powypadkowy Karmel - jest już dobrze, szukamy domu

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto cze 30, 2020 3:02 Re: powypadkowy Karmel - jest już dobrze, szukamy domu

Jaka cudna okolica, szkoda by mi bylo wyjezdzac.
Karmelito jest bardo przystojnym kocurkiem.
(Księga Koheleta 3/19)

pibon

 
Posty: 1319
Od: Pon lip 09, 2012 10:26

Post » Wto cze 30, 2020 22:04 Re: powypadkowy Karmel - jest już dobrze, szukamy domu

Tak, okolica jest super - to jest lubuskie, czyli najbardziej zalesione województwo w Polsce. :1luvu:
Naprawdę ciężko będzie znaleźć coś równie urokliwego. Ale marzy mi się stara farma, gdzie od najbliższego sąsiada przynajmniej 2 km. Mamy już na oku kilka ogłoszeń. Gdyby wszystko wypaliło, to pozostałe kocury gdzieś na jesieni by dołączyły (najbardziej optymistyczny wariant). Na razie zostają z moją mamą, jak wiele razy wcześniej (region śliczny, ale pracy niet, więc na codzień nie było mnie na miejscu)... Karmel pojedzie ze mną, bo wymaga większej uwagi, no i nie może wychodzić bez nadzoru. Teraz koty hulają jak wiatr, wpadają drzwiami, wypadają oknem jednym czy drugim. Rola ludzi sprowadza się do bycia lokajem i kelnerem. :lol:

Wracając do tematu Karmela. Od kastracji nie mogę go "wyregulować", jeśli chodzi o opróżnianie. Chodził już jak w zegarku, tj. codziennie pierwszy spacer - spory kupal. Teraz to różnie bywa, 2-3 razy dziennie robi, ale w małych ilościach, ma wzdęcia. Mam wrażenie, że tu nie chodzi o twardość, ale o niewystarczającą perystaltykę jelit. Możecie coś doradzić w temacie? Najchętniej jakiś naturalny suplement diety, który można byłoby zmieszać z jedzeniem. Do laktulozy organizm się przyzwyczaja, parafina obkleja kosmki jelitowe... no i ani jedno, ani drugie nie wydaje mi się faktycznie dotykać problemu. Dzisiaj wprowadziłam mu rzadki kisielek z siemienia lnianego (dodaję do jedzenia zamiast wody) i będę obserwować, czy coś pomoże.
Mam nadzieję, że ta potrzaskana miednica nigdzie nie uciska jelit... może 3. lipca coś więcej dowiem się od weta.

Poza tym mam pewne podejrzenia odnośnie powodu kiepskich relacji Karmela z Kawką. Jak wspomniałam w pierwszym poście znalazłam go ok. 10 dni po wypadku. Kawka jest straszną latawicą i większość czasu spędza w lesie. Cały czas jakieś podchody, zaczepianie pozostałych kotów (najmłodsza, dokoptowana w lutym do statecznych już kotów). Mam podejrzenie, że dobrze go nazaczepiała jak leżał pół-żywy gdzieś w trawie... :? I teraz Karmel chce się jej odpłacić pięknym za nadobne.

Bardzo niepokoi mnie Lady, która od zawsze była ekstremalnie płochliwą kotką. W tym roku magicznie zaczęła nabierać trochę śmiałości, była bardziej zrelaksowana, np. zaczęła się bawić (kotka 7-letnia, pierwszy raz widzieliśmy ją bawiącą się). To było takie ogromne niedowierzanie, temat rozmów - Lady się bawi! Boję się, że Karmel w roli agresora całą tą poprawę zmarnuje, że Lady się wycofa do starych nawyków.
Z Panem Psikiem też łatwo nie bedzie...

imatotachi

 
Posty: 42
Od: Śro maja 17, 2017 19:35

Post » Wto cze 30, 2020 23:03 Re: powypadkowy Karmel - jest już dobrze, szukamy domu

W sumie najlepiej by było znaleźć Karmelkowi domek. :ok:
Nasz wątek:
viewtopic.php?f=46&t=187577
Wątek kotów Joli Dworcowej:
viewtopic.php?f=1&t=191624
Kącik Muzyczny
viewtopic.php?f=8&t=190784
Zjawiska niewytłumaczalne, opowieści o duchach i nie tylko
viewtopic.php?f=8&t=194190

jolabuk5

 
Posty: 29220
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź


Adopcje: 1 >>

Post » Nie lip 05, 2020 15:21 Re: powypadkowy Karmel - jest już dobrze, szukamy domu

