Moje kociska X.. Tymczas z zaskoczenia.. s. 28..

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pt lut 14, 2020 12:53 Re: Moje kociska X.. poznajcie Gremlina.. s. 26..

17 lutego minie 15 lat mojej obecności na miau.. z tej okazji postanowiłam zebrać wszystkie wcześniejsze podsumowania i wrzucić tutaj w postaci jednego tekstu..
No to zaczynamy..

Rok 2006..
Na forum zalogowałam się 17 lutego 2005 roku.. Za pięć dnie będzie pierwsza rocznica.. Widzę, że przez ten rok udało mi się z Waszą pomocą zapełnić sto stron wątku.. Sama jestem tym zdumiona.. Nawet nie wiem w jaki sposób to zrobiłam..

Ale ważniejsze jest inne podsumowanie.. Jak przyszłam na forum to mieszkało u mnie pięć kotów w tym jeden tymczasowo (Mrówka).. Dzięki Wam zrozumiałam, że większa ilość kotów w domu to nie koniec świata i nie jest to również podstawą do tego, żeby zgodzić się na to, że świat zaczyna uznawać mnie za wariatkę.. I dzięki Wam Mrówka została u mnie.. Również dzięki Wam i dzięki temu czego się nauczyłam na forum, Pyśka też została..

Dzięki wielu wątkom, wielu ludziom i ich wspaniałemu podejściu do kotów odważyłam się wziąć do domu niepełnosprawnego Nikusia.. Chociaż jak pisałam, na początku nawet nie zdawałam sobie sprawy na co się porywam.. Jednak każdy dzień pobytu Nikusia pokazywał mi, że warto pomagać takim kocim biedom.. To jest coś cudownego, ta miłość i wdzięczność kociego serduszka, jaką się w zamian dostaje.. Nie mówię już o radości jak widzi się jak z brzydkiego kaczątka wyrasta piękny łabędź..

Rok 2007..
A teraz będzie trochę rocznicowo.. bo jutro miną dwa lata odkąd zarejestrowałam się na forum.. Całkiem przypadkiem zbiegło się to ze Światowym Dniem Kota.. Bardzo się z tego cieszę, bo przynajmniej łatwo mi zapamiętać tę datę..
No i tak się zastanawiam co wydarzyło się przez te dwa lata.. Jak dla kogoś kto tylko nieco wcześniej, po baaardzo wielu latach w ogóle bez kotów, w końcu zajął się tymi kotami, to sporo..
W momencie rejestracji mieszkało u mnie pięć kociastych.. W tym jedna do adopcji.. Bo z założenia miały być cztery, bo mi to najlepiej wychodziło ekonomicznie ze względu na żarcie, żwirek i miejscówki dla nich w moim mieszkaniu..
A jak zaczęłam porządnie czytać forum to kicia do adopcji została w końcu moją Mrówką.. Potem okazało się, że zmieści się u mnie jeszcze mała łaciata krówka (córka Mrówki) na tymczas.. i będę jej szukać domu.. A potem krówka została moją Pysią..
Nadal czytałam sobie forum i równocześnie opowiadałam o swoich kociskach.. W czerwcu 2005 roku wynalazłam na Kociarni wątek o białej koteczce oddanej do schronu w Toruniu.. Popatrzyłam na stan zakocenia w domu i okazało się, że malutki tymczasik spokojnie się zmieści..
Czekałam na transport, ale niestety kicia odeszła za TM zanim do mnie dojechala..

Dosłownie dzień później znalazłam też na Kociarni, wątek białego persika z łódzkiego schronu.. No i po kolejnym dniu zastanawiania się, zaprosiłam kicia do siebie na tymczas.. Dość ryzykowny bo kicio nie chodził.. miałam spróbować przy pomocy wetów postawić go na łapki i szukać domu.. Został.. jako siódmy rezydent.. Mój śliczny, bialy, niebieskooki Nikuś..
I obiecałam sobie, że więcej nie.. żadnego.. bo już nie mam gdzie, nie mam za co.. po prostu nie i już..

Skończył się 2005 rok.. Przyszedł styczeń 2006 i ogromne mrozy.. No i znalazłam kolejny wątek, już nie pamiętam przez kogo założony, o domowym pieszczochu oddanym do schronu w Sochaczewie, bo w domu urodziło się dziecko.. i informację, że z powodu mrozów część zwierzaków ze schronu zamarza i przymarza do betonu.. No i po raz kolejny okazało się, że mały tymczasik też się zmieści.. ale kicio miał niesamowite szczęście, bo już w trakcie jazdy z Sochaczewa do mnie, z postojami kilkugodzinnymi u innych forumowiczów znalazł dom.. Do mnie nie dojechał..
Ale przecież potencjalny, niewykorzystany tymczasowy dom nie może się zmarnować i tego samego dnia eurydyka przywiozła mi w zastępstwie pięknego brytyjczykowatego rudzielca.. który podobno miał już zaklepany dom, tylko musiał gdzieś przeczekać kilka dni.. Po jakimś czasie okazało się, że dom się niestety odklepał a kilka dni przerodziło się w ponad półroczny pobyt.. Zastępca pieszczocha dostał imię Vice, no bo przecież przyjechał w zastępstwie..

Przez taki czas pobytu Vice u mnie myślałam sobie, że kolejny tymczas przerodzi się w kolejnego rezydenta.. i pewnie gdyby nie MariaD to tak by się stało.. Na szczęście ktoś w końcu na mnie nakrzyczał odwołując się do mojego (podobno) zdrowego rozsądku.. I dobrze..

Zaczęłam szukać dość niemrawo dla niego domku.. chciałam, żeby był forumowy.. Ale sami wiecie jakie to trudne.. bo większość forumowiczów jest zakocona hurtowo.. A potem zrobiła się późna wiosna i nagle okazało się, że na horyzoncie pojawiła się ledwo żywa, łysa, skrajnie wyniszczona persiczka.. Nie miałam innego wyjścia tylko zabrać ją do domu.. No i teraz domek dla Vice stał się wręcz konieczny..
I w końcu spełniło się moje marzenie o formowym domku dla niego.. W lipcu zeszłego roku pojechał do Dasi..

Trudno, przyznam się, przeryczałam kilka dni.. ale była persiczka, którą trzeba było się porządnie zająć.. Przy pomocy, również finansowej forum, jakoś udało się ją postawić na nogi.. No i oczywiście miałam szukać domu dla kolejnej kici.. Ale kolejna kicia okazała się staruszką z nerkowymi problemami.. i jeszcze na dodatek okazało się, że najlepiej jej u mnie na rękach, a jeszcze lepiej, kiedy już się siedzi na tych rękach to trzeba koniecznie obejmować mnie za szyję.. właściwie schodziła z tych rąk tylko jak wychodziłam z domu albo kicia musiała coś zjeść, albo udać się do kuwetki.. No i mnie załatwiła na amen.. Nie umiałam jej oddać.. Została.. jako ósmy rezydent..
W lipcu 2006 roku podwoiłam planowane pogłowie..

