1m2 na kota. PUSZKIN za TM :(

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Czw sty 31, 2019 7:19 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Arcana :1luvu: Doceniam to co robicie oraz Twoje i Tabo10 dobre intencje ale takie wpisy bardzo podcinają skrzydła ludziom którzy borykają się z różnymi problemami pomagając intensywnie w tak ekstremalnie trudnych sprawach jak tutaj. Tabo 10 pomagasz w Trzebiatowie, to wiesz o co chodzi.


"Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień".

A przecież Tabo 10 osobiście wyadoptowała 2 koty znajdujące się w podbramkowej sytuacji, poza Warszawę, do domu bez siatek i zabezpieczeń (moskitiera w drzwiach na taras błe), z 1 kotem wychodzącym, bez wizyty PA, bez zgody na adopcję wszystkich członków rodziny, za to z umową adopcyjną. Dobrze że nie pisała wtedy publicznie na forum o tych szczegółach bo zostałaby zlinczowana słownie. I te koty po 4 latach żyją i mają się świetnie :kotek: :201461 A nawet dziki nieadopcyjny kot pochodzący z wolnożyjacych stał się największym namolniakiem i nakolankowcem.

Baltimoore

Avatar użytkownika
 
Posty: 5504
Od: Sob sty 03, 2015 18:44

Post » Czw sty 31, 2019 9:55 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Joka2011 pisze:....
Trisia jedzie w czwartek do kociego dermatologa - mimo jedzenia tylko karm hypoalergicznych strupki nadal są. Dziś ma wysypaną cała szyjkę, główkę i karczek. Dobrze, że chociaż tak bardzo się nie drapie, ale żal patrzeć na kotkę. Apetyt ma, mruczy jak tylko się do niej człowiek zbliża.


Trzymam kciuki :ok:
Moja Trisza też łapie uczuleniowe strupki głównie na szyi , brodzie. My stosujemy kremy ze sterydem do posmarowania.
Skuteczne bardzo. Już następnego dnia po zastosowaniu zmiany znikają, niestety po kilku, czasem kilkunastu dniach wracają w innym miejscu. Smaruję kiedy widzę, że mała się rozdrapuje -zwykle raz na dwa tygodnie , czasem raz w miesiącu .

egwusia

Avatar użytkownika
 
Posty: 5124
Od: Pt paź 10, 2008 15:17
Lokalizacja: Chojnice

Post » Czw sty 31, 2019 14:49 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Arcana pisze:Przecież to były rady, a nie kwestionowanie całego wysiłku ratowania kotów zbieraczki.
Napisałyśmy, że nie wierzymy w obietnice, bo nie wierzymy. Ale jeśli ktoś ma podstawy wierzyć konkretnym osobom, to super.
Tobisia ciągle ogłaszam. Ktoś chce wyróżnić?
https://www.olx.pl/oferta/bialy-lagodny ... viNwM.html

Ogłaszam też Felę, ale pewnie nie ma zgłoszeń :(


wyróżniłam Tobisia przelewem bo z telefonem nic mi nie wyszło (zacofana jestem)

Tobiś nie idzie do nowego domu, państwo zrezygnowali, nie znam przyczyny, bo była mowa, że jego wezmą na pewno, a nad drugim mieli się zastanowić. No cóż.... Szkoda, bo dom zapowiadał się naprawdę fajnie.

Trisia była u dermatologa, zestaw badań, testów, oględziny i wyszło na to, że uczulenie jest na roztocza i kurz.
Nie jest to alergia pokarmowa i może jeść co chce.
Dostała odpowiednie leki i guzki mają przestać się pojawiać.

Z Puszkinem jadę na ok. 17.30 do weta na zastrzyk, bo już nie zaryzykuje obsługi domowej.

jasdor

Avatar użytkownika
 
Posty: 16341
Od: Sob wrz 19, 2009 11:51
Lokalizacja: Krosno

Post » Czw sty 31, 2019 14:56 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

TRisia, super dzielna koteczka, jest już w domku. Cięzko przeżyła jazdę autobusem, a potem spotkania u weta z psami (choć do charta się wyrywała entuzjastycznie).
Trisia została nie tylko wygłaskana, wyczochrana, ale również przebadana od koniuszka uszka do końca ogona, obejrzana i ovmacana.
Nie była zachwycona wyrywaniem włosków z róznych miejsc, a biopsja jednego z bąbli wywołała wielki miaukot.
W efekcie dostała stronghold plus , triam, a miejscowo chlorophilipt. Dodatkowo dostała zgodę na jedzenie wszystkiego, gdyż nie jest to alergia pokarmowa, tylko środowiskowa - kurz i roztocza są winowajcami.
Zastrzyk powinien pomóc na minimum 3 miesiące, niektóre koty są zabezpieczone do nawet 8 miesięcy.Trzeba czekać na wyniki, za tydzień mam pisać meila z opisem sytuacji.
Po powrocie do domu Trisia rzuciła się na jedzenie. W końcu normalne jedzenie - dostała saszetkę Mniamora i zjadła prawie 2 na raz (rano bez śniadania, bo możliwe było pobranie krwi).
Biegała po całym mieszkaniu, a nowychowaną młodziez pacała łapą jak próbowali dobrać się do jej miski.

