Strona 29 z 29

Re: Moje kociska X.. Tymczas z zaskoczenia.. s. 28..

PostNapisane: Wto maja 19, 2020 19:12
przez aamms
Szalony Kot pisze:Pyszczek ma taki jakby ciut płastszy? ;)


:ryk:
Może trochę.. ale do persa to mu daleko.. :twisted:
Dzisiaj już dużo lepsze samopoczucie.. tylko raczej nie kocha zastrzyków.. :?

Ptysiek już w domu.. przed chwilą go przywiozłam.. jest dobrze.. uff..

Re: Moje kociska X.. Tymczas z zaskoczenia.. s. 28..

PostNapisane: Śro maja 20, 2020 10:57
przez aamms
Ptyś nie ten sam.. :1luvu: w końcu żre a nie je.. :1luvu: i przestał się chować po kątach..
Amber jeszcze trochę kicha ale już nie ma zatkanego nosa.. i całkiem dobrze funkcjonuje w stadzie.. :1luvu:

Re: Moje kociska X.. Tymczas z zaskoczenia.. s. 28..

PostNapisane: Śro maja 20, 2020 11:02
przez Moli25
Ale fajowy jest!
Zdrowia, dużo !

Re: Moje kociska X.. Tymczas z zaskoczenia.. s. 28..

PostNapisane: Śro maja 20, 2020 11:24
przez jolabuk5
Fajnie, że Ptyś odzyskał apetyt! :ok: :ok: :ok:

Re: Moje kociska X.. Tymczas z zaskoczenia.. s. 28..

PostNapisane: Pt cze 05, 2020 11:25
przez aamms
Dłuuugo się nic nie działo.. kociaste raz lepiej raz gorzej ale jakoś spektakularnych numerów mi przez lata nie wycinały..
No to postanowiły nadrobić.. :twisted:

Zaczął Czarek.. kilka dni temu przyprawił mnie i Elę o zawał..
Miałyśmy pojechać po zakupy.. wyszłyśmy ode mnie po porannej kawie.. niestety musiałam wrócić do domu, bo zapomniałam maseczki.. :201416 :201427
Wychodząc, jak zawsze spojrzałam pod nogi czy żaden kociasty się ze mną nie wybiera.. i zamknęłam drzwi..

Wróciłyśmy po dwóch godzinach.. zrobiłam kolejną kawę i zaczęłyśmy gadać.. minęło trochę czasu i jakoś zaczęło mi nie stykać z ilością kotów..
policzyłam.. brakuje..
policzyłam jeszcze raz.. też brakuje jednego.. tylko którego?
po dokładniejszym przeglądzie okazało się, że brakuje Czarka..
Przeszukałyśmy całe mieszkanie.. wszystkie zakamarki, schowki, moją świeżo wyremontowaną bibliotekę, gdzie naprawdę jest gdzie się schować.. kota nie ma.. :roll:
Moją szafę, też świeżo po remoncie, po którym to już nie jest szafa, tylko garderoba.. co z tego, że mikroskopijna.. ale też schowków jest od metra.. nie ma.. 8O
w łazience - nie ma.. :strach:
w pralce - nie ma.. :strach:
w kuchni - nie ma..
zajrzałam do szafek - nie ma.. nawet, wbrew jakiejkolwiek logice, do lodówki i pojemnika z chrupkami.. nie ma.. :strach: :strach:

to wszystko co napisałam powyżej, obie z Elą wykonałyśmy tak po pięć razy.. cały czas oczywiście wołając Czarka..
No nie ma.. :strach: :strach:

Jedyne logiczne wytłumaczenie - wylazł za mną na klatkę schodową, jak musiałam się wrócić po maseczkę.. a ja nie zauważyłam.. :strach:
w panice Elka poleciała na klatkę schodową, wlazła na dziesiąte piętro i po kolei, zaglądając sąsiadom we wszystkie graty wystawione pod mieszkaniami, szukała Czarka.. nie było..
wróciła do mnie a ja już siadałam pisać ogłoszenia do wywieszania w bloku i okolicach..

