Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część II

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy


Post » Wto sie 13, 2019 20:08 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Odynek robi kupkę :D Ze wszech miar kupkowatą jak na kupkę przystało :D I teraz jestem skłonna zrozumieć wszystkie matki, którym niemowlęce kupki rzuciły się na mózg i nie potrafią mówić o niczym innym serio :D Też mi się efekty działania Odynowego przewodu pokarmowego na mózg rzuciły nader dokładnie, bo obecnie głównym tematem jest to, co Odyn zostawia w kuwecie. Nadal nie płacze :D Fakt, nadal jedziemy na diecie na pograniczu biegunki plus dodatkowo dostaje syropek leciutko przeczyszczający, dostałam w prezencie w lecznicy jak pojechałam oddać do zutylizowania zużyte igły i strzykawki. Doktory powiedziały,że mam przywieźć, nie ma problemu oni zutylizują razem ze swoimi bo wiadomo, w blokach i domkach jednorodzinnych co prawda jest jakaś tam rozpiska o segregowaniu odpadów ale nikt nie wziął pod uwagę odpadów medycznych szczególnie pozwierzęcych. Już dostałam ostatnio opr od sąsiadki z klatki obok,że jak ja śmiem wyrzucać podkłady higieniczne do kosza. Wiecie co? Lekko mnie przyznaję zamurowało. Kurde, już całe osiedle wie,że z panią doktorową mieszka wnuczka. I wiedzą również, że pani doktorowa ma 94 lata. Zatem za przeproszeniem łajno komu do tego JAKIE podkłady wyrzucam do kosza mam wrażenie. Bo na logikę rzecz ujmując mogły to być podkłady po babci nieprawdaż ? Ludzka rasa nigdy nie przestanie mnie zadziwiać przysięgam. Ale olać to. Zwłaszcza,że prawem serii wiadomo było,że jak jest za cicho i za spokojnie to w końcu musi coś pierdyknąć. Odyn się naprawił, co prawda jeszcze nie do końca ale wiadomo, jest znacznie lepiej zatem,żeby nie było mi przesadnie wesoło zepsuła się Trufla.

Obecnie od stycznia przebywam z babcią w mieście. W domu zwierzyńca pilnuje mój syn i mamusia na zmianę. Przez ostanie dwa tygodnie z okazji opieki nad Smarkotami nie byłam w domu, syn co prawda składał regularne raporty z pola walki ale wiecie jak jest, póki człowiek na własne oczy nie zobaczy co i jak to wiadomo. No i wczoraj z okazji przyjazdu kolegi małżonka z trasy i jednocześnie wizyty jego siostry z mężem i dziećmi przyjechałam do domu. No kurde, Snikers śmierdział wręcz epicko, Brutus to samo, o Trufli nie wspominam. A jeszcze wtedy nie przyjrzałam się jej uważnie, Witałam się z resztą obecnych w moim domu istot. No śmierdzą to śmierdzą, ewidentnie gdzieś w ogrodzie leżą sobie jakieś smętne zwłoki w stanie rozkładu psy się wytarzały znaczy trzeba kupić szampon i uprać wszystkie trzy kundysy. Ale Trufla coś smętna jakby i te tyle nogi ma jakieś takie dziwne w sensie,że całe futro na portkach uklejone i mokre. No i śmierdzi tak jakby padliną w okolicy zadu właśnie. Zatem w poniedziałek nieodwołalnie weterynarz. O 13 dotarliśmy do lecznicy. Diagnoza? Ropomacicze. Na cito kroplówki i w pierwszej kolejności na stół. Tak, wiem, to moja wina i jeśli ktoś chciałby mi nie wiem napluć w twarz zwyzywać od kretynek a potem kopnąć w dupsko to będzie miał jak najbardziej wolną rękę. Bo to co się stało to moja wina. Mogłam dopilnować sterylizacji zaraz po pierwszej cieczce i nie ma tu wytłumaczenia, że nie ma pieniędzy, czasu czy czegokolwiek. Bo ewidentnie i bezsprzecznie nie dopilnowałam. Tylko tak sobie myślę, przy takiej ilości zwierząt i totalnym niekiedy braku kasy... Zaklinałam rzeczywistość chyba. I jak do tej pory się udawało. Pocieszający jest fakt,że z tego co mówił weterynarz - ratowali psy w znacznie gorszym stanie. Z bardziej zaawansowanymi objawami. U Trufli biochemia wyszła może nie idealna ale parametry nerkowe jak dzwon, leukocyty wiadomo, wysokie ale to właściwie wszystko. Dziś ( a operowana była wczoraj po południu ) zapomniała że ma na sobie nader gustowny kubraczek i próbowała gonić ptaszka. Pije wodę, ładnie zjadła zupkę, na dowód dostałam nakręcony przez rodzinę filmik, znaczy wyjdzie z tego. A ja tak czy siak pluję sobie w brodę,że nie przyjechałam do domu wcześniej i nie zauważyłam,że coś się dzieje złego. A przede wszystkim że nie wysterylizowałam jej 6 lat temu. Kretynka ze mnie co tu kryć :(
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1366
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