Tpbiś zostaje u mnie na dt dalej, gdyż Państwo doczytali tutaj pewne rzeczy i zdecydowali, że wolą wziąść innego kota.

Joka2011

 
Posty: 206
Od: Sob wrz 12, 2015 21:19

Post » Czw sty 31, 2019 15:04 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Baltimoore pisze:"Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień". [/b]
A przecież Tabo 10 osobiście wyadoptowała 2 koty znajdujące się w podbramkowej sytuacji, poza Warszawę, do domu bez siatek i zabezpieczeń (moskitiera w drzwiach na taras błe), z 1 kotem wychodzącym, bez wizyty PA, bez zgody na adopcję wszystkich członków rodziny, za to z umową adopcyjną. Dobrze że nie pisała wtedy publicznie na forum o tych szczegółach bo zostałaby zlinczowana słownie. I te koty po 4 latach żyją i mają się świetnie :kotek: :201461 A nawet dziki nieadopcyjny kot pochodzący z wolnożyjacych stał się największym namolniakiem i nakolankowcem.


Piszesz o Biance i Logisiu którego wyadoptowałam Tobie ,do domu wychodzącego?
Tak zrobiłam,bo Ci zaufałam i bo byłyśmy z Anielą postawione pod murem i w szoku po śmierci koleżanki. Forumowa delfinka UMARŁA I ZOSTAŁYŚMY Z 12 KOTAMI I PSEM. Koty miały zostać zabrane jak najszybciej z domu.A Ty przekonałaś mnie i jak widać moja intuicja mnie nie zawiodła. Niestety tylko ja byłam wówczas za tą adopcją. AnielkaG była bardzo przeciwna,nie mówiąc o Elce,która wiozła do Ciebie koty. Obie były tak nieprzyjemne dla Ciebie,że aż bardzo bałam się ,że zrezygnujesz. Pamiętam,bo rozważałyśmy to jeszcze po latach i po latach sama przyznałaś,że znając tyle nieudanych adopcji ,dopiero teraz sama zrozumiałaś ich zachowanie...

Nie jestem skrajnie ortodoksyjna. Wydaję koty do DS bez osiatkowania ,kiedy np.sytuacja jest ekstremalna. I zabranie kota z ulicy do nieosiatkowanego domu jest dla niego mniejszym niebezpieczeństwem niż pozostawienie go bez pomocy na tej uicy,na pewną śmierć. Tak było nie tylko w przypadku Twoim,ale też kilku kotów z Gdańska zabranych na cito. 9 kotów zostało uratowanych w 20 dni mojego pobytu tam i nie było czasu na siatkowanie i wymogi- poszły do domów wprost z ulicy,na której by zamarzły lub padły z głodu. Nie było nad czym deliberować. To była walka z czasem.

Ale powyższe przypadki - oddawanie do domów bez zabezpeczeń -to nie może być reguła pomocy. Zwłaszcza pomocy na kocim forum,które w założeniu powinno być bardziej świadome i nastawione na bezpieczeństwo niż zwykłe akcje pomocowe w realu,gdzie przeciętny Kowalski oddaje Nowakowi kotka z ulicy. Forum kocie jest złożone z pasjonatów,którzy mają większą niż przeciętnie wiedzę o kotach . Większa też powinna być ich świadomość.

Natomiast joka i Ty-obie nie przykładacie odpowiedniej wagi do adopcji z osiatkowaniem. Joka to sama tu przyznaje parę postów wyżej,a Ty równie lekko wydajesz z Dorą koty do zgłaszających się domów. Wiem,bo kiedyś dora mnie prosiła o p/a. Jak zaczęłam drążyć co zostało przygotowane dla kota,czy są osiatkowania ,kiedy będą itd,nagle wysłała na wizytę kogoś innego. I puściła kocię czym prędzej do domu bez siatek.