Karmel 3 lipca miał wizytę kontrolną. Rekomendowany jest jeszcze jeden zabieg - spiłowanie główki kościu udowej + usunięcie wkręconej śruby (nie jest to konieczne, ale może powodować w przyszłości dyskomfort, więc nie ma co się zastanawiać), najwcześniej za miesiąc. Poza tym wszystko się goi OK, nic niepokojącego się nie dzieje.
Myślę, że ustalę wizytę jak będę miała więcej info, kiedy zabieram resztę potworów do Francji i wtedy Karmel będzie miał wycieczkę. No i będę musiała odłożyć troszkę kasy, bo teraz mam zaplanowane wszystko "na styk".
Tymczasem wciąż jesteśmy w Polsce i zostajemy do wyborów prezydenckich, bo nie udało mi się zarejestrować we Francji :evil:.

Karmelito czuje się dobrze, ale rozdrapał się przy uszku... zaczynam podejrzewać, że jakiś środek czyszczący lub piorący uczula moje stwory. W marcu miałam podobny problem z moimi faktycznymi stworami. (BTW, wspomniany w temacie podejrzany kot, to właśnie Karmel :lol:). Purizon skreślam zatem z listy podejrzanych, bo Karmel je tylko mokre. Na poniedziałek zamówiłam dla niego Bravecto, ale mocno na wyrost, bo zarówno lokalny jak i wrocławski weterynarz potwierdzili, że nic w uchu nie siedzi.

Dzień przed wyjazdem Rudy Rydz postanowił posmakować trochę utraconej wolności. :roll:
Składałam drzewo w drwalce i stwierdziłam, co ma kot siedzieć zamknięty w klatce, wezmę go na smycz, przedłużę sznurkiem i niech sobie pochodzi w trawie, powyleguje w cieniu drzew i krzewów. Oj, naiwności... :ryk:
Karmel w istocie pokręcił się po trawniku, a potem ukrył w krzakach. Ja zaglądałam co jakiś czas na smyczkę - zero podejrzeń, leżała na ziemi nieruchomo. Było dość upalnie, więc Karmel zapewne schronił się w cieniu. Podeszłam, żeby go pomiziać a tam... puste szelki! Pot zimny mnie oblał...
Na szczęście długo go nie szukałam, bo schronił się na sąsiedniej działce w wysokim trawsku. Nawet sam przyszedł na kićkanie, więc nie musiałam urządzać polowania na niego. I powiem, że jak zobaczyłam go w tej trawie zielonej, przetykanej uschniętymi pszenicznymi źdźbłami, to sobie dopiero zdałam sprawę jaki to piękny kot. :1luvu: Aż żałuję, że nie miałam przy sobie telefonu, żeby cyknąć mu fotkę. Takie zestawienie kolorów ślicznie mu pasuje.

Ze zmian w relacjach kocio-kocich. Meduzka i Pan Psik przez dwa dni stróżowały przy Karmelicie na balkonie. Czy był to wyraz sympatii, czy uznały, że fajny klimat... trudno powiedzieć. Pan Psik doznał ciężkiego szoku, kiedy Karmel powrócił z kontroli i skołowany po narkozie nie miauczał jak oszalałby na widok "rywala". Mina Pana Psika wyrażała dezorientację i niedowierzanie, coś na kształ - "Niby znam, ale to chyba nie ten sam kot, co żeś go tu przywiozła."
Na spacery Pan Psik (o ile znajduje się w pobliżu), chodzi za Karmelem krok w krok i udaje, że znalazł się tam zupełnie przypadkiem i wcale nie jest nim zainteresowany. Jak tylko Karmel odwróci się w innym kierunku, Pan Psik prawie wytrzeszczu dostaje i obserwuje z napięciem Karmela. Karmel spojrzy na Pana Psika, Pan Psik z powrotem wrzuca tryb "tak sobie tutaj przypadkiem przechodziłem" i udaje zainteresowanie gałązką, drzewem czy innym krzakiem. Cóż z tego będzie, nie wiem... Meduza & Karamba witają się z Karmelem dotykając noskami, Kawka syczy, do Lady nie dopuszczam, bo Lady jak go widzi, to sama się zawija... ot, tak się żyje na tej wsi.

