fizyczna nieobecność lekarza prowadzącego (dr Jagielskiego), problem stanowiło nie słuchanie naszych uwag przez lekarzy zajmujących się Borsukiem. A uwagi były ważne – kot ma objawy „kociego kataru” , które nie są „kocim katarem”, kot zmienił sposób miauczenia (zawsze miauczał jak małe kocię, od pewnego momentu charczał i rzęził zamiast miauczeć). Uwagi bagatelizowano… Kicha i leje mu się z nosa i oczu ? Koci katar. Nie reaguje na leki ? Widocznie tak ma, ale to nie problem (?) Charczy zamiast miauczeć ? Pewnie ma podrażnione gardło. Wymiotuje non-stop i ma ciągłą biegunkę ? Pewnie ma zapalenie trzustki. Żadna z tych lekko rzucanych diagnoz nie miała potwierdzenia w badaniach. Kot zaczął się zachowywać niespokojnie podczas badania ? Damy mu lek, który go „stonizuje”. Nie poinformowano nas, co to za lek. Przecież to nie problem. Problem stał się wtedy, gdy po podaniu leku kot przestał chodzić. I nie mógł nawet skorzystać o własnych siłach z kuwety. Co to za lek ? Bunondol. Opiaty, lek narkotyczny. Kolejna diagnoza – „ojej, kot jest naćpany”. Co robimy ? Podajemy kroplówki z soli fizjologicznej… No bo trzeba narkotyk wypłukać… Badanie manualne jamy brzusznej – coś jest wyczuwalne. Robimy USG, ale aparat przykładany jest wyłącznie w miejscu wyczuwalnej zmiany. Ani centymetr dalej… Płacimy za biopsję – wynik badania to martwica tkanki tłuszczowej. Cieszymy się, bo to nie przerzut. Wybacz Borsuk, ale nie mieliśmy wiedzy. Nie jesteśmy weterynarzami. Nie jesteśmy pracownikami „kliniki onkologicznej” z „wieloletnią praktyką”.
Piątego dnia jedziemy szybko do naszych weterynarzy internistów, kot wyraźnie czuje się bardzo źle. Jest sobota, 15 sierpnia. Piszemy sms do lekarza, który z ramienia dr Jagielskiego opiekował się Borsukiem. Otrzymujemy sms zwrotny : „sugeruję jechać do lecznicy całodobowej, może oni coś poradzą”. ???????
Kot się dusi. Szybki RTG pokazuje dramatyczny stan Borsuka – niezidentyfikowana masa w jamie brzusznej i rozsiane guzy… Kot nie może oddychać, podłączamy go do tlenu. Kontakt do dr Jagielskiego utrudniony. Po godzinie dr Jagielski oddzwania, przekazujemy słuchawkę i rozmawia z naszym weterynarzem-internistą. Rozmowa się kończy i staje na niczym. Kot pozostaje pod tlenem, internista czuje się bezradny. Po godzinie kot wpada w agonię, którą zakończa śmiertelny zastrzyk. Wysyłamy sms do dr Jagielskiego – kot nie żyje. Nie otrzymujemy żadnej odpowiedzi. Następnego dnia „lekarz zajmująca się Borsukiem” wysyła sms o treści _ „dzień dobry, jak się czuje kotek ?”. Nasza odpowiedź brzmi : „Dziękujemy. Nie żyje”. Zwrotki już nie ma.
Nasuwają się pytania…
- dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na opisane przez nas objawy ?
- dlaczego bez naszej wiedzy podano opiaty, które zaciemniły obraz przerzutów do OUN i jamy nosowo-gardłowej ?
- dlaczego osoba wykonująca badanie USG (żona dr Jagielskiego), w klinice 3 dni przed śmiercią naszego kota nie zauważyła ogromnej masy w jamie brzusznej i kilku guzów, skupiając się na nieistotnym guzku i wykonaniu jego bezsensownej biopsji ?
Kot wg PWN – „«zwierzę domowe o miękkiej sierści, długim ogonie, długich wąsach i łapach zakończonych pazurami». Dla nas – ważny członek rodziny.
Czego zabrakło w tym „leczeniu’ ? Może tzw. „uważności”. Może lekarz zajmujący się leczeniem powinien słuchać opiekuna zwierzęcia, który zwierzę zna najlepiej ? Może uwagi odnośnie zmiany zachowania zwierzęcia są istotne w planowaniu leczenia ? Może zamiast trzymania się kurczowo schematów warto przyjrzeć się leczonemu zwierzakowi ? Może schematy się nie sprawdzają jeśli chodzi o „raka”, który jest nieprzewidywalny ???
Borsuk nie żyje. My pozostaliśmy z bólem i świadomością, że nie zrobiliśmy wszystkiego co powinniśmy. Że zaufaliśmy jakiejś klinice, która ma za zadanie przede wszystkim generować obrót, bo statystyki leczenia nie są nigdzie uwzględniane. Pacjenci wyleczeni, pacjenci z remisją i przedłużonym życiem, pacjenci zmarli… Kogo to obchodzi ? Klinika swoje zarabia.
Obchodzi to nas, opiekunów Borsuka, opiekunów, którzy nigdy nie pogodzą się z jego przedwczesną śmiercią.
Bo jego życie można było przedłużyć, a co najmniej zapobiec 6-dniowemu cierpieniu po bezzasadnym podaniu opiatów, które tylko zaciemniły obraz choroby i przerzuty. Cierpieniu, bo umieranie odebrane było jako „naćpanie” po opiatach.
Borsuk nie żyje. A razem z nim umarła jakaś moja część. Borsuk – wybacz, jeśli możesz…
Pochowaliśmy Borsuka 15 sierpnia 2020, a 8 października 2020 okazało się, że nasza druga kotka ma raka. Chłoniaka przewodu pokarmowego już z uwidocznionymi w USG przerzutami. Choć na USG kontrolnym z lipca 2020 nic nie było widać.
Niewiarygodny jak dla nas zbieg dramatycznych okoliczności.
Czy mogliśmy coś przeoczyć ?...Objawów nie było, choć zajęci ratowaniem Borsuka mogliśmy nie zwrócić uwagi na niuanse…
Czeka nas kolejna walka z trudnym przeciwnikiem. Czy w tej walce zwrócimy się o pomoc do kliniki dr Jagielskiego ? Na pewno nie. Bo schematyczne działania różnych pracowników kliniki nie rokują wygranej. Nawet połowicznej.
A w nas pozostaje przekonanie, że specjalizacja onkologiczna to najbardziej bezkarna specjalizacja w dziedzinie medycyny. Bo nikt nie analizuje z jakiego powodu pacjent zmarł, czy zmarł przedwcześnie. Bo zawsze można wymachiwać argumentem, że „zmarł na śmiertelną chorobę” czyli mógł umrzeć. A że przedwcześnie i w cierpieniu … ? A kogo to obchodzi… Szczególnie wśród weterynarzy…
Wybacz Borsuk… Choć ja sobie nie wybaczę nigdy…

