zołza Wyrwiflaki

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Nie cze 10, 2018 18:38 zołza Wyrwiflaki

Co to i kto to, to rozpisalam sie w swoich postach w innych tematach. A ze nieduzo ich popelnilam, to chyba nie bede kopiowac...
Jak cos, to pewnie tutaj juz bede pytac o rzeczy zwiazane z nia i opieka nad nia.
Nie nazywa sie zolza, ale przez to jej gryzienie iI taki downowaty rozumek przezywam ja zolza, lobuzem, grubasem, ale oczywiscie krzywdy zrobic nie dam, nie oddam nawet jak mnie doprowadza do szalu i martwie sie o nia jak o kazde stworzenie, ktore mi zaufa jako opiekunowi.
A tutaj jej zdjecia.
https://drive.google.com/open?id=1IPW7A ... w-CLF6M9n1
Wyglada ja moja pierwsza koteczka, tylko tamta byla ostra jak brzytwa z charakteru i figury i rozumu. A ta ja przypomina tylko z wygladu :)

Wyrwiflaka

 
Posty: 22
Od: Pon gru 19, 2016 6:09

Post » Nie cze 10, 2018 18:45 Re: zołza Wyrwiflaki

No cóż, piękna szylkretka, grubiutka (może troszkę za bardzo) i charakterna czyli...masz prawdziwego kota :mrgreen: pamiętajmy kochani, że to nie my mamy koty tylko one nas :lol: cóż więc nam pozostaje poza usługiwaniem i wielbieniem jakże zacnego futra :201494

eweli77

Avatar użytkownika
 
Posty: 1025
Od: Czw mar 30, 2017 22:49
Lokalizacja: Sułoszowa, OPN

Post » Nie cze 10, 2018 19:58 Re: zołza Wyrwiflaki

A może zołza ma jakieś problemy neurologiczne?
Na pewno po opisie sądząc widzę u niej zaburzenia integracji sensorycznej - tylko mocny dotyk ją zadowala, lekkie głaskanie powoduje dyskomfort (a może nawet ból). Ale może warto w którymś momencie pomyśleć nad diagnozowaniem? Zwłaszcza że jej zachowanie się zmienia. Oczywiście każdy zwierzak zmienia się z czasem, ale niekiedy zmiana jest objawem jakiegoś problemu.

Stomachari

 
Posty: 3845
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Pon cze 11, 2018 1:03 Re: zołza Wyrwiflaki

Nie sadze, ze ma cos z glowa. Znaczy sie tak, mowimy, ze ma cos z glowa, dlatego, ze ma malo kocich zachowan takie jak poprzednie koty, ale kazdy kot jest inny i tym razem moze trafil mi sie taki co nie przychodzi, nie gada itp.

Glaskanie normalne tez lubi, ale musi miec faze. Z tym ostrym, to jest tak, ze np. zaczynam ja glaskac normalnie i widze, ze ogon niezadowolony. Ale jak wlasnie po karku poszarpie, to ogon nieruchomy, znow poglaszcze normalnie, ogon chodzi. A normalnie przeciez u kotow jest odwrotnie, jak bym zaczela szarpac po karku, to by sie zdenerwowaly.
Ale jak ma faze na pieszczoty to mozna glaskac jak sie chce i ok.
Daje sie tez glaskac i piescic po brzuszku jak ma faze, co bylo srednio mozliwe przy starych kocicach, bo jednak jak wiekszosc kotow nie lubily tego, mogly okazac niezadowolenie albo po prostu wstac i isc, ze nie. Ta tak nie robi, zupelnie nie boje sie, ze cos mi zrobi, pewnie nawet bym mogla ja jak dziecko calowac po brzuchu i dmuchac w takiej fazie i nic by mi nie rzoila.
Jedynie wlasnie nie potrafie wyczuc u niej tych momentow kiedy nastepuje gryzienie ot tak, kiedy nic tego nie zapowiada, a ja nie zrobilam nic, na co kot tak powinien zareagowac i nie jest to jednoczesnie gryzienie agresywne w takim sensie, ze kot syczy, warczy, dawal znaki, zebym go zostawila, a ja nie posluchalam. To jest jakies takie nagle nakrecenie sie na szalenstwo. I to nawet nie jest po jakims rozbawieniu czy dlugim glaskaniu, kiedy kot moze sie nakrecic. Czasem ona dosc agresywnie wpycha mi sie nosem pod brode, bobruje, do szyi, inne koty tak mi nie robily, to jest chyba takie wpychanie sie jak innemu kotu w futro albo w reke, w dlon od srodka, za jakis czas zaczyna ja lizac i juz wiem, ze jezeli jej dalej pozwole, to skonczy sie gryzieniem.