Post » Wto sie 13, 2019 20:19 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Oj, to się znów porobiło... Ciekawie, nie ma co :roll: Dobrze chociaż że z Odynkiem lepiej.
A co do ropomacicza - ciachałam kilka lat temu kotkę spod pracy, wydawało nam się że mogła już zaciążyć, a wyszło zaawansowane ropomacicze. Musiało być nieciekawie, bo wet rzucił mimochodem pod nosem "ale jest dobrze, wybudziła się po narkozie". Aha...
Kotka przeżyła, pożyła jeszcze trochę, nie wiem co się z nią stało później (jakiś kot w tamtym rejonie został potrącony przez samochód ale nie ma pewności że to była ona) ale bezpośrednio po zabiegu było ok.
Z Truflą też będzie ok :ok: :ok:
PS. Nie przejmuj się, ty przynajmniej żałujesz że nie wyciachałaś wcześniej, znam takich co by płakali że muszą wyciachać wogóle! Bo to nienaturalne, bo może by jeszcze małe pieski/kotki były... :strach:
wątek Księżniczki Ofelii i Małej Czarnej Carmen
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=46&t=173408 - cz. VI
Obrazek

MB&Ofelia

 
Posty: 21310
Od: Pt gru 09, 2011 9:20
Lokalizacja: Koszalin

Post » Wto sie 13, 2019 21:13 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Ja od początku mówiłam,że co jak co ale Trufla dzieci mieć nie będzie mimo tłumaczeń różnych półgłówków że zaraz ktoś się znajdzie,że wezmą szczeniaki, że to że śmo. Fakt, stada adoratorów przed furtką bywały męczące i za każdym razem mówiłam to samo, że absolutnie ostatni raz ma cieczkę,że sterylizuję jak tylko dojdzie do siebie i tak dalej. A potem normalne życie się włączało, brakło forsy na to na tamto na siamto, Artem z nogą, Maszka z robakami, Brutus z ogonem, zakupy, chrupki czort wie co jeszcze potem piec, ziemia żeby wyrównać teren, i miliony innych pierdołek z których składa się życie. Aż do następnej cieczki. I od nowa ta sama śpiewka...Aż do wczoraj. Jasna cholera szlag człowieka może trafić, wet mówi,że teoretycznie nie powinnam sobie pluć w brodę bo wiadomo jak jest, czasem suka przeżyje całe swoje życie mając regularną cieczkę i nie będzie mieć ropomacicza, czasem nie ma jeszcze pierwszej cieczki i ropomacicze jest zatem taki tok myślenia to powolne wpędzanie się w paranoję po prostu. Trzeba się cieszyć,że wyszła ulgowo, z dnia na dzień będzie coraz lepiej i teraz na plus sytuacji można zaliczyć fakt,że cieczki już mieć nie będzie.