Przykre to bardzo tym bardziej,że potem ja takie koty znajduję (nie TE same oczywiście,ale o TAKIEJ samej przyczynie zaginięcia)i bujam się miesiącami ze znalezieniem im odpowiedzialnych domów. A Wy trzepiecie adopcję za adopcją zalewając warszawski rynek kotami oddawanymi jak ulotki... W ostatnim czasie wyadoptowuję TYLKO koty,które zostały zgubione,zaginęły,same oswojone domowe miziaki. Kiedyś to były tylko dzikuny,które się oswoiły dochodząc do siebie po sterylizacji. Teraz to TYLKO domowe koty (Rozalka,Pico,Silver,Kredka,Malwa,Ruda- wszystkie były domowe)-każdy kto śledzi moje wątki je zna.

To,że apeluję o osiatkowanie i wytykam błędy na tym wątku,nie znaczy,że nie doceniam pracy,jaka już została włożona w pomoc kotom. Ale za to juz niejednokrotnie wszyscy chwalili jasdor i resztę. Chyba nie macie ambicji,by był to wątek złożony z samych achów i ochów,tudzież kciuków 8O . Ileż można chwalić za to,co już dokonano 8O Jeżeli coś piszę krytycznego,to dla dobra kota,nie by deprecjonować osiągnięcia.

Przestańcie wpadać w histerię ,że się wszystkiego odechciewa (jasdor) i szantażować,by zabierać sobie koty jak się komuś nie podoba opieka (joka). Obie odwalacie kupę roboty,ale nie znaczy to,że nie można zwrócić żadnej z Was uwagi.


jasdor,po co mnożyć kolejne faktury za leczenie Puszkina,które do niczego nie prowadzi? A już boisz się ,że przerosną pulę zgromadzonych pieniędzy i znów będziesz musiała na niego żebrać? Za to ,co już wydałaś na niego ,mogła być zrobiona sanacja i kot mógł już dochodzić do siebie. Kolejny miesiąc ma podawane zastrzyki,które niczego, bez sanacji mu nie zmienią. Marzenia11 pisała Ci z miesiąc temu,że i zdrowy kot,który nie je i nie pije też da się wykończyć w ten sposób,nie musi to być kot z białaczką.

Już dawno też podawałam Wam namiar na kociego dermatologa dla Trisi,a dopiero dziś miała wizytę... A mieszka od dobrego dermatologa może km,może półtora...Przecież im dłużej będzie na tymczasie,tym więcej kasy pochłonie.

egwusia, Twojego bezczelnego obśmiewania każdego z moich postów w tym wątku i wstawiania szyderczych emotikonów nawet nie skomentuję. To dopiero jest zero kreatywności ,a jedynie nastawienie na hejt. W niczym nie pomogłaś,a jedynie się czepiasz. Musisz być strasznie sfrustrowaną osobą. Współczuję.

Ps. Pisałam swój post przed ostatnim o Tobisiu. Teraz tylko czekam aż napiszecie,że DT zrezygnował przeze mnie i Arcanę,no i może przez ewar,bo czepiałyśmy się braku osiatkowania :wink:

tabo10

 
Posty: 8086
Od: Nie lip 31, 2011 14:24

Post » Czw sty 31, 2019 15:18 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Baltimoore pisze:(...)takie wpisy bardzo podcinają skrzydła ludziom którzy borykają się z różnymi problemami pomagając intensywnie w tak ekstremalnie trudnych sprawach jak tutaj. Tabo 10 pomagasz w Trzebiatowie, to wiesz o co chodzi.


Nigdy nie porównuj losów kotów z tego wątku i kotów z Trzebiatowa, Baltimoore. To nie są "tak ekstremalnie trudne sprawy jak tutaj".
Koty z Krosna mają ciepły dom,kochającą ich panią,jasdor na każde kiwnięcie,weta,jedzenie i pomoc. Żyją w syfie i smrodzie,ale to tylko tyle. Chodź czasami ,jak widać,aż tyle,by takie życie było nie do zniesienia i koty wymagały pilnej pomocy.
Koty z Trzebiatowa żyją na ulicy,każdy dzień jest walką o ich życie. Śpią na mrozie,na betonie,pod samochodami,mają karmiciela który nigdy nie był i nie będzie z żadnym u weta,ślepną po kk,giną przejechane CELOWO I z PREMEDYTACJĄ pod kołami samochodów,są tępione,trute. Opiekun ma sprawy w sądzie o zakaz dokarmiania, ma przeciw sobie nawet żonę. Jest zaszczuwany,bity przez lokalsów.
Porównywanie tych przypadków to wielkie nieporozumienie,jeśli ktoś to robi,znaczy tylko tyle,że nie ma absolutnie zielonego pojęcia jak bardzo się różnią te dwa przypadki.