Potem jeszcze na chwilę pojawił się czarny „SIB” Filip, który po tygodniu pojechał do Poznania, no i „perski” Biszkopt z Palucha.. i znowu gdyby nie MariaD to pewnie by trochę posiedział.. Na szczęście trafił się transport i Biszkopt dołączył do Filipa..
A teraz jak wiecie, siedzi u mnie kolejny tymczasik – niebieska Misia, która ma na szczęście już zaklepany domek u kiwi..

Teraz widzę, że decyzja Dasi o domku dla Vice przełamała moją niechęć do wyadoptowania tymczasów.. I bardzo się z tego cieszę i bardzo dziękuję i Dasi, i MariiD, za to że potrafiła mnie do tego przekonać..
Jest w związku z tym szansa, że tymczasowy domek u mnie przyda się jeszcze dla innych kociastych..

No i tyle się wydarzyło u mnie przez dwa formowe lata..

Rok 2008..
17 lutego miną trzy lata odkąd zarejestrowałam się na forum..
Fajnie, że akurat w Światowym Dniu Kota.. łatwiej pamiętać, chociaż był to absolutny przypadek.. po prostu tego dnia podłączyli mi w końcu neostradę..

Nie chcę podsumowań, bo mam nadzieję posiedzieć na forum jeszcze jakiś czas.. zresztą rok temu zrobiłam mały rachunek sumienia za dwa lata pobytu na miau..
Dzisiaj chciałabym bardzo podziękować wszystkim, dzięki którym udaje się pomagać persim biedom w potrzebie..

Wiecie, bo głośno się do tego przyznaję, że uwielbiam te puchato- plaskate..
I jakoś nie mogę przejść obojętnie obok takiego kocia w potrzebie..
Ale nic nie udałoby się zrobić, gdyby nie ogromna grupa osób z forum.. i miau i Persji..

I chciałabym tym wszystkim, który stworzyli Kocią Mafię Pomocy Persom bardzo podziękować..

Postaram się wymienić wszystkich, których pamiętam, jeśli o kimś zapomniałam – bardzo proszę przypomnieć mi, to dopiszę..
W końcu przez trzy lata nazbierało się trochę takich osób, a ten post jest pierwszym podsumowaniem całości.. więc mogę po prostu kogoś nie pamiętać.. za co od razu przepraszam i obiecuję, że w miarę odświeżania mi pamięci, będę uzupełniać listę..

No to zaczynam spisywać członków Kociej Mafii Pomocy Persom, czyli osoby, do których zwracałam się się o pomoc, kiedy trafiło się puchate nieszczęście w potrzebie i tę pomoc otrzymałam.. a właściwie nie ja ale puchate nieszczęście, które powoli zmieniało się w łabędzia..
- Media - Wrocław
- Edzina/Coletta – Zielona Góra
- Lena - Wrocław
- dalia - Poznań
- iza26 - Jędrzejów
- bbd2 - Kraków
- Liwia - Kraków
- dominik - Kraków
- lrafal - Poznań
- Makaranka - Poznań
- Misiu/kotek - Gołdap
- kordonia - Elbląg
- lidiya – Toruń
- ariel - Warszawa
- Anka - Gdańsk
- eve69 – Gdańsk
- marinella – Poznań
- Małgosia (spoza forum) – Poznań
- Magdziol50 – Warszawa
- Dolores (z planety Persja) – Warszawa
- eurydyka – Warszawa
- Jana – Warszawa
- dziewczyny z Łodzi
- dorcia44 - Warszawa
- kiwi - Belgia
- Go!Go!/Witches - Kraków
(to początek listy.. na razie więcej nie pamiętam..)

Osobno chciałam podziękować MariiD za wszystko..
mimo, że od początku wzbrania się przed posądzeniem o persjozę, to ja tam swoje wiem..

I na koniec dziękuję wszystkim z miau, Persji i Persian Cat Cafe, którzy pomogli mi w leczeniu mojego Puchatka.. bez Was moja ukochana kicia nie miałaby szans na życie..

Rok 2009..
17 luty.. Światowy Dzień Kota..
I kolejna rocznica mojej rejestracji na miau.. to już czwarta..
Jak na razie ten ostatni rok był:

- najsmutniejszy.. bo zabrakło Puchatka i Gaci.. i Feluś choruje..

- najradośniejszy, bo zobaczyłam jak bardzo wszyscy potrafimy się zjednoczyć w obliczu nieszczęścia..
i nie chodzi mi tylko o Waszą pomoc dla Puchatka, za którą będę wdzięczna wszystkim do końca życia.. chodzi również o całą resztę.. o te koty, którym udało się chociaż trochę pomóc..

- najpracowitszy, bo wymyśliłyście Puchatkowo, Adopcje Puchatkowa i Fundusz Puchatek.. i w związku z tym sporo osób ma co robić..
Dzięki wszystkim za to, że jesteście..

I życzę sobie i wszystkim, żeby Puchatkowo miało jak najmniej pracy a najlepiej wcale..
Żeby mogło być tylko po to, żeby można było sobie gadać o naszych szczęśliwych, puchatych i niepuchatych kociastych..

No i tym samym zaczynam kolejny rok na miau..

Rok 2010..

Jutro 17 lutego.. Święto Kota i jednocześnie kolejna, już piąta rocznica mojego pobytu na miau..
Szczerze mówiąc nie myślałam, że uda mi się tyle wytrwać ale jak sami wiecie akurat to forum uzależnia niemożliwie i na dodatek nie ma na to żadnego antidotum..
Chociaż właściwie to nawet jakby było, nie zamierzam się z tego leczyć..

Pięć lat.. kawał czasu..
Ten ostatni rok był jak do tej pory najsmutniejszy..
W październiku musiałam pożegnać moją Suffkę.. w listopadzie odeszła malutka kruszynka Daisy.. a w grudniu mój senior Feluś..
Do tego doszły kłopoty ze zdrowiem i zalecenia, żeby ograniczyć jeśli nie w ogóle, kontakt z kotami, to chociaż zmniejszyć ich liczbę..
Trochę się udało i udało się znaleźć wspaniałe domy dla Maszki, Bonisia i Kasi-Pyzy, Dyszki i Juniorka..
Za to pomoc okazała się konieczna dla Bijoux, Bazyla, Myszka i Farcika..
No i w związku z tym nie mogę powiedzieć, żeby pogłowie moich kociastych na metr kwadratowy jakoś znacząco się zmniejszyło..
Na szczęście okazało się, że kłopoty ze zdrowiem mają całkiem inne podłoże, jestem pod stałą opieką lekarzy i jest dobrze..

Puchatkowo toczy się różnie, ale jestem Wam wszystkim bardzo wdzięczna za to, że jak już było bardzo źle znowu wszyscy potrafili się zmobilizować i dzięki temu znowu jakiś kolejny puchatek może otrzymać pomoc.. Wiem, że niewielką, jak na skalę nieszczęścia i zabiedzenia puchatych ale czasem nawet świadomość, że chociaż początkowe badania da się sfinansować, pomaga potencjalnemu DT w podjęciu decyzji, że chce i może zrobić łabądka z brudnego i skołtunionego mopa..
Bardzo, bardzo Wam za to wszystkim dziękuję..
I jednocześnie jutro zaczynam szósty rok na miau..