Probuje wtedy z tym pokazaniem kociej dominiacji na karku, odwroceniem uwagi itp. Nie krzycze na nia, nie strasze, nie bije, bo to nie czlowiek, nie odniosa skutku pamachania palcami, mowienie nie czy klapsy, wrecz przeciwnie, kot bedzie tylko jeszcze bardziej nakrecony az do prawdziwej agresji.

Wylapuje kiedy mnie gryzie na zasadzie, ze jest konflikt interesow, np. spada dupskiem z tapczanu, przytrzymam ja, to bedzie dziab, robi cos czego nie wolno, np. drapie fotel, gryzie siatke, probuje wlezc na barierke, ja ja zlapie i mowie, nie, nie wolno, bo mi wylecisz, no to juz dziab, bo przeciez jej nie pozwalam co ona chce.
Jest to gryzienie bolesne, mocne, slady sa jak po drapnieciu pazurem, jednoczesnie tak jak mowie nie widze w niej agresji agresywnej jakby to powiedziec. Nie czuje sie zagrozona czy cos, robi mi krzywde, ale jest to krzywda jeszcze do opanowania, wzglednie nie robiaca jeszcze wrazenia jak ataki naprawde walczacego i broniacego sie przed czyms kota, jedynie mnie to martwi, ze ona tak robi i ze znane mi sposoby ja tego nie oduczaja.
Tak jak pisalam kiedy indziej bawi sie ze mna bez zadnego gryzienia, a jak bawi sie z gryzieniem, to jest to wyraznie gryzienie delikatne. Potrafi przebiec kolo mnie i mnie pacnac lapka w lydke czy kostke, zlapac noge obiema lapkami i odbiec, podgryzac nogi czy kostke i sladu nie ma. Wiec wiem, ze rozroznia te ataki i nie jest to jedynie nienauczenie ostroznej zabawy przez matke czy czlowieka.
A jak dalam te kocimietke, to juz pisalam, kot cpun, zero kontaktu, niemal sie balam. Mocno jej weszlo.
Robilam filmiki dla behawiorysty, ale jakos nie udalo mi sie uchwycic tego jak mnie gryzie bez powodu, a z powodami to nie ma sensu dawac, bo sama wiem co spowodowalo.

Wydaje mi sie, ze ona tak mnie probuje dominowac i tylko tak umie. Moze ten tydzien czy dwa bez matki jej zaszkodzily. Moze odrobinke ma cos z glowa, co sie przekladalo z tym wycofanie, nieruchomieniem, lekka kocioglupota w zachowaniu.

Ona jednoczesnie ma fazy na przyjscie do mnie i polozenie sie pod broda, mruczy, daje sie miziac i glaskac normalnie, bawi sie, znajoma, ktora od lat ma kilka kotow, uwaza, ze z nia jest wszystko ok, tylko taka mi sie trafila.
Moja rodzina i inni znajomi, tak jak pisalam, uwazaja ja za glupia, bo nie wykazuje tych podstawowych kocich zachowan.

Rodzicow nie gryzie, nie boi ich sie juz, nawet zaczepia, u ojca na lozku polezy, da sie poglaskac, nakarmic, pomiziac przed jedzeniem, ale wziac na rece juz nie. I nie gryzie ich.

Bratu da sie wziac na rece, chociaz jak ma mozliwosc sie od tego wywinac, to sie wywija, ale jak zlapana to sie nie zlosci, nie awanturuje, nie pokazuje, ze jest na nie, da sie potrzymac na rekach, podrapac.
Jego probuje troche gryzc, czyli jest do niego z mniejszym respektem.

No, a mnie pozwala najwiecej, czyli kladzie sie obok mnie, czasem jeszcze przyjdzie na kolana co kiedys robila czesto, a po sterylce juz nie, nie ucieka przede mna, polezy na mnie, polezy pod broda, ale w zamian nie ma tego respektu i dziabnie, i np. dziabnie jak ktos inny ja czyms pewnie zestresuje, ale na mnie sobie odbije.

Ona jest inna niz poprzednie koty, ale jednoczesnie tez robi cos milego czego one nie robily nigdy - to kladzenie mi sie pod broda.

