Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część II

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto paź 15, 2019 17:06 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Przyłączam się do pytania. Jak kocie kupalki?
wątek Księżniczki Ofelii i Małej Czarnej Carmen
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=46&t=173408 - cz. VI
Obrazek
Obrazek

MB&Ofelia

 
Posty: 22073
Od: Pt gru 09, 2011 9:20
Lokalizacja: Koszalin

Post » Wto paź 15, 2019 20:27 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Powiem tak kochane dziewczęta: Jest źle. Ogólnie rzecz biorąc jest źle. Odyn na zmianę, albo problemy zatwardziałe i wycie albo biegunka i wycie. Cały czas na Animondzie, Bozicie i RC Fibre. Pilnuję jak oka w głowie,żeby babka nie dokarmiała i nic. W domu śmierdzi, mimo,że sprzątam codziennie i nie po łebkach tylko porządnie. DO tego doszły problemy z babką samą w sobie, otóż moja obecnośc jak raczyła stwierdzić jest niepożądana. Ona mnie nie potrzebuje. A moja własna matka ją popiera. Zatem postanowiłam, co następuje: Kulka czyli nowa lokatorka jutro idzie do nowego domu, kolega który ją znalazł podjął męską decyzję i postanowił mieć kota. Ja zaś MUSZĘ na cito, do 1 listopada wyadoptować Sapera i Odyna. MUSZĘ. Nie wiem jak to zrobię nie mam pojęcia ale do domu na wieś ich nie mogę zabrać ponieważ jakby nie patrzył zwyczajnie, zawożę swoją graciarnię do chaty na wiosce i wyjeżdżam. A dwóch kolejnych kotów w tym Odyna z jego problemami z wiecznie ufajdanym zadkiem rodzina nie przyjmie, już zostałam o tym poinformowana w krótkich żołnierskich słowach.

A wyjechać muszę, wiadomo. Skoro moja obecność nie jest babce niezbędna to proszę uprzejmie,życzę mojej matce i jej siostrze powodzenia w szukaniu kretynki, która zgodzi się rypać 24/doba za oszałamiającą kwotę 500 a czasem 800 zeta, znosić babcyne fumy nakazy i zakazy oraz całą resztę. Naprawdę,życzę szczęścia.Ja sobie zycie ułożę po mojemu, gdziekolwiek. Może to będzie Holandia, Belgia, Francja obojętne. Byle dalej od tego zasranego kraju i mojej równie zasranej rodzinki która wszystko wie najlepiej. Bo przecież sama chciałam. No to właśnie mi się odechciało. Teraz chcę pracować i NORMALNIE zarabiać. A jak już znajdę swoje miejsce na ziemi to wtedy zabiorę moje koty i syna jeśli będzie chciał.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1367
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

Post » Wto paź 15, 2019 20:43 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Kurczaczki, tu by się przydał doświadczony forumowy domek, albo doświadczony dt - jeżeli masz z bliższej perspektywie zabranie kotów. Jedyne co dobre to że będziesz miała babkę z głowy.
wątek Księżniczki Ofelii i Małej Czarnej Carmen
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=46&t=173408 - cz. VI
Obrazek
Obrazek

MB&Ofelia

 
Posty: 22073
Od: Pt gru 09, 2011 9:20
Lokalizacja: Koszalin

Post » Wto paź 15, 2019 20:49 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Mówiąc o zabraniu kotów mam na myśli Maszę i Artema. Chciałabym wszystkie ale wiadomo, nie wyrobię na cztery koty :( Miałam co prawda nadzieję,że na wiosnę już po szczepieniach i kastracji zabiorę chłopaków na wieś, tam by im było dobrze, cisza, spokój,inne koty do zabawy, porządny dom i ktoś, kto się nimi obydwoma zajmie. Na chwilę obecną już widzę,że to było z góry skazane na niepowodzenie tylko ja się głupio łudziłam,że może jednak się uda :(
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1367
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

Post » Śro paź 16, 2019 12:47 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Powoli, krok po kroku, a niedługo pewnie się poczujesz jak uwolniona z koszmaru. Bo Twoje życie z babką nie było łatwe delikatnie rzecz ujmując. Ogłaszasz już Saperka? Bo szanse na dom dla Odynka - taki u "normalsów" pewnie nikłe, ale Saper ma spore szanse. Zakładam że razem z Kuleczką nie może iść :( . Najszybciej byłoby dla Odynka szukać DS przez FB, na grupach kocich. A nuż się znajdzie dla niego dobra miejscówka.
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 23311
Od: Pt mar 19, 2010 14:48