No, niby gość ma rację. Ale co z tego skoro MOGŁAM tego dopilnować ?

Na pociechę zostaje mi Odynek. Zdrowiejący z dnia na dzień i zaczynam powolutku przeprowadzać delikatną powiedzmy dywersję...Otóż zawiozłam dziś do domu "niechcący" Odynkowy kocyk. Ten pod którym śpi. Bo Odyn w ogóle to ma dwa kocyki nieprawdaż. No i położyłam kocyk na łóżku. Maszeńka wlazła, obwąchała, podeptała łapeczkami a potem się na kocyku zwinęła i poszła ładnie spać. Zatem jutro kocyk przyjedzie z powrotem do miasta... :D No, i tak sobie będę wozić różne rzeczy w te i nazad, niech się starsze dzieci przygotowują powolutku na przybycie rodzeństwa. No bo chyba absolutnie nikt nie miał wątpliwości JAK się ta sytuacja nieprawdaż skończy ? :D Przecież nie oddam niepełnosprawnego kota no nie ? On musi mieć dobry dom, troskliwą opiekę i tak dalej. A któż ach któż zaopiekuje się nim lepiej ? Tak,że tego...


Rodzina jeszcze nie wie, nie mam pojęcia jak im to powiedzieć ale pomyślę o tym później. Tak,że tego.... :D
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1366
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

Post » Pt sie 16, 2019 15:41 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Super, że Odyn lepiej się czuję :1luvu:
A tak z ciekawości, gdzie byłaś w Kielcach u weta?

Alyaa

Avatar użytkownika
 
Posty: 5552
Od: Śro paź 22, 2008 18:24
Lokalizacja: Kielce

Post » Pt sie 16, 2019 22:29 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Mnie kiedyś wet odwodził od sterylki Inki (swojej Kizi też nie wysterylizował). Skądinąd w niektórych działkach medycyny był genialny. Tak że tym bardziej Ty nie możesz sobie pluć w brodę...