Oczywscie, ze zaluje i mam do niej zal, ze nie przyjdzie jak poprzednie, nie walnie sie obok na tapczanie i nie bedzie tak ze mna spac, ale ma swoje slodkie momenty i nie czuje sie z nia ogolnie zle. Tylko jej wypominam z pretensja i westchnieniem, czemu ty paskudo nie jestes taka jak ta, albo taka jak ta, albo ze wygladasz jak puska, ale charakterku jej to nie masz. Oczywiscie bez zlego tonu w glosie, tak sobie do niej narzekam, spokojnym glosem, czy czasem jednak troche zrezygnowana po jakims kolejnym jej zachowaniu.
Ale nie daje jej inaczej odczuc czy tez nie mowie jej, ze jest kotem niechcianym, niewlasciwym, nielubianym, acz do ludzi mowie, ze jej nie lubie, bo jest niedobra dla mnie i mnie gryzie :) Na poczatku to momentami bylo ciezko z tym gryzieniem, ale teraz jest to do opanowania jak sadze, mam slady na rekach co jakis czas, ale nie tak jak wczesniej, ze mialam tygodniami.
Dlatego sadze, ze kiedys jej minie, ze zmieni sie jej sie charakter jeszcze na lepszy, czy madrzejszy.
Chociaz chcialabym wiedziec co wywoluje to i pozbyc sie takiego zachowania jezeli to w ogole mozliwe. Ale robic z kota chorego i go faszerowac lekami na glowe, ktore moga inne klopoty porobic, to chyba za duzo na taka niedogodnosc w zachowaniu poki co...

Mam wrazenie, ze ona mnie jednak traktuje bardziej jak kota niz czlowieka.
Jak uda mi sie kiedys zfilmowac to dziwne gryzienie, to pojde do bechawiorysty. A na razie to co, opowiem tylko tak jak wam mowie?

Wiem, ze ona rozrabia jak sie nudzi, albo jest glodna, ale to przeciez wszystkie koty robia na rozne sposoby. Galaxy mowi, ze przeczekac i nie zwracac uwagi, no, ale on ma pewnie wiecej niz jeden pokoj i z drzwiami :P
poprzednie kocice to chociaz potrafily wyraznie mi powiedziec o co im chodzi, czego ode mnie chca, ta nie i musze sie domyslac. Najczesciej okazuje sie, ze dosypanie do miski wystarcza, ale nie zawsze chce temu ulegac i tego jej uczyc. Mama twierdzi, ze jak jest u nich to jest grzeczna, spi cala noc i je dopiero rano. Ta, pewnie. Mama jest prawie glucha, wiec nawet jakby kot gral na perkusji, to by nie uslyszala, po drugie jak pisalam kot do niej nie ma taikej smialosci w pretensjach jak do mnie, a po trzecie, to do mnie przychodzi w nocy jak jestem i skutecznie mnie podrywa jakims papierem czy torba...
Nauczyla sie np. skakac calym cialem na szybe w drzwiach zamknietych, umarleog by obudzilo. Jej wygladniczka, szarpala tylko glosno drzwi od dolu i miauczala jak syrena.
Albo jak ide do lazienki i jednak nie pozwole jej wejsc ze soba, to skacze na poltora metra do szybki gornej, mimo ze na dole ma kratke...
Oczywiscie chodzi za mna jak piesek, widac, ze kot nalezy do mnie i w prawach i przywilejach.
Ale cena za to jest to gryzienie :P

Raz przyjaciolka zadzwonila do rodzicow, kiedy bylam u nich z kotem, czy juz wrocilam, a mama, ze kot jest przy niej, to znaczy, ze mnie nie ma w domu, bo inaczej kot by siedzial ze mna i nigdzie indziej by go nie bylo :)

Tak, potrafi mnie zirytowac, czy zmeczyc swoim zachowaniem albo brakiem okreslonego zachowania i jednoczesnie odrobic to za chwile lepszym. Kot jak kot, wlasne zapatrywania na wszystko.
Ja tez staram sie stosowac zasade, ze szukamy z kotem kompromisow, to znaczy pewnych rzeczy jednak nie wolno, a nie ze kot zawsze wszystko moze. Jednoczesnie nie jestem typem, ktory kotu nie pozwala lazic po stole itp. Jednak juz lazenie w czasie postawionych posilkow i to np. z innymi ludzmi jest wykluczone. Kwiatki tez nie sa dla mnie swietoscia, dla mamy sa i troche na tym tle sa konflikty miedzy nia a kotka. Ale juz co do nie wspinania sie po firankach jestesmy zgodne, ze nie, nie wolno. Tyle, ze ja u siebie firmanki zdjelam, u mamy trzy zostaly porwane g.