Post » Wto paź 29, 2019 9:21 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Jaka jest sytuacja? Znalazło się coś dla Saperka lub Odynka?
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 23311
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

Post » Czw paź 31, 2019 10:47 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Ma ktoś kontakt do kociej mendki? Ktoś wie jaka jest sytuacja?
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 23311
Od: Pt mar 19, 2010 14:48


Post » Wto lis 26, 2019 14:28 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Dobra kochane dziewczynki,żeby nie było,że zaginęłam na wieki. Powolutku wychodzę z załamania nerwowego ( klasyczne objawy, bezsenność wymioty, zachowania irracjonalne i tak dalej nic wielkiego w sumie nikogo nie zabiłam... ) sytuacja w domu w sensie u babki : F.U.B.A.R ( komu się chce niech szuka bo ja nie mam siły wyjaśniać ) Odyn nadal obsrywa cały dom, Saper miał szansę na własny dom ale na wieść o konieczności korekcji powłok brzusznych z racji przepukliny przy okazji ucinania cojones chętny się wycofał, Kulka nadal siedzi u mnie. Co poza tym ? W styczniu zwalnia się mieszkanie po kumplu który idzie na swoje, myślałam nawet czy by z właścicielem nie zagadać o wynajmie ale: Koszt jak na Busko - kosmiczny. Miesięcznie 1300 plus opłaty za powiedzmy,że kawalerkę z takim jakby aneksem sypialnym typu kiszka, aczkolwiek z oknem (wow ). Absolutny zakaz posiadania jakichkolwiek zwierząt, ponadto po wyprowadzce kolegi zostają gołe ściany czyli ani stołka ani kołka. Na chwilę obecną jedyne czym dysponuję jako swoim mieszkając u babki to kolejno: Pościel. Ciuchy. Kilka książek, lampka nocna i stolik. Wersalka należy do kochanej babuni która nie dość,że twierdzi nadal,że moja obecność jest niepożądana to jeszcze sugeruje jakobym zakosiła jej zachomikowane 500 zeta. Bo ona miała a nie ma. I ja mam tej forsy szukać. No, już lecę tylko się panele pode mną zwijają od pędu.


Poza tym urwała się suszarka, taka pod sufitem w łazience, Bo się sznurki wzięły i urwały, Co w tym w sumie dziwnego, suszarka ma jakieś ja wiem ? 30 lat ? Albo się mylę albo miały prawo sparcieć zwyczajnie. Kij z tym to MOJA wina bo to JA wieszam na niej pranie. Spoko. Ponadto psuje się pralka. Taki strup z lat 70 ubiegłego wieku. Puszcza uszczelka na drzwiczkach dokupić się nie da bo wiadomo, części do tych pralek ( Predomowski Polar taki wiecie, wielki strup ) no cóż, tak jakby nie ma. Ale to MOJA wina bo to JA w niej piorę te obsrane przez Odyna szmaty. No jakoś tak po prostu odczuwam niechęć ( uzasadnioną chyba? ) do spania w... Produktach przemiany materii. Ona nie pierze i żyje nieprawdaż. Spoko. Nad zlewozmywakiem w kuchni urwała się mniej więcej 60 letnia wylewka od kranu, przerdzewiała kompletnie. Ale to MOJA wina bo to JA zmywam naczynia i jeszcze o zgrozo: ośmielam się kupować płyn do mycia naczyń. No jakoś tak nie bardzo przemawia do mnie wycieranie tłustej patelni papierem toaletowym nieprawdaż. W łazience przy kranie nad umywalką puściła uszczelka, wezwałam hydraulika który ją wymienił wraz z całym grzybkiem w środku ale teraz jest do bani bo się ciężko zakręca. Ale ...I.t.d....
Czytającym moje wyrzygiwanie się na ciężki los a mających zastrzeżenia czemu nie szukam jakiejś roboty od razu odpowiem: Tak, szukam pracy. W Busku nie ma chyba miejsca do którego nie zaniosłabym C.V/nie była osobiście/nie wysłała mailem C.V. Zadzwonimy do pani.