Nowych zdjęć nie ma, ale jest filmik z wczoraj (rekomendowana rozdzielczość 480 i wyżej):


Wciąż szukamy domku, ale po kontakcie z przynajmniej 30 fundacjami i opublikowaniem ogłoszenia na ich profilach (lub nie, bo nie wszyscy odpowiadają; nie wszyscy też faktycznie opublikowali informację mimo potwierdzenia...), raczej czarno to widzę. Powoli się przyzwyczajam, że Karmelito zostanie z nami.

imatotachi

 
Posty: 42
Od: Śro maja 17, 2017 19:35

Post » Nie lip 05, 2020 20:52 Re: powypadkowy Karmel - jest już dobrze, szukamy domu

Fajnie Karmelek wygląda w szelkach! :1luvu: Ale jaki zdolny, że się potrafił uwolnić :twisted:
Nasz wątek:
viewtopic.php?f=46&t=187577
Wątek kotów Joli Dworcowej:
viewtopic.php?f=1&t=191624
Kącik Muzyczny
viewtopic.php?f=8&t=190784
Zjawiska niewytłumaczalne, opowieści o duchach i nie tylko
viewtopic.php?f=8&t=194190

jolabuk5

 
Posty: 29220
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź


Adopcje: 1 >>

Post » Pt lip 10, 2020 15:11 Re: powypadkowy Karmel - jest już dobrze, szukamy domu

Wciąż szukamy domku. Od początku publikowania ogłoszeń skontaktowały się z nami w sumie 3 osoby. Niestety nic z tego nie wyszło, ale lepsza racjonalna decyzja po przemyśleniu wszystkich "za" i "przeciw" niż gdyby Karmel po zadomowieniu się musiał opuścić nowy dom po kilku tygodniach czy miesiącach. :ok:

W ostatnich dniach Karmel odmawia szamania puszkowanego jedzonka, wydaje się to być powtarzalnym wzorem zachowania. Po narkozie pierwszy dzień OK, następny - nie je. Znowu dałam mu kocich chrupek, ale choć nie spowodowało to zapchania, to nie jestem przekonana do takiej diety, szczególnie dla niego. W desperacji kupiłam nawet koci fast-food (w Whiskasa pchają te wszystkie wzmacniacze aromatu i polepszacze smaku), ale nawet nie liznął (dobry kot! :201461). Z niewielką nadzieją podałam mu ulubione jedzonko Pan Psika - surowe mięcho (kurczak + wołowina)... i chyba strzał w dziesiątkę, rozjadł się, aż miło. Nie powinnam być zaskoczona, bo zapewne latając na dziko niejedną mysz i niejednego ptaka połknął. Zastanawia mnie za to, czy preferencje w kierunku surowizny zależą od płci kota. Z moich pięciu potworów tylko Pan Psik do tej pory pałaszował surowinznę (a wcina ją tak, że własną duszę i własny ogon diabłu by zaprzedał, byleby dostać kawał surowego mięcha). Kotki - niet, chociaż to one więcej sukcesów w polowaniach odnosiły...

Dziś w nocy Karmel dokonał swojej drugiej ZBRODNI (pierwszą było wydrapanie uszczelki w drzwiach :lol:). Otóż wyniuchał wysoko na półce kocie przysmaki, które kiedyś dostałam w gratisie przy zamawaniu transporterów. Suszone rybki i (o zgrozo) kurza łapa! Moje stwory kręciły na to nosem i tak trafiło to na półkę, z ewentualnym zamiarem wydania tego jakimś dzikusom. Karmelito, i zagadką pozostaje dla mnie jak, zrzucił paczkę z półki, wydrążył w niej dziurę i pożarł wszystko co do okruszynki. Niepodważalny dowód zbrodni:
Obrazek
Hmm... prawie jak diler narkotykowy :smokin:

Karmel skrócił też znacznie swoje wycieczki. Było ok. 5km dziennie, teraz maksymalnie 2. Jakoś nie pali mu się, żeby zwiedzać las i okolice. Pochodzi po ogródku, ewentualnie na przyległej ścieżce. Potem się kładzie, chowa w krzakach. Czy ta zmiana oznacza, że staje się kotem domowym, niewychodzącym? A może jego układ wydalniczy nie potrzebuje już takiej dawki ruchu, bo wszystko się unormowało? Albo też wyszaleje się w pokoju (na noc nie wkładam go już do klatki kennelowej)? Trudno stwierdzić. Jest też jeszcze większą przylepą niż wcześniej.