Licze, ze z wiekiem zmadrzeje, moze sie bardziej uspokoi.
Z glowka to moze miec tylko takie te odchylenia jak opisalam, to wycofwywanie sie jak byla mala, to bycie zadowolona, rozplywajaca sie i dziab bez ostrzezenia, czy banie sie tego chodzenia.
A i po nawrocie robakow jak byla mala ja na jakis czas spanikowalam, nie pozwalalam jej z soba spac przy twarzy, lizac sie, psikalam mieszkanie woda z octem, nie ja i nie w jej strone, ale mogla to odbierac nieprzyjemnie, bylam dla niej niedobra z tym, ale chyba nie zapamietala tego szczegolnie, bo nie ma teraz wobec mnie jakiejs fobii, wyraznie sie nie boi, nawet jak profilaktycznie sobie ucieka, kiedy ja sie rusze kiedy cos zle robi, na zasadzie, a ja sobie odbiegne, zebys mnie nie zlapala, ale zaraz wroce i tak bede robic swoje. Nie chowa sie przede mna w miejsca niedostepne i nawet jak podczas takiej ucieczki skonczy jej sie przedpokoj, a ja podejde i ja wezme na rece, to nie ma w niej paniki, ze ja zlapalam wbrew woli i dzieje sie zle, traktuje to jak takie przekmarzanie sie ze mna, jakby naprawde chciala mnie uniknac i schowac, to by to zrobila.
Jezeli ona sie czegos boi, to jest przywieranie do podlogi, mruzenie oczu albo wlasnie wielkie oczy, ucieczka dzikim sprintem pod lozko itp. Wiem, ze zle reaguje na nagly krzyk, kiedys ojciec tak wrzasnal jej nad glowa z jakiegos powodu, nie na nia, tylko do kogos z domownikow i kota najpierw przydusilo do podlogi, a potem zmiotlo. Wydaje mi sie, ze ona nie lubi sporo dzwiekow, jakby miala nadwrazliwosc na jakies, mowienia do niej (kiedy z nia sie gada, to czesto macha ogonem w rytm slow, to jeszcze nie zlosc, ale jakby irytacja, choc jednoczesnie reszta, mordka, cialem nie pokazuje, ze jest o cos zla, oglada sobie np. sufit), chociaz jednoczesnie strzalow sie nie boi... Raczej glosnego ludzkiego glosu...

Nigdy nie miauknela podczas glaskania. Jezeli cos naprawde ja zabolalo, u weta jak obcina pazurki, ja ja zle zlapalam za lapke czy fald na karku, to wtedy jest miauk, to wiem, ze cos zabolalo, wiec nie ukrywa tego i nie falszuje inna reakcja.
Do jakiegos sierpnia zeszlego roku byla doskonala podczas wizyt u weta i to roznych, bo ma 3 do takiego chodzenia. Dwoch kolo domow do dzialan ambulatoryjnych i tego jednego na Gagarina do okresowych kontrol i powaznych rzeczy.
Albo miala wyjebane albo mruczala jak dzika... A po tym sierpniu zaczelo byc coraz gorzej. Jak wejdziemy do gabinetu to syczy, buczy, na mnie nie zwraca uwagi w gabinecie, az wolaja kogos do pomocy albo zarzucaja jej cos na glowe... A nic ja nie boli tam, to tylko obejrzenie oczu, zebow, temperatura, waga. Danie na odrabaczanie, obciecie pazurow... Wizyta raz na pare miesiecy, a w czasie drogi brak miauczenia, rzucania sie w torbie o ile droga nie zaczyna trwac za dlugo, bo np. stalysmy pol godziny w korku w busie.
Podejrzewam, ze moze sie uprzedzila do jednego lekarza na Fieldorfa... bo ostatnio u niego bylam i byla tragedia z jej zachowaniem...
Na Gagarina bylo troche nerwowo, ale to zalozylam, ze dlatego, ze kot mial juz dosc goraca, innych zwierzat i czekania ok godziny...
Zobaczymy jak bedzie teraz bo musze isc na obciecie pazurkow, czy tutaj beda jakies problemy u trzeciego...

Jak ja wzielam, to stosowalam metode, ze kot robi co chce, nie zmuszamy do milosci. Probujemy sie bawic, ale nie lapiemy, nie wyciagamy z kryjowek, udajemy, ze kota nie widzimy, jak sobie znalazl miejsce, mimo ze widzimy. No reagowalam tylko jak probowala np. po polkach czy w kuchni gdzies wysoko zawedrowac, bo nie skonczyloby sie to dobrze ani dla niej, ani dla rzeczy.