Prawa jazdy żeby ewentualnie dojechać gdzieś dalej nie posiadam. Pomimo ukończenia informatyki po 20 latach bez kontaktu z zawodem mogę sobie dyplom wsadzić na sztorc i podpalić wystającą cześć.Z okazji zaś nasilającej się nienawiści do bliźnich i permanentnego niewyspania praca na kasie w markecie odpada. Tak, mam fochy i wyżej sram niż mam dupę bo mi się marzą kokosy ale dać z siebie cokolwiek i postarać się bardziej to nie, nie mam zamiaru. Bo przecież gdybym FAKTYCZNIE zdychała z głodu to i praca w markecie byłaby szczytem moich marzeń i oczekiwań. Po ostatniej rozmowie (wczoraj dokładnie), z moją rodzicielką usłyszałam jeszcze,że wedle babki - ja nic kompletnie nie robię. Biedna staruszka musi sama sobie iść po zakupy ( a przecież źle się czuje ) wnieść je do domu ( a nie ma siły wcale) ugotować, posprzątać i umyć wszystkie zapyziałe gary. A no i jeszcze musi posprzątać po kotach bo wszędzie srają, umyć kuwetę i wsypać do niej żwirek. I prać te wszystkie osrane szmaty.I powiesić a to przecież ciężko bo ona ma 94 lata. Aha. No i co najważniejsze : Ja za mało robię. Znalazłam sobie zajebistą metę,śpię do południa ( bo tak babcia mówi więc to MUSI być prawda) pyskuję do niej i jestem ogólnie be i fuj. I co ja sobie w ogóle wyobrażam,że co, że oni mi będą wszyscy pobłażać ? Przecież sama chciałam tak ? Poza tym piec po wymianie nie funkcjonuje tak jak powinien bo coś jest zepsute i cały czas podaje pelet który wychodzi w tempie nadprzyrodzonym a u Krzyśków to jeszcze zostało z zeszłego roku ho ho, pół tony jak nie więcej a jak u nich jest w domu gorąco, natychmiast szukaj numeru do serwisu, dzwoń po hydraulika, przyjedź na miejsce i zrób coś z tym bo ona ma dość.

A w moim.. Przepraszam, wróć, w domu który UWAŻAŁAM za swój rozpanoszyło się babsko które bez pytania zaanektowało mój awaryjny pokój z kominkiem i uwaga uwaga : NAKAZAŁO NATYCHMIAST WYNIEŚĆ Z NIEGO WSZYSTKIE, ALE TO ABSOLUTNIE WSZYSTKIE KWIATKI bo raz - jej przeszkadzają a dwa - ona będzie malować. Przemeblowanie też zrobione pod moją nieobecność ( no w sumie słusznie, nieobecni nie mają prawa głosu ) bo poprzedni układ nie pasował. Nie no, spoko. Trochę żałuję,że aura nie sprzyja biwakowaniu pod gołym niebem. No zimno się tak jakby robi, listopad mamy jakby nie patrzył. Znaczy jest wesoło bardzo. Wyjechać z przyczyn technicznych jak widać nie wyjadę. A, i żeby było weselej :Holenderski urząd podatkowy żąda ode mnie zwrotu wypłaconego wcześniej nadpłaconego podatku w kwocie 680 euro. Papier z naszego urzędu wysłałam wypełniony już dawno temu wedle księgowego który mnie rozliczał powinni się odczepić. Ale się nie odczepili. Nadal chcą zwrotu a ja już nie wiem co robić. Ja bym chętnie tą kasę oddała, czemu nie. tylko pytanie : SKĄD ją wezmę ? Zwrot podatku już dawno został zainwestowany w dom który jak już wspominałam kiedyś UWAŻAŁAM za swój. Teraz już mi przeszło.
I tak się zastanawiam, iść z tym wszystkim do psychiatry i powiedzieć że bardzo źle sypiam ostatnio? I że jednak chciałabym iść spać ?