Tyle prywaty,nie zamierzałąm wciskać tu innych problemów z moich wątków,ale pociągnięta do odpowiedzi- odpisuję.

tabo10

 
Posty: 8086
Od: Nie lip 31, 2011 14:24

Post » Czw sty 31, 2019 15:31 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

jasdor pisze:A ja nie będę się powtarzać, tłumaczyć i udowadniać, że nie jestem wielbłądem.
Już to zrobiłam w poprzednim wątku.
Staram się pomagać tym kotom najlepiej jak potrafię, poświęcam tyle czasu ile tylko mam.
Nie jestem nieomylna i nie wszystko robię najlepiej. Ale nie chcę być postrzegana, jako ktoś kto zamiast pomagać szkodzi tym kotom, że wydaję koty byle gdzie i byle jak. Wg mnie tak nie jest. Każdy ma prawo do własnego zdania i oceny.
Jeśli ktoś dzwoni w sprawie adopcji 90% to osoby, które eliminuję już na wstępie. Kontakt do Joasi dostają tylko ci, którzy są warci zainteresowania.
Dziekuję serdecznie za każdą pomoc, którą dostałam, za każde ziarenko i puszkę karmy, za każdy grosik na weta, za opiekę nad kotami w Warszawie, za każde ciepłe słowo, za każde profesjonalne zdjęcie i każde ogłoszenie, bo dzięki temu te koty dostały szansę na lepsze życie. Sama nie podołałabym na pewno, bo mnie nie stać.
Nie będę pisać dlaczego balkon osiatkowany będzie w marcu a nie w styczniu, zresztą jeszcze nawet nie wiadomo, czy państwo zechcą go wziąć, bo póki co nie dzwonili i nie potwierdzili.
Kotów zostało tutaj 6, w Warszawie 2. Te, które są tutaj już pewnie nigdy nie znajdą żadnych domów. Tobi jest zdrowy, Trisia ma problemy i jak komuś o nich mówię - rezygnuje z kota
Fela i Maciuś miały szansę na dobry dom z osiatkowanumi oknami. Niestety skreśliła je białaczka. Mogłam nie powiedzieć, zataić , przemilczeć, nikt mnie o to nie pytał (znam takich którzy tak robią) i dziś pewnie miałyby raj a ja miałabym je z głowy. Taki przykład pierwszy z brzegu. Ale to nie w moim stylu.
Wiem, że każda pomoc kiedyś się kończy, mam tę świadomośc i bardzo się boję, bo wiem, że ja - jak już kiedyś pisałam - jestem na nie skazana do śmierci : ich, pani, albo mojej.
Tutaj nie znalazłabym dla nich żadnego domu, a o osiatkowanych oknach mogłabym tylko marzyć. Dlatego jestem wdzięczna Joasi za pomoc, za opiekę nad kotami, które czasem trzeba też targać do weterynarza. Za te wszystkie godziny spędzone na wizytach w jej domu i przed adopcyjnych.
Znów niedługo będę musiała żebrać o wsparcie, bo faktura za Puszkina przerośnie pewnie moje możliwości, a Trisia jutro idzie z wizytą do dermatologa, bo dotychczasowe leczenie i dieta nie przynosi rezultatu. To też będzie kosztować. To też spędza mi sen z powiek, bo bez pomocy nie dam rady. Bez tego im nie pomogę.
Nie jest łatwo prosić o pomoc, naprawdę. Przynajmniej dla mnie jest to upokarzające, ale wiem, że jeśli tego nie zrobię to one nie mają nawet takiej możliwości. Umrą sobie cichutko w kąciku, jak kiedyś Burcia, której nie zdążyłam pomóc.
Jak patrzę na to wszystko z perspektywy czasu to sama nie wierzę, że aż tyle się udało. Ponad 10 tysięcy, wszystko od ludzi, którzy pomagają, nie licząc kastracji i sterylek, za które płaciły fundacje i karmy, tona karmy, którą wzniosłam na IV piętro i nie musiałam za nią płacić :1luvu:

A tak na marginesie tylko wspomnę, że jutro na zastrzyk z Puszkinem będziemy musieli jechać do weta. Już nawet w klatce nie da się obsłużyć, dziś przez godzinę chciał mnie zjeść. Udało się, ale jutro już nie podołam. Zostawiłam pani 20 zł żeby kupiła mu mięso, bo nic innego nie chce jeść.