Watek o siedzacej za szafka 6 tyg kotce, zamkniety, a szkoda, uwazam, ze odbrze by bylo opisywac tam swoje przygody ze znikaniem kotow i odnajdywaniem ich oraz jak je uczyc reagowania.
Moja znikala mi na cale godziny przez jakis tydzien po wzieciu i tez szukalam jej po wszystkich zakamarkach i nic. Ale ze jedzenie znikalo, kuweta uzywana i pokazywala sie co jakis czas w pokoju, to nie martwilam sie, ze cos nie tak, tylko zachodzilam w glowe gdzie ona sobie znalazla w kawalerce taki schowek...
Wanna obudowana kafelkami, wiec nie ta opcja. Zadnych dziur w scianach, szaf czy szuflad, ktore kot by mogl otworzyc, balkon nie otwierany poki nie byl zabezpieczony, pod lozko mozliwosc zagladniecia... Gdyby otwierala jakies szafki w kuchni, uslyszalabym to. Az ktoregos dnia schylilam sie po cos w kuchni, a tam pod szafka swiecace oczy...
Wlazila pod szafke w przestrzen wysokosci 10 moze 15 cm. Teraz to jej jedna lapa moze tam wejdzie :)
A raz jak wlazla pod szafke telewizyjna i okazalo sie, ze do przodu dalej to nie da sie, narobila strasznego wrzasku ratuj, az sie przerazilam, ze moze ja zmiazdzylo i taka syrena. Ale to bylo tylko ze strachu i jednak odkryla, ze wystarczy dupskiem isc do tylu i sie wyjdzie zanim zdazylam cos zrobic i probowac podnosci szafke do gory.
U brata wlazila za lodowke i balam sie, ze ja prad kopnie, wiec zaslanialam boczna szpare jak sie dalo, wlazila tez mu na szafki kuchenne, ale tam mogla. U rodzicow siedzenie w kanapiei oczywiscie pod wanna, ale dzis za duza na wcisniecie sie tam. Niestety pare razy u rodzicow tez zwiala na klatke i siedziala tam od troche po chyba nawet kilka godzin raz, ale klatka zamknieta, z domofonem, nie bylo za duzego zagrozenia, ze wyjdzie na dwor, ale chyba nie da sie upilnowac i zawsze zaliczy sie taki wypad kota. Zwykle sasiedzi dzwonili albo ja jak bylam szlam szukac, bo cos za malo kota kolo mnie. Raz wlazla sasiadom do mieszkania. Psow na klatce nie ma, klatka tylko 3 pietrowa z 6 mieszkaniami, okna wysoko i nieotwierane, piwnica zamknieta drzwiami, jest to wiec wzglednie bezpieczne, nawet jak sie wymknie.
Wszystkie kocice byly nauczone wychodzic sobie na spacerek na te klatke na polpietra, ale nie zlazily na dol i bezblednie wracaly pod drzwi i wyly, zeby wpusici, uciekaly do mieszkania tez jak slyszaly domofon na dole albo jak sie je zawolalo, ze juz starczy. Te nie wiem czy tego naucze, na razie jak wychodzi z przyzwoleniem, to z kims na poklatkowanie sobie.
I dlatego staram sie uczulic rodzicow, ze trzeba jednak kota pilnowac, patrzec, sprawdzac co jakis czas i meczy mnie to, ze ona nie daje glosu czy nie przychodzi na wolanie.
Raz ja ojciec zamknal na dluzej na balkonie i wtedy niestety odkryla, ze mozna wejsc na barierke, bo wczesniej nic takiego nie przychodzilo jej do glowy. Teraz jest na balkonie tylko z kims, na szczescie nie wskakuje na skrzynki, tylko czasem probuje sie podciagnac, lapiac lapami, to zdazy sie ja zlapac i nie pozwolic.
Rodzice sa bardzo niechetni zasiatkowaniu, ze chca miec widok, ale powoli dojrzewaja, widzac co ona robi. Wysoko nie ma, drugie pietro, pod spodem trawnik, ale kawalek siatkowego ogrodzenia jest, wiec sie boje, ze w nie trafi gdyby zleciala. Z tego balkonu jedna kotka wyleciala trzy razy, nic jej sie nigdy nie stalo. Czasy inne, zabezpieczen nie robili, kot pokazal, ze nic sie nie dzieje, potem juz nie wlazil nigdzie, a inne tez ani nie wlazily, ani nie spadaly, ale dzis jest inaczej i nowy kot, ktory jednak tego rozumu nie ma. W te wakacje sprobuje moze jednak cos z ta siatka wykombinowac.
Raz mi sie zaplatala lapa mocno w sznurek od zabawkowego wybiegu dla kociat i potem dlugo trwalo nim pozwolilam jej sie bawic czyms na sznurku bez opieki. Teraz juz chyba jej nie grozi, nie zaplatuje sie w zabawki, chociaz nie zostawiam je jsamopas zabawek na kijku i ze sznurkiem. Ma myszke na gumce naframugowa i nic z nia nigdy nie bylo, nawet przy szalonej zabawie, chociaz staram sie jej pilnowac, a jak nie ma mnie w domu, to zabawke chowam.