Mizianko:


A tu zabawa z wędką. Całkiem fajnie sobie radzi przy wskakiwaniu na niezbyt wysokie obiekty:


Off-topic - Kawka wróciła ze swoich leśnych wojaży z przebitym okiem. W środę miała operację i na 22 ma ustawione zdjęcie szwów. W związku z tym obecnie wygląda tak, a wyjazd przesunął się na 23 lipca. Jak tak dalej pójdzie to w 2020 nie uda mi się wyjechać. :|

imatotachi

 
Posty: 42
Od: Śro maja 17, 2017 19:35

Post » Pt lip 10, 2020 17:35 Re: powypadkowy Karmel - jest już dobrze, szukamy domu

Karmelek przecudny :love:

i biedna Kawka :( Oczko da się naprawić czy już nie będzie na nie widzieć ?

inezka70

 
Posty: 165
Od: Nie lip 21, 2019 12:40

Post » Pt lip 10, 2020 19:31 Re: powypadkowy Karmel - jest już dobrze, szukamy domu

Karmelito czuje się wyśmienicie i mam taką cichą nadzieję, że nawet kulawiznę da się usunąć (a przynajmniej znacznie ograniczyć) po ostatniej operacji. On już cudów dokonał, jak przypominam sobie jego dramatyczny stan - odsikiwanie, spastyczny pęcherz, popuszczanie kupki, aż trudno uwierzyć, że to ten sam kot. A od operacji nie minęły jeszcze 2 miesiące. A więc jeszcze spiłowanie glówki kości udowej i być może lewa nóżka przestanie uciekać na bok. :ok:

Co do Kawki, ciężko powiedzieć. Oczko jest ratowane, zakładam, że przynajmniej na bliźnie się skończy. Zaszyć się nie dało... założono jej soczewkę kolagenową, która niestety wypadła po 36 godzinach. Pani weterynarz ostrzegała, że może się to zdarzyć i nie ma co panikować. Soczewka i tak miała się rozpuścić po 48-72 godzinach. Na wierzch oczka dodatkowo ma zaszytą trzecią powiekę (dlatego oko na zdjęciu jest takie czerwone). Wszystko się okaże 22. lipca.

Nie wiem, czy bardziej się obawiam, czy wręcz sobie życzę, żeby kotka trochę "zwiędła" i się uspokoiła. Jest okrutnie nieposłuszną latawicą :roll:. Ile razy się zdarzyło, że wieczorem, kiedy zwoływałam/znosiłam koty do domu, Kawka gnała w las, byleby jej nie "uwięzić" w domu. Jeszcze na początku chodziłam z kocią wędką, żeby odwrócić jej uwagę od siebie i łapałam diablicę, ale potem się wycwaniła. I co gorsza cały czas sprowadza jakieś kocie towarzystwo (oczywiście jest po sterylce), wszystko i wszystkich zaczepia, takie 100% ADHD. 4 koty zamęczyła, za piłkami i myszkami-zabawkami ganiała, ja i mama bawiłyśmy się z nią wędkami i sznurkami, i jeszcze jej mało... Chodząc na spacery z Karmelem, widywałam ją w pobliżu z jakimiś obcymi kotami, które nie wiadomo skąd sprowadziła (znam koty najbliższych sąsiadów i nie są to żadne od nich). Któryś się pewnie w końcu rozsierdził i przywalił jej z pazura. Nie są to z jej strony agresywne zaczepki, a zabawa... ale ona doprawdy nie zna umiaru. Pierwsze dwa dni szalała jak dzikus, pozostałe potwory ewakuowały się na dwór... dzisiaj większość dnia śpi - z jednej strony się niepokoję, z drugiej odczuwam ulgę.

Teraz ma kołnierz i szlaban na wychodzenie przez 2 tygodnie. Ale szczerze mówiąc, będzie to cud, jeśli w międzyczasie nie ucieknie.

imatotachi

 
Posty: 42
Od: Śro maja 17, 2017 19:35

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Blue, Google [Bot], indianeczka i 18 gości