Jest późno, jestem zmęczona, napiszę tylko tyle - każdy ma prawo do własnego zdania, a najłatwiej jest krytykować.
Jeśli macie możliwość to nam pomóżcie, jeżeli ktoś może zrobić ogłoszenia Trisi i Tobisiowi ( bo już tylko oni zostali do adopcji) to bardzo proszę, bo moje nieudolne próby ich robienia nie dają rezultatów.
Jeśli uważacie, że nie warto to trudno. Może nie wszystko wychodzi mi najlepiej, ale staram się.
Nie będę się kłócić publicznie. Jak ktoś ma ochotę to mój telefon jest wszędzie dostępny, można napisać, postaram się wyjaśnić wątpliwości.



Jasdor, do tej pory bylam cicha podczytywaczka watku, ale w obliczu ostatnich wpisow, chcialabym ci powiedziec jak bardzo cie podziwiam i za cala akcje, ale tez za to w jaki sposob prowadzisz watek.

Podaj mi prosze na PW numer konta, chcialabym wesprzec finansowo leczenie Puszkina.
W zamyśleniu majestat mają niedościgły
Wielkich sfinksów, co w głębi pustyni zastygły,
Jakby w wieczny zapadły sen odrętwiający.

Norku

 
Posty: 739
Od: Wto cze 01, 2010 15:25

Post » Czw sty 31, 2019 22:44 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Chciałabym napisać dużo więcej, ale nie ma sensu przeciągać tej nikomu niepotrzebnej dyskusji. Jednak jest kilka kwestii, do których sie odniosę. Nigdy tego nie robię, ale skoro już sytuacja zaszła tak daleko - będzie też personalnie, choc jest mi bardzo przykro to pisać :(
Odnosząc się do posta Tabo10
Nie mam zamiaru odnosić się do innych kotów wyadoptowanych przed laty, nie z tego wątku, wyadoptowanych źle, czy dobrze. Nie to jest tematem tego wątku.
Chyba nie macie ambicji,by był to wątek złożony z samych achów i ochów,tudzież kciuków . Ileż można chwalić za to,co już dokonano Jeżeli coś piszę krytycznego,to dla dobra kota,nie by deprecjonować osiągnięcia.

Napisałam powyżej, że przyjmuje każdą krytykę, popełniam błędy i się ich nie wypieram. Ale Ty krytykujesz wszystko i wszystkich za wszystko. Nawet za tzw. chwalenie. Ja też nie lubię jak się mnie chwali, ale jak ktoś chce to może wstawiać nawet milion serduszek skoro ma taka ochotę. Jeśli komuś się to nie podoba może tu nie zaglądać i się nie bulwersować serduszkami.
jasdor,po co mnożyć kolejne faktury za leczenie Puszkina,które do niczego nie prowadzi? A już boisz się ,że przerosną pulę zgromadzonych pieniędzy i znów będziesz musiała na niego żebrać? Za to ,co już wydałaś na niego ,mogła być zrobiona sanacja i kot mógł już dochodzić do siebie. Kolejny miesiąc ma podawane zastrzyki,które niczego, bez sanacji mu nie zmienią. Marzenia11 pisała Ci z miesiąc temu,że i zdrowy kot,który nie je i nie pije też da się wykończyć w ten sposób,nie musi to być kot z białaczką.

