....i do przodu ;)

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Czw mar 07, 2019 9:07 Re: ....i do przodu ;)

PILNE!!!!
Dlaczego, kotka po porodzie ucieka od małych? Wsadzona do gniazda na siłę, zagryzła jedno kocie?
Narazie tyle wiem, nie miałam jak się zorientować dokładnie, bo wszystko było w panice. Pan tatuś pozwolił (ooo łaskawca) zatrzymać(normalnie się pozbywa) koty a poźniej wydać, dzieciaki już duże, najmłodsza z moją Natalą do klasy chodzi- od niej się dowiedzieliśmy co się dzieje. Tatuś podobno nerwa dostał, że problemy są i powiedział, że po robocie koty "idą do wiadra". Ta najmłodsza aż się pochorowała, tak ryczała, że ma gorączke i wymiotuje. Nie znam ich, tyle że wiem, która to matka, a tatusia pewnie widziałam, ale nie wiem który to. Mam z nią kontakt poprzez messengera jej córki, mała nie poszła do szkoły.
Nie mam pojęcia co im doradzić, jak pomóc. Natala tylko przekazała jej strzykawki, butelke, smoczki i 4 saszetki convy, kozie mleko musiała sobie kupić bo nie mam na stanie. Mała przyjechała do nas na rowerze, chciałam od niej wyciągnąć co dokładnie się dzieje, ale dziecko było zapłakane, w histerii wręcz, aż serce mi pękło. Nawet nie docierało do niej, jak tłumaczyłam sposób karmienia i masowania, dlatego kazałam żeby jej matka do mnie zadzwoniła przez messengera. Wytłumaczyłam jej później, ale twierdzi, że "ona tego nie widzi, bo chłop się wku*wi, że mają karmić koty, bo przecież i tak ledwo się zgodził żeby tym razem nie topić" :strach:
Dziecku karmienie idzie sprawnie narazie, jednak najlepiej byłoby zeby ta kotka się zdecydowała na macierzyństwo. Kotka napewno nie młoda, baba twierdzi że co najmniej 10 lat ją mają, przy czym nie odchowała żadnych kociąt, bo chłop się ich od razu pozbywa :strach: :placz:

kociołkowo

Avatar użytkownika
 
Posty: 1415
Od: Czw mar 30, 2017 22:49

Post » Czw mar 07, 2019 9:18 Re: ....i do przodu ;)

najlepiej to by było przejąć kotkę i kociaki :( matkę ciachnąć i ewentualnie po tym im oddać, a kociaki odchować :(
no ale wiem, że to nie jest takie proste.
mogła zagryźć jedno kocie bo np było chore albo ktoś ją przestraszył tak bardzo, że wolała zabić swoje kocię niż pozwolić żeby ktoś inny to zrobił... natura niestety.
biedna ta kotka jest, tyle razy miała kociaki i żadnych nie odchowała, mogło też jej to w psychice siedzieć, że skoro żadnego kociaka nie wychowywała to sama woli je zabić. można też szukać mamki zastępczej dla tych kociaków. no ale kotkę i tak trzeba ciachnąć żeby biedna się już nie męczyła z porodami, a kociaki nie musiały być zabijane.
ObrazekObrazekObrazekObrazek

kociarkowaaaa

Avatar użytkownika
 
Posty: 1205
Od: Czw cze 26, 2014 17:48
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw mar 07, 2019 9:48 Re: ....i do przodu ;)

viewtopic.php?f=1&t=189265
tu jest dużo informacji na temat zachowania kotek w stosunku do miotów i niestety, to nie jest nic nietypowego, że odrzuca maluchy :(( i chyba bez ingerencji człowieka, zyczliwej i stałej niewiele się pomoze

maczkowa

 
Posty: 775
Od: Pon gru 03, 2018 16:47

Post » Czw mar 07, 2019 10:51 Re: ....i do przodu ;)

Dobra, poczytałam, dzięki dziewczyny. Jade do niej, nie wiem gdzie mieszka ale mi wytłumaczyła, ma wyjść przed dom żebym nie minęła. Trudno, mąż zostanie z dziadkiem, jakoś sobie przecież chwile poradzą (mąż pijany metadonem) ale dla mnie to jedyna szansa żeby się dokładnie wszystkiego dowiedzieć, postarać ustawić babe do pionu, bo jak mężulek wróci z roboty, to podejrzewam że gówno załatwie i tylko sie z chłopem pożre, skoro taki hardy jest. Co załatwie, dam znać, lece...

kociołkowo

Avatar użytkownika
 
Posty: 1415
Od: Czw mar 30, 2017 22:49

Post » Czw mar 07, 2019 13:53 Re: ....i do przodu ;)

Straszne to...
Myślę, że jedyna szansa na odchowanie kociąt, to zabrać je (i najlepiej kocicę). Bo pozostawione tam prędzej czy później "trafią do wiadra" :(
Jeśli maluchy są ślepe (a rozumiem, że tak), to można je uśpić. Wiem, że nie chcesz, ale to może się okazać lepsze wyjście. Lepsze niż zagłodzenie bo kotka je odrzuciła i lepsze od wiszącej nad nimi groźby śmierci przez utopienie. Facet jest... jaki jest, nigdy nie wiadomo, kiedy cierpliwość straci. Zgodził się na kociaki bo miało kłopotów nie być, a pierwsze zatwardzenie malucha, opcja że potrzebna będzie jakakolwiek pomoc (weta czy Twoja) i znów się wkurzy. W tamtym domu chyba nie są bezpieczne...

Tak czy owak mam nadzieję, że uda Ci się przemówić ludziom do rozumu...
Obrazek

Stomachari

 
Posty: 5318
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Czw mar 07, 2019 16:16 Re: ....i do przodu ;)

Kotka nie ma pokarmu, tzn nie bardzo już pamiętam jak te kocie cycki wyglądały u Burej jak dziewczynki rodziła, ale na 90% były takie obrzmiałe i różowe, a ta kotka ma takie jak moje kotki, prawie niewidoczne, maleńkie dzyndzelki. Reaguje rzeczywiście strasznie agresywnie. Ucieka od małych jak najdalej, a jak znajdzie się już za blisko, po prostu wpada w furie :strach:
Teraz tak, absolutnie nie dadzą kotki do mnie na czas odchowania kociąt, na prośbę o kastracje (ma 2-3 mioty w roku) usłyszałam że mowy nie ma, że chłop by ją rozniósł chyba (cokolwiek to znaczy), w tej rodzinie nie dzieje się dobrze, oni się go boją i to widać gołym okiem, nawet nie musiałam specjalnie się produkować żeby zrobić rozpoznanie. Sprawe muszę mocno przemyśleć, bo kobieta uważa widocznie, że tak ma być. Chłop to pan i władca a i przypie*dolić musi, co by baba wiedziała gdzie jej miejsce. To jest straszne.

Teraz tak, być może jestem pier*olnieta, nieodpowiedzialna itd, ale koty przyniosłam do domu (nawet kur*a kartonu nie było) przywiozłam je zawinięte w moją kurtkę) a i tak było mi gorąco z nerwów. Teraz zaczyna do mnie docierać jaką głupotę zrobiłam i jestem coraz bardziej przerażona... uśpienie jest najlepszym wyjściem dla mnie, czy dla tych malców też? Szczerze wątpię :placz:
Jezuuu aż mnie boli wszystko potwornie, jak o tym myślę. Czy dam radę? Nie wiem, spróbuje. Najgorsze, że dziecku powiedziałam, że małe będą u nas bezpieczne, jak to zrobić żeby dziewczynka nie poczuła się oszukana przez dorosłych?
Mam mętlik w głowie, zrobiłam błąd zabierając te kocięta, z drugiej strony kobieta mi powiedziała, że chłop jej oświadczył stanowczo, że nie będzie kociąt utrzymywał, wysłuchiwał ich piskow po nocach itp, więc ona ma do wieczora "utemperować gówniare" co by histerii mu nie urządzała, bo on po robocie weźmie koty do topienia. Emilka aż się trzęsła jak ja zabierałam kocięta, to co by było gdyby tatuś jej zabrał i utopił??? Przecież to najgorsza forma znęcania się nad dzieckiem!!! Mała tak bardzo przywiązała się, bo podobno kotka pierszy raz rodziła w domu, wcześniej nigdy kociąt nie widziała, tym razem udało się im uprosić ojca żeby kociaków nie topił, a oni je wydadzą zaraz jak same jeść zaczną. Niestety wyszło jak wyszło, chłopa nerwa wzieła, że problemy są i postanowił je załatwić jak zwykle, ale szmaciaż nie da kotki wykastrować, bo nie. Bo cholera wie co!
Glutów jest pięć, nie ma co, zrobiłam ogromny błąd angażując się w te sprawe, teraz jestem w czarnej dupie.

Karol prawie zemdlał jak je przyniosłam. Powiedział mi, że mam sobie radzić, bo on ręki do zamordowania ich nie przyłoży, i że po cholere je zabrałam skoro mam zamiar zrobić to samo co tamten chłop? Jedyną różnicą jest, że bardziej humanitarnie, ale nie zmienia to faktu, że tylko po to by je zabić...
Rozumiem że jest na lekach, kontaktuje nie do końca jak trzeba, ale bez przesady, chciałam dobrze a właściwie sama nie przemyślałam co robie, ale chyba każda opcja jest lepsza od zostawienia ich na pastwe tego chłopa? Mąż być może nie rozumie, że nie wyrobimy z ich utrzymaniem, zakłada, że przejdzie jutro testy i będzie mógł jeździć, ale nawet jakby jakimś cudem przeszedł, zaczął od razu od jutra jeździć, to mamy tyle zobowiązań bardzo pilnych, że nie ma z czego odłożyć na utrzymanie 5 kociąt.
Potrzebuje waszego wsparcia duchowego, żebyście mi pomogły podjąć najlepszą decyzje. Wiem, że się wpakowałam w... no ale jakie mialam inne wyjscie??? Przecież chyba bym mie przeżyła ze świadomością, że zostawiłam je na pastwe tego świra. Żołądek mam w gardle, oczywiście już żygałam trzy razy z nerwów.

kociołkowo

Avatar użytkownika
 
Posty: 1415
Od: Czw mar 30, 2017 22:49

Post » Czw mar 07, 2019 17:38 Re: ....i do przodu ;)

Nawet, jeśli kociaki uśpisz, to nie był błąd, że je zabrałaś z tamtego koszmarnego domu :( Gdyby nie Ty, zostałyby zakatowane w męczarniach (bo wcale nie wiadomo, czy by trafiły do wiadra na utopienie tak od razu. Równie dobrze mogłyby zostać do łazienki wykopane a nie wyniesione. Nie mówiąc oczywiście o tym, że topienie samo w sobie jest znęcaniem się).
Tak więc oszczędziłaś im cierpienia i samo to jest olbrzymim plusem. Jest poprawą sytuacji. Nie jest błędem!

Czy dla nich będzie lepiej, jeśli zostaną uśpione? Jeśli kociaki okażą się nie w pełni zdrowe, to może być tak, że dla nich to też jest najlepsze wyjście...
Jak powiedzieć małej, że kociaki nie żyją? Jest sposób: "Nie dałaś rady wykarmić kociąt. Najlepiej kociętami zajmuje się matka. Jeśli kotka odrzuca kocięta, człowiekowi bardzo trudno jest wychować maluchy. Chciałaś ale nie dałaś rady." To wszystko to w sumie prawda. Nie dasz rady utrzymać kolejnego miotu. Jeśli nie dodasz nic więcej, to nawet nie będzie to kłamstwo.
Obrazek

Stomachari

 
Posty: 5318
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Czw mar 07, 2019 23:21 Re: ....i do przodu ;)

:strach: takie cos. W dzisiejszych czasach.
Na pewno wszystko bedzie dla nich lepsze niz pozostanie tam. Nawet jak je uspisz to przynajmniej nie beda cierpialy.
Dzieci strasznie szkoda :cry:

kwiryna

Avatar użytkownika
 
Posty: 1827
Od: Sob lip 23, 2016 9:36
Lokalizacja: Warszawa mokotów

Post » Pt mar 08, 2019 15:09 Re: ....i do przodu ;)

Mąż przeszedł test, nie wiem jak, wydawałoby się, że reakcje i odruchy będą mocno opóźnione. Zrobił cztery razy pod rząd z wynikiem doskonałym. Jakim cudem? Nie wiem, ale wraca do pracy, jedzie wieczorem na miasto. Zobaczymy jak się będzie czuł, przyrzeka, że jeśli cokolwiek będzie nie tak, to wraca do domu. Tak więc trzymajcie kciuki z całych sił, być może wszystko wróci do normy, dobre fluidy potrzebne od zaraz :201494

Kłoty są paskudne, szczury wstrętne, i nie, nie uśpię. Adam będzie dopiero w sobote w nocy, jest na jakimś zjeździe, zastępuje go ojciec, a do niego nie pójdę, o ile Adam jest cudownym weterynarzem, to jego tato nie, wręcz bym powiedziała, że konował :| kompletnie inne pojęcie o leczeniu mają...aż dziwne. Zresztą z taką sprawą napewno nie poszłabym do żadnego innego weterynarza, bo muszę mieć porządne wsparcie i zaufanie, by coś takiego zrobić. Może i dziwok jestem, ale na aborcje to i w dzień porodu moge zawozić po dziesięć kotek dziennie, nie ruszy mnie to, ale życie już narodzone...no nie, nie dam rady. Całą noc myślałam, i już o nic tak mi nie chodzi, jak o to, że złamałoby mnie to psychicznie, nie wiem czy byłabym w stanie później sobie wybaczyć, a już napewno nie dałabym rady na przyszłość jeszcze pomóc jakimś kociakom. Chore, owszem, bo bardziej niż sumienie liczy się dobro zwierzęcia, ale nie tak, no nie dam rady...
Na zrzutce zebrało się pare groszy, to wypłace ( liczyłam że dla kogoś innego to pójdzie) zamówię rc, espumisany mam jeszcze 2 szt. butle, strzykawki i smoki na stanie, dam radę, jeszcze jak Karol wraca do pracy to jakoś się poradzi, ostatnio żyliśmy na granicy ubóstwa i było, to jeszcze trzy miesiące przetrwamy, podzieli się na zwierzęta i zobowiązania i będzie.
Później wam cholery przedstawie, zobaczycie jakie wstręciuchy są, najgorsze że gojki serce łamią natychmiast, jak bazyliszki, spojrzysz i koniec, już jesteś przegrany...

kociołkowo

Avatar użytkownika
 
Posty: 1415
Od: Czw mar 30, 2017 22:49

Post » Pt mar 08, 2019 15:48 Re: ....i do przodu ;)

Zobaczę co można jeszcze na bazarek wrzucić. Może ktoś na parapetniki się skusi?

gusiek1

 
Posty: 876
Od: Nie sie 28, 2016 14:24
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt mar 08, 2019 18:35 Re: ....i do przodu ;)

Kocialkowo, chyle czola przed Toba za to, ze po raz kolejny nie przeszlas obojetnie nad dopiero co rozpoczetym zyciem malych niewinnych istotek :201494
Bardzo chcialabym pomoc, ale od pewnego czasu jestem w dosc trudnej sytuacji finansowej. Ale moglabym wspomoc fantami na bazarek, gdyby Ty albo ktokolwiek inny, kto ma pojecie jak robi sie bazarki wstawil kilka drobiazgow. Mam Furminator, nozyczki do kocich pazurkow (nowe jeszcze zapakowane) piekny duzy kocyk z kotkiem (moze byc narzuta na lozko 90x200) zegar scienny ktory ozdobilam decoupage (vintage) oraz ramke do zdjecia, ktora sama ozdobilam technika decoupage. Nie bedzie z tego duzych pieniedzy, ale tylko tak moge pomoc w tej chwili. Furmianator wiadomo jak wyglada i nozyczki tez. Potem przesle fotke kocyka.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Wiec jesli uwazasz, ze mozna to dac na bazarek - to chetnie to przesle. :roll:
Ronda 25.04.2014[*]
Cindy 21.08.2018[*]
Rozkazywac kotu? Latwiej jest przybic galaretke do sciany.
Woody Allen

Cindy

Avatar użytkownika
 
Posty: 4575
Od: Śro lut 11, 2009 13:23
Lokalizacja: Gdynia

Post » Pt mar 08, 2019 21:21 Re: ....i do przodu ;)

Zapraszam na bazarek viewtopic.php?f=20&t=189738
Cindy, wysłałam PW
koty kotyliona proszą: klik! POMAGAJCIE NAM Z ROSSMANEM

Obrazek

andorka

 
Posty: 10074
Od: Wto kwi 25, 2006 22:33
Lokalizacja: Łódź-Polesie

Post » Pt mar 08, 2019 21:41 Re: ....i do przodu ;)

:201494 :201494 :201494
nie wiem nawet, co napisac. Jestes wielka!

kwiryna

Avatar użytkownika
 
Posty: 1827
Od: Sob lip 23, 2016 9:36
Lokalizacja: Warszawa mokotów

Post » Pt mar 08, 2019 22:32 Re: ....i do przodu ;)

Cindy pisze:Kocialkowo, chyle czola przed Toba za to, ze po raz kolejny nie przeszlas obojetnie nad dopiero co rozpoczetym zyciem malych niewinnych istotek :201494
Bardzo chcialabym pomoc, ale od pewnego czasu jestem w dosc trudnej sytuacji finansowej. Ale moglabym wspomoc fantami na bazarek, gdyby Ty albo ktokolwiek inny, kto ma pojecie jak robi sie bazarki wstawil kilka drobiazgow. Mam Furminator, nozyczki do kocich pazurkow (nowe jeszcze zapakowane) piekny duzy kocyk z kotkiem (moze byc narzuta na lozko 90x200) zegar scienny ktory ozdobilam decoupage (vintage) oraz ramke do zdjecia, ktora sama ozdobilam technika decoupage. Nie bedzie z tego duzych pieniedzy, ale tylko tak moge pomoc w tej chwili. Furmianator wiadomo jak wyglada i nozyczki tez. Potem przesle fotke kocyka.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Wiec jesli uwazasz, ze mozna to dac na bazarek - to chetnie to przesle. :roll:
Cindy zegar przecudny, niestety już nic nie jest na moją kieszeń, tak mi przykro, ale nie mogę w żaden sposób pomóc... :oops:
ObrazekObrazekObrazek
Tylko przyjaciele słyszą Twój krzyk , gdy milczysz i widzą łzy, gdy się śmiejesz
"Boże , chroń mnie od fałszywych przyjaciół -z wrogami sobie poradzę"

kropkaXL

Avatar użytkownika
 
Posty: 35402
Od: Wto sie 12, 2008 14:18

Post » Pt mar 08, 2019 23:09 Re: ....i do przodu ;)

No ja tez wlasnie tylko w taki sposob moglabym pomoc :cry: Tez mam raka piersi w remisji :cry:
Ronda 25.04.2014[*]
Cindy 21.08.2018[*]
Rozkazywac kotu? Latwiej jest przybic galaretke do sciany.
Woody Allen

Cindy

Avatar użytkownika
 
Posty: 4575
Od: Śro lut 11, 2009 13:23
Lokalizacja: Gdynia

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Ais, Avian, Elika, małgo, nyoe i 11 gości