Rok 2011..
Jutro 17 luty - Światowy Dzień Kota..
kocie święto na całym swiecie..
kocie święto również u mnie.. i to podwójne - bo
- kocie, z przyczyn powyższych..
- moje - jutro mija szósta rocznica mojego codziennego pobytu na miau.. no to właściwie chociaż moje, to przecież tak naprawdę też kocie..

Ten ostatni rok był nieco spokojniejszy niż poprzedni..
Mniej kociastych przewinęło się przez mój dom..
- bo tylko przez chwilę nocowała Biała Księżniczka, która dzięki Pieczarce ma dom w Krakowie.. a dzięki Serniczkowi i jej Sernikomężowi w ogóle dostała tę szansę..
- bo tylko przez kilka dni mieszkał u mnie niechciany EXO - Zygmunt ['].. któremu nie umiałam pomóc..
- bo teraz mieszka u mnie tylko niechciana 'persiczka', która nie pozwala sobie pomóc.. ale tylko w kwestii pielęgnacji futerka.. na szczęście tylko..
- bo mam jeszcze tylko malutką Frygę, która nie chce pozwolić się wyadoptować..
- bo nie ma już Puchatkowa..

Za to:
- Farcik i Bijoux znalazły domy stałe..
- zamieszkał u mnie na stałe Czupurek, 'perski' ideał..
- mam znowu swoją czarną puchatą dziewczynkę..
- właśnie skończyłam średnio lubiane studia podyplomowe.. uff..

i jeszcze trochę mi się pozmieniało prywatnie, ale to mogę zaliczyć tylko na plus..
acha! i w związku z ostatnim punktem moich wyliczanek, chciałam poinformować, że moje 'osobiste prywatne zmiany' zakochały się we Fryśce.. i od dzisiaj oficjalnie malutka Fryga ma dom..

No i z takim saldem zaczynam jutro siódmy rok na miau..

Rok 2012..
Jutro 17 lutego i jak co roku Kocie Święto.. i moja kolejna rocznica na miau..
zanim zabrałam się do pisania, to musiałam poczytać własny wątek, żeby sobie przypomnieć co się działo u kociastych i jak ewoluowało moje futrzane stadko..
Nie było tego dużo do czytania, bo tylko kilkanaście stron tego wątku..
Aż się zdziwiłam, jak bardzo przestałam pisać o kociastych..

No teraz podsumowanie roku, bez obiecanej na przełomie wiosny i lata aktualizacji.. ale zamiast będzie ciąg dalszy..
A żeby było chronologicznie, to na początku będzie smutno.. bo od poprzedniego Dnia Kota straciłam Myszka.. białorudego persiego seniora odebranego z rozmnażalni..

Potem, gdzieś w kwietniu zrobiłam kociospis powszechy moich footer..
aamms pisze:Tak sobie popatrzyłam na swój podpis a potem na obecny tytuł wątku.. i chyba jedno ma się całkiem nijak do drugiego..

Po tym całym kalejdoskopie kocich tymczasów, odejściu niektórych rezydentów, zadomowieniu się innych postanowiłam hurtem opisać moje aktualne kociaste..
aktualne, czyli te, które mieszkają u mnie DZISIAJ, to znaczy 12.04.2011..

Wprawdzie nie przewiduję specjalnych zmian, a zwłaszcza dokacania się.. ale nigdy nie wiadomo.. Sami wiecie, że koci świat jest nieprzewidywalny i sytuacja może zmienić się w każdej chwili..

Ale ja nie o tym chciałam..
Już kiedyś pisałam, że mam w domu duplikaty kolorystyczne.. a jakby chcieć dokładniej to nawet multi - .. bo
- cztery białe (wszystkie puchate)..
- cztery czarne ( w tym dwa puchate)..
- cztery krówki (puchate inaczej).. oraz
- jednego czarnego, puchatego klasyka..

Białe to:
- Miś – mój najstarszy a właściwie najdłużej mieszkający rezydent – pers szynszylowy i jedyny arystokrata w tym puchato-niepuchatym secondhandzie.. Kupiony kiedyś z hodowli (już nieistniejącej) Auksta*PL za złotówkę..

- Nikuś – niebieskooki, niepełnosprawny puchaty ‘persio-angorek’, który przyjechał do mnie z łódzkiego schroniska.. początkowo niedożywiony i niechodzący.. potem ledwo chodzący, tłustawy nieco.. a teraz chodzący na słabszych tylnich łapkach i o normalnej wadze..

- Embisia czyli MałeBiałePuchate zaadoptowane od Kasia D. Zamieszkała u mnie w wieku 4 – 5 tygodni.. W ciągu czterech miesięcy z tymczasa przekształciła się w rezydentkę..

- Koko, czyli Kokaina, przechrzczona przeze mnie na Coccolino.. biała, złotooka ‘persiczka’.. Zabrałam ją od dorci44, uznając, że dorcia i tak ma wystarczająco dużo ogonów..
Obecnie kicia już wyczesana, bez dramatycznych kołtunów.. pracujemy jeszcze nad wzbudzeniem miłości do ludzi, pogłębieniem jeszcze niewielkiej do kotów i wypracowaniem całkowitej do szczotki..

Czarne:
- Puchatek junior – trafiła do mnie przez allegro i z pomocą sawanki1.. duchowa następczyni mojej pierwszej, wyśnionej i wymarzonej, długowłosej i czarnowłosej koteczki.. też zresztą Puchatka.. Po wielomiesięcznych obserwacjach, wiem, że to Puchatek w krótszym futerku..

- Bazyl – czarny, ooogromnie puchaty i jeszcze bardziej plaskaty.. przyjechał do mnie z łódzkiego schroniska.. a namówiła mnie na niego magdaradek..
Początkowo śmiertelnie wystraszona kudłata furia.. Teraz nieco tłustawy misiaczek, z ogromnym upodobaniem do czesania.. ale tylko na plecach i pod brodą..

- Fryga, zwana Fryśką.. małe, puchate inaczej czernidełko, któremu Marzenia11 rozpaczliwie szukała tymczasu i które miało u mnie pomieszkać przez chwilę i szukać domku.. nawet jeden się znalazł.. wspaniały, mądry, jednokotny.. co z tego, jak Fryga nie chciała.. w końcu na prośbę TZ-ta została u mnie..

- Sushi – czarna, puchata dziewczynka.. jak bardzo niewiele moich kociastych – wzięta od razu z myślą o tym, że zostanie.. Zabrałam ją z Palucha.. zalęknioną i skołtunioną.. podpisałam umowę adopcyjną i zobowiązanie do sterylizacji.. Teraz obrasta futerm po goleniu i sterylce i powoli wrasta w stado kociastych..

Krówki:
- Mrówka – europejska piwniczna – złapana na sterylkę w piwnicy mojego bloku.. mieszkała u mnie czekając na dom.. i w końcu została na stałe..

- Pyśka – córka Mrówki, złapana w tej samej piwnicy kilka miesięcy później,, tak samo czekała na dom i tak samo w końcu została..

- Fumek i Ptyś czyli Bracia Krówkowie – moje wieczne tymczasy.. absolutnie nieadopcyjne.. zwłaszcza Fumek, który pomimo prawie czteroletniego pobytu u mnie jest kotem wolnożyjącym w mieszkaniu.. Ptyś troszkę bardziej miziasty.. ale nie da się ich rozdzielić ze względu na Fumka..

I na koniec czarny puchaty klasyk czyli Czupurek.. pokłosie ostatnich dni działalności Puchatkowa.. przyjechał do mnie od IKI 6.. wcześniej zabrany przez IKĘ ze schroniska..


Teraz powinnam pozbierać fotki i do tego wszystkiego wymienić podpis.. i mam nadzieję, że i to niedługo uzupełnię..

A na razie, mam nadzieję, że wyjaśniłam mój AKTUALNY koci stan posiadania..


W maju, zaraz po perypetiach z prądem, jopop uszczęśliwiła mnie wiadomością, że w Rembertowie na trawniku okociła się persiczka i maluchy mają niecałą dobę a starsza pani, która ją o tym zawiadomiła w ogóle nie wie co ma robić..
No i zaraz po tym, jak pozbyłam się elektryków z mieszkania, poleciałam po mamusię i dzieciaki.. Mamusia okazała się małoperska a kocie potomstwo całkiemnieperskie..
Przywlokłam rodzinkę do domu i zainstalowałam początkowo w klatce, potem w kojcu a potem udostępniłam im cały pokój..
Kociaste wyrosły pięknie, same chłopaki.. Dwa buraski - jeden w skarpetkach, a drugi z większą ilością białego.. Placek i Jacek..
Trzecie natomiast, śliczne krówkowe maleństwo, po wnikliwym obejrzeniu oceniłam jako dziewczynkę.. dostała na imię Albertynka..
A potem, po czterech miesiącach nagle okazało się, że Albertynce coś wyrosło pomiędzy tylnymi łapkami.. i tym sposobem Albertynka stała się Albercikiem..
Mamusia chłopaków jest trochę puchata i dostała na imię Emilka.. bo odbierałam kocią rodzinkę z Rembertowa z ulicy Emilii Gierczak.. no to jasne, że musi być Emilka..
Kociaki rosły, stado mi się ustabilizowało..

A potem przyszedł sierpień i zadzwoniło moje dziecko, że właśnie z mężem podjęli decyzję, że wyjeżdżają na Wyspy ale kotów nie mogą zabrać.. dla jednego mają dom, a dwa pozostałe spokojnie się u mnie zmieszczą, bo przy takiej gromadzie właściwie nie ma znaczenia dwa mniej czy dwa więcej..
I w ten sposób do stada doszły dwa puchateinaczej dachowce - krówek o imieniu Młody i przepiękna szylkretka Hera..
No i w ten sposób mój AKTUALNY stan kocioosobowy to 19 sztuk..
Tyle w temacie kotów..

A poza tym, jak wiecie, skończyłam nakazane służbowo studia podyplomowe.. z ulgą..
a potem, z rozpędu i namówiona przez TZ-a poszłam do zawodówki.. i właśnie w ostatni weekend stycznia zaliczyłam pierwszy semestr..
Jeszcze trzy przede mną..
I jak dobrze pójdzie, to w czerwcu 2013 roku będę zdawać egzamin potwierdzający kwalifikacje zawodowe w zawodzie technik weterynarii..

I między innymi dlatego kocie sprawozdania na wątku nieco kuleją.. Ale mimo wszystko zamierzam się odzywać.. może rzadziej ale bedę.. i mam nadzieję, że starczy mi i czasu na forum, i samozaparcia do nauki.. bo materiału jest od chol.ery.. ale warto..
i jak powiedział mój TZ- po zdanym egzaminie, będę wreszcie fachowo i zawodowo podcierać kocie doopki i sprzątać kocie kuwetki..

A tymczasem od jutra zaczynam ósmy rok na miau..

Rok 2013..
Kolejny Dzień Kota..
i kolejna rocznica mojej przygody z forum miau..
dzisiaj początek dziewiątego roku na forum..
aż wierzyć się nie chce, że to już tyyyle czasu..

Rok 2014..
Jutro 17 lutego.. Światowy Dzień Kota..

i jak co roku czas na podsumowanie mojego kolejnego roku na miau..
Tym razem dużo nie będzie, bo w kocim temacie niewiele się u mnie działo..
Jedyna zmiana, to odejście mojej pierwszej tymczasowej koteczki, która została u mnie na stale..
Mrówcia przebiegła Tęczowy Most 27 grudnia 2013 roku..
Od niej zaczęło się moje, trwające kilka ładnych lat, tymczasowanie kociastych..

Aż się dziwię, ale to właściwie tyle z okazji rocznicy..
Acha, jeszcze zakończenie szkoły i dyplom technika weterynarii..
I już..

Z tym wszystkim rozpoczynam jutro dziesiąty, można powiedzieć - jubileuszowy - rok na miau..

Rok 2015..
Jutro 17 lutego i Światowy Dzień Kota.. i moja kolejna rocznica na forum..
Tym razem bardzo okrągła, bo właśnie właśnie stuknie mi dyszka na miau..

Rejestrując się na forum dziesięć lat temu w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że AŻ tyle wytrwam..
A tu nie dość, że wytrwałam z niemałą przyjemnością, to jeszcze nadal mam ochotę tu być..
Wprawdzie od jakiegoś czasu odzywam się zdecydowanie mniej ale to wcale nie znaczy, że mniej jestem..
Może czytam trochę mniejszą ilość wątków.. bo trochę czasu nie starcza.. ale jakoś nie mogę wytrzymać nawet dnia bez zajrzenia na miau..

A co się wydarzyło w ciągu ostatniego roku..
Zaczęło się smutno..

Na początku marca odeszła na PNN dziesięcioletnia Pyśka..

Na początku kwietnia, na miesiąc przed czternastymi urodzinami odszedł Miś.. znalazłam go martwego po powrocie z pracy..

W połowie maja odszedł Czupurek.. Nie wiem ile miał lat.. ale można powiedzieć, że był seniorem już dość długo..

W kilka dni później - siedmioletnia Embiśka.. u której zdiagnozowano pierwotny nowotwór płuc..

A na początku czerwca umarła Sushi.. czarna persiczka z Palucha.. też chyba już bardzo leciwa..

W międzyczasie walczyłam z Nikusiowym ropniem na łapce i zatkanym pęcherzem..

Zaraz potem czyli w połowie czerwca (pomiędzy dniem śmierci a dniem pogrzebu siostry mojego ojca) sama wylądowałam w szpitalu z podejrzeniem zapalenia otrzewnej.. na szczęście obyło się bez operacji.. ale trzy tygodnie przesiedziałam na zwolnieniu.. a uważać muszę już do końca życia.. i bardzo pilnować właściwej diety..

Na przełomie lipca i sierpnia pojechałam na trzydniowe wakacje.. i wróciłam z Shatie..