Widać, że nigdy nie miałaś do czynienia z prowincjonalnym leczeniem kotów Fajnie jest sobie wybierać lecznice w stolicy, których jest bez liku, praktycznie na każdym zakręcie. Ja tutaj mam JEDNĄ sensowną i wetkę, która nie unosi się ambicją, że wszystko wie najlepiej, ale są granice, których nie wolno mi przekroczyć i muszę zdać się na nią. Wiem, co pisała Marzenia11 i doskonale to wiedziałam od początku, nawet bez jej wpisu. Wcale nie trzeba być alfą i omegą, żeby akurat to wiedzieć.
Puszkin to odosobniony przypadek w tym domu. Jest chory praktycznie od kiedy się tam pojawiłam. Do tego nie obsługiwalny i z dnia na dzień kontakt z nim jest coraz bardziej trudny.
24.11.2017 Kastracja i operacja przepukliny. Brzuszek musiał się zagoić i kot chodził w ubranku dość długo.
12/2017 - 01/2018 jego szyja została zaatakowana przez ogromne wyłysienia i strupy. Wyglądał okropnie i wszyscy uważali, że jest to spowodowane inwazją pcheł. W końcu na szyi zrobiła się ogromna rana, która była leczona
29.01.2018 - został z innymi kotami odrobaczony bo już trzeba było (Dehinel)
19.04.2018 - kolejne odpchlenie. Szyja zaczęła się goić, przez lato był jako taki spokój, ale problem wrócił i
08.09,2018 - dostał kolejną dawkę Controline. W tym czasie właśnie zaczął się też problem z zębami, wcześniej go nie było i
12.09.2018 - pojechałam do lecznicy. Dostał Lincospektin, który podawałam przez tydzień, po czym
17.09.2018 - PRZESZEDŁ ZABIEG SANACJI I ZOSTAŁY WYRWANE TYLNE ZĘBY. Dziąsełka się wygoiły i nie było żadnych problemów. Wtedy też został wykonany test (FeLV+). Aby go potwierdzić
30.10.2018 - znów go zawiozłam i zrobiłam PCR żeby nie było żadncyh wątpliwości, wtedy już odmawiał jedzenia. Zostało też zrobione badanie krwi, żeby sprawdzić nerki i został podany steryd. Miałam zjawić się za 2 tygodnie. Wtedy właśnie kobieta złamała rękę i nie była w stanie nawet włożyć go do transportera, a ja nie dałam rady go złapać. Puszkin czuł się dobrze i jadł, nie było problemów. Przestał znowu jeść 25.12.2018 U nas nie ma całodobowych lecznic, a okres świąteczny i przełom roku jest trudny pod względem weterynaryjnym. Do tego za nic nie chciał dać się złapać, udało się dowieźć go do weta
31.12.2019 na kolejną wizytę. Dostał wtedy ponownie steryd, po którym jadł 2 dni, więc zabrałam go na wizytę
04.01.2019 - dostał wtedy lincospektin, który miałam podawać przed umówieniem się na zabieg, bo kot, który ma mieć zabieg ma mieć wcześniej podawany antybiotyk żeby podczas zabiegu już był zabezpieczony. Wtedy wsadziłam go do klatki, zdążyłam podać 2 zastrzyki i Puszkin z klatki nawiał, jak kobieta wkładała mu jedzenie. Od tego czasu i ja, i ona próbowałyśmy go złapać, jednak nic z tego nie wychodziło. Udało się dopiero
17.01.2019 - kiedy był już w takim stanie, że wetka zastanawiała się, czy uśpić go już dziś, czy poczekamy, co będzie jutro. W pysku była jedna, wielka krwawiąca rana i nie dało się pyszczka nawet otworzyć. Od tego czasu siedzi w klatce non stop, tydzień jeździłam na kroplówki, badania, zastrzyki, później dawałam sama, choć graniczy to z cudem. Dziś pojechałam do lecznicy na kolejny zastrzyk, bo nie udało mi się podać go osobiście. Ma mieć podawany antybiotyk jeszcze do wtorku, kiedy to mam go przywieźć na zabieg.
To, co przeszedł i nadal przechodzi ten kot (białaczkowy) i jeszcze żyje, a nawet ma się dobrze, choć jest zmęczony i wyczerpany, to chyba cud. Dziś nawet wetka, która potrafi jak nikt obsłużyć nieobsugwalnego kota nie obyła się bez ran i ma rękę zalepioną plastrami.
Myślę, że wyczerpująco i nie wiem, co mogłam zrobić wcześniej lub inaczej.
Boję się, że w końcu zwariuje w tej klatce, bo widać, że już wpada w depresję, a przed nim jeszcze minimum tydzień przy dobrych układach.
To tyle odnośnie faktur i leczenia Puszkina.

Już dawno też podawałam Wam namiar na kociego dermatologa dla Trisi,a dopiero dziś miała wizytę... A mieszka od dobrego dermatologa może km,może półtora...Przecież im dłużej będzie na tymczasie,tym więcej kasy pochłonie.

Trisia była u weta dwa razy. Miała zrobione badania, miała być zaszczepiona. Została zalecona obserwacja i karma, bo przypuszczalnie uczulało ją jedzenie. W międzyczasie Tobiś miał robione zęby, Joasia chodziła też do weta z maluchami. Oprócz tego pracuje. W różnych dniach i godzinach, a bywa, że i na 1,5 etatu. Do tego ma rodzinę, małe dziecko, własne wiyty u lekarzy i czasami nie jest w stanie NATYCHMIAST wybrać się do dermatologa.
egwusia, Twojego bezczelnego obśmiewania każdego z moich postów w tym wątku i wstawiania szyderczych emotikonów nawet nie skomentuję. To dopiero jest zero kreatywności ,a jedynie nastawienie na hejt. W niczym nie pomogłaś,a jedynie się czepiasz. Musisz być strasznie sfrustrowaną osobą. Współczuję.