Boję się tylko,że jak zyskam dostęp do środków nasennych mogę niechcący wziąć ich trochę za dużo. Ale z drugiej strony - o ileż prostsze by się wszystko zrobiło prawda ?
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1367
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

Post » Wto lis 26, 2019 19:16 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Kocia, weź proszę nawet tak nie żartuj...
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 23311
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

Post » Wto lis 26, 2019 20:48 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Nie znikaj, pisz nawet o problemach, jak więcej osob będzie myśleć to może się znajdzie jakieś rozwiązanie.
Zerknęłam na mieszkania do wynajęcia w Koszalinie, do 1300 wliczając opłaty nawet się znajdzie i to nawet coś więcej niż gołe ściany (znaczy się jest podstawowe wyposażenie) ale jak z pracą to nie mam pojęcia. Może być lepiej niż w Busku, ale może być gorzej.
wątek Księżniczki Ofelii i Małej Czarnej Carmen
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=46&t=173408 - cz. VI
Obrazek
Obrazek

MB&Ofelia

 
Posty: 22073
Od: Pt gru 09, 2011 9:20
Lokalizacja: Koszalin

Post » Śro lis 27, 2019 11:03 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

W kwestii mieszkania/pracy/wyjazdu. Tak, to wszystko można na spokojnie poza granicami Buska tylko jest jedno ( no, kilka ) ALE:
Żeby wyjechać gdziekolwiek NAJPIERW muszę wyadoptować koty. Nie pojadę w ciemno nie wiedząc co mnie czeka w sensie jak z kwaterą, pracą i tak dalej. Aura jak już wspomniałam nie nastraja przesadnie do zabaw w terenie bo co innego iść spać do lasu choćby i w środku zimy na dwie czy trzy nocki z perspektywą możliwości powrotu w każdej chwili, niezależnie od godziny o której znudzi mi się odmrażanie zadka na śniegu, a co innego wylądować w obcym mieście bez dachu nad głową i perspektyw. Koczowanie w charakterze bezdomnego na dworcu już kiedyś przerabiałam dziękuję za więcej, poza tym no wtedy to ja byłam jakieś 20 lat młodsza i było mi wszystko jedno. Mieszkania w Busku owszem są i tańsze, ba nawet niekiedy mają na wyposażeniu na przykład pralkę czy tam jakiś barłóg ale z zasady właściciel tegoż mieszkania "o podwyższonym standardzie" wymaga wpłaty kaucji na przykład w wysokości dwukrotnej ceny odstępnego z zasady jest to około 1000 złotych. Plus doliczmy do tego standardowe opłaty typu czynsz i inne takie duperszwance. A nie mając pracy ? No właśnie.. Czyli na logikę rzecz ujmując: NAJPIERW praca i jakiekolwiek oszczędności ( taa, już to widzę... ) a dopiero POTEM wynajmowanie mieszkania. Inaczej nie chce być choćby nie wiem co. Poza tym, OK, zakładając hipotetycznie że GDZIEŚ znajdę pracę i przynajmniej na początek kwaterę. Co z tym wszystkim TUTAJ ? Babkę mam w głębokim poważaniu, ma dwie córki niech one się teraz bawią skoro wiedzą lepiej jak to się robi, nie wiem wynajmą jej jakąś kretynkę która da sobą pomiatać 24/doba za psie pieniądze ( ha ha ha, już to widzę... ), przecież one będą mieć czyste ręce i sumienia prawda ? Co z Młodym, kotami, psami i całą resztą ? Niby mogę utopić kartę sim w odmętach sracza, zerwać kontakty z kochaną rodzinką ale co wtedy ? Zostawić MÓJ ( no, powiedzmy... ) dom ? Wiem,że ludzie tak robią. Potem w internecie piszą coś w rodzaju " zaginęła nasza ukochana mamusia, ktokolwiek widział ktokolwiek wie" a po kiego mi kłopoty? Kocham mojego syna i kogo jak kogo ale JEGO nie zostawię...

Ja już serio nie wiem co robić bo gdzie bym się nie obróciła tam mam za przeproszeniem dupę z tyłu. Holandia odpada. Ogólnie wyjazd gdziekolwiek odpada. Powrót do "domu" nie bardzo. Wyprowadzka gdziekolwiek? Nie ma szans.



