Migdał się nie zmienia..

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto sty 22, 2019 18:32 Re: Migdał w nowym roku.

W mieszkaniu są trzy grzejniki do leżenia. Na łazienkowym można zawisnąć..
Ale spoko, nie mieszczę się .
Jak to czym się zmęczył? a czym się męczą koty? Spaniem, jedzeniem, spaniem po jedzeniu... uffff... przemieszczaniem się pomiędzy grzejnikami a posłankami, schowankami... ufff..
Właśnie zaległ. Po jedzeniu.

Niech juz będzie wiosna.
Obrazek
"Lepiej czasem zapalić małą świeczkę, niż przeklinać mrok.."

morelowa

 
Posty: 15018
Od: Sob gru 19, 2009 10:38
Lokalizacja: Wrocław

Post » Wto cze 18, 2019 8:25 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

26 czerwca ide na kilka dni do szpitala.
Opcja jakaś na opiekę dla Migdała jest - wstępnie 2 osoby zamiennie czyli rano i wieczorem. Jaki Migdał jest, to jeśli ktoś czytał wątek to wie. Jest nieobslugiwalny, histeryczny=spanikowany, potwornie boi się obcych nawet takich, którzy wielokrotnie bywali.
Niestety nie wystarczy wejść nasypać chrup , sprzątnąć kuwetę i wyjść.
Bo - pewnie będzie gorąco, trzeba przwietrzyć porządnie. Mam sporo kwiatów, które moze trzeba będzie podlać jeśli mój pobyt przedłuży się do 5 dni, co jest prawdopodobne.
Ale najgorsze, że Migdał często wymiotuje - zakłacza sie szybko, bo myje się w każdej wolnej chwili, a poza tym aura.. wiadomo. Więc należałoby się rozejrzeć po całym mieszkaniu...itd.
W dodatku nie odżywia się chrupami, tylko głównie mokrym [mięso byśmy odpuścili, to bo trzeba dopilnowac w tych temperaturach].
Zmienić wodę.
Czyli nie wystarczy wpaść i wypaść. Co w sumie dla kota byłoby pewnie lepsze. Ale w związku z tym ew. sprzątaniem , kwiatkami, wietrzeniem.. przypomniałam sobie , że mam jakieś znajome osoby [wszyscy absolutnie godni zaufania] których mogłabym zapytać, czyby nie wprowadzili się na te kilka dni. Nie jest wcale pewnie, że by sie zgodzili..
Napaliłam sie..i - nie zadzwoniłam jeszcze, bo naszła mnie myśl ,że dla kota takiego jak Migdał to może być większy stres, jak większość doby będzie się kręcił ktoś obcy.
I tu właśnie potrzebuję rady - najlepiej opartej na doświadczeniu. :mrgreen:
Obrazek
"Lepiej czasem zapalić małą świeczkę, niż przeklinać mrok.."

morelowa

 
Posty: 15018
Od: Sob gru 19, 2009 10:38
Lokalizacja: Wrocław

Post » Wto cze 18, 2019 8:38 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

Na dwoje babka wróżyła - albo po 2-3 dniach by mu te osoby "spowszedniały" na tyle, że by wychodził, albo siedziałby cały czas w kryjówce. prawdopodobne tak w stosunku 40:60. Co do karmy - miskę można wstawić do większej miski z lodem. Zmienianym oczywiscie przy następnej wizycie na swieży. Sprzątanie z poszukiwaniem haftów - jak się odkłacza a nie haftuje karmą, to ja bym olała. Chyba że wrócisz pokrojona i będzie problem z kucaniem/zgięciem się by posprzątać. 5 dni nie wiecznosc. Kuwety oczywiscie obowiązkowo się sprząta. Szkoda, że nie masz zasiatkowanego okna - wtedy (o ile nie mieszkasz na parterze) mozna by je po prostu przyblokować w pozycji częsciowo otwartej i byłoby bez wietrzenia specjalnego.To pozwoliłoby trochę ograniczyć stres Migdała bo nie miałby wizji obcaka, który go szuka/czatuje na niego. Zakładam, że bedziesz miała 2x dziennie info o tym jaka sytuacja .
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 22771
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

Post » Wto cze 18, 2019 8:52 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

Okna mam oczywiście wszystkie osiatkowane [może się uda przed nawet zmienić te siatki] i często zostawiam otwarte nawet całkiem. A na noc ostatnio cały czas. Ale jestem wtedy w domu.
Będę tylko trochę pokrojona, a może mało jak sie uda laparoskopia [co jednak jest problematyczne] i kucanie nie powinno być problemem, zresztą ogólnie wtedy ktoś by posprzątał.
Jednak Migdał haftuje różnie, często nim się odkłaczy to i na mokro, i wodą , a chętnie przy tym na posłanka na parapetach [i tego nie mozna zostawić] albo na dywan. Na dywanie w kuchni póki się nie wlezie to praktycznie nie widać. :roll: albo trzeba się - i tak robię codziennie - przyjrzeć.
Jak ja to ludziom wytłumaczę??

A w ogóle skąd pomysł, że mam nieosiatkowane okna?? 8O :mrgreen:
Obrazek
"Lepiej czasem zapalić małą świeczkę, niż przeklinać mrok.."

morelowa

 
Posty: 15018
Od: Sob gru 19, 2009 10:38
Lokalizacja: Wrocław

Post » Wto cze 18, 2019 8:55 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

A burze, a hałasy? Nie zostawiałbym otwartych okien w czasie nieobecności człowieka.
Obrazek
Obrazek

MalgWroclaw

Avatar użytkownika
 
Posty: 41694
Od: Czw paź 15, 2009 17:39
Lokalizacja: Wrocław, stolica Śląska :)

Post » Wto cze 18, 2019 9:19 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

No, nie , nie zostawiam na długo, ani jak się coś kroi w pogodzie , wychodząc. Ale na najbliższe zakupy , to tak.
Uchylone są zabezpieczane i tak - beznadziejnie - zbudowane, że palec trudno jest włożyć.
Hałas za oknem przeszkadza głównie mnie. Bardzo. Migdałowi w spaniu na parapecie w ogóle - zastanawiałam sie czy nie ogłuchł.. 8O
Burzy się nie boi, ale okna i tak zamykam jak coś.
Bez ruchu powietrza można się udusić, to bardzo ciepłe mieszkanie.
Obrazek
"Lepiej czasem zapalić małą świeczkę, niż przeklinać mrok.."

morelowa

 
Posty: 15018
Od: Sob gru 19, 2009 10:38
Lokalizacja: Wrocław

Post » Wto cze 18, 2019 10:03 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

No to masz ćwieka.
Chyba bym obstawiała wersję z kimś znajomym na stałe :roll:
Jeżeli kimś takim dysponujesz.
Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek

AYO

Avatar użytkownika
 
Posty: 19899
Od: Śro gru 17, 2008 20:56
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk

Post » Wto cze 18, 2019 10:19 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

ja ze swoimi przerabiałam i dochodzenie i stałą opiekę
teraz miały stałą . po raz czwarty, ale teściową znają
choc nie wiem czy były tym razem na 100% zadowolone z opieki, bo któreś jej nasikało do butów :mrgreen:
Obrazek

http://www.nadziejanadom.org/

"Największym egoizmem jest życie dla czystych podłóg, foteli bez sierści i w przekonaniu -już nigdy więcej, bo później boli "

mir.ka

Avatar użytkownika
 
Posty: 49808
Od: Pt cze 01, 2012 10:06
Lokalizacja: Sosnowiec


Adopcje: 4 >>

Post » Wto cze 18, 2019 10:47 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

Do mnie zawsze ktoś dochodził, czasem rano inna osoba, wieczorem inna. Koty sobie radziły. Ja bym była jednak za opieką dochodzącą. Okna... teraz zostawiam otwarte, jak wychodzę do pracy, ale tu bym się trochę bala - może na dzień jedno otwarte? Jak kot się boi obcych, to będzie się czuł swobodniej sam.

jolabuk5

 
Posty: 17545
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto cze 18, 2019 13:27 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

W sumie się skłaniam do dochodzącej opieki ze względu na charakter Migdała.
Jak była Morelka to stała opieka była i była akceptowana , ale jak zachorowała to przestałam wyjeżdżać i Migdał nie ma takiego doświadczenia. Ja też.
A teraz oglądam prognozy na te dni i jestem totalnie załamana - temperatury wyższe niż te które były..
Mieszkanie od południa całe, pod dachem. W nagrzewającym się miejscu.
Jak dochodząc można utrzymać temperaturę zdatną do przeżycia kota i kwiatów??
To ludzie pracujący z rodzinami, czego mogę wymagać..
Obrazek
"Lepiej czasem zapalić małą świeczkę, niż przeklinać mrok.."

morelowa

 
Posty: 15018
Od: Sob gru 19, 2009 10:38
Lokalizacja: Wrocław

Post » Wto cze 18, 2019 13:54 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

jak kiedyś wyjeżdżałam i zostawiałam kwiaty same latem, całkiem bez podlewania, np na 2 tygodnie czy więcej - to stawiałam je dalej od okien -może wybrać jeden pokój, gdzie by kot nie wchodził wcale, i postawić kwiaty na podłodze , na środku -żeby miały światło, ale nie takie ostre jak na parapecie

i potem wstawiałam doniczki do misek/pojemników z wodą, lepsze większe pojemniki - tak, żeby woda parowała na kwiaty, ale żeby nie stały w wodzie -np stawiałam je na odwróconej doniczce
i dodatkowo, bo nikt ich nie podlewał , moczyłam takie wąskie bandaże w wodzie , po kilka na kwiatek, i i cześć zamaczałam w tej wodzie pod kwiatkiem, a reszta szła do kwiatka, i leżała na ziemi, przy łodzydze - bandaż nasiąkał wodą i dodatkowo jakby podlewał kwiaty/bo był mokry na całości - i to naprawdę działało/

podlewałam tez kiedyś kwiaty w mieszkaniu kogoś, kto nie chciał ich przestawiać a wyjechał na dwa tygodnie,
były upały
byłam tam co drugi dzień, wiec cześć kwiatów też obstawiłam, w miarę możliwości pojemnikami z wodą, i dolewałam wody , a dwa takie najbardziej pijące zabrałam do domu
w mieszkaniu było STRASZNIE gorąco, jak wchodziłam co drugi dzień
i wszystkie kwiaty przetrwały bezproblemowo

więc spokojnie -dadzą radę

Patmol

Avatar użytkownika
 
Posty: 23446
Od: Śro gru 30, 2009 14:03
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Post » Wto cze 18, 2019 15:25 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

Podlewam co drugi dzień, część musi dostać pić codziennie.
1m od okna już słońce nei dochodzi, niektóre stoja dalej [kot nie jest problemem, tylko temperatury, jakby był problemem , to by się w ogóle nie dało, bo nie mam drzwi wewnątrz mieszkania :mrgreen: ] więc nie w tym problem, a w tym, że jest ich dużo,w każdym pomieszczeniu, w dużych doniczkach [nie mam sił i nie mogę] i nie mam takich kilku misek. Część na półkach, na sznurkach- bluszcz, hoja..
Są jakieś takie podlewacze wtykane w ziemię w OBI np, ale nie mogę iść w dodatkowe koszty.
Dadzą radę, jasne. To tylko o to chodzi, że jeśli już ktoś przyjdzie, to choć niektóre można by podlać, jeśli wyjdzie dłużej niż 3 dni. A to jednak trochę więcej czasu..
Obrazek
"Lepiej czasem zapalić małą świeczkę, niż przeklinać mrok.."

morelowa

 
Posty: 15018
Od: Sob gru 19, 2009 10:38
Lokalizacja: Wrocław

Post » Wto cze 18, 2019 15:50 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

Ja przyjadę do Ciebie
Ty pójdziesz do szpitala
a ja kota do wora i do Turawy
oddam na jesień
[/img]
Obrazek
Aresku , byłes ze mną 17 lat. Niby długo , a jednak krótko . Ale pewnie zawsze byłoby za krótko.

Dorta

 
Posty: 1347
Od: Sob cze 23, 2007 15:39
Lokalizacja: Opole

Post » Wto cze 18, 2019 16:04 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
:ok: :ok: :ok:
popieram!
Obrazek
"Lepiej czasem zapalić małą świeczkę, niż przeklinać mrok.."

morelowa

 
Posty: 15018
Od: Sob gru 19, 2009 10:38
Lokalizacja: Wrocław

Post » Wto cze 18, 2019 17:32 Re: Migdał + mój szpital/jakieś rady?

Mam podobnego zakłaczającego się rzygacza. Który na dodatek żadnych past odkłaczających ani parafiny nie może, bo zaraz kupa rzadka z krwią się pojawia. Kiedy byłam w szpitalu 7 dni obsługiwał stado bratanek, znany kotom, ale i on nie mógł rzygacza dokarmiać strzykawką, jak to robię ja.
Kotu nic się nie stało. Poleciłam tylko by w jednym naczyniu do picia był kleik z siemienia.
Radzę na zapas potraktować kota furminatorem, zostawić karmiącemu chrupki Royala z błonnikiem, raz albo dwa możne on kotu karmę typu pasztet w sosie zmieszać z parafiną - wbrew pozorom to smakuje i w razie czego coś przez kota przepchnie. Pięć dni, to jest nic.
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10810
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Lutencja, Monika_Wolska i 32 gości