Nie wiem czemu, poszłam jeszcze raz przegrzebać minigarderobę..
i w końcu JEEEEEEEEEST!! na najniższej półce z butami, w samym kącie, absolutnie niewidoczny i z trudem wymacany..
Dał się wyciągnąć.. strasznie zaspany i z wyrazem pyszczka - ale że o sochodzi? ale że co? spaś nie dają.. dlaczeeeeego??

Jak się wreszcie znalazł, po ponad dwóch godzinach poszukiwań, to już nawet nie miałam siły się zezłościć.. po prostu osłabłam z ulgi..
dosłownie - nogi miałam jak z waty.. żeby to nie był środek dnia, to pewnie walnęłabym sobie potężną lufę czegoś bardzo mocniejszego.. :piwa: :piwa:
A tak było tylko wielkie ufffffffffffffffffffffffffffffffff..


Wczoraj miałam wyznaczony termin wizyty u weta dla Ptyśka na kolejny przegląd pooperacyjny.. bo kolejny raz trzeba było przepłukać gojący się zębodół, w którym zbierały się resztki jedzenia i powstał lekki stan zapalny..
tydzień wcześniej już raz byliśmy na takim przeglądzie i płukaniu.. nawet miałam dostać lekarstwo do domu, żeby zrobić to samodzielnie.. ale po tym co Ptyś pokazał w gabinecie - umówiłam się na wczoraj..
Przy okazji dostałam dla Ambisia trzy zastrzyki z lekiem podnoszącym odporność, bo jeszcze czasami zdarzało mu się kichać seriami.. chociaż nosa już nie miał zatkanego.. ale miałam mu to zaaplikować do środy a w czwartek czyli wczoraj, przywieźć i jeśli wszystko będzie w porządku - Ambiś zostanie zaszczepiony..
Od razy napiszę - było w porządku.. :) Ambiś został zaszczepiony i od razu umówiony na kastrację - na 16 czerwca..

A jeśli chodzi o Ptyśka, to cdn.. :twisted:

Re: Moje kociska X.. Kociaste mnie w końcu wykończą.. s. 29.

PostNapisane: Pt cze 05, 2020 12:32
przez aamms
Zanim przejdę do Ptysia, to trochę fotek Amberka z rezydentami..

Najpierw z Jackiem..
widać, jak mój największy awanturnik usiłuje zapoznać się bliżej z nieznanym wrogiem..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

trwało do ładnych parę minut, a Ambiś, już nie mówię, że się nie ruszył..
ale nawet oka nie otworzył.. :ryk:


tu z Czarkiem sprzed kilku dni:
Obrazek

A wczoraj rano, jak się obudziłam, to zobaczyłam taki obrazek.. :1luvu:
Obrazek


A tutaj Ptysiek z ochroną i pocieszycielami po poprzedniej wizycie u weta i płukaniu zębodołu..
Obrazek

widać, że był mocno zestresowany.. :(
i zmęczony nie tylko wizytą ale pomiaukiwaniem przez całą drogę do weta i powrotną..
a kawałek mamy do przejechania, bo jeżdżę z kociastymi do Chotomowa.. to jakieś 30 km w jedną stronę..

Wczoraj Ela zgodziła się pojechać ze mną i pilnować Ptyśka podczas jazdy, bo naprawdę bardzo nie lubi jazdy samochodem.. określenie "pomiaukiwanie" w żaden sposób nie jest adekwatne z jego zachowaniem..
to są głośne krzyki i rzucanie się w torbie transportowej.. i jedyne co go odrobinę uspokaja, to głaskanie.. ale tylko odrobinę..

No więc było trochę ciszej ale niezadowolenie okazywał przez całą drogę..
a potem musiałyśmy jeszcze poczekać w samochodzie, bo teraz do lecznicy wchodzi się pojedynczo a czeka na zewnątrz..