To tyle moich perypetii behawioralnych i bardziej gorsznych z nia. Nic chyba co by zostawilo traume, czy czynilo kota nie halo. Ani nic bardzo niewlasciwego w jej zachowaniu jako kota.

eweli77 pisze:No cóż, piękna szylkretka, grubiutka (może troszkę za bardzo) i charakterna czyli...masz prawdziwego kota :mrgreen: pamiętajmy kochani, że to nie my mamy koty tylko one nas :lol: cóż więc nam pozostaje poza usługiwaniem i wielbieniem jakże zacnego futra :201494


Dziekuje, chociaz to przeciez nie moja zasluga, a jej mamusi.
No wlasnie grubiutka... tylko o te pol kilo? Bo jakos nie wierze, ze az 3.30 jej potrzebne. Rodzice oczywiscie uwazaja, ze dobrze wyglada, bo jest po czym poglaskac.
Pod brzuchem nie ma jednak wora tluszczowego. Jakos tak ona jest rowno okragla, nic jej nie zwisa, ale ma krotkie lapki, wiec to tez moze dodatkowo ja pogrubiac.
Rusza sie, skacze, biega, ale fakt, w kawalerce ma o wiele mniej mozliwosci, u rodzicow to szalala na 70 metrach...
Charakterna... iiitam, ona sie nie umywa z charakterem do starych, co jak co, ale ogolnie to ja wszyscy maja za taka kocia dupe wolowa. Jedyne to to gryzienie.
Raz slysze w duzym pokoju rodzicow jakis lomot i glos mamy, ojej kociunia, nic sie nie stalo? A to ona zasnela i zleciala z parapetu. Nie ma w ogole swiadomosci, ze cos z tylu, za grzbietem, za dupskiem ma krawedz, konczy sie i ze wlasnie pol jej spada. Stad tez to gryzienie mnie, gdy probuje zapobiec spadnieciu i ja lapie.
Tych much nie widzi... Przy starych ani jednego robalka w domu, przy niej mole niedobitki mi lataja, ktorych ciagle nie moge wytluc, a ta nic. Ptaszka to jej trzeba glowe odwrocic i palcem pokazac, bo samo cwierkanie to czesto za malo. Chociaz oczy ma w porzadku i bezblednie lapie pileczki w locie. Ale wlasnie jak juz lapie jak jak bramkarz, to nie patrzy gdzie cielsko leci czy na podloge, czy na klamoty jakies. Czesto jakies plamki na scianie, srubki uwaza za muche i nawet jak kilkakrotnie ja podnioslam i dalam obadac, ze nie, to i tak nie zapamietala. Usilnie probuje lapac owady gryzace i nie daje sobie wytlumaczyc, ze bedzie krzywda. Stare kocicie wiedzialy, ze jak buczy, to nie lapiemy. Nie wiem czy tego ucza kocie mamy, czy kot sie uczy po uzadleniu, czy wlasnie powinien wiedziec po roznicy dzwieku podswiadomie.
Jak byla mala, to widziala sie w lustrze, teraz juz nie.
Ogolnie jest fajna, ladna i milym kotkiem, ale jak mam porownanie, to to jest poki co najwieksza malokocia niedojda jaka mialam :)
Maja nas... Nie, ja uwazam, ze to przede wszystkim zwierze i nigdy czlowiekiem nie bedzie chocbysmy bardzo chcieli, zeby prawie bylo i rozumialo wiecej niz rozumie. No i jak juz pisalam, kot jezeli jest jak 3 letnie dziecko, to tak samo jak to dziecko potrafi sie pewnych rzeczy nauczyc i nie ma, ze trzeba na wszystko pozwalac. Kot przeciez sprawdza ile moze i potrafi sie dostsowac i do ludzkiej komuny.
Lubie ja, juz jej pewnie nie potrafilabym oddac, ze moze jednak nie dla mnie taki kot, uwazam ze sie przywiazala i nie moge jej zrobic czegos takiego, ale wciaz jeszcze nie potrafie w pelni uwazac ja za takiego MOJEGO, MOJEGO kota i ukochanego. Jeszcze jej nie kocham tak jak kochalam poprzednia... Na razie jest zwierzakiem, ktorym sie opiekuje i jakis kontakt mam, ale nie taka ukochana przyjaciolka jak tamta. Oczywiscie staram sie jak moge, traktuje najlepiej jak moge i potrafie, gadam, bawie sie, martwie, ale wciaz nie ma tej iskry i tesknie za tamta... za taka jak tamta byla... A kazde ugryzienie tylko mi o tym przypomina i tamta nigdy na mnie zeba ani lapki nie podniosla...