Nie chcę na TYM wątku takich wycieczek do osób, ktore w nim uczestniczą, a już na pewno podważania czyjejś pomocy, o której zupełnie nic nie wiesz, obrażania ludzi tu zaglądających i tych, które od czasu do czasu coś napiszą, bo mam wrażenie, że na tym wątku już nikt na wszelki wypadek nie chce się nic odzywać, bojąc się, że od razu zostanie zaatakowany cokolwiek by nie powiedział.
Nigdy nie porównuj losów kotów z tego wątku i kotów z Trzebiatowa, Baltimoore. To nie są "tak ekstremalnie trudne sprawy jak tutaj".
Koty z Krosna mają ciepły dom,kochającą ich panią,jasdor na każde kiwnięcie,weta,jedzenie i pomoc. Żyją w syfie i smrodzie,ale to tylko tyle. Chodź czasami ,jak widać,aż tyle,by takie życie było nie do zniesienia i koty wymagały pilnej pomocy.

No właśnie! Sytuacja nie do porównania, ale jak tam weszłam to pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy to było - wypuścić te wszystkie koty na ulicę, bo tam przynajmniej znalazłyby lub złowiły coś do jedzenia. Nie wiem, czy ktoś z Was wcześniej dosłownie BRODZIŁ W KOTACH stłoczonych w pokoiku 2,5 na 3 m, bo wszystkie ile ich było zleciały się do jedzenia i łaziły jeden po drugim, żeby się dostać do karmy. TE KOTY UMIERAŁY Z GŁODU. I żadna kochająca pani nigdy nie zastąpi jedzenia. Z wdychania powietrza, w którym żyły, a do innego nie miały dostępu niektóre mają już na zawsze zagwarantowane choroby (Kropka, Pepe) a nie wiem, czy śmierć Boryska i Burci nie była właśnie spowodowana zatruciem oparami amoniaku, po którym wysiadły im płucka i serduszka. Te koty wcale nie miały lepiej niż te na ulicy. Zupełnie inne zagrożenia ale sprowadzające się do jednego - śmierci.
Wet, jedzenie i pomoc tutaj też nie biorą się znikąd. Liczę na to, że ktoś mi pomoże, bo nie dam rady zagwarantować im ani jedzenia, ani leczenia. Też mam nerkową, 11 letnią kotkę i też wiem ile to kosztuje. Powinnam dawno być z nią u weta, ale nie mam czasu dla swoich kotów, które jeszcze jakoś sobie radzą.
Na pewno nie zapomnę pomocy, którą od Ciebie otrzymały koty i będę za nią dozgonnie wdzięczna. Nie ma chyba potrzeby po raz kolejny opisywać sytuacji, bo wszyscy ją znają i wtedy TYLKO TY ofiarowałaś im pomoc. Dzięki TOBIE mają ogłoszenia, które robi ARCANA bez ustanku i profesjonalne zdjęcia, które funduje im MIMBLA. Gdyby nie to pewnie nie udałoby się wyadoptować żadnego kota.
Nigdy nikogo nie pouczam, niczego nie narzucam, staram się pomóc jeśli jestem w stanie, ale Tobie Tabo10 coś powiem : Zastanów się czasem nie CO piszesz, tylko JAK piszesz. Bo czasami to CO piszesz traci moc w sposobie, jakim to wyrażasz. Agresywny i pretensjonalny ton Twoich wypowiedzi wychodzi na pierwsze miejsce i tylko to rzuca się w oczy. Czasami mam wrażenie, że coś Ci akurat nie wyszło i przyszłaś sobie ulżyć.
To był jedyny taki post w moim wykonaniu i nigdy więcej nie będę się odnosić do niczyich pretensji.
Nie piszę książki o kotach, w której miałabym przekazywać informację o każdym telefonie, o przebiegu rozmowy, o wizytach - kto, gdzie z kim był i kiedy i o czym rozmawiał, bo uważam to za zbędne. Choc i tak z historii tych kotów zrobiła się już niezła trylogia i końca nie widać.
Jest nam tu ciężko pod każdym względem i gdyby te koty nie pojechały do Warszawy, to nie miałyby szans na adopcję, albo trafiłyby bardzo źle.
I tym optymistycznym akcentem skończyłam wreszcie, można wyrażać swoje ochy i achy, jak tylko ktoś ma na to ochotę. Nie lubię tego, bo gdyby KAŻDA Z WAS znalazła się na moim miejscu, to zrobiłaby TO SAMO co ja i ratowała te koty z całej siły. Nie uważam się za kogoś wyjątkowego oprócz tego, że może mam więcej empatii niż inni otaczający nas ludzie.
Dobranoc :wink:

jasdor

Avatar użytkownika
 
Posty: 16341
Od: Sob wrz 19, 2009 11:51
Lokalizacja: Krosno

Post » Czw sty 31, 2019 23:03 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Norku pisze:Jasdor, do tej pory bylam cicha podczytywaczka watku, ale w obliczu ostatnich wpisow, chcialabym ci powiedziec jak bardzo cie podziwiam i za cala akcje, ale tez za to w jaki sposob prowadzisz watek.
Podaj mi prosze na PW numer konta, chcialabym wesprzec finansowo leczenie Puszkina.