Monika Ch.

 
Posty: 1
Od: Sob paź 17, 2020 22:28

Post » Nie sty 03, 2021 19:58 Re: WARSZAWA - Ochota

Witam, kogo polecacie na Woli Ochocie lub w pobliżu, doświadczonego w leczeniu przewlekłego kociego kataru?

Marzenia

 
Posty: 1
Od: Pt sty 01, 2021 10:53

Post » Pon mar 29, 2021 8:41 Re: WARSZAWA - Ochota

Bardzo polecam MEDICAVET na Bohdanowicza.
Od lat zajmowali się moją rosyjską niebieską i z powodzeniem dawaliśmy radę z PNN z właściwie ustawionymi lekami i wspaniałą opieką lekarzy.
Jedna właścicielka Katarzyna Kacprzak-Kamińska to świetny chirurg a druga Małgorzata Dziubińska to specjalistka od kotów.
Moją kotkę przez lata zprowadziła Magda Bralewska - świetna, profesjonalna lekarka pełna empatii i ciepła; z ogromną troską zajmowała się kotką podczas każdej wizyty.
Poza tym świetni inni lekarze i miła atmosfera. Przychodnia REWELACYJNA z pełnym zakresem badań itd.itd.
Polecam !!!

AdamStol

 
Posty: 1
Od: Pon mar 29, 2021 8:33

Post » Czw lis 09, 2023 18:59 Re: WARSZAWA - Ochota

Przychodnia Ochwet, ul. Pruszkowska 19-21
Małgorzata Piekut
Ewelina Kula
Paweł Zep - genialny chirurg
Joanna Bonecka

Osoby bardzo kompetentne i cierpliwe, chłonne na nową wiedzę.
Nie o to chodzi by człowiek miał kota ale o to by kot miał człowieka...
Obrazek

Witek Nowak

 
Posty: 1989
Od: Pon lut 18, 2008 22:08
Lokalizacja: Warszawa

Post » Czw lis 09, 2023 19:28 Re: WARSZAWA - Ochota

Witek Nowak pisze:Przychodnia Ochwet, ul. Pruszkowska 19-21
Małgorzata Piekut
Ewelina Kula
Paweł Zep - genialny chirurg
Joanna Bonecka

Osoby bardzo kompetentne i cierpliwe, chłonne na nową wiedzę.

Pierwszą lekarkę absolutnie odradzam.Zero konstruktywnej diagnostyki,brak umiejętności zdjęcia szwów śródskórnych (dźgała psa do krwi,rwała szew,po czym zwaliła na to,że to wina psa,bo...się rusza). NIKT,najspokojniejszy pies, by nie zniósł takiej "obsługi". Zdarzyło się również pomylenie z winy lekarki zleconych badań,za które obciążono mnie płatnością. Interwencja u kierownictwa została zignorowana.
Ponadto b.wysokie ceny usług, a uboga osoba ,która poprosiła o możliwość późniejszej zapłaty (przy mnie) usłyszała,że nie są instytucją charytatywną.
Ja za kroplówkę kota plus leki do domu (nie b.drogie i nie b.dużo)potrafiłam dostać rachunek ponad 300zł!
Odradzam.

tabo10

 
Posty: 8086
Od: Nie lip 31, 2011 14:24

Post » Pt lis 10, 2023 0:57 Re: WARSZAWA - Ochota

tabo10 pisze:
Witek Nowak pisze:Przychodnia Ochwet, ul. Pruszkowska 19-21
Małgorzata Piekut
Ewelina Kula
Paweł Zep - genialny chirurg
Joanna Bonecka

Osoby bardzo kompetentne i cierpliwe, chłonne na nową wiedzę.