Ale jak ta zolza przyjdzie z mrau i pod szyje na te minute czy piec i moge ja pomiziac, to jest lepiej.
Chyba cos w tym jest, ze ja potrzebuje kota bardziej terapeutycznego i gdyby ona byla jednak z charakteru bardzo dzika i niedotykalska, to chyba bym jej poszukala nowego domu... Bo po co mialybysmy sie meczyc, ona nie znoszaca mojego dotykania, ja nie potrafiaca zaakceptowac tak daleko posunietej niezaleznosci i posiadania kota na odleglosc, jak figurke za szybka. A tak ta jej innosc wyrownywana jest jednak przez jakis kontakt, zabawe, glaskanie i nie traktowanie mnie jak mebla i lodowki... No i chyba mnie jednak lubi i ufa i sama uwaza, ze jestem jej glownym wlascicielem, jezeli lata za mna jak piesek i pozwala na wiecej niz innym. Chociaz mam wrazenie, ze jakbym ja oddala z dnia na dzien komus, kto bylby tez dobry dla niej, to po trzech dniach juz by o mnie zapomniala... Przeciez jak ona jest u rodzicow, to jak przyjade do niej, to owszem jest przy drzwiach miau, miau, ale po kilkunastu sekundach juz koniec gadania i zainteresowania i leci do swoich spraw.
Jak wracam do domu, to tez jest oczywiscie powitanie, ale tez krotko. A moja staruszka, to nacieszyc sie nie mogla, ze wreszcie jestem...
Tak, wiem, moze wygladac, ze ja tego kota nie chce zaakceptowac, ale to nie tak. Po prostu wciaz tesknie za tamtym, chyba kazdy tak ma, szczegolnie jak to bylo prawie cwierc dekady i jeszcze jak tak sa rozne z zachowan, a nie ma tego podstawowego, zeby lezala kolo mnie pod reka ot tak... Jest to kot, ktory rzadko spi, lezy z czlowiekiem w lozku, a jak juz to daleko od niego. Ale licze, ze bedzie lepiej, ze moze jej sie zachce kiedys i polubi.
Teraz np. bawilam sie z nia w aportowanie pileczki, przynosi do lozka ladnie, cos ode mnie chciala i byly dwa miaukniecia, ale kijek, nie wiem co chce i nie odpowie mi konkretniej na pytanie o co chodzi kluseczko? Ale zeby wlezc do mnie na lozko i polozyc sie, to nie...
Jakbym miala wiecej kotow, to pewnie ktorys bylby taki bardzije przytulasny i bym sobie wynagrodzila z nim to jej nielezenie :)
Ale uprzedzajac, nie mam warunkow. Ani mieszkania takiego, ani kasy. A rodzice lubia ja i tesknia jak ja zabieram, ale nie daja sie namowic na wlasnego kota, zeby ta miala towarzystwo takie. Daliby rade na pewno sie nim zajmowac, ale pewnie nie chca juz takiej odpowiedzialnosci, kolejnych wydatkow czy w koncu umierania od choroby ja z poprzednia ich ulubiona, wlasna przygarnieta.
A i tak naprawde ona nie jest kotem, ktory mial byc moj. W lecznicy z miotu jej matki obiecana mi byla inna koteczka jej siostra, Byly dwie, pierwsza mnie od razu dziabnela w palec jak tylko podeszlam do klatki i obsyczala, ze mnie nie lubi, no to, ze druga wezme, ale za pare dni, jak juz bedzie do wydania.
A potem jak przyszlam ja odwiedzic, to juz jej nie bylo, bo komus ja oddali, bo nikt nie zapisal, ze ona juz zaklepana. No, ale jest nowa, co sie odnalazla teraz, co jej nie zauwazyli wczesniej, to moge ta... I tak trafil do mnie kot, ktorego nie wybralam... I on mnie tez nie wybral... Ale chyba ma lepszy charakter niz ta jej pierwsza siostra :)

