Horacy [*] i Tytus [*]

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Nie paź 28, 2007 14:53 Horacy [*] i Tytus [*]

Zakładam ten wątek z nadzieją, że zajrzą do niego osoby, które dokociły się i potrafią doradzić.
Może najpierw dramatis personae:
Gaja (jeszcze przed sterylką, jakieś 13-14 miesięcy):
Obrazek
Horacy (już bezjajeczny- około 10-11 miesięcy):
Obrazek

Początki opisałam tutaj: viewtopic.php?t=63 ... &start=435 , więc teraz tylko krótki skrót.
Horacy jest u mnie od 21 maja, Gaja przybyła do nas 13 października, w sobotę, około godziny 22. Po przejeździe zamknęłam się z razem nią w pokoju, otworzyłam transporter... Gaja wyszła zadowolona, od razu chciała się miziać, mruczała cały czas, ocierała się o nogi. Turlała po dywanie... Potem skorzystała z kuwety, zjadła, wypiła i dalej chciała być głaskana. No to co jej miałam żałować? Wymiziałam przylepę i poszłyśmy spać :D.
Drugiego dnia uciekła mi z pokoju (potrafi sobie otworzyć uchylone drzwi) i popędziła do Horacego. Obsyczała go dokładnie, pogroziła łapką. Horacy zgłupiał i nic nie zrobił.
Izolowałam Gaję przez kilka dni, od Horacego, bo po pierwsze: tydzień wcześniej była szczepiona, po drugie: wg zaleceń trzeba izolować. W międzyczasie „zagarnęła” moje łóżko do niemal wyłącznej dyspozycji, zostawiając mi tylko kawałek materaca i kołdry :D.
Została wypuszczona z „celi” w następną sobotę. No i tu właśnie zaczyna się właściwa treść wątku. Na początku Gaja warczała, buczała i odganiała Horacego, ale ostatnio... Horacy lubi Gaję pogonić. Skrada się do Gai od tyłu i skacze jej na plecy. Jak Gaja się bawi rozłożona na dywanie to kilka razy próbował na nią również skoczyć. Oczywiście wszystkie takie sytuacje kończą się syczeniem Gai, wyciągniętymi łapkami i cofnięciem się Horacego. Takich sytuacji jest więcej, kiedy Horacy próbuje się do niej zbliżyć. I tu będzie zdjęcie, bardzo niewyraźne.
Obrazek

Aktualnie do spięć dochodzi kilka razy dziennie, raz zaczyna Horacy, raz Gaja. Nie potrafię zinterpretować, czy Horacy usiłuje się bawić z Gają, ale ona go przegania, czy też odbywa się „walka o wpływy i terytorium”.
Gaja odpoczywa i śpi w dzień na szafie:
Obrazek

Poza tym cały czas biega za piłką. Właściwie trudno mi z nią teraz nawiązać kontakt, unika, ucieka, wycofała się.

Horacy głównie śpi. Jedyne formy aktywności ruchowej to przegonienie małej i pęd do miski w kuchni. A kiedyś potrafił się bawić godzinami z piłką:
Obrazek
albo sznurkiem:
Obrazek.

W tej chwili zachowuje się tak jakby mu przybyło co najmniej 10 lat :(

Rozumiem, że koty muszą się dogadać między sobą i staram się być obiektywna i się nie wtrącać. Czasem mam wrażenie, że jest lepiej, ale czasem, że wprost przeciwnie. Krew się nie leje, Horacy stracił dwie kępki włosów, śpią w tym samym pokoju... Gaja buczy z coraz mniejszej odległości. A czasem, o ile Horacy zachowuje dystans co najmniej 30 cm, to nie buczy wcale. Z drugiej strony Gai też się zdarzy pogonić Horacego. A Horacy zaczyna wyciągać pazury :( .

Czasem mam wrażenie, że Gaja powinna być jedynaczką. W kontaktach z ludźmi jest naprawdę cudowna.

