Nie kuszę, nie namawiam, ale w Krośnie na dobry DT z jej pierwotnego domu czekają jeszcze inne podobne Ale na razie to i tak dywagowanie na pusto, coś się odzew z ogłoszeń skończył...
A ja miałam dziś telefon w sprawie Kropci. Pani dzwoniła z Łodzi . Ma 2 koty, które wychodzą na zewnątrz i Kropka tez byłaby kotem wychodzącym. Nie wiem, ale jakoś mi się Łódź z wychodzeniem dobrze nie kojarzy. Kropka z wychodzeniem tez mi się jakoś nie kojarzy dobrze.
O, to z mojego ogłoszenia. Ja bym zapytała o dokładny adres, z informacją, że sprawdzimy w google maps, jak ruchliwy to region. I podesłała Żabcię, jeśli to jakieś dalekie przedmieścia
Ja bym zapytała, czy jej koty mają aktualne szczepienia i testy, bo jakoś wątpię. Mnie się dość często zgłaszają osoby, które chcą trzeciego czy czwartego kota, mając swoje zaniedbane i karmione najtańszym badziewiem.
Nie no, o to pytanie dla mnie niczym się nie różni od zwykłego wywiadu przed adopcją i jest normą, chodziło mi o to, co się różni w rozmowie z potencjalnym domem wychodzącym
No lodówka nie została zdobyta, ale ślady kocich wysiłków są: trochę brudu i kilka nowych rys. Dziś Kropka się porzygała, a właściwie to wypadł jej nadmiar cosmy tuńczykowej - według moich wyliczeń +- 700 gram wmłócone w pół godziny się po prostu "nie zmieściło"; panienka była wielce zdziwiona i następny posiłek zjadła po godzinie dojadając tenże przysmak z misek pozostałych koteczków po uprzednim niewielkim galopie po mieszkaniu i obskoczeniu wszystkich parapetów, szafek, łóżek i co tam jeszcze było po drodze. A poza tym na ogródkach działkowych nic się nie dzieje.
Kropa puści Opiekunkę z torbami A jak im się kiedyś uda otworzyć lodówkę, to pęknie. Kotydwa, pokaż kotkom wyliczenia barfowców, ile koty jedzą, bo Kropa wcina na raz tygodniową normę
Kropidło nie pęknie, najwyżej zarzyga mieszkanie. Romuś jak był zagłodzony 14 lat temu też potrafił 800 gramową puszkę w pół godziny wciągnąć (i nie wymiotował). Głód u kotów najdłużej zostaje w głowie. Ale po roku, dwóch latach zwykle mija.
Kropeczka przed listopadem nie opuści mnie. Dziś wreszcie dotarłyśmy do weterynarza. Było koniecznie dziś, bo była na dyżurze "ogólnym" pani kardiolog. Kropeczka zaczęła oddychać robiąc bokami. Podejrzewałam że z sercem nieteges. Złe przeczucia nie zawodzą. Panienka zastała prześwietlona, zrobiono jej USG (a właściwie próbowano bo wiła się jak piskorz) i pani wet potwierdziła (niestety) że nieprawidłowości są. Pobrana została krew na badania, bo wcześniejszym są jakieś odchyłki i trzeba sprawdzić tarczycę. Mam suplementować taurynę. Następna wizyta za jakieś dwa tygodnie i wtedy powtórzymy rtg (prawdopodobnie w narkozie) i USG. I tak diagnozowanie kociny pewnie potrwa cały październik. Ale wreszcie Kropka została zaszczepiona - szczęśliwie nie było przeciwwskazań.
O rany... a jakieś wstępne pomysły są, co to może być..? I tak myślę, ona nie przytyła aby na tym najlepszym wikcie? Kilkukrotnie opisywałaś, że żre nieproporcjonalnie do potrzeb, może to uwidoczniło wadę serca i jednak trzeba bardziej diety pilnować..? W przypadku ludzi nawet lekka nadwaga pogłębia sercowe problemy, obstawiam, że u kotów może być podobnie Kciuki za zdrowie panienki!!
No to doczłapałam po wyniki i na moje oko nie są złe, tylko chyba T4 jest niepokojące bo jakkolwiek w normie (10-30 jednostek) to panienka ma na poziomie 24. Trzeba będzie skonsultować. A Kropiszcze nie przytyło i już zjada tylko dwa razy tyle co pozostałe koty, przypuszczam, że za miesiąc nie będzie już się rzucała na jedzenie. I ostatnio jakieś więzy przyjaźni zaczęła z Polcią i Mirusiem zawiązywać.