MaryLux

 
Posty: 137263
Od: Pon paź 16, 2006 14:21
Lokalizacja: Wrocław

Post » Nie sie 18, 2019 11:01 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Ufff, chwila spokoju. Trufla ładnie się goi, w kubraczku wygląda uroczo o czym zapewniam ją nieustannie żeby jej było przyjemnie, je, pije, siusia i gania nie tylko ptaszki ale i z kotkami się "bawi" . A ja zasuwam na dwa domy i jestem ciekawa jak sobie wszystko logicznie poustawiam zważywszy na fakt,że w poniedziałek na 9 rano mam się stawić w pracy. Pomyślmy: Trufla której należy podawać leki. Odyn, którego trzeba pilnować z jedzeniem i piciem bo od wczoraj znów się zaczęło lekkie popłakiwanie w kuwetce mimo, że w diecie nie zmieniło się absolutnie nic. Nadal miękkie z siemieniem lnianym, chrupki od wielkiego dzwonu tylko, w końcu musi sobie na czymś zęby ćwiczyć a wiadomo, wolę,żeby obgryzał chrupka niż na przykład moją rękę czy nogę. Saper huśta się radośnie na firance lada dzień będą z niej tak zwane "makarony" i wyraża stanowczą chęć eksploracji mieszkania dalej niż przedpokój a ja się boję, bo balkon jest otwarty a babka nie uznaje moich tłumaczeń w kwestii osiatkowania. Bo nie i już. Innych argumentów brak. To znaczy przepraszam, argument jest. "Bo jak ona miała kota to on nie chciał wychodzić na balkon bo się bał a całe to siatkowanie to bzdura i fanaberia. " W pokoju w którym mieszkam ze Smarkotami to samo. Nie ma opcji osiatkowania okna. Nie. Bo nie i już. Bo co sąsiedzi powiedzą? Nadmienię jedynie,że okno aby pokój przewietrzyć otwieram tylko wtedy, jak mam 100 % pewności,że Smarkoty śpią w pudełku i najmarniej godzinę nie wstaną,żeby szkodzić. A i tak miałam ostatnio dodatkową spinę o pranie. Bo jest jakieś kościołowe święto i nie, nie będę wieszać prania na balkonie bo nie pranie się wiesza tylko obrazek. Ok, obrazek mogę powiesić, mam taki ładny,ze śmigłowcami nad morską tonią, jest naprawdę uroczy, ale tak mi coś mówi,że to chyba nie w tym rzecz. Zatem zebrałam brudne szmaty w torbę, zadzwoniłam po syna i pojechałam robić pranie u siebie w domu. Dzień później pojechałam i przywiozłam czyste i suche. Babka oczywiście bulwers totalny i gadka że ze mną się nie da rozmawiać. Da się.Byle z sensem. Ja biorę poprawkę na fakt,że ona ma 94 lata i swoje fanaberie ale do jasnej i niespodziewanej kalarepy ludzie no... Chciałabym wrócić do siebie do domu przysięgam. Boję się,że w poniedziałek mimo wyciszonego telefonu będę mieć zabawę po pachy, bo w piątek od 9 do 13 wydzwaniała co 3 minuty że to,tamto , siamto że co ja robię, że gdzie ja jestem, że zakupy,że czemu nie odbieram... Odebrałam raz. Powiedziałam,że jestem w pracy i nie mogę rozmawiać do jasnej cholery. E tam, co ja to obchodzi, ona musi mi pilnie powiedzieć,że właściwie to sama nie wie co i zadzwoni zaraz. Gdyby nie fakt,że jednak czasem dzwoni do mnie moje dziecko to zwyczajnie bym ten cholerny telefon wyłączyła... Zanosi się na wesoły tydzień przysięgam...



Co do weta - jak się Odyn raczył zepsuć byliśmy w Pupilu na Zagórskiej, w poniedziałek na konsultacji w gabinecie doktora Kwiecińskiego, na Wrzosowej. Teoretycznie jest dobrze w praktyce nie jest. Popuszcza nadal, pościel zmieniam co 2 dni jak dobrze pójdzie. Nie nadążam z praniem wykładziny i koca na wersalce. O tym w jakim stanie są moje podkoszulki nie wspominam, już zaczęłam szukać pieluszek ale wszystko co znalazłam jest niby XS ale od 2 kilo w górę a Odyn tak czy siak ma dupinę chudą straszliwie. Niby je, pije i tak dalej ale to się nie przekłada na jego gabaryt w porównaniu do Sapera... I teraz jak wspomniałam od poniedziałku zacznie się cyrk po pachy, bo ja do roboty, Trufli pilnować trzeba, Smarkotów też i tak się zastanawiam czy by zwyczajnie wychodząc rano nie zamykać drzwi do mojego pokoju na klucz, bo czort wie, co babce do łba strzeli. otworzy drzwi "bo się kotki nudzą" zapomni o tym zostawi otwarty balkon a ja do diabła muszę się skupić na pracy a nie na myśleniu co się dzieje w domu. Maskara po prostu ehhh :(
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1366
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

Post » Nie sie 18, 2019 12:03 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Ja bym zamykała na klucz.
Nasz wątek:
viewtopic.php?f=46&t=187577
Wątek kotów Joli Dworcowej:
viewtopic.php?f=1&t=191624
Kącik Muzyczny
viewtopic.php?f=8&t=190784
Zjawiska niewytłumaczalne, opowieści o duchach i nie tylko
viewtopic.php?f=8&t=194190

jolabuk5

 
Posty: 21345
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Nie sie 18, 2019 13:54 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Też bym zamykała drzwi na klucz. Ewentualnie możesz przemyśleć zrobienie maluchom czegoś w rodzaju kojca lub budki, gdzie można by je odizolować.

Alyaa

Avatar użytkownika
 
Posty