Sytuacja sprzed chwili:
Gaja śpi na szafie, Horacy- dotychczas śpiący na krześle- postanowił się wybrać do Gai i wskoczył na szafę. Obyło się bez awantury, Gaja nawet nie zabuczała. Horacy zeskoczył i poszli spać dalej.

I teraz pytania.
Czy jest szansa, że się dogadają? Czy to dogadanie ograniczy się tylko do życia obok? Czy sterylizacja Gai może wpłynąć pozytywnie na ich wzajemne stosunki? Jak długo czekać?
Ostatnio edytowano Wto mar 02, 2021 0:59 przez theta, łącznie edytowano 25 razy
Obrazek

theta

 
Posty: 1319
Od: Nie cze 10, 2007 13:49
Lokalizacja: opolskie

Post » Nie paź 28, 2007 15:02

Moga sie dogac,a w najgorszym wypadku kazde bedzie zainteresowane samym soba .tak jest u nas miedzy Maniusiem i Bajka.Na poczatku Bajka bardzo syczala na Maniusia,tym bardziej ,ze to ona przyszla do Maniusia .Byly proby przeganiania .,ale juz sie skonczyly.Napewno nie bedzie miedzy nim wielkiej milosci ,ale w tej chwili sa w bliskiej odleglosci nie wchodza sobie w parade.Bajka jest u nas od ponad miesiaca.
Narazie poprostu to obserwuj ,czy sobie nie robia krzywdy.
czas pokaz ejak dalej bedzie .Ale musisz wiedziec ,ze kazdy kot jest inny.
pis na biezaco jak sie sprawy maja
glaski dla kociejstwa :lol:
Obrazek

Danusia

 
Posty: 119538
Od: Pon kwi 02, 2007 11:56
Lokalizacja: Opole

Post » Nie paź 28, 2007 15:11

Krew się leje?
Kłaki fruwają?
Jeżeli odpowiedzi na te dwa pytania brzmią "NIE", to nie ma się czym martwić.
Czas i cierpliwość - to jedyne rozwiązanie. Futrzaste muszą same ułożyć swoje relacje.
I gratuluję dokocenia :)
Obrazek

Ayane

 
Posty: 1381
Od: Pon lis 27, 2006 20:14
Lokalizacja: Chorzów

Post » Nie paź 28, 2007 15:15

Gaja jest u Ciebie dopiero 2 tygodnie.
Spokojnie.
To bardzi krotki czas na dogadanie sie.
Daj im jeszcze z miesiac.
I staraj sie jak najmniej interweniowac. Jesli tylko krew sie nie leje ani klaki nie leca, to najlepiej pozwolic samym koto ustalac reguly.

Kazia

 
Posty: 12081
Od: Pt maja 24, 2002 13:46
Lokalizacja: Warszawa

Post » Nie paź 28, 2007 15:18

Marzę o takich relacjach między moimi rezydentami a Monsterem vel Frankensteinem.

otka

 
Posty: 832
Od: Wto lis 22, 2005 20:10
Lokalizacja: Warszawa - Sadyba

Post » Nie paź 28, 2007 15:21

Właśnie sie minęli w drzwiach i Horacy dostał po pysku :(

Chyba za nerwowa jestem :D
Obrazek

theta

 
Posty: 1319
Od: Nie cze 10, 2007 13:49
Lokalizacja: opolskie

Post » Nie paź 28, 2007 15:25

Moim chłopakom też zdarza się dać sobie po mordach :wink:

Jak każda kocia mama jesteś przewrażliwiona to norma. Nie dziwię się, że możesz mieć wątpliwości, czy pewne zachowania są normalne. Tyle, że u Ciebie nie ma powodu do niepokoju, przechodzisz zwyczajną fazę docierania się kociastych. Zobaczysz, że za miesiąc będzie wylizywanie uszu i spanie na jednym fotelu.
Obrazek

Ayane

 
Posty: 1381
Od: Pon lis 27, 2006 20:14
Lokalizacja: Chorzów

Post » Nie paź 28, 2007 15:36

Theta, widziałas jak ładnie spią Niuniek z Panem KOTem?
A i tak raz dziennie sobie daja po pysku: bo to którys zajrzał nie do tej miski co trzeba, albo połozył sie nie z tej strony kanapy, albo przeszedł po cudzej trasie przechadzki po mieszkaniu...