A tymczasem babka snuje się po domu ciągnąc się po ścianie i umiro. Tak jej źle, tak niedobrze, wszyscy są podli, nikt jej nie pomaga nikt się nią nie przejmuje serce ją boli oddychać nie może ale nie dzwonić po pogotowie bo co ona im będzie głowę zawracać. I tak jest nie tylko w dzień. W nocy też. Więc wstaję, pytam czy czegoś nie potrzebuje, niezależnie która jest godzina, 12, 1, 4 nad ranem. Mało sypiam ostatnio. Okres mi się spóźnia. Znów zaczynam wymiotować po jedzeniu o ile jestem w stanie cokolwiek w siebie wcisnąć bo spożywanie posiłków w obecności babki... No nie przechodzi mi przez gardło. Dobrze, że ktoś wymyślił tzw "junkbatony", te jako jedyne jeszcze jakoś są w stanie utrzymać mi się w żołądku przez czas jakiś.
Jak to szło w tej bajce ? Nigdy nie krzycz "wilk" dla zabawy, bo nikt ci nie pomoże kiedy przyjdą prawdziwe wilki ? Dobrze pamiętam ?

A i jeszcze żeby było weselej: Córka babki a moja ciotka ( pamiętacie chyba, ta miłośniczka zwierząt od kotów co je sraczka wydusiła ) zobowiązała się onegdaj trzy razy w tygodniu opiekować się moją starszą siostrzenicą. Czyli: Jak Młodociana wróci ze szkoły to pomóc przy lekcjach dać żreć i dać dach nad głową dopóki jej matka się nie pojawi i nie odwiezie do domu,żeby się dziecko nie szlajało po mieście bo jak wiemy aura sprzyjającą już za bardzo nie jest. W poniedziałek, środę i piątek, bo we wtorek i czwartek Andzia ma angielski, korki z majcy i gimnastykę. No to dziś dziecko będzie o 13. I tak jest już bo ja wiem ? Ze dwa miechy ? Coś koło tego. Bo przecież skoro mam na głowie babkę to co za różnica mogę mieć dodatkowy obowiązek, przecież i tak RRRRRRRWA MAĆ nic nie robię,no to niech się przydam bo ona nie ma czasu. Dlaczego ? No bo nie ma czasu. Dziękuję. To nie tak,że dziecku odmówię zwłaszcza,że lubię moje siostrzenice. Ale serio ? Naprawdę? I tak gotuję i tak gotuję więc mi tam bez różnicy. Tylko, że no jakby to powiedzieć.... Coś tu jest nie tak na tym drzeworycie albo ja mam paranoję i sobie wmawiam...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1367
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

Post » Śro lis 27, 2019 18:53 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Jak się ma miękkie serce to powinno się mieć twardą d.pę, ehhh :roll: :201428 Jeżdżą po tobie jak po łysej kobyle, biedactwo, im szybciej dasz nogę tym lepiej.
Generalnie byłoby lżej jakby dało się wyadoptować te co można łatwiej wyadoptować, czyli Sapera i koteczkę. Jak się pchać w nieznane to zawsze łatwiej z jednym niż z trzema kociakami (no i łatwiej wynająć mieszkanie, przy 3 kociakach właściciele już się mogą krzywić).
Cały czas rozglądam się i nasłuchują czy ktoś z otoczenia nie chce kociaka, ale nie ma lekko. Tym niemniej się rozglądam.
wątek Księżniczki Ofelii i Małej Czarnej Carmen
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=46&t=173408 - cz. VI
Obrazek
Obrazek

MB&Ofelia

 
Posty: 22073
Od: Pt gru 09, 2011 9:20
Lokalizacja: Koszalin

Post » Pt lut 21, 2020 12:02 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Dzień dobry... Znalazłam w końcu chwilę żeby się zameldować. Bo wiecie jak jest, ktoś sobie może pomyśleć że umarłam czy jeszcze coś gorszego no to się niniejszym melduję.
Krótkie wiadomości z frontu : Nadal mieszkam z babką. Bo kurna muszę. Chociaż jest światełko w tunelu, ( aczkolwiek nie jestem pewna czy to aby nie jest nieprawdaż pociąg towarowy czy inne Pendolino znając moje parszywe szczęście... ) kolega kończy ogarnianie SWOJEJ WŁASNEJ CHATY zatem za troszkę jego wynajęte mieszkanie będzie do wzięcia. Wstępne negocjacje z właścicielką przeprowadziłam. Nie ma problemu, mogę w każdej chwili jak tylko kolega pozabiera swój stan posiadania czyli : Lodówkę, pralkę kartonowe pudła i suszarkę na pranie. Zostają gołe ściany i zabudowa kuchni. Kot właścicielce nie przeszkadza zwłaszcza że został pozbawiony atrybutów męskości oraz zacerowałam mu brzuszek.Rękoma weterynarza co prawda ale wiecie o co chodzi. Słodki ma ten brzuś, taki łysy i rozczulający... Braku jajek nawet nie zauważył ale spogląda na mnie z pewnym niesmakiem kiedy mówię "Zabierz mnie ten zad z twarzy słoneczko" zamiast " no gdzie mi jajca pchasz do oka o 4 nad ranem" tak,że jest spoko. Kulka... Kulka to epopeja, prawie doprowadziła do rozwodu rodziców kolegi który miał to szczęście że został pokornym sługą tej małej włochatej zarazy. Ale o tym to może kiedy indziej, bo rzecz jest zaiste warta opisania. Co więcej. Pracy szukam nadal chwilowo co jakiś czas wpada jakaś mała fuszka dzięki której Saper ma swój żwirek i żarełko a ja fajki i kawę czyli to, co aspołecznej egoistycznej zołzie jest niezbędne do egzystencji. C.V nie wysłałam chyba tylko do prosektorium w Buszczy, no jakoś tak mnie nieprawdaż odrzuca mimo,że wolę jak jest chłodno.Zadzwonimy do pani. Tylko sęk w tym,że cholera jakoś nie dzwonią. To znaczy tak, telefon się urywa ale głównie z propozycjami superhiperduperwypasionych garnków, odkurzaczy oraz kocyków z wełny lamy tybetańskiej leczących impotencję, pryszcze oraz ból egzystencji. Szkoda że nie leczą dziur w kieszeni, bo na taki pokaz to bym chętnie poszła. Decyzję w kwestii mieszkania podjęłam, powolutku się ogarniam z pakowaniem, chromolę, że tam nie ma łóżka,Saper śpi w kartonowym pudełku i mu nie przeszkadza zatem wstępne negocjacje z kierownikiem pobliskiej Biedry już przeprowadziłam, stwierdził,że spoko,coś się ewentualnie znajdzie ponadto jeden kolega nastawiony nader romantycznie stwierdził ostatnio że skoro nie lubię kwiatków ciętych i wolę prezenty praktyczne to jakbyśmy się umówili na kolejną randkę to on mi zwyczajnie zafunduje materac ewentualnie karimatę. A ja oczyma duszy zobaczyłam go w eleganckim garniturku, wypastowanych na połysk bucikach i z taką jebitnie wielką paką w objęciach przewiązaną czerwoną kokardką. Tak, mam zryty beret wiem.
W kwestii wyrka to grzebiąc na Allegro znalazłam coś takiego : https://allegro.pl/oferta/naroznik-deli ... 8881976091 drogie przesadnie nie jest nawet w drugiej wersji cenowej, jak przyoszczędzę na jedzeniu to prędzej czy później sobie kupię, bo jakby nie patrzył będąc w wieku zaawansowanym no wiadomo, wypadałoby spać wygodnie a nie na kartonach zwłaszcza,że od podłogi nieco ciągnie. Co dalej z kwestiami utrzymania mieszkania. Koszt miesięczny to 1300 zeta, zatem mam podejrzenia graniczące z pewnością,że po prostu wyląduję na kasie w jakimś nie wiem, Lidlu czy innym Kauflandzie i tyle. Jest mi to głęboko obojętne bo w moich dalszych planach życiowych zwyczajnie nie uwzględniam dalszej opieki nad kochaną babunią z prostego powodu: Nerwy mam w takim stanie,że jak ostatnio wpadłam do kumpla ( tego co po nim mieszkanie zostaje ) to odruchowo niejako zaczął się poklepywać po kieszeniach w poszukiwaniu zapewne broni,żeby mi łeb odstrzelić bo ponoć wyglądam jak zombie. A jak mam do ciężkiej kalarepy wyglądać skoro babunia zintensyfikowała umilanie mi życia? Ostatnio gdzieś posiała portfel po czym poinformowała rodzinę oraz bliższych i dalszych znajomych że ja jej ten portfel zwyczajnie ukradłam bo ona go miała i nie ma. Kij z tym,że się znalazł wciśnięty za łóżko pomiędzy ścianę a pudło z wuj jeden wie czym. Przepraszam nie usłyszałam do tej pory, sprawa przycichła i już się o niej nie mówi. Ponadto, korzystając z kilku słonecznych dni zastałam kochaną babunię wypychającą nogą Sapera na balkon. Nie osiatkowany, na pierwszym piętrze, pod spodem jest beton. Na moje pytanie co do cholery wyprawia stwierdziła, że on MUSI wychodzić na dwór bo będzie chory a jej poprzedni kot to się bał i nie chciał wychodzić a ja mam się nie wtrącać bo to nie moje mieszkanie i nie ja tu decyduję. Aha. No spoko. Ponadto ja nie umiem gotować, sprzątać i robić zakupów i za często używam wanny i pralki. Czy jest zatem coś dziwnego w mojej chęci NATYCHMIASTOWEJ wyprowadzki ? Swoją graciarnię na spokojnie poprzenoszę w rękach nie ma problemu, w końcu to pierwsze piętro nic mi nie będzie. Jeśli ktoś miałby pytania w stylu "Ale po kiego masz nosić przecież możesz zatrudnić Młodego, w końcu to chłop niech on nosi, no i po co nosić przecież ma samochód" niniejszym uprzejmie informuję, że przez czas jakiś nie mam najmniejszego zamiaru informować kochanej rodzinki o tym GDZIE będę mieszkać. To znaczy tak, o wyprowadzce poinformować wiadomo, będę musiała co uczynię w odpowiednim czasie acz z dużą niechęcią. Ale nic poza tym. Nie życzę sobie rodziny pod drzwiami która będzie mi snuć truje że jak ja śmiałam,że co ja sobie wyobrażam, jakim prawem mam w dupie babcię staruszkę taką słodką i kochaną. Będę do niej wpadać kto mówi,że nie ? Dodatkowe parę groszy wiadomo,zawsze się przyda choćby na waciki czy tam co, niemniej jednak moja kariera jako służącej u jaśnie pani hrabiny niniejszym dobiega powoli swego końca. Tak, jestem egoistyczną pindą która myśli tylko o sobie. Nigdy nie twierdziłam,że jest inaczej i doprawdy nie pojmuję kto i na jakiej podstawie doszedł do innych, absolutnie błędnych wniosków. A zważywszy na fakt że mój stan posiadania obecnie wygląda tak : Dwie półki na książki ( z książkami ) drapak i kuweta Sapera, trochę ciuchów,kosz na pranie, stolik z IKEA, kilka pomniejszych gratów jako to laptop, kubeczek na kawę, pudełko na pierdoły oraz tobół z pościelą i kilka doniczek z zieleniną czyli kwiatkami, no to myślę,że przeniesienie tego na odległość 500 metrów i wniesienie na pierwsze piętro nie powinno stanowić nieprawdaż większego problemu choćbym miała robić to w nocy i latać sto razy w te i nazad.
Tak,że tego. Mniej więcej tak to obecnie wygląda. Co będzie dalej nie mam zielonego pojęcia, jak mawiał niejaki król Kusko - Nie wiem i olewam, oraz Scarlett O`Hara : Pomyślę o tym później. Faktem albowiem jest niezbitym,że jeśli się nie wyprowadzę to zwyczajnie z tego będzie nieszczęście i nie mówię tu o sobie,żeby nie było.
A więc (zadnia nie zaczyna się od "więc", wiem o tym ) gdyby jakaś dobra dusza miała nie wiem, dzień dobroci dla zwierząt czy tam co i miała chęć leciutko wspomóc finansowo to numer konta do Waszej dyspozycji, każda kwota zostanie przyjęta nader entuzjastycznie zwłaszcza,że łóżko łóżkiem ale tam cholera nie ma pralki i lodówki, a jak wiemy idzie lato. Z całą resztą sobie poradzę...Jakoś. Mam nadzieję. Muszę sobie poradzić nie ma tak dobrze,żebym zwariowała bo mnie kochana rodzinka wykańcza...


07 1050 1429 1000 0097 1587 7677 .


W razie gdyby....
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1367
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Ais, ametyst55, jolabuk5 i 15 gości