Wyrwiflaka

 
Posty: 22
Od: Pon gru 19, 2016 6:09

Post » Wto cze 12, 2018 21:36 Re: zołza Wyrwiflaki

Potem doczytam, bo post jest bardzo długi, a mam wrażenie, że najistotniejsze już wyłapałam.
Zaburzenia integracji sensorycznej tym się właśnie charakteryzują, że w obrębie jednego zmysłu są różne - na pozór sprzeczne ze sobą reakcje. To znaczy, że ktoś może doskonale wyłapywać ciche dźwięki, a na głośne być pół-głuchym. Czasami zdarza się, że na ten sam bodziec wywołuje różne reakcje, ale to rzadziej. Z kotami jest podobnie. Dlatego jestem przekonana, że Twoja kotka ma zaburzenia integracji sensorycznej.
Być może ma też inne zaburzenia neurologiczne. Dlatego proponowałabym diagnostykę. Bo fakt, że widać nietypowe zachowania nie znaczy, że wszystko zaczyna i kończy się na nich. One mogą się wiązać z różnego typu dyskomfortem dla kota, którego tak nie widać. "Ale robic z kota chorego i go faszerowac lekami na glowe, ktore moga inne klopoty porobic, to chyba za duzo na taka niedogodnosc w zachowaniu poki co..." - no właśnie nie do końca. Jeśli widoczne objawy są związane z dyskomfortem to oznacza, że nie robi się z kota chorego, tylko kota chorego się leczy. Nim jednak uzna się kota za chorego, polecam diagnostykę.
Może eweli77 opisze swoją Luśkę, a może mnie się uda potem skopiować jej posty. W każdym razie kotka zaczęła się zachowywać nieco inaczej, ale niby dalej jak kot. Dobry wet rozpoczął diagnostykę. I co się okazało? Chłoniak. A wydawałoby się, że to nie było aż tak poważne.
Nie, nie podejrzewam u Twojej kotki chłoniaka. Ale może mieć napady padaczkowe. Podłoże napadów może być różne, włącznie z zaburzonym jonogramem. Dlatego piszę o diagnostyce. Niekoniecznie od razu wchodzenie z lekami.

Stomachari

 
Posty: 3845
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Śro cze 13, 2018 9:38 Re: zołza Wyrwiflaki

Tak moja Luśka to na oko kot zdrowy jak koń, tylko czasem miała takie dziwne zachowania, np, spuściła Burej lanie za nie wiadomo co, albo siedzi na łóżku obok np, pilota do tv i nagle na jego widok się wystrasza, i też to czego nie lubiała nagle przestawało jej przeszkadzać a głaski które uwielbiała zaczęły (czasami) ją wkurzać. Jakiś czas to obserwowałam, ale założyłam że taka "szajbuska" jest bo ona od samego początku taka inna była, jednak pewnego wieczoru jak zawsze leżała ze mną przytulona do mnie, chyba jej się przysnęło i nagle tak się wystraszyła mojej ręki, że dosłownie po suficie uciekała.
Pomyślałam wtedy, że chyba coś jest nie tak, jak zaczęłam analizować te jej odpały to się wystraszyłam, że może mieć padaczkę, bo ona nie raz daje takie dziwne objawy, poszłam do weta.
Diagnoza wbiła mnie dosłownie w ziemię, bałam się padaczki a wyszedł chłoniak-postać nerwowa i tak sobie poźniej myślałam, że jakby człowiek nie był na tym forum, nie czytał tyle różnych historii to pewnie by i do weta nie poszedł, a właściwie jestem pewna że bym nie poszła bo niby z czym? Że kot mi się pilota wystraszył?

eweli77

Avatar użytkownika
 
Posty: 1025
Od: Czw mar 30, 2017 22:49
Lokalizacja: Sułoszowa, OPN

Post » Śro cze 13, 2018 10:54 Re: zołza Wyrwiflaki

Dzięki eweli77, że napisałaś :)

Stomachari

 
Posty: 3845
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.




Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Ais, asiamaj22, Blue, Bunio& Daga, CornishPoint*PL, Livia33, Magdamus, nyoe, ser_Kociątko, Szukam_kotki, Vi, viosenka, zuza102 i 96 gości