andorka pisze:jasdor pisze:Macho wrócił wczoraj z adopcji. Trzeci raz. Pani wet po zrobieniu kolejnego testu stwierdziła, że ma białaczkę, bo ma infekcję i brzydkie zęby, a PCR o niczym nie świadczy. Koniec. Kropka.
Ku...a nic innego się nie ciśnie na usta, co Ci ludzie maja w głowach ????? Zabawka się popsuła? To jest przerażające. Biedny ten kocur, dobrze, że chociaż w miarę bezstresowo znosi te przeprowadzki.
Maczuś wrócił przezębiony, kaszlący i kichający - prawdopodobnie efekt wychodzenia na balkon (osiatkowany) w każdej możliwej chwili. Był leczony antybiotykiem, który podaje sie kotom a zapalenie pecherza a nie na układ oddechowy. Pani zdecydowała się go oddać, gdyż mógłby zarazić jej kotkę..
Co do kwalifikacji zawodowych weta nie wypowiadam się, bo ten "dyplom" to może wsadzić sobie tam gdzie kotu zaczyna się ogon. Już na drugim roku weterynarii uczą studentów, ze testy robi się kotu zdrowemu, a nie kotu choremu i na antybiotyku! Dzisiaj byłam z nim u mojego weta - osłuchowo pojedyncze furczenia, słaba wydzielina z noska, zmiana antybiotyku. Kociak je, bawi się, łasi i mruczy jak zwykle....
Cincia...
Brak słów. Jeszcze w sobotę ją głaskałam, trochę rzęziło jej w płuckach, ale mruczała, ugniatała i wcinała mięsko.. Widziała mnie pierwszy raz na oczy a ocierała się i mruczała, zero agresji, zero strachu. Chciałam ją zabrać do Warszawy na leczenie, ale obawiałam się, że nie wytrzyma podrózy - wraz z córką z trudem wytrzymałyśmy 7 godzin w autobusie.
Wszystkie koty są wyjątkowej urody. Nawet Maciuś i Puszkin dały się pogłaskać i wymiziać, choć akurat te dwa z duża rezerwą. Tobiś mega wyluzowany z łapkami w górze.. Misiek rozmruczany na maksa, Fela dostojna koteczka stawała na głowie aby tylko ją pogłaskać, Triśka na samej górze szafy zeszła na mięsko i dostapiłam zaszczytu pogłaskania jej. Żaba (chyba..?) pręzyła się do głaskania
Agata.ta, te okno to wybawienie dla kotów, sąsiadów i dla nas jak tam weszłam z moją siedmioletnią córką. Odór taki, że mojej córce zaczeły płynąć łezki po policzkach i mam wrażenie że przestała oddychać. Mnie zatkało równo także. Porównując zdjęcie jak było na samym początku a jak jest teraz - kolosalna różnica, gdyż znijnęła połowa rupieci róznego rodzaju i rzeczywiscie było gdzie postawić nogę. Wszystko zasikane równo nadaje się tylko do wyrzucenia. Tynk ze ścian tez nadahe sie też do wyniany bo wsiąkł smród głeboko w ściany. I w tym wszystkim pani, która widać, że mimo wszystko stara się dbać o koty najlepiej jak tylko potrafi i z każdym jest związana emocjonalnie.
Przy pisaniu tego posta pomagał mi Karolek - wywijający oberki pod moimi nogami, mruczący i łaszący się. Akceptuje wszystkich domowników i inne koty, ale na widok obcej osoby nadal się chowa. domownikom asystuje przy myciu zębów czy rąk, chodzi w ciagu dnia po mieszkaniu z podnisionym ogonkiem, ale wystarczy dzwonek do drzwi, dźwięk telefonu, obcy zapach czy głos, głośniejszy dźwięk i kot wsiąka do momentu usunięcia nowego elementu