3 sierpnia napisałam:
aamms pisze:

Znalazłam ją w czwartek na Mierzeji Wiślanej.. przyszła do domku, wyspała się, poprzytulała.. nie chciała odejść.. przepytałam wszystkich z ośrodka, wczasowiczów i właścicieli.. sąsiednie posesje.. większość okolicznych sklepików została zawiadomiona..
Nikt nic nie wiedział.. nikt nie szukał sunieczki..
Nie mogłam jej tam zostawić..
Wczoraj wróciła ze mną do Warszawy..
Dzisiaj poszłyśmy do weta..
Sunia ma jakieś pięć lat.. jest w bardzo wysokiej ciąży, za późno na sterylkę aborcyjną..
Poza tym jest zdrowa, czysta, uszy czyste, zęby w porządku, temperatura też.. czipa oczywiście nie ma..
wyniki badań książkowe, usg pokazało czwórkę maluchów..
poród w każdej chwili..


a 11 sierpnia:
aamms pisze: Sunia po sterylce aborcyjnej:
zabieg był dzisiaj na Białobrzeskiej..
Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, na razie pije wodę, jeść nie chce.. widać, że mocno obolała..
Jutro kontrola..

No i teraz mam i kociaste i pieska..
Dziewczynka, ze względu na swoją specyficzną urodę została nazwana Uszata..
pozwoliłam sobie to nieco skrócić i zmienić pisownię..
i wyszło "Shatie"..

Kociaste zaakceptowały obecność suni.. z wzajemnością.. Z daleka i z wysoka obchodzą ją tylko Fumek, Ptyś i Fryśka..


A dzięki suni w ciągu dwóch tygodni poznałam więcej sąsiadów niż przez poprzednie dwadzieścia lat..
Dzięki suni też dowiedziałam się, że pod nosem, znaczy w szkole naprzeciwko mojego bloku, jest basen.. i poszłam tam z nadzieją, że może woda i pływanie pomoże mi wreszcie choć trochę zniwelować potworny ból pleców..

No i upiekłam jednocześnie kilka pieczeni - na starość nauczyłam się pływać, plecy już tak nie bolą i jeszcze do tego nieco schudłam..
i to wszystko zawdzięczam tej czarnej malutkiej dziewczynce przywiezionej z wakacji..

Potem było trochę spokoju..
a w styczniu Nikuś złamał sobie trzy kości śródręcza w prawej łapce..
Miał mieć ją unieruchomioną przez miesiąc.. ale po tym jak w ciągu jakichś siedmiu - ośmiu dni sześć razy trzeba było od nowa zakładać unieruchomienie - zdecydowano w końcu, że lepiej będzie pozostawić tę łapę niezabandażowaną.. i chyba dobrze się stało, bo z bandażem na łapie Nikuś powoli zaczynał się zatykać bo wcale nie chciał się ruszać..

A tak muszę tylko pilnować czy ma pusty pęcherz, wykąpać jak się obsika, czasem trochę mu pomóc.. ale nie ma takiego alarmu jak w kwietniu, kiedy musiał być cewnikowany..
Teraz za chwilę miną już cztery tygodnie od złamania i Nikuś powoli wraca do normy..

O katarze Młodego, usuwaniu zębów i strzyżeniu Bazyla nie warto nawet wspominać..

I z takim bilansem jutro zaczynam jedenasty rok na miau..
a mam nadzieję, że również kolejną dziesiątkę..

Rok 2016..
W tym roku spóźniłam się o dzień.. bo Kocie Święto i moja miauowa rocznica były wczoraj..
Ale przez ostatni rok niewiele się wydarzyło w moim kocim a raczej kocio-psim stadku.. Troszkę kłopotów z seniorem Nikusiem.. na szczęście na razie opanowanych.. i jakiś katar Młodego.. na szczęście też już za nami..
Z nietypowych wydarzeń - zawitał do nas psi tymczas w grudniu.. a wczoraj wreszcie wrócił do swojego domu..
i tym sposobem moje kocio-psie stadko znowu w zwykłym zestawie..

A miauowa rocznica już jedenasta.. czyli wczoraj zaczęłam dwunasty rok na miau..
i jak na razie (mimo że piszę teraz dużo rzadziej niż kiedyś) wcale nie zamierzam rezygnować z obecności na forum..

Rok 2017..
Napiszę wcześniej, bo nie wiem czy znajdę potem czas na tyle wcześnie, żeby się nie spóźnić z podsumowaniem kolejnej rocznicy..
Mało okrągłej, bo dwunastej..

Jak obiecałam rok temu, nadal jestem na miau, chociaż piszę duuużo rzadziej..
A co przez ten rok..
W sierpniu Shatie miała operację usunięcia kamieni z pęcherza..
We wrześniu odeszła Fryśka.. w ciągu kilku godzin ze zdrowego kota nic nie zostało.. Kardiomiopatia przerostowa..
Miała tylko sześć lat..
Małe kłopoty z Coccolino - w grudniu miała zrobiony remont paszczy.. Na razie jest dobrze..
I z kociastymi na razie odpukać.. nic więcej się nie dzieje..

Chociaż nie, trochę się dzieje, bo od tygodnia mam w domu plac budowy i Fumek i Nikuś źle to znoszą.. U Fumka był tylko jednorazowy epizod biegunki i rzygania..
U Nikusia trwa to już trzy dni.. Wczoraj zaczął dostawać zastrzyki, które mają nieco zahamować objawy.. Wczoraj po pierwszym jeszcze nie było poprawy.. Dzisiaj będzie drugi..

To z kocio-psich wieści..

A pozakocio - w lecie zrobiłam kurs masażu dla psów i kotów a teraz jestem w trakcie studiów podyplomowych z pielęgniarstwa weterynaryjnego i chowu zwierząt towarzyszących na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu..
W marcu mam pierwszy egzamin..

I z tym pojutrze zaczynam trzynasty rok na miau..

Rok 2018..
Jutro kolejne kocie święto - Światowy Dzień Kota..
I kolejna rocznica mojego pobytu na miau..
To już trzynaście lat.. nawet nie wiem kiedy to przeleciało..

Troszkę się działo przez ten rok.. kilka moich kociastych pobiegło za Tęczowy Most kilka przybiegło do mnie..
Na początku lipca pojechałam do kociego azylu zawieźć niepotrzebne koce i kołdry.. i co? przywlokłam do domu Ufi..
We wrześniu zaniemogła Hera.. nie chciała jeść.. podczas trzeciej czy czwartej wizyty w lecznicy usg pokazało płyn w jamie brzusznej.. FIP.. 18 września Hera pobiegła za TM..
Potem posypał się całkiem Nikuś.. pobiegł za Herą - 19 października..
4 listopada przyjechała do mnie od Kasi D. piękna, puchata czarna dziewczynka - Karmi..
25 listopada za Herą i Nikusiem pobiegła Coccolino..
16 grudnia za drodze między Wrocławiem a Miliczem znalazłam dorodnego burasa - Tadzia..
a 22 stycznia Bazyl dołączył do Hery, Nikusia i Coccolino..
i teraz mieszka za mną 10 kotów i Shatie..
To tyle w kocim temacie..

A pozakocio - z kronikarskiego obowiązku, bo pisałam o tym w poprzednim rocznym podsumowaniu - remont łazienki dawno skończony.. i wbrew moim obawom, okazało się, kabina prysznicowa jest sto razy lepsza od wanny.. nie mówiąc już o ekonomicznej stronie zamiany wanny na prysznic..
- zaliczyłam dwa semestry podyplomowego pielęgniarstwa weterynaryjnego.. w ramach których odwaliłam w ciągu wakacji praktyki weterynaryjne na Paluchu.. zakończenie całości i końcowy egzamin - 21 kwietnia..
- moje dziecko się ode mnie wyprowadziło i samodzielnie układa sobie życie w Polsce..
a rezultatem tego układania sobie przez nią życia - w maju zostanę babcią..
I tak zaczynam jutro czternasty rok na miau..

Rok 2019..

W tym roku spóźniłam się o dzień z podsumowaniem z okazji Światowego Dnia Kota.. i kolejnej rocznicy rejestracji na miau.. już czternastej.. Jeśli napiszę, że nie myślałam, że tyle to potrwa, to pewnie będę się powtarzać, ale będę, bo cały czas trudno uwierzyć, że tak wiele lat już minęło..

No to zaczynamy od kotów i Shatie..

- już w lutym zeszłego roku, praktycznie zaraz po poprzednim podsumowaniu Tadzio wreszcie uwierzył, że ma dom.. powoli zaczął się integrować ze stadem i teraz już jest równoprawnym rezydentem..

- po odejściu wszystkich moich puchatych kiciów szukałam persa w potrzebie.. ale trafił się inny długowłosy - american curl.. i tak 21 kwietnia przywiozłam do domu Mefisto.. któremu szukano domu ze względu na alergię dziecka..

- pod sam koniec kwietnia zadzwoniła renatab szukająca na cito domu dla kota z nieleczoną padaczką, któremu groziło uśpienie.. i tak 29 kwietnia przyjechał do mnie Czarek.. z padaczką cały czas się zmaga ale leki bardzo porządnie ją wyciszają.. ataki są coraz krótsze, płytsze i w coraz dłuższych odstępach czasowych..

- we wrześniu odpowiedziałam na alarm na fejsie w sprawie znalezionej kilkumiesięcznej szylkretki.. zabrałam ją do weta i dałam dt.. początkowo dawałam ogłoszenia z nadzieją, że komuś zginęła i jest poszukiwana.. niestety nie była.. i tak zamieszkała u mnie Fifi..

- na początku listopada na krótko zamieszkała u mnie bardzo dorosła, bura kotusia Coco, którą znalazł u mnie dzięki fb cudowny dom w moim bliskim sąsiedztwie.. mogę z czystym sumieniem napisać, że Coco trafiła do kociego raju na ziemi..

- 8 grudnia w odpowiedzi na prośbę Kasia D. zabrałam z takiego sobie (najdelikatniej mówiąc) domu felisową koteczkę Melę.. Mela u mnie przenocowała i trafiła na tymczas do Eli od Leosi.. tymczas okazał się domem stałym a Mela pięknie odżyła, odpasła się i uspokoiła po traumie z poprzedniego domu..

- 19 stycznia tego roku, po trwającej kilka miesięcy huśtawce zdrowotnej Fumka, pomogłam mu pobiec za Tęczowy Most.. Powiem tylko tyle, że chwilę po tym jak dostał zastrzyk znieczulający wreszcie dał się pogłaskać.. i to był trzeci raz w ciągu całego pobytu u mnie (od 2007 roku), kiedy mi na to pozwolił..

- w lecie Shatie miała problemy z pęcherzem a w grudniu Ptyś ze ślinianką..


a pozakocio:
- 21 kwietnia skończyłam wreszcie podyplomowe pielęgniarstwo weterynaryjne na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu,
- 11 maja zostałam babcią..
a teraz jestem w trakcie rekonwalescencji po operacji korygującej wzrok.. zresztą stąd to spóźnienie z podsumowaniem kociego roku.. mam jeszcze wolne do 1 marca a potem już do pracy..

no i tak zaczynam piętnasty, jubileuszowy rok na miau..

-------------------------------------------------------------------------------------------------
14 lutego 2020..
Za trzy dni stuknie mi piętnaście lat na miau.. tym razem nieco wcześniej piszę bo w poniedziałek czeka mnie krótki pobyt w szpitalu i nie będę miała dostępu do kompa..
Już się nie będę powtarzać, że to długo i że nadal chcę tu być, bo w powyższych pozbieranych tutaj tekstach nie raz można było to przeczytać..
Mogę tylko obiecać, że nadal tu będę.. Aż do ostatniego dnia.. mojego albo forum..

A co się wydarzyło przez ten tok..
- 23 lutego za TM pobiegł Młody, kocio, mojej córki, którego mi oddała wyjeżdżając z pierwszym mężem do Anglii.. Dopiero po śmierci Młodego dowiedziałam skąd tak naprawdę się wziął u córki.. do tej pory wiedziałam, że został znaleziony na stadionie dziesięciolecia w 2006 roku.. Ale to była tylko część prawdy.. został odebrany z wietnamskiej czy chińskiej stadionowej budki z żarciem..
Jakiś czas później wygrał życie po raz drugi.. w stanie głębokiej hipotermii i zatkania przywiozłam go z jakiejś lecznicy na Gocławiu do zaprzyjaźnionej wetki, która na cito ściągnęła do pomocy dr. Kaszubę.. żeby nie oni - Młody już wtedy pobiegłby za TM.. A potem jakiś czas było dobrze, od czasu do czasu pojawiały się infekcje, którym dawały radę antybiotyki.. potem, przy kolejnych trzeba było włączyć sterydy.. Ale jakoś funkcjonował.. do 23 lutego..
- 23 maja napisałam na miau:
aamms pisze:343/19..
Przywiozłam ją z Palucha w czwartek 23 maja..
Wyciągnęłam z kwarantanny, która trwa do 2 czerwca.. Na razie jest u mnie warunkowo, po 2 czerwca - będzie bezwarunkowo..
Kicię znalazł w poprzednią sobotę kierownik mojego działu w pracy.. z różnych względów nie mógł jej zatrzymać a jednocześnie nie mógł się do mnie dodzwonić, dlatego dziewczynka znalazła się w schronisku..
Dowiedziałam się o niej od niego w poniedziałek 20 maja.. prosił, żebym ją wyciągnęła.. i dała dom.. obiecałam, że to zrobię..

Pojechałam do schroniska od razu ale kicia już była w trakcie zabiegu - sterylki aborcyjnej..
Obiecano mi w schronisku, że jeśli wszystko będzie w porządku, będę mogła ją zabrać w czwartek..
Na szczęście było w porządku.. :1luvu: musiałam tylko przed dwa dni podać jej synulox w zastrzykach..

Koteczka ma niecały rok, pewnie to była jej pierwsza ciąża..
Wyniki badań książkowe, testy ujemne..

Jest to bez żadnych wątpliwości domowa koteczka, która zaczęła przeszkadzać.. pewnie ze względu na ruję.. albo wyjazd.. albo coś jeszcze innego..
Żaden wolnożyjący kot tak się nie zachowuje.. Ona się mizia przy każdej okazji, uwielbia spać na moich kolanach, daje się przytulać i całować.. wywala brzuch do głaskania.. który na razie głaszczę bardzo ostrożnie ze względu na szew pooperacyjny..
Jest ogromnie wychudzona, dostaje jedzenie trzy razy dziennie i pochłania wszystko..
Na razie mieszka w łazience ale mnóstwo czasu spędza też na moich kolanach w pokoju, oglądając moje stadko rezydentów..
Rezydenci, poza Fifi olewają ją całkowicie ale ona jeszcze się trochę boi..
Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni.. a nawet jak będzie trzeba poczekać, to wiadomo - poczekam.. :)

Tym razem nie będę czekać, żeby mi pokazała swoje imię..
Po dwudziestu latach 'mania' kotów stwierdziłam, że tym razem to ja wybiorę jej imię.. :)
A przy okazji uhonoruję moją największą fascynację muzyczną, która trwa nieprzerwanie od czterdziestu pięciu lat..

Poznajcie Miko.. :D

Obrazek


- Zaraz potem zachorował Mefi.. Pod językiem zrobił mu się jakiś stan zapalny, który mocno utrudniał mu jedzenie.. Wyglądało to mocno nieładnie..
opcje są dwie - właśnie stan zapalny, który po podaniu leków zniknie.. albo rak płaskonabłonkowy..
Po podaniu leków zniknęło.. odetchnęłam.. zwłaszcza, że Mefi zaczął żreć a nie jeść.. A potem zrobiła się nieładna huśtawka.. raz lepiej, raz gorzej.. ogromny zjazd nastąpił na przełomie lipca i sierpnia.. wtedy kilka dni był w lecznicy pod opieką wetki i Serniczka.. 6 sierpnia pobiegł za TM.. do tej pory właściwie nie wiem co się stało.. ale po jego odejściu długo gadałam z dziewczyną, u której mieszkał wcześniej.. przez kilka lat go diagnozowała widząc, że coś się dzieje.. wyniki były dobre a Mefi różnie..
Może gdybym poprosiła o sekcję, to może by się coś wyjaśniło.. ale tego nie zrobiłam..

- Po odejściu Mefiego zachorowała Puchatek..
Zaczęło się od miękkich kup z krwią..
Zrobiłam badania krwi - nic nie wyszło.. badania kału - nic.. po uważnym śledzeniu wątku Toli, zrobiłam badania na obecność rzęsistka - nic.. zlecono sprawdzenie tarczycy - nic.. wobec tego zalecono usg..

Z opisu usg: .. ściana okrężnicy zstępującej na ok 1/2 doogonowej swojej długości pogrubiała do ok 6,6 mm, zmieniona hipoeechogennie, z zatarciem układu warstwowego ściany, podejrzenie nacieku o złośliwym charakterze, w przebiegu chloniaka? Okoliczne węzły chłonne powiększone do ok 15x8,9 mm, zmienione owalnie, hipoechogennie, nieregularnie, z ostrym okolicznym odczynem zapalnym, podejrzenie przebudowy o nowotworowym charakterze. (..) Nerki - miąższ obustronnie o cechach silnej przebudowy zwyrodnieniowej, przewlekłej, echogeniczność miąższu znacznie wzmożona, cechy zwłónienia, w miąższu obustronnie torbiele do ok 13 mm średnicy, obraz sugeruje wrodzoną wielotorbielowatosc nerek.. (..)

Zalecono mi konsultację z onkologiem, biopsje i jeśli diagnoza się potwierdzi, to chemię.. , która mogła ale nie musiała przedłużyć życia Puchatkowi..
Nie zdecydowałam się na biopsję i chemię.. na sterydach we względnym komforcie przeżyła do trzeciego tygodnia stycznia.. ale jak zaczęło się zwracanie wszystkiego co zjadła i jeszcze to co zwróciła miało zapach niestety nie jedzenia – to oznaczało, że nastąpiła całkowita niedrożność okrężnicy.. 21 stycznia pomogłam jej pobiec za Tęczowy Most..

- na początku lutego znalazłam na fejsie ogłoszenie, w którym szukano domu dla „persa” po przejściach..
Zadzwoniłam.. Pogadałyśmy, opowiedziałam trochę o sobie, pokazałam fotki Suffki, Nikusia, Dyszki i Juniorka z czasów jak do mnie trafili i po kilku miesiącach mieszkania u mnie.. opowiedziałam, co mogę zaoferować kotu..
Pani powiedziała, że się zastanowi.. i zapadła cisza.. A w kilka dni później dostałam wiadomość - to co? widzimy się w niedzielę?
No i 9 lutego Gremlin przyjechał do mnie.. i został..
Po raz pierwszy przyjechał do mnie pers PO a nie NA renowację..

To było kocio.. a nie kocio:
- w maju zostałam ponownie teściową..
- w grudniu miałam małą kolizję z autobusem ale i autobus z kierowcą i ja z samochodem wyszliśmy z tego bez najmniejszego zadrapania.. no, niewielkie rysy na feldze miał tylko mój samochód.. nie będę już opowiadać szczegółów, bo opisałam to niedawno..

I to by było na tyle.. jak mawiał klasyk..
Czyli w kolejne światowe kocie święto zaczynam szesnasty rok na miau..
A zaczynam od kolejnego etapu remontu w mieszkaniu..
A potem zobaczymy..

aamms

Avatar użytkownika
 
Posty: 28293
Od: Czw lut 17, 2005 15:56
Lokalizacja: Warszawa-Ochota

Post » Sob lut 15, 2020 8:37 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Aamms,
imponujący staż, imponujące zaangażowanie i ogromna praca - chapeau bas :)

Doceniam i podziwiam :ok:
Sama mam 6 kotów - w tym połowa to juz seniorzy i wiem ile to pracy i poświęcenia, o wydatkach już nie wspomne

Ale to też ogromna satysfakcja, gdy uda sie pomóc zwierzakowi :D :201461
Obrazek
"Aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu,człowiek powinien posiadać psa, który będzie go uwielbiał,i kota, który będzie go ignorował"/ D. Bruce
Roki[*] Szarusia[*] Kiciucha[*] Santa [*]16.09.11; Tinka [*]1.06.13; Timorka [*]13.09.13; Azira[*] 8.01.15; Cynamon[*] 20.02.2019

Kotina

Avatar użytkownika
 
Posty: 7682
Od: Czw sty 26, 2012 15:52
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto mar 03, 2020 14:19 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Kotina pisze:Aamms,
imponujący staż, imponujące zaangażowanie i ogromna praca - chapeau bas :)

Doceniam i podziwiam :ok:
Sama mam 6 kotów - w tym połowa to juz seniorzy i wiem ile to pracy i poświęcenia, o wydatkach już nie wspomne

Ale to też ogromna satysfakcja, gdy uda sie pomóc zwierzakowi :D :201461



Kotina, dziękuję.. :1luvu: się zarumieniłam.. :oops: :oops: :oops: :oops:

Na razie u moich kociastych w porządku..
Za to w czwartek jadę z Shatie na konsultację czy potrzebna jest operacja przepukliny..
Moim zdaniem tak.. ale zobaczymy co powie wet..

I tak jak zapowiadałam - Armagedon remontowy w pełnym rozkwicie.. :strach: :strach:
jutro prawdopodobnie koniec prac murarsko - malarskich..
a na meble muszę jeszcze trochę poczekać..
Ale się robią.. :D
Damork, co ja bym bez Ciebie zrobiła.. :1luvu: :1luvu: :1luvu: :1luvu:


A kiedy to wszystko posprzątam po remoncie - nie mam pojęcia..
Na razie wszędzie kurz, pył.. i sterty worków z książkami i ciuchami.. :strach: :strach:
Za to domowy zwierzyniec znosi to nadzwyczaj spokojnie.. 8O :1luvu:

aamms

Avatar użytkownika
 
Posty: 28293
Od: Czw lut 17, 2005 15:56
Lokalizacja: Warszawa-Ochota

Post » Śro mar 04, 2020 13:59 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

W ramach rocznicowych podsumowań jeszcze małe uzupełnienie, którego inspiracją był wątek Fraszki - Spis kotów miau..
Poprzednia aktualizacja ze wspomnianego wątku - z 2016 roku już dawno się zdezaktualizowała.. w związku z tym zrobiłam najnowszy kociospis powszechny..
I teraz mieszkają u mnie:

Dwie krówki – Ptyś i Albercik,
Cztery burasy – Jacek, Placek, Tadzio i Miko,
Dwa białe – Ufi zwana Ufizdą – prawiedevonka i Czarek – chory na padaczkę prawiebrytek,
Jedna szylkretka – Fiona zwana Fifi,
I jedyny puchaty w tym towarzystwie – Gremlin – niebieski dymny prawiepers..
oraz NIEkot - czarna sunia - Shatie..

A w ciągu tych piętnastu lat mojej pisaniny na forum, za TM pobiegły:
Puchatek,
Gacia,
Suffka,
Daisy,
Feluś,
Myszek,
Zygmunt,
Mrówka,
Pyśka,
Miś,
Czupurek,
Embisia,
Sushi,
Frysia,
Hera,
Nikuś,
Coccolino,
Bazyl,
Fumek,
Młody,
Mefisto,
Puchatek nr 2..

A od tego wątku się wszystko zaczęło.. viewtopic.php?t=25072

aamms

Avatar użytkownika
 
Posty: 28293
Od: Czw lut 17, 2005 15:56
Lokalizacja: Warszawa-Ochota

Post » Sob mar 07, 2020 8:47 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Dzisiaj w nocy, ok 3:20 Czarek miał jeden krótki atak padaczki..

aamms

Avatar użytkownika
 
Posty: 28293
Od: Czw lut 17, 2005 15:56
Lokalizacja: Warszawa-Ochota

Post » Sob mar 28, 2020 7:48 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Przed chwilą - atak padaczki Czarka.. :(
Nie wiem czy na jednym się skończy.. :(

aamms

Avatar użytkownika
 
Posty: 28293
Od: Czw lut 17, 2005 15:56
Lokalizacja: Warszawa-Ochota

Post » Sob mar 28, 2020 8:38 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Ojej... żeby mu przeszło... :ok: :ok: :ok:
Nasz wątek:
viewtopic.php?f=46&t=187577
Wątek kotów Joli Dworcowej:
viewtopic.php?f=1&t=191624
Kącik Muzyczny
viewtopic.php?f=8&t=190784
Zjawiska niewytłumaczalne, opowieści o duchach i nie tylko
viewtopic.php?f=8&t=194190

jolabuk5

 
Posty: 26055
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Sob mar 28, 2020 13:00 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Obrazek

Gosiagosia

Avatar użytkownika
 
Posty: 13811
Od: Wto kwi 23, 2013 11:47
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt kwi 24, 2020 16:37 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Za długo był spokój.. :(
Dzisiaj o 15 pierwszy atak.. potem Czarek dostał 1/2 tabletki luminalu.. i myślałam, że już będzie dobrze.. niestety przed chwilą był drugi atak.. :( niestety więcej luminalu nie mogę już podać.. przynajmniej teraz.. :(
Mogę tylko mieć nadzieję, że na tym się skończy..

aamms

Avatar użytkownika
 
Posty: 28293
Od: Czw lut 17, 2005 15:56
Lokalizacja: Warszawa-Ochota

Post » Pt kwi 24, 2020 16:40 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Obrazek

Gosiagosia

Avatar użytkownika
 
Posty: 13811
Od: Wto kwi 23, 2013 11:47
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt kwi 24, 2020 17:01 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

:(

SabaS

 
Posty: 2144
Od: Śro lis 14, 2018 8:58

Post » Pt kwi 24, 2020 19:15 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Kciuki za Czarka :ok: :ok: :ok:
Nasz wątek:
viewtopic.php?f=46&t=187577
Wątek kotów Joli Dworcowej:
viewtopic.php?f=1&t=191624
Kącik Muzyczny
viewtopic.php?f=8&t=190784
Zjawiska niewytłumaczalne, opowieści o duchach i nie tylko
viewtopic.php?f=8&t=194190

jolabuk5

 
Posty: 26055
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Nie kwi 26, 2020 14:04 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Czarek na razie w porządku..

Jutro początek drugiej części mojego remontu..
Pierwszy etap, czyli garderoba, już zakończony.. i nawet zrobilam porzadek w ciuchach.. 8)
Mam nadzieję, ze do weekendu wszystko juz bedzie skonczone..
I wtedy dopiero będę miała sajgon.. czeka mnie układanie na nowo wszystkich ksiązek.. i zrobienie porządku w papierach.. :strach:

A potem, potem - wszystko zależy od kasy, zostanie do zrobienia jeszcze tylko przedpokój.. ale kiedy bedzie to 'potem' to całkiem nie wiem.. :?

aamms

Avatar użytkownika
 
Posty: 28293
Od: Czw lut 17, 2005 15:56
Lokalizacja: Warszawa-Ochota

Post » Wto kwi 28, 2020 21:29 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

:1luvu: :kotek: :201461
Obrazek

cypisek

 
Posty: 8458
Od: Czw lut 26, 2009 18:44
Lokalizacja: Swinemünde, Oslo

Post » Pon maja 04, 2020 8:44 Re: Moje kociska X.. piętnaście lat na miau!! s. 27..

Kooooooooooooniec remontu.. :dance: :dance2: :dance: :dance2:
Teraz porządki.. :strach:

Damork, bardzo, bardzo dziękuję.. :201494 :201494 :201494 :1luvu: :201494 :1luvu: :1luvu:

Kociaste przeżyły.. nawet w miarę spokojnie..

aamms

Avatar użytkownika
 
Posty: 28293
Od: Czw lut 17, 2005 15:56
Lokalizacja: Warszawa-Ochota

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Alyaa, haaszek, zuza i 52 gości