Weszłam jednak z Elą, żeby zostawić koty w poczekalni i jeszcze na chwilę wyjść.. w tym momencie otworzyły się drzwi do gabinetu i z wielkim trudem dwie osoby i techniczka wyprowadzały wielkiego labka, który miał kłopoty z chodzeniem..
zrobiło się zamieszanie, które jeszcze bardziej zestresowało i tak już maksymalnie zdenerwowanego Ptyśka..
I zwieracze nie wytrzymały..
Wszyscy natychmiast poczuliśmy co się stało, pomimo maseczek na twarzach.. :twisted: :strach:

Ela pomogła mi wnieść koty do gabinetu, pies właśnie był wyciągany na kocu z lecznicy, ktoś wszedł o coś zapytać.. :strach:

Pani dr z techniczką wyciągnęły skamieniałego Ptyśka z torby.. od razu pod kran..
Ja zajrzałam do torby.. i też skamieniałam.. :strach: jak mam wrócić z kotem? jak mam go wsadzić do tej torby?
jak wietrzyć samochód w drodze powrotnej, żeby nam głów nie urwało?? i w ogóle jak zrobić taki przeciąg, żeby dało się oddychać i jednocześnie nie przeziębić kotów???

Na razie wyniosłam torbę z gabinetu.. a potem z lecznicy.. która już się wietrzyła.. :twisted:
Zostawiłam Eli tę torbę i wróciłam biegiem do gabinetu..

Ptysiek nadal skamieniały dawał się kąpać..
Pani doktor obiecała mi pożyczyć transporter..
A techniczka przyleciała z wielkim workiem na śmieci, do zapakowania torby z pozostałościami stresu Ptyśka..
Wyleciałam ponownie z lecznicy, żeby dać Eli worek..
Jak wróciłam, to Ptysiek był właśnie wycierany..

Dał się posadzić na stole, dał sobie otworzyć pysk, dał sobie przepłukać zębodół, dał sobie wyjąć szwy z dziąsła..
cały czas był w stanie absolutnego bezruchu.. 8O

Po wszystkim dał się zapakować do pożyczonego transportera.. 8O 8O
W międzyczasie Ela schowała torbę w szczelnie zawiązanym worku do bagażnika..
Mogłyśmy wracać..

Starałam się jechać bardzo ostrożnie, żeby mi się Ptyś znowu nie zdenerwował.. a przy okazji bałam się pomyśleć co poczuję, jak otworzę ten bagażnik po powrocie.. :strach:

Jakoś wróciłyśmy.. koty zostały zaniesione do mieszkania, Ela poleciała na wieczorny spacer z Shatie i Leośką a ja pojechałam na parking..
Jak wróciłam to torba była wyprana i już się suszyła..
Ela jesteś wielka.. :1luvu: :1luvu: :1luvu: :1luvu:


Tylko kocyk z torby, w szczelnie zawiązanym worku, wylądował na śmietniku..
i mam nadzieję, że żaden śmietnikowy zbieracz nie będzie sprawdzał zawartości worka..
dla własnego dobra.. :mrgreen:

A poza tym mam nadzieję, że dzialanie oslabionych zwieraczy nie będzie jedynym sposobem na spokojne zachowanie Ptysia w lecznicy.. :?

Re: Moje kociska X.. Kociaste mnie w końcu wykończą.. s. 29.

PostNapisane: Wto cze 16, 2020 7:54
przez aamms
Ambiś w lecznicy..
Dzisiaj kastracja..

Re: Moje kociska X.. Kociaste mnie w końcu wykończą.. s. 29.

PostNapisane: Wto cze 16, 2020 10:06
przez Gosiagosia
aamms pisze:Ambiś w lecznicy..
Dzisiaj kastracja..

Trzymam kciuki :ok: :ok:

Re: Moje kociska X.. Kociaste mnie w końcu wykończą.. s. 29.

PostNapisane: Wto cze 16, 2020 11:20
przez jolabuk5
:ok: :ok: :ok: :ok: :ok:

Re: Moje kociska X.. Kociaste mnie w końcu wykończą.. s. 29.

PostNapisane: Wto cze 16, 2020 11:27
przez SabaS
Piękne zdjęcia kociastych :1luvu: a już fotka Ptysia pocieszanego przez kumpli mnie powaliła :) widać, że się bardzo lubią

Re: Moje kociska X.. Kociaste mnie w końcu wykończą.. s. 29.

PostNapisane: Śro cze 17, 2020 8:29
przez Gosiagosia
Obrazek