Pierwszą lekarkę absolutnie odradzam.Zero konstruktywnej diagnostyki,brak umiejętności zdjęcia szwów śródskórnych (dźgała psa do krwi,rwała szew,po czym zwaliła na to,że to wina psa,bo...się rusza). NIKT,najspokojniejszy pies, by nie zniósł takiej "obsługi". Zdarzyło się również pomylenie z winy lekarki zleconych badań,za które obciążono mnie płatnością. Interwencja u kierownictwa została zignorowana.
Ponadto b.wysokie ceny usług, a uboga osoba ,która poprosiła o możliwość późniejszej zapłaty (przy mnie) usłyszała,że nie są instytucją charytatywną.
Ja za kroplówkę kota plus leki do domu (nie b.drogie i nie b.dużo)potrafiłam dostać rachunek ponad 300zł!
Odradzam.


Chyba nie mówimy o tej samej lecznicy...
Małgosia opiekuje się naszymi kotami ponad 15 lat, zaczynała jeszcze przed czasami hodowlanymi w Ginvecie. Darzę ją pełnym zaufaniem. Co do cen i płatności - nie będę się wypowiadał, wielokrotnie korzystałem z opcji późniejszej zapłaty bo koty nie wybierają sobie terminu wizyty w zależności od zasobności portfela opiekuna...
Nie o to chodzi by człowiek miał kota ale o to by kot miał człowieka...
Obrazek

Witek Nowak

 
Posty: 1989
Od: Pon lut 18, 2008 22:08
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt lis 10, 2023 10:06 Re: WARSZAWA - Ochota

Niestety o tej samej. Wiem,gdzie pracowała poprzednio i znam od równie długiego czasu. Tam zajmowała się dodatkowo kotami gminnymi,dużo by komentować to "leczenie".
Absolutnie nie polecam i stanowczo odradzam.

tabo10

 
Posty: 8086
Od: Nie lip 31, 2011 14:24

Post » Pt lis 10, 2023 11:16 Re: WARSZAWA - Ochota

Witek Nowak pisze:Chyba nie mówimy o tej samej lecznicy...
Małgosia opiekuje się naszymi kotami ponad 15 lat, zaczynała jeszcze przed czasami hodowlanymi w Ginvecie. (...)

Ponadto jeśli jesteś z kimś na per Ty,to nie dziwne,że lobbujesz na jego korzyść.
Dla mnie Twoja opinia jest do odrzucenia, brak obiektywizmu.

tabo10

 
Posty: 8086
Od: Nie lip 31, 2011 14:24

Post » Pt lis 10, 2023 12:00 Re: WARSZAWA - Ochota

tabo10 pisze:
Witek Nowak pisze:Chyba nie mówimy o tej samej lecznicy...
Małgosia opiekuje się naszymi kotami ponad 15 lat, zaczynała jeszcze przed czasami hodowlanymi w Ginvecie. (...)

Ponadto jeśli jesteś z kimś na per Ty,to nie dziwne,że lobbujesz na jego korzyść.
Dla mnie Twoja opinia jest do odrzucenia, brak obiektywizmu.


Nie jestem z dr Piekut na ty. I powtarzam - u mnie skuchy nie było. EOT.
Nie o to chodzi by człowiek miał kota ale o to by kot miał człowieka...
Obrazek

Witek Nowak

 
Posty: 1989
Od: Pon lut 18, 2008 22:08
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt lis 10, 2023 12:18 Re: WARSZAWA - Ochota

Witek Nowak pisze:
tabo10 pisze:
Witek Nowak pisze:Chyba nie mówimy o tej samej lecznicy...
Małgosia opiekuje się naszymi kotami ponad 15 lat, zaczynała jeszcze przed czasami hodowlanymi w Ginvecie. (...)

Ponadto jeśli jesteś z kimś na per Ty,to nie dziwne,że lobbujesz na jego korzyść.
Dla mnie Twoja opinia jest do odrzucenia, brak obiektywizmu.


Nie jestem z dr Piekut na ty. I powtarzam - u mnie skuchy nie było. EOT.


Po pierwsze nie dr, a zwykły lek.wet.
Po drugie sam wyraźnie to wcześniej napisałeś (zaznaczyłam czerwonym),więc nie rób z siebie totalnego głupka.
EOT
Pani dziękujemy za wkład w rozwój forum. WN.

tabo10

 
Posty: 8086
Od: Nie lip 31, 2011 14:24

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości