
Po wielu zachętach (właściwie naciskach

Nasza krótka, bo zaledwie 3 tygodniowa, historia zaczyna się pięknego czerwcowego dnia w schronisku... Ale po kolei

O Mruczącym Przyjacielu marzyłam od dawna. Niestety, akademickie warunki nie sprzyjały (przynajmniej w moim przypadku) takim rozmyślaniom, więc marzenie rosło i rosło, i zakorzeniało się coraz głębiej w serduszku. Aż w końcu, po wielu latach, nadarzyła się okazja, aby je zrealizować!



Postanowiłam działać szybko (a nuż się kto rozmyśli) i przyjęłam za cel wziąć tego, który mnie wybierze (płeć, wiek, rasa - a co to?).
Wybrałam się najpierw z wizytami do jednej z Fundacji, jednak tam nie znalazłam swojego Przeznaczenia. Nic to, gdzieś przecież musi być ten, który na mnie spojrzy i zamruczy

Następnym celem było schronisko - jak się szybko okazało również ostatnim! Pani pokazała nam jedno z pomieszczeń, w którym siedziały Kociambry. Czarno biały młodzian od razu władował mi się na kolanka i zaczął mruczeć. Pomyślałam "To ten, to on!", ale nagle pojawił się starszy wiekiem burasek, który nieśmiało miauczał, żeby i jego potulać. I zostałam na rozdrożu... Jak mogę wziąć jednego, zostawiając drugiego w schronisku?

Nowy dzień nie przyniósł żadnej poprawy, nieśmiały Burasek i odważny Młodzian nie chcieli przerwać walki w mojej głowie. Jechałam z duszą na ramieniu i pękającym serduchem. I stało się coś, o czym nawet nie śniłam! Kiedy podałam Pani w schronisku, które kotki przykuły moją uwagę, okazało się, że Burasek właśnie idzie do nowego Domu!!!



Młody, jak tylko zobaczył transporter na ziemi, zaraz zaczął szukać wejścia doń, a kiedy znalazł, rozłożył się w środku wygodnie i zasygnalizował gotowość do wyjścia głośnym mruczandem!


I tak zaczyna się nasza przygoda! Aż trudno mi uwierzyć, że to zaledwie 3 tygodnie razem

Przyszła pora na przedstawienie się z pyszczka, więc już nie przedłużając (no hah):