Na początku troche sie tym martwiłam, wiem, że w nocy często-gęsto uprawiaja zapasy i eygląda to okropnie, ale jakoś kłaki ani krew nie lecą. Dałam sobie spokój.

Poza tym wczorajj byłam na fajnym wykładzie organizowanym przez IVSA na wydziale weterynarii z behawioryzmu kotów - prowadził Remigiusz Cichoń (spec od chroób psów i kotów, behawiorysta, członek czegos tam itp). I on powiedział nam, iż
absolutnie nie wolno
ingerować w dogaywanie sie kotów między sobą - one maja swoją komunikację i same muszą dojśc do podziału ról.
Obrazek

marcjannakape

 
Posty: 6643
Od: Pon cze 18, 2007 9:26
Lokalizacja: i znów Wrocław

Post » Nie paź 28, 2007 17:22

marcjannakape, a co w przypadku gdy krew się leje i żadne ze zwierząt nie chce odpuścić , zapraszam do tematu o Monsterze na Kotach, może na wykładach mówili coś o takim przypadku. Rady bardzo potrzebne.
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=58664&start=180

otka

 
Posty: 832
Od: Wto lis 22, 2005 20:10
Lokalizacja: Warszawa - Sadyba

Post » Nie paź 28, 2007 19:40

Ujmę to tak, staram sie zachować spokój w przypadku, gdy dochodzi do spięcia. Nie lecę i nie rozdzielam (bo krew sie nie leje i kłaki nie lecą). Chociaż trudno mi pozostać obojętną, jak mi się kotka chroni pod nogami i stamtąd syczy oraz grozi łapką :D
Zastanawiam się czy mimo wszystko w jakiś sposób, nieświadomie, nie faworyzuję któregoś z nich i przez to się to przeciąga. Staramy się traktować je równo, na miarę tego co lubią i co akceptują, np. Gaja absolutnie nie lubi być brana na ręce, a Horacy owszem i nawet się przytula. Gaja lubi być głaskana po brzuchu (byle bez przesady), Horacy tego nie toleruje. Noszę więc Horacego a Gaję smyram po brzuchu :)

Poza tym odnosimy wrażenie, że oba koty są o siebie zazdrosne. Dość zwrócić na jednego uwagę, pogłaskać, powiedzieć coś a już drugie leci i po chwili mamy awanturę.

Bawi mnie (ale również smuci), ze kiedy zachęcam Horacego do zabawy i rzucam mu piłkę, nagle wylatuje buro-ruda strzała i z prędkością światła goni za piłką. A Horacy nawet nie zdążył podnieść tyka z podłogi. I potem się na mnie patrzy taaakimi wielkimi oczami i pytająco mówi "aaaaa?" :D. Dziś np. Gaja przeleciała między nogami krzesła, na którym leżał Horacy i się zastanawiał czy pobiegać czy nie... Zabawne to wszystko, tylko martwi mnie to, że Horacy głównie siedzi i obserwuje Gaję, jak ona biega :(. A jak już się zbierze w sobie i do niej zbliży, to ona syczy.

Niedawno próbowałam rozruszać Horacego. Majtam sznurkiem na kiju, ręka mi niemal odpadła i kto sie ruszył? Oczywiście Gaja. Polatała a Horacy sie gapił. Zarzuciłam sznurek na oparcie krzesła. Horacy raczył wskoczyć i zaczął sie bawić. Po chwili Gaja nie wytrzymała i wskoczyła na stół i dalej bawić się tym samym sznurkiem. Bawili się oboje jakieś 10 sekund, potem nawiązali kontakt wzrokowy, mała zasyczała... Horacy bawił sie chwilę jeszcze, ale jak mała wyciągnęła łapkę to przestał. I tak się skończyła zabawa.
Potem Gaja skoczyła na bok na przechodzącego Horacego. Aktualnie koty znów sie położyły naprzeciw siebie i się sobie przypatrują.
Obrazek

theta

 
Posty: 1319
Od: Nie cze 10, 2007 13:49
Lokalizacja: opolskie

Post » Nie paź 28, 2007 22:21

otka pisze:marcjannakape, a co w przypadku gdy krew się leje i żadne ze zwierząt nie chce odpuścić , zapraszam do tematu o Monsterze na Kotach, może na wykładach mówili coś o takim przypadku. Rady bardzo potrzebne.
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=58664&start=180


Było, ale odpowiedź raczej Ci się nie spodoba :?
Jesli zwierzaki nie potrafia dojśc do porozumienia same, to znaczy, że może to byc w ogóle niemożliwe. Mozna zastosować metodę "odwrażliwiania", ale to ogrom pracy i czasu. Polega (tak w skrócie) na stopniowym przełamywaniu odległości między zwierzakami.
Obrazek

marcjannakape

 
Posty: 6643
Od: Pon cze 18, 2007 9:26
Lokalizacja: i znów Wrocław

Post » Nie paź 28, 2007 22:44

marcjannakape pisze:
otka pisze:marcjannakape, a co w przypadku gdy krew się leje i żadne ze zwierząt nie chce odpuścić , zapraszam do tematu o Monsterze na Kotach, może na wykładach mówili coś o takim przypadku. Rady bardzo potrzebne.
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=58664&start=180


Było, ale odpowiedź raczej Ci się nie spodoba :?
Jesli zwierzaki nie potrafia dojśc do porozumienia same, to znaczy, że może to byc w ogóle niemożliwe. Mozna zastosować metodę "odwrażliwiania", ale to ogrom pracy i czasu. Polega (tak w skrócie) na stopniowym przełamywaniu odległości między zwierzakami.


Gdzieś, w którejś książce czytałam o takim przypadku. Pomiędzy starszym rezydentem i kociakiem. Trwało tygodnie, wymagało stałej klatki, przysmaków dla agresora i multum cierpliwości i dobrej woli. Ale się udało, wiec jest to do zrobienia.
Obrazek

theta

 
Posty: 1319
Od: Nie cze 10, 2007 13:49
Lokalizacja: opolskie

Post » Pon paź 29, 2007 8:54

theta pisze:
marcjannakape pisze:
otka pisze:marcjannakape, a co w przypadku gdy krew się leje i żadne ze zwierząt nie chce odpuścić , zapraszam do tematu o Monsterze na Kotach, może na wykładach mówili coś o takim przypadku. Rady bardzo potrzebne.
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=58664&start=180


Było, ale odpowiedź raczej Ci się nie spodoba :?
Jesli zwierzaki nie potrafia dojśc do porozumienia same, to znaczy, że może to byc w ogóle niemożliwe. Mozna zastosować metodę "odwrażliwiania", ale to ogrom pracy i czasu. Polega (tak w skrócie) na stopniowym przełamywaniu odległości między zwierzakami.


Gdzieś, w którejś książce czytałam o takim przypadku. Pomiędzy starszym rezydentem i kociakiem. Trwało tygodnie, wymagało stałej klatki, przysmaków dla agresora i multum cierpliwości i dobrej woli. Ale się udało, wiec jest to do zrobienia.


Odwrażliwianie agresora musi przeprowadzać osoba, do której kot ma zaufanie. Jao człowiek trzeba zachować stoicyzm, bez wzgledu na wszystko. I zbliżać agresora do drugiego kota, póki agresor sie ie napnie i zelektryzuje - wtedy z aresorem na rękach wycofujemy sie na jego rewir (trzeba separować).
Obrazek

marcjannakape

 
Posty: 6643
Od: Pon cze 18, 2007 9:26
Lokalizacja: i znów Wrocław

Post » Pon paź 29, 2007 9:57

Theta , mysle, że Gaja z Horacym musza sie ze sobą nabyć :wink: napatrzeć, poznać swoje odruchy i odpały :wink:
Gaja jest bardzo żywiołowa, to fakt :D
Po zabiegu , gdy hormony sie wycisza moze się stac bardziej spolegliwa wobec Horacego, ale tu czas, czas potrzebny :wink:

Gaja jak Brzydki, tyle czasu zbliża sie do Kazia, a wczoraj gdy razem spali zerwał sie na równe nogi i ofuczał Kazia :roll: Odpałek malutki 8)

Fredziolina

Avatar użytkownika
 
Posty: 11673
Od: Śro kwi 13, 2005 19:24
Lokalizacja: Lubin

Post » Pon paź 29, 2007 18:23

Ekhem, no więc tak... Wczoraj wieczorem Horacy poleciał za bawiącą się nową zabawką (korek do uszu 8) )Gają do przedpokoju. Potem było słychać duuuuużo syczenia, fukania, buczenia... I po chwili do pokoju wrócił Horacy popiskując radośnie i wypuścił z pyszczka korek.... I zaczął się bawić 8O. Polatał jak za dawnych czasów, odetchnęłam z ulgą, że wreszcie mu ten marazm minął.
A potem było kilka poważnych awantur aż do nocy. W nocy koty grzecznie spały, ale ponieważ wstawałam o 5, kolejne awantury wybuchły właśnie o tej porze. I tak co jakiś czas sie tłuką między sobą przez cały dzień z przerwami na sen, jedzenie i bawienie się.

Właśnie mieliśmy wielką wojnę o karton. Pierwszy karton oblegały siły generała Horacego. Udało im się zdobyć twierdzę przepędzając dotychczasowych mieszkańców Kartonowa- Gaję. Wojska pod osobistym dowództwem Jaśnie Oświeconej, dziedziczki żółtej miski i podkładki w kratkę etc etc Gai, przygotowały się do odbicia zajętego przez wroga miasta. Niestety mimo zaciekłej walki, poniosły sromotną porażkę i zostały przepędzone w stronę stołu w kuchni. Porażka nie złamała ducha bojowego i wojska znów ruszyły do szturmu. Niestety nie udało się i nastąpił odwrót na z góry upatrzone pozycje. Wojska Jaśnie Pani jeszcze kilkakrotnie ponawiały ataki, bezskutecznie. W celu zapobieżeniu eskalacji konfliktu wtrąciły się siły dyplomatyczne (czyli ja) i usunęły jego przyczynę zachowując bezstronność i spokój.


Przyszła paczka z krakvetu i mogłam wreszcie podać zasierścionym wewnętrznie cottonom pastę odkłaczającą (jeden wymiotuje, a druga cherla). Będziemy ponawiać przez kilka dni. Dziąsła Horacego po zastrzyku i tabletkach podawanych w domu (podawanie tabletek Horacemu to temat na osobnego posta) są prawie całkowicie różowe, został niewielki paseczek czerwieni w formie obwódek wokół zębów. Jak sie nie cofnie całkowicie to polecę na kontrolę. Z reszta chyba i tak się wybiorę bo coś mu dziwnego wymacałam na szyi. Mam wrażenie, że w tym miejscu miał na początku kleszcza i może coś zostało? Dobrze, że pierwszy niedługo ufff....
Ostatnio edytowano Sob lis 17, 2007 21:09 przez theta, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

theta

 
Posty: 1319
Od: Nie cze 10, 2007 13:49
Lokalizacja: opolskie

[następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości