Strona 6 z 11

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 15:25
przez Hańka
Koki-99 pisze:
Sierra pisze:Żeby omówić to z lekarzem czekam do września, aż w Polsce będę.

A może do endokrynologa powinnaś pójść?
W sumie to teraz w Polsce czeka się miesiącami na wizytę u lekarza, to ten jeden czy dwa razy w roku można i z UK przylecieć :mrgreen:

Bym się do diabetologa wybrała, ale pojęcia nie mam, ile musiałabyś w JuKeju czekać...

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 16:18
przez Sierra
Koki ja do lekarza ogólnego mam zamiar się wbić - na podstawowy przegląd zdrowotny i przy okazji o te niezmiernie ciekawe wyniki podpytać. Glukometr sobie kupiłam, tak ciekawy wynik na szczęście wyłapałam tylko raz :mrgreen: . Jeżeli lekarz ogólny stwierdzi, że faktycznie specjalista jest potrzebny to trudno - będę lecieć znowu :roll: .

Hańka w Jukej lekarz powiedział wyraźnie - jestem okazem zdrowia... o posapuje sobie i omdlewam pewnie z silnej potrzeby wzbudzaia zainteresowania (po awanturze próbował delikatnie zasugerować problemy natury psychicznej, chociaż chyba raczej o obżarstwo na tle nerwowym mu chodziło) :twisted: . Bez skierowania od lekarza ogólnego (a przecież zdrowa jestem!) to mnie żaden specjalista nie przyjmie :roll: .

Na szczęście takie zapowiedzi i początki to da się dietą wyregulować. Do tego odkąd dietę zaczęłam czuje się zdecydowanie lepiej, więc jestem dobrej myśli. Za miesiąc powtórzę sobie krzywą i zobaczę, czy coś się poprawia (po za moimi szlachetnymi 4 literami - te już się poprawiły) :mrgreen: .



Tak swoją drogą, ciekawe, że... jakby chodziło o którąś z dziewczyn to już dawno byłabym w Polsce, warcząć głucho na słowa "mogę panią umówić na termin..." :ryk: .

Ps. Kopsanie się Księciunia jest otwartą opcją, zrobi sobie wycieczki krajoznawcze - nadawców mam od pomorza, przez dolnośląskie, małopolskie aż po ruską granicę :twisted: . Jakby chłopi jakby mieli ocalić życie poprzez zapamiętanie dowolnej prośby to... ród ludzki by wyginął :ryk:

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 17:01
przez Koki-99
Popieram, że ród ludzki nie miałby prawa istnienia w przypadku wysłania chłopa po cokolwiek lub gdziekolwiek i jeszcze pamiętania. Ja zawsze mówię, że mojego można by po śmierć wysłać, niedoczekanie że wróci na czas, tak się ze wszystkim pier....li. Już wolę sama iść załatwić i spokój.

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 17:15
przez Sierra
Koki-99 pisze:Popieram, że ród ludzki nie miałby prawa istnienia w przypadku wysłania chłopa po cokolwiek lub gdziekolwiek i jeszcze pamiętania. Ja zawsze mówię, że mojego można by po śmierć wysłać, niedoczekanie że wróci na czas, tak się ze wszystkim pier....li. Już wolę sama iść załatwić i spokój.


A wiesz... zastanawiam się czy to nie jest przypadkiem podstęp na równi z moim "kochanie, bo to za ciężkie i nie umiem podnieść :cry: "... Sam nic nie musi, ty latasz i za niego załatwiasz, a on sobie w domu film ogląda :twisted: .

Chyba zacznę od Księciunia wymagać takich cudnych drobiazgów i zapomni mi się o załatwianiu za niego :twisted: . Swoją drogą właśnie otrzymałam od niego prezentu (dalej mnie przekupia) - oleju żywokostowego z gojnikiem... Co przeczytałam i jak gwałtownie odmówiłam picia tej mikstury domyślcie się sami :201443 .

Swoją drogą ma chłop fantazję z prezentami. Przed wyjazdem uprzedziłam go, że nie życzę sobie niczego do sprzątania - na tą chwilę zakupił dla mnie miodek i olej (bo sukienki kazałam mu nie brać) :ryk: . I zamówił pół świni... twierdzi, że to specjalnie dla mnie.

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 17:18
przez Koki-99
I on Ci to przywiezie? Samolotem? 8O

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 17:28
przez Koki-99
A co do prezentów. Mój mi raz pod choinkę kupił Eternity Moment, wiedząc że chcę Eternity. Zapach kompletnie inny, opchnęłam później na miau. Jak powiedziałam, że to nie to, to stwierdził, że mógł mi lepiej kupić szczoteczkę elektryczną do zębów :lol: No jakbym se nie mogła zwykłą myć do końca życia.
Innym razem wiedząc, że noszę srebro, a złoto leży w domu, kupił mi (też pod choinkę) złotą bransoletkę, bo był w sklepie z kumplem i ten akurat żonie łańcuszek kupował. Dobrze, że miał paragon, bo po świętach musiałam dymać do Apartu i wymieniać. Korzyść z tego taka, że za złotą bransoletkę dostałam srebrną bransoletkę + kolczyki. Zwrotów nie przyjmowali.
W którymś momencie stwierdziłam, że koniec z prezentami i każdy kupuje sobie sam co chce, tylko już nie ma niespodzianek i magii. Ale w sumie co to za magia dostać szczoteczkę :wink:
Chłopy są beznadziejne, podobno tylko niektóre, ale ja tych drugich chyba nie miałam okazji w życiu spotkać.
Ale oni chyba o nas mówią to samo :wink:

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 18:52
przez Sierra
Nie, samochodem...


Gwarantuję Ci, że na takie nieużyteczne przedmioty jak perfumy czy bransoletko to ten geniusz nigdy nie wpadnie :placz: . Już propozycja sukienki mnie zaszokowała... mimo, że ciuchy od niego potrafię dostawać - grubą i absolutnie nie kobiecą kurtkę zimową (bo mnie dupka mrzła w styczniu :oops: ), równie gruby i ciepły polar o kroju mniej-więcej worka na ziemniaki... parę workowatych koszulek (bo w tym Ci będzie przewiewniej ćwiczyć)... zaczynam się cieszyć, że zrezygnowałam z sukienki....

A na urodziny dostałam buty do motoru... Bo on oszczędny jest i kwiatka mi nie kupi. Nie, żeby buty nie kosztowały mniej-więcej 100 razy więcej :ryk: .

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 19:51
przez Koki-99
A, czyli promem :ok:
No widzę, że nie tylko ten mój taki praktyczny :roll:

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 20:28
przez Sierra
Ja czekam aż Księciunio przebije mojego wujka - na urodziny cioci kupił zmywarkę...


I fcale nie ma to nic wspólnego z faktem, że też marzę o zmywarce :oops:

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 21:11
przez Koki-99
Gdzie są ci romantyczni faceci, chyba tylko w filmach i książkach :wink:

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Pt lip 17, 2020 21:39
przez Sierra
Miałam romantyczne związki w swoim życiu... pierwszego nakryłam z pewną prześliczną brunetką w okolicznościach nad wyraz romantycznych. Z drugim po pewnym czasie wyszło najaw, że przy winie duże intensywniejsze uczucia żywił do butelki niż do mnie :twisted: .

Ja chyba wolę tego mojego praktycznego Księciunia, przynajmniej winem się dzieli :ryk:

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Sob lip 18, 2020 8:14
przez Koki-99
No w sumie mój mnie potrafi wk...ć do żywego, ale z drugiej strony wszystko w chałupie zrobi, nie trza żadnego fachowca wołać. Mają te chłopy swoje plusy i minusy, i musimy z tym żyć. :wink:

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Sob lip 18, 2020 12:39
przez Sierra
Koki no niestety.... nie każdy może być istotą idealną jak my :201413 .



Zamknęłam się dzisiaj z rana na klatce schodowej. W szlafroczku! W mieszkaniu siedzę sama, nikt mnie nie wpuści, a w całej Anglii są te cholerne drzwi zatrzaskowe. Na mój widok idący po schodach listonosz zwolnił... Fakt, prezentowałam się dość cudnie - znowu wyrwał mnie z objęć jasieczka, bo mu się nie chce drzwi kodem otwierać. Rozczochrana, zaspana twarz, cieplutki, puchaty szlafrok i wzrok na skraju załamania psyhicznego. Innymi słowy listonosz dotarł do mnie w momencie jak uświadomiłam sobie, że w domu mam 2 głodne koty, a sama utknęłam pod drzwiami na bóg wie ile. Dziesięć dni najpewniej, bo wtedy Księciunio wraca... 10 dni koty przeżyją, ja też, ale nie mam kasy na leczenie im wątrób! Zacięłam się akurat na tym leczeniu, innej opcji nie ma, kocie wątroby mi świat przysłoniły. Istnieją wszak profesje, w których mogłabym dorobić, ale w samym szlafroczku wybór miałam dość ograniczony do jednej.
Na myśl o profesji wszystko we mnie wierzgło. Ocknęłam się z odrętwienia, zobaczyłam przed sobą listonosza próbującego mi wcisnąć jakąś ulotkę. "Chłopak mi wyjechał, a mi się drzwi zamykają. Chce pan sprawdzić?" Zaproponowałam uprzejmie, ponurym głosem. Z nerwów trochę pomerdały mi się czasy w języku Miłościwie Nam Panującej - przeszłam na czas teraźniejszy, zapominając o istnieniu przeszłego. Nie jestem pewna co sobie listonosz pomyślał, ale stracił głos z wrażenia. Powtórzyłam swoje niezwykle uprzejme pytanie dodając równie zachęcająco jak ponuro "Sama jestem! Na dwa tygodnie!". Jednocześnie myślałam, że gdyby ten głąb nie wyrwał mnie z łóżka to nie przeszłabym przez te przeklęte drzwi bez klucza w ręku.
Listonosz w końcu się odblokował. Spojrzał niepewnie na mnie, zmierzył spojrzeniem mój strój i dostrzegł zamknięte drzwi za moimi plecami......



Opisu otwierania drzwi wam oszczędzę, gdyż do ich naprawy wystarczy mi śrubokręt i wolę, żeby metoda została tajemnicą.


... "Mój bohaterze!!!" krzyknęłam do wyrosłego w tajemniczym międzyczasie listonosza nr dwa. Następnie, ponieważ poranna natura rządzi się swoimi prawami, staranowałam obu w drodze do toalety. Po wyjściu zapewniłam obu panów, że ja sobie poradzę - naprawię zamek, znajdę kogoś kto naprawi, wymieniam go za 5 minut, jeszcze dzisiaj montuję nowe drzwi! Ja wszystko, tylko idzcie już sobie i dajcie mi się przebrać z szlafroczka! I sprawdzić koty (ze zdrowymi wątrobami)!!! Kot, sztuk jeden, został namierzony natychmiast i zażądał żarcia cichym głosem. Wszak oszustom byle co humoru nie popsuje, jeść trzeba, a mała świnia doskonale wie, że uprzejma prośba daje lepsze efekty od bezsensownych wrzasków. Tchórz, zwany również kotem nr 2, zniknął. Dopiero po półgodzinnych poszukiwaniach udało mi się ją namierzyć pod łóżkiem.


Mam nadzieję, że wy też mieliście miły poranek :twisted: .

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Sob lip 18, 2020 13:47
przez Koki-99
Rany, jaka akcja. Nie myślałaś czasem o pisaniu? Thrillery by Ci dobrze wychodziły :wink:

Re: Szylkretowy oszust i afrykański tchórz.

PostNapisane: Sob lip 18, 2020 14:25
przez Sierra
Koki wiele razy myślałam, wiele razy mi proponowano napisanie książki...

Jest tylko jeden mały, malutki problem - jestem człowiekiem bez wyobraźni. Ja mogę ubarwić jakąś opowieść, mogę napisać ją w taki sposób, że ludzie będą czytać z rumieńcami na twarzach... ale może możliwości nie wychodzą po za autobiografię :ryk: .


Pod tym względem szalenie podziwiam Chmielewską, moją ulubioną autorkę. Też twierdziła, że jest człowiekiem bez wyobraźni (no dobra, trochę trupów dorzuciła dla ubarwienia książki, ale np. postacie z jej książek istniały autentycznie), też miała życie tak głupie, że żaden człowiek nie jest sobie w stanie wyobrazić tysiąca równie głupich sytuacji (ten poranek to AUTENTYK!!! TAM SŁOWA KŁAMSTWA NIE MA!!! I tak wygląda moja codzienność :roll: )... i umiała wykorzystać "doświadczenie życiowe", zmusiła wyobraźnię do drgnięcia... i pisała genialne książki :1luvu: .

Swoją drogą w mojej pisaninie widać jej silny wpływ. I fakt, że właśnie wzięłam się za odświeżenie sobie jej wszystkich książek - czytam każdą po kolei :twisted: .


A mogłabym w tym czasie poszukać śrubokrętów

EDIT
Swoją drogą jestem ciekawa czy w końcu listonosz się odpiórka od budzenia mnie domofonem codziennie bladym świtem o 10:00! Chmielewską czytałam do 4 nad ranem, wiedząc, że się mogę wyspać do oporu!


EDIT II po pół godzinie:
NAPRAWIŁAM! Ponieważ Księciunio ma firmę remontową i znalezienie w naszym domu śrubokręta graniczy z cudem... znalazłam wkrętarkę! Akurat z krzyżakiem na przodzie! Jestem mistrzem i naprawiłam zamek! A Księciunio powątpiewał, że dam radę sama żarówkę zmienić...