Bardzo mi jest miło i bardzo dziękuję

jasdor

Avatar użytkownika
 
Posty: 16341
Od: Sob wrz 19, 2009 11:51
Lokalizacja: Krosno

Post » Czw sty 31, 2019 23:23 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

jasdor pisze:....
I tym optymistycznym akcentem skończyłam wreszcie, można wyrażać swoje ochy i achy, jak tylko ktoś ma na to ochotę.
....

    Obrazek

egwusia

Avatar użytkownika
 
Posty: 5124
Od: Pt paź 10, 2008 15:17
Lokalizacja: Chojnice

Post » Czw sty 31, 2019 23:27 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Przeleciałam teraz początek wątku i stwierdzam, że pierwsza z pomocą dla Jasdor byla tutaj Madie i Blue :1luvu: I zaraz szybko inne dziewczyny. :1luvu: :1luvu: :1luvu:
OKI, czarnekoty 123, Ewa L., pisiokot, waanka, Patmol, Zuza, Nas Troje, .Mia., Szalony Kot, kocka....
Mnie o tym wątku dała znać variovorax- żebym koniecznie tu przyszła, potrzebna każda pomoc.

Baltimoore

Avatar użytkownika
 
Posty: 5504
Od: Sob sty 03, 2015 18:44

Post » Pt lut 01, 2019 23:36 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Puszkin wygląda i czuje się lepiej - fizycznie. Psychicznie zaczyna wysiadać. Dwa tygodnie w klatce robi swoje, do tego wycieczki do weta i wizyty z zastrzykami ... :(
Je ale nie robił kupy już dawno. Wczoraj dostał od wetki troche parafiny i dalej nic.
Brak ruchu, ciągle tylko siedzi i leży i chyba sobie myśli, że to już będzie tak zawsze.
Musi dostać jeszcze antybiotyk do poniedziałku i we wtorek pojedzie na zabieg.
Zastrzyki jeździmy dawać we dwie, bo jedna osoba sobie nie poradzi, chociaż dziś był nawet grzeczny.
Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będzie mógł z tej klatki wyjść, tak mi go bardzo żal :(
Obrazek

Gdybym zniknęła na jakieś dwa dni, tzn. że rodzina się zjechała :evil:

jasdor

Avatar użytkownika
 
Posty: 16341
Od: Sob wrz 19, 2009 11:51
Lokalizacja: Krosno

Post » Sob lut 02, 2019 9:16 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Mocne myślowe uściski dla Puszkina, dla Ciebie i dla reszty bandy :201461 :201461 :201461

Baltimoore

Avatar użytkownika
 
Posty: 5504
Od: Sob sty 03, 2015 18:44

Post » Sob lut 02, 2019 9:33 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

Ja też wpadam z kciukami - dobrze, ze zabieg jest wyznaczony i to już we wtorek. Puszkin :ok: :ok: :ok: :ok: :ok: :ok:
ObrazekObrazekObrazek"Nigdy nie wiemy, kiedy widzimy kogoś PO RAZ OSTATNI..."
"Kiedy się kogoś kocha to ten drugi ktoś nigdy nie znika"
Moja Rodzina w Niebie:Tata(*),Mika(*),Mama(*),DeeDee(*), Adas(*), Lapcio(*),Kosiniak(*),Milenka(*), Nusia (*)Miluś(*)NUTKA!!(*)..Nie wierzę...

Marzenia11

 
Posty: 35648
Od: Sob lut 28, 2009 21:24

Post » Sob lut 02, 2019 15:30 Re: 1m2 na kota. Cz.3 Puszkin znów bardzo choruje + białaczk

:ok: :ok: :ok: za Puszkina :ok: :ok: :ok:
I jasdor, podziwiam ile udało Ci się osiągnąć. Wiadomo, że miałaś pomoc, jednak w ogromnej większości pomoc na odległość. A bardzo ciężko coś takiego ogranąć będąc samej :( . Trzymaj się ciepło :ok: :ok: :ok: :ok:
I wielkie dzięki dla dziewczyn, które pomogły tym kotom bez względu na formę tej pomocy.
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 24277
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Silverblue i 107 gości