Proszę o zmknięcie watku.

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pt lis 10, 2017 16:13 Proszę o zmknięcie watku.

OT. Może mod jakiś wrzuci to w stosowniejsze miejsce, ja nie mam pomysłu na to.
Jak widać nie dotrzymałam słowa i zajrzałam, troszkę niżej się wytłumaczę, ale nie w 100%, więc można po mnie jechać. No ale skoro tu już jestem, to po co się z tym ukrywać?
Femka, milczenie po moim poście, jakoś się tego nie boję. Tak po prostu, ale dziękuje i za Twoją uwagę.
Meg11 dziękuje. Co więcej rzec, dziękuje po prostu.
Beata68 jest jak jest, było jak było, też na bank nie byłam tu osobą lubianą, nie raz zapędziłam sie w jakiejś dyskusji o słowo a nawet dwa, tylko jedno, nigdy długo nie chowałam urazy. I przy tym zostanę. Nigdy nikogo nie brałam na cel, i chyba w tym jednym mam racje, nie warto, zwyczajnie nie warto... Można się nie lubić, nie zgadzać, ale to zupełnie co innego. Jeśli ktoś chce iść ten krok dalej, jedno tylko- nie warto.
A teraz coś, co sprawiło, ze zatęskniłam za tym miejscem tak szybko. Nie tłumaczy mnie to w 100%, ale może ktoś to zrozumie- normalnie założyłabym watek, bo czuję, ze pomoc by mi się przydała... Więc skoro sama dla siebie nie dotrzymałam słowa, to choć się troszkę wytłumaczę..
Każdy ma jakieś marzenie, w które w sumie nie wierzy, to jakby marzyć, ze można by mieć o 10-20 lat mniej. No się nie da. A moje właśnie poszło o pól kroczku, a może nawet kilka dalej. Moja Myszka-Zołza od 8.11.2017 jest u mnie w domu. Kot dziki, kot którego nawet nie dałam rady zakroplić jakimś spot-onem na zewnątrz, właśnie jest u mnie w mieszkaniu. Pominę historię, pominę to, ze była coraz starsza (choć jej wieku nie znam) i bałam się, że kolejnej zimy na dworze zwyczajnie nie przetrzyma. Dokładnie 08.11.2017 naprawdę mi tego miejsca zabrakło. Bo nigdy nie miałam pod opieką naprawdę nieobsługiwanego kota, bo nie jest idealnie, ale też nie jest naprawdę źle, nie wiem jak to się rozwinie, bez szczegółów, by się zbędnie nie rozpisywać, zabunkrowała się, ale siku w kuwecie, kupa, jedna, duża, pewnie wstrzymywana, też, wczoraj wieczorem, no i udało się jej dać spot on na życie wewnętrzne, z tasiemcem, pchłami, bez świerzba, zajrzeć do uszu sobie nie pozwoli, ale ich nie drapie, choć od jakiegoś roku, zaobserwowałam, ze ma niedosłuch. Kolejny powód, by w końcu zamieszkała ze mną, znamy się z przed domu od jakiś 4 lat. Problemy, ze prawie się nie rusza z miejsca, kontakty z drugim kotem i to co mnie masakrycznie martwi, co robić, jak taki kot zachoruje... Mnie zna, ale nic przy niej nie zrobię. I tak co by tu się nie działo, zabrakło mi tego miejsca szybciej i dużo potężniej, niż kiedykolwiek się spodziewałam. Nawet powiedzenia komuś, ze z jednej strony stało się coś dobrego (póki co radzi sobie w domu-na pewno nie jest bardzo źle, na siłę bym jej tu nie trzymała), a z drugiej strony zwyczajnie nie wiem co dalej ... I tego dalej się zwyczajnie boję, bo nie mam doświadczenia z takim kotem.
Kończąc tą niechcianą i zbyt szczerą spowiedź może tyle, konto zostawiam. Jak mnie sytuacja przyprze do muru, założę watek w tej sprawie, bo naprawdę będę potrzebować rad, nie jazdy, ale rad, a nie wiem jak to się rozwinie... Szczerze, naprawdę boję się tego. Nawet nie mam tu weta, który by się podjął leczenia dziczy. A chciałabym by choć przezimowała w mieszkaniu, a jak się uda, to nawet została na jej resztę życia, może bez agresywnego leczenia ale przecież nie uda się tak, by w ogóle bez leczenia, szczególnie ze to raczej już staruszka. Też kontakty z drugim kotem, goni go, ale póki co nie rusza się z miejsca w którym się zabunkrowała. Je, załatwia się (kuwetę ma pod łapką, tak jej odkrytą od razu postawiłam i na żwir dałam ziemię, coś tam wiem) , ale sprawia wrażenia jakby bała się wyjść poza ten jeden metr kwadratowy :roll: A dom dużo większy i nie wiem jak to się ułoży. Póki co goni drugiego kota i tam sobie siedzi. Przed domem uciekała przed nim, dłuższa historia, boję się więc problemów. To w sumie druga doba, kilka godzin ponad. Jak na tego typu kota i taki czas, to chyba jest to dobra wiadomość. Ale co sie zdarzy dziś jeszcze, jutro, naprawdę nie wiem, stąd, zostawiam konto, stąd dokładnie 8mego za tym miejscem zatęskniłam, bo będe już działać na czuja/po omacku, bo potrzebować mogę wsparcia, bo się zwyczajnie nie znam... A mimo to, zdarzyło sie coś dobrego, mam ją, tą moją pół dziką staruszkę w domu i jakoś nie ma póki co tragedii...
Pewnie nie powinnam, ale od 8mego jak nigdy zatęskniłam za tym miejscem. I jak sie mają do tego polityczne spory? Dla mnie nijak, bo jutro nie wiem, jakie wyzwanie mnie czeka, jak to się rozwinie, a chyba wiadomo, ze chcę, by było dobrze. Tylko doświadczenia mi brak. I nie, nie planowałam tego, nijak. Jak już od dwóch lat próbowałam ją wprowadzić za pomocą piersi kurzej do domu, weszła, nie po raz pierwszy, ale poprzednio nie zjadła, ganiała od drzwi do okna i skrzeczała, a tym razem zjadła, i tak ją uwięziłam w domu. Tylko naprawdę nie wiem, co dalej. Chyba nigdy nie wierzyłam, że to się uda. Kiedykolwiek. Cieszę się wiec i się boję, bo taki kot w domu to prawdziwe wyzwanie. Może mod otworzy odrębny watek, przeniesie moje dwa ostatnie posty do niego, bo były one tu OT. Ja wiem jedno, co bym sobie wtedy, gdy pisałam, że już się nie odezwę , nie myślała, straciło to na znaczeniu. Bo właśnie zadziało się coś, co nigdy nie miało prawa się stać, bo sobie marzyłam, ze w końcu przezimuje u mnie, choć na klatce schodowej, jakkolwiek, ale w sumie w to nie wierzyłam nigdy. Próbowałam bez przekonania, pewna ze i tak nic z tego nie będzie, nie bez przyczyny ma ksywę Zołza. A tu proszę.... Na pewno jak będę musiała, jak stanę przed ścianą, założę tu watek. Tyle. Może mod założy taki, a ja się do niego dopiszę, bo dwa ostatnie posty moje tu, były tu OT.
Ostatnio edytowano Śro lut 21, 2018 20:51 przez pwpw, łącznie edytowano 3 razy
pwpw
 

Post » Pt lis 10, 2017 16:52 Re: co tam panie w służbie zdrowia ...

pwpw- załóż Zołzie :mrgreen: osobny wątek i poproś o przeniesienie tych postów , które chcesz. Znam przypadek cholery Zuzi , która nie da się dotknąć a czesana jest z partyzanta. Dobrze że Zołze masz u siebie. Możecie sobie żyć w symbiozie nie wchodząc sobie w drogę.Takie przypadki bywają na tym forum :mrgreen:
Dobro raz dane, wraca z podwójną siłą.
Kacperku[*]przepraszam Cię za to, co musiałam Ci dziś zrobić. Dziękuję Ci za 16,5 roku bycia razem.
05-1995-27-12-2011.:( :(
Rysio-16-02-2013 [*] :( :( Przecinak-Synuś-13-12-2016[*] :( :(
ObrazekObrazekObrazek
Hieny na pokład.
Dążymy do szczęścia, nie zadeptując trawników innym.

meg11

 
Posty: 7938
Od: Wto sty 11, 2011 15:22
Lokalizacja: Radom

Post » Pt lis 10, 2017 17:32 Re: co tam panie w służbie zdrowia ...

meg11 pisze:pwpw- załóż Zołzie :mrgreen: osobny wątek i poproś o przeniesienie tych postów , które chcesz. Znam przypadek cholery Zuzi , która nie da się dotknąć a czesana jest z partyzanta. Dobrze że Zołze masz u siebie. Możecie sobie żyć w symbiozie nie wchodząc sobie w drogę.Takie przypadki bywają na tym forum :mrgreen:

Jak nie mod, to ja założę, gdy będę musiała. I się cieszę, bo się udało, choć na tyle, ze je , załatwia się, jest, i boję się, bo naprawdę nie wiem co dalej... Jak naprawdę będę przy ścianie, zapytam, to na pewno, za bardzo mi na niej zależy. Próbowałam od dwóch lat, nie wierzyłam, a tu proszę, jest u mnie w mieszkaniu. I z tego się cieszę, pytanie co dalej, a tego pewnie obie jeszcze nie wiemy. Ja chciałabym by ze mną została, staruszka już z niej, naprawdę już od zeszłej zimy bałam się, że sobie nie poradzi, na szczęście zima nie była ciężka. Ale czy ta taka będzie? Póki co zabunkrowała się na oknie w kuchni i stamtąd się nie rusza. Pod nim ma kuwetę i z niej korzysta. Poza tym nie wiem co dalej, jak się to rozwinie. Z drugim kotem nie muszą się kochać, byle by tylko umiały się omijać. Ale co by nie mówić, domowe, nawet gryzące bez powodu miałam na stanie, dzikiego nigdy. Czuje ze początek jest dobry (je, korzysta z kuwety, ale też nie zwiedza mieszkania, tkwi tam, na oknie w kuchni- zrobiłam jej tam przytulne legowisko ), tylko co dalej.. Nie wiem. Boję się tego. Z czasem powinna chodzić po domu, czy sobie poradzi z moim kotem? Co jak złapie choć kk, jak leczyć taką dzicz, która wyczuwa wszytko w jedzeniu- nie tknie? Już z beta-glukenem, bo dałam od razu wszystkim kotom, był problem, zjadła wszytko, a porcje piersi kurzej (za tą da się pokroić), z tym specyfikiem sprawnie ominęła i zostawiła w misce. Dokładnie to samo miałam przed domem, ilekroć chciałam ją odrobaczyć, zostawiała jedzenie, jadł przypadkowy kot z przydomowych... Ona nie. Zołza głupia nie jest, to na pewno. Naprawdę nie wiem co przyniesie jutro. No ale tez nie mam na co narzekać, je, załatwia się, póki co nie widać po niej choroby, tylko jak tam się zabunkrowała, tak nie chce się z stamtąd ruszyć. a zamykałam drugiego kota na kilka godzin w sypialni. Raz się przeszła po mieszkaniu, nawet siadła obok mnie, zaczęła się niby myć, ale widać było po niej, ze oddycha szybko, ze jest nadal w stresie. Za drugim razem, nie ruszyła się z okna w kuchni... Źle nie jest, ale jak wyżej, nie wiem co dalej.. Boję się, że ucieknie przed moim kotem, zamiast nauczyć się z nim mijać, bo miłości po nich nie oczekuje. Niby niewiele ponad 48 h od jej wejścia do domu i na pewno nie jest źle, jak na taki czas, ale też pełna niewiadoma co dalej. Jeszcze wiele się może spieprz... Także i się cieszę i się boję, co dalej... Dziękuje za Twoje wsparcie.
pwpw
 

Post » Pt lis 10, 2017 18:37 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

Dziękuje za wyodrębnienie.
pwpw
 

Post » Pt lis 10, 2017 18:39 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

Przede wszystkim zachowaj spokój i daj kotce czas. Z tego co piszesz, nie jest dramatycznie. Kotka się załatwia i je, to już bardzo dużo.
Nie martw się na zapas, z opisu wydaje mi się, że jest ogromna szansa na to, że wszystko się ułoży.
I nie ma znaczenia czy nieobsługiwalny kot jest domowy czy z ulicy. Dracul byl domowym kotem, z domowej kotki, i co z tego, skoro od urodzin do śmierci był nieobsługiwalny, kompletnie.
A dzika Putita, o której zawsze myślałam z przerażeniem, że gdyby zachorowała to będę usiała ja uśpić bo niemożliwe będzie leczenie jej, sprawiła mi ogromną niespodziankę i pozwalała mi na wszystko. Nie ma reguły.
Będziesz się martwić gdy będą powody :ok: Zołza dostała szansę i super :)

Fajnie, że wróciłaś. Olej głupie teksty i nie zwracaj uwagi na takie gadanie, rób i pisz swoje. Przecież wiadomo po co to piszą. O mały włos odtrąbiłyby zwycięstwo, szczęśliwie pojawiła się Zołza :lol:
Dedykacja specjalna - kto się tłumokiem urodził, walizką nigdy nie będzie!

casica

Avatar użytkownika
 
Posty: 48975
Od: Pt mar 30, 2007 22:12
Lokalizacja: Łódź

Post » Pt lis 10, 2017 20:01 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

Casica
Dziękuje, i cieszę się, ze jesteś znów. Nie będę ukrywać, ze poza postem o Zołzie/Myszce, zajrzałam na Twój watek, by sprawdzić, czy znów jesteś :ok:
No ale skoro mam taką markę tu jaką mam, to już wolę się nie wychylać/wpisywać.
A co do mojej Myszki to dość długa historia. Naprawdę nie wierzyłam, ze kiedykolwiek się uda, próbowałam, ale zupełnie w te moje próby nie wierzyłam ( l'art pour l'art ). Dziś nie napiszę za dużo, bo i po co, ale choćby nęcenie od 2 lat Myszki tak, by choć przekroczyła próg mojego domu za pomocą piersi kurzej... Długa historia. Myszka to nie taki sobie pierwszy lepszy dziki kot, o nie, zapomnijcie. W ogóle nie boi się mojego psa, 40 kg psa 8O Jak już do mnie przed domem przywykła, i w sumie koczowała tam lub w jego okolicy, byleby tylko szybko mnie dopaść i sępić coś do jedzenia, tak też nauczyła się chodzić z nami dwojgiem na spacery. Pies, jak to on z nosem do niej, no to po tym nosie oberwał i to bez znieczulenia :roll: A Myszka sobie dalej szła z nami, bo nie uważała, ze ma się czego bać :mrgreen: Bo jak tu się bać psa, nawet 40 kg psa, który tak pozwala się lać ? Jako przydomowa, nieobsługiwana nawet tam, kompletnie się go nie bała i nie przewiduje, żeby w domu miała z nim jakiś problem. Pies póki co jest nadal na dworze, w ocieplonej budzie, jego wybór, zwyczajnie jak tylko się orientuje, ze chcę go na noc do domu zebrać, ucieka przede mną do budy i na siłę muszę go z niej wyciągać. Na zimę wróci do domu, ale póki jest jeszcze znośnie nie chcę go siłą wyciągać z budy, by go zabierać do domu. Wiosną miałam z nim przeprawę. Kolacja na dworze/na posesji, ok pies do mnie się garnie, każde moje wyjście , pies do mnie chętnie biegnie, godzina 20-21, gdy go zabierałam do domu, pies na mój widok ucieka do budy i tam się zapiera... A ja go wiosną wyciągałam na siłę z niej, za obrożę i siła ciągnęłam do domu na noc, aż dałam sobie z tym spokój. Teraz mi to troszkę na rękę, bo póki co, wiem, ze woli być na zewnątrz. Tam zwyczajnie więcej się dzieje. Ale nie boję się o psa, z nim sobie Mysza poradzi. Jak już na zimę go do domu zaciągnę.
Boję się o Pumę, drugiego kota. Mam wrażenie, ze gdybym w domu była tylko ja, lepiej by to poszło. Z Pumką/facet młody, jest tak, że jeszcze jak oboje byli przydomowymi, Myszka przed nim uciekała. Jeszcze przed domem. Czasem by ją nakarmić musiałam złapać i zamknąć Pumkę. W domu, póki co, skutecznie go goni z swojej strategicznej pozycji na kuchennym oknie. Ale chyba jego obecność, jego zapach ją blokuje. Boję się, że zacznie się to co przed domem, jeśli tylko spotkają się na pustej przestrzeni, czyli ona nie będzie już chroniona z trzech stron, a tylko odpierać frontalny atak. Puma nie jest groźny, jest tylko upierdliwy, ale jeśli ona raz przed nim ucieknie, zamiast postawić na swoim, to będę miała problem. Bedze to co było przed domem kiedyś, będzie się go bać, zamiast się adoptować do życia w domu. Dziwne, ale prawdziwe, o psa się nie boję, boję się o drugiego kota.
Ale racja i tak mam szczęście, że jest tutaj i sobie jakoś radzi. Tyle, za ja wiem, ze nadal nic nie zostało tak naprawdę rozstrzygnięte. Jak sobie ułoży kontakty z Punką, będę dużo spokojniejsza. Póki co umie go gonić, ale tylko z swojej pozycji na parapecie okiennym, nie w luźnym spacerze po domu. Oby jakoś Pumkę umiała sobie spacyfikować :roll:
Heh a pomyśleć, ze zaczęło się od układania fragmentów piersi kurzej za progiem domu-wewnątrz i od tego, ze Myszka stawała na progu i sięgała łapką jak daleko się dało, bo nie miała odwagi przekroczyć tego progu... To naprawdę długa historia, a ja liczyłam tylko na to, ze kiedyś będzie nocować na klatce schodowej. Choć tyle. Długo by pisać, ale po co? Jest w moim domu i teraz myślę tylko o tym, jak by tu ją zaimplementować, by mogła żyć tu spokojnie. Martwię się co jak zachoruje, ale tak samo się martwiłam, gdy za chiny ludowe, nawet dla kurzej piersi nie chciała przekroczyć progu drzwi wejściowych, tylko jak nie sięgała łapką, to stała na zewnątrz i skrzeczała, bym jej kawałki mięsa wyniosła na schody zewnętrzne, a ja nie wierzyłam, a i tak próbowałam uczyć ją mojego domu ...I nie wierzyłam, ze kiedyś się uda. Nawet 8mego w to nie wierzyłam. Jest tu i póki co się układa jakoś, trzymajcie kciuki, by się ułożyło całkiem. Musi przestać bać się Pumki, musi nauczyć się, że cały dom jest jej. I wiem, ze mam duże szczęście, ze je, wszytko w kuwecie było, odpukać, póki co mi się tu nie pochorowała. Mnie zna już od lat o tyle łatwiej. A co dalej, nie wiem. To nie jest kot skądś przyniesiony do obcego domu/obcego człowieka.. U nas to było uczenie, bez wiary, ale jednak uczenie... Ponad 4 lata przed domu z totalnej dziczy, dwa lata temu próby nakłonienia by weszła do środka. Jest, naprawdę chcę by się tu ułożyło. Dziś gdyby świat składał się tylko z tego 1 metra kwadratowego parapet okna w kuchni i kuweta pod nim, to jest dobrze, tylko dom mam dużo większy, i jego też musi się nauczyć, odważyć się, nalać Pumce na wolnej przestrzeni tak jak psu, by się go nie bać. Jak będzie zdrowa i sobie z domem i Punką poradzi, mamy sielankę. Póki co czekam i się martwię. Sytuacja nie jest typowa, wiem, no i co tu rzec, zobaczymy jak to się ułoży. Czy dziś/jutro, czy za tydzień coś musi się ruszyć. I wtedy się okaże.
pwpw
 

Post » Pt lis 10, 2017 20:41 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

No i stało się. Ja przeglądam jeszcze mój post, jak nie wiem, jak i kiedy Mysza weszła do salonu (dobre-zwiedza jednak dom), Puma nawet nie zdążył zleźć z drapaka, jak pchikneła i uciekła, do czegoś sądząc po dźwiękach doszło między nimi w korytarzu/ ale bez łapoczynów, nie zdążyłam nawet podnieść 4 liter z kanapy, jak tam dobiegłam, Puma zwiał do sypialni, Myszę zastałam w, no jak gdzie?, na oknie w kuchni... Puma naprawdę nie jest groźny, jakby mu nalała zamiast wiać, byłoby po sprawie, ehh Dałam jej coś dobrego do jedzenia i znów czekam. No i tak to od kuchni wygląda- nomen omen.
EDIT: Chyba wiem o co poszło, to nie do końca było zwiedzanie domu... Kolejna hydro-zagadka. Od początku, ilekroć coś wylądowało w kuwecie tuż pod oknem kuchennym, Mysza szła, stawała w progu salonu i skrzeczała. Do tej pory trafiało na czas, gdy Puma był zamknięty w sypialni, a ja liczyłam, że Mysza będzie zwiedzać, zadamawiać się. Tym razem znów coś stałego, idealne wręcz. No i nie wiedzieć czemu, ale swoim zwyczajem przyszła mi to zakomunikować. Tylko tym razem Puma był tu, na drapaku przysypiał. Nie wiem czemu to robi. Ale to robi od początku, a ja od reki sprzątam. Pumka, jak sobie z nim poradzi, to chyba mnie się nie boi. Psa też nie powinna się bać. No nic, wszytko nadal w toku, dziwne, ale tak po prostu jest...Ja też nic z tego nie 'kumam'.
pwpw
 

Post » Pt lis 10, 2017 21:38 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

Fajnie, że jesteś. :D
Ja wbrew Twoim obawom przewiduję idealne dokocenie. Zaczęła zwiedzać zaledwie po dwóch dobach? To jest bardzo dobry znak, jak przygarnęłam mojego Cześka to w zasadzie nie widziałam kota. :mrgreen: Wylazł z kątów mniej więcej po miesiącu, wcześniej pokazywał się sporadycznie. Teraz to domownik pełną gębą, razem z okazywaniem zazdrości o głaskanie, do dziś w zasadzie go nie ma, ale na wołanie przybiega, a jak w moich okolicach zmaterializuje się kot, to z podziemia zjawia się Czesiek i domaga się głaskania, tuli się i nawet buziaki dostaję. :D Jak konkurencja odejdzie, on też idzie. Małpa jakich mało.
„Jeżeli wolność cokolwiek znaczy, to jest to prawo mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć"

Stworze­nia zgro­madzo­ne na dworze pat­rzyły to na świ­nię, to na człowieka, znów na świ­nię i znów na człowieka, ale nie można już było roz­poznać, która twarz do ko­go należy. G.Orwell

beata68

Avatar użytkownika
 
Posty: 4215
Od: Pon lip 03, 2006 20:33
Lokalizacja: warszawa-mokotow

Post » Pt lis 10, 2017 21:45 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

pwpw jak piszesz dłuższe posty rób większe odstępy.

Lepiej się będzie czytało, nie będzie się tak tekst zlewał. :mrgreen:
Dobro raz dane, wraca z podwójną siłą.
Kacperku[*]przepraszam Cię za to, co musiałam Ci dziś zrobić. Dziękuję Ci za 16,5 roku bycia razem.
05-1995-27-12-2011.:( :(
Rysio-16-02-2013 [*] :( :( Przecinak-Synuś-13-12-2016[*] :( :(
ObrazekObrazekObrazek
Hieny na pokład.
Dążymy do szczęścia, nie zadeptując trawników innym.

meg11

 
Posty: 7938
Od: Wto sty 11, 2011 15:22
Lokalizacja: Radom

Post » Pt lis 10, 2017 21:51 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

Zaczynam mieć dziwne przeczucie że Zołza była kiedyś domowym kotem. Ona tak do końca nie zachowuje się jak skończona dzicz :mrgreen:
Dobro raz dane, wraca z podwójną siłą.
Kacperku[*]przepraszam Cię za to, co musiałam Ci dziś zrobić. Dziękuję Ci za 16,5 roku bycia razem.
05-1995-27-12-2011.:( :(
Rysio-16-02-2013 [*] :( :( Przecinak-Synuś-13-12-2016[*] :( :(
ObrazekObrazekObrazek
Hieny na pokład.
Dążymy do szczęścia, nie zadeptując trawników innym.

meg11

 
Posty: 7938
Od: Wto sty 11, 2011 15:22
Lokalizacja: Radom

Post » Pt lis 10, 2017 22:03 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

Beata68
Ja znam Myszkę vel Zołze jeszcze z przed domu/4 lata minimum, nigdy dokładnie nie policzyłam, i wiem, ze teraz to Pumka jest problemem, jego bała się jeszcze przed domem i tu jest punkt krytyczny. Choć obiektywnie Puma nie jest agresywny, jest tylko upierdliwy, tylko nie-wiedzieć czemu, zamiast go pogonić, go się mi Mysza obawia. W miłość między nimi nie wierzę, bo Mysza takiej sobie nie życzy, jak i wcześniej, nie tolerowała kotów, nie bez przyczyny zwie się Zołza. W sumie to ona musi mu umieć pokazać, ze ma spadać na szczaw, i nie zawracać jej kity... To jest już dobre rozwiązanie. I na to liczę. Brzmi może brutalnie, ale Myszę-Zołze znam nie od dziś, jak sobie z nim poradzi, wierzę ze tu się już spokojnie zadomowi. Tylko problem w tym, ze i przed domem przed nim uciekała. Psa spacyfikowała, a Pumiki jakoś nie umie. Ehh... gdyby Puma ją ignorował, nie byłoby żadnego problemu.. No ale on do niej się pcha, nie atakuje, ale pcha, a ona ucieka i się bunkruje... Przed domem wiała tylko, tu wieje na parapet okna w kuchni. Ehh To tak troszkę, Puma jest ciekawy, a ona sobie nie życzy, i ucieka, boi się.
Meg11
Zrobię co mogę :wink:
pwpw
 

Post » Pt lis 10, 2017 22:09 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

meg11 pisze:Zaczynam mieć dziwne przeczucie że Zołza była kiedyś domowym kotem. Ona tak do końca nie zachowuje się jak skończona dzicz :mrgreen:

A wiesz, ze od 2 dni też nie mam pewności, że na pewno nie. Jak przez 4 lata nigdy mi przez myśl nawet nie przeszło, ze nie jest dzika, tak teraz i taka myśl mi kołacze się w głowie. Ale jeśli tak było, to dawno temu. I coś sprawiło, ze próg domu był dla niej jak wrota piekieł/ gardziel potwora który che ją pozreć. Ale przyznaje, ze być może kiedyś... No taka myśl też mi sie w głowie pojawiła. Od 4 lat na bank była bezdomna. I przez te 4 lata nie miałam podstaw by choć pomyśleć, ze kiedyś miała dom, znała człowieka. Teraz i taka myśl wzięłam pod uwagę, ta kuweta, to sygnalizowanie, ze czas posprzątać ... Nic tu na prawdę nie wiem.
pwpw
 

Post » Pt lis 10, 2017 22:11 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

Daj jej czas. I tak jest dużo zrobione jak na te dosłownie kilka godzin kiedy jest u Ciebie.
Jeżeli nie doszło do darcia pierza dotąd to powinny kociaste się tolerować. Ja od prawie dwóch miesięcy mam u siebie obcego jest czasami różnie, łapoczyny i darcie pierza zdarzają się.
Upatrzył sobie jedną z najmłodszych kocic i jak tylko się widzą to sobie miłość wyznawają :mrgreen: Wasylisa ląduje na szafie a kycuś z reguły na biurku drze morde :?
Dobro raz dane, wraca z podwójną siłą.
Kacperku[*]przepraszam Cię za to, co musiałam Ci dziś zrobić. Dziękuję Ci za 16,5 roku bycia razem.
05-1995-27-12-2011.:( :(
Rysio-16-02-2013 [*] :( :( Przecinak-Synuś-13-12-2016[*] :( :(
ObrazekObrazekObrazek
Hieny na pokład.
Dążymy do szczęścia, nie zadeptując trawników innym.

meg11

 
Posty: 7938
Od: Wto sty 11, 2011 15:22
Lokalizacja: Radom

Post » Pt lis 10, 2017 22:17 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

pwpw pisze: Teraz i taka myśl wzięłam pod uwagę, ta kuweta, to sygnalizowanie, ze czas posprzątać ... Nic tu na prawdę nie wiem.

U mnie tak sygnalizuje Żabysława, przed wizytą w kuwecie lata ociera się a po wizycie przychodzi i miauczy, mruczy i pokazuje że coś jest :mrgreen: fajnie to wygląda. Kocica przyszła do mnie kilka lat temu chuda jak przecinak, była po okoceniu, jadła, spała i wynosiła się do dzieci, póżniej wymiauczała je na mini balkoniku i całą rodzinę mieliśmy w komplecie :mrgreen: została już u nas.Twoja Zołza czasami tak samo się zachowuje :mrgreen:
Dobro raz dane, wraca z podwójną siłą.
Kacperku[*]przepraszam Cię za to, co musiałam Ci dziś zrobić. Dziękuję Ci za 16,5 roku bycia razem.
05-1995-27-12-2011.:( :(
Rysio-16-02-2013 [*] :( :( Przecinak-Synuś-13-12-2016[*] :( :(
ObrazekObrazekObrazek
Hieny na pokład.
Dążymy do szczęścia, nie zadeptując trawników innym.

meg11

 
Posty: 7938
Od: Wto sty 11, 2011 15:22
Lokalizacja: Radom

Post » Pt lis 10, 2017 22:20 Re: Staruszka Myszka-dzika Zołza - próba udomowienia

Meg11
Heh jak ja te moje odczytuje, to Mysza powinna zamienić się w Zołzę i gonić Pumę, bo odkąd ją znam goniła każde towarzystwo. Pumka sobie z tym poradzi, a jak nie, to się do mnie przytuli :wink: Na ich miłość nie liczę, chcę tylko by czuła się tu swobodnie, czyi jak jej nie pasuje, umiała wysłać Pumę na szczaw.. A nie uciekała na jego widok. Pumka jej nie atakuje, on się zwyczajnie, póki co, tylko do niej pcha. No zobaczymy jak to się rozwinie. Oby dobrze.
Heh na pewno czuje potrzebę by mi zasygnalizować, ze mam sprzątać kuwetę, od pierwszego siku 8O
pwpw
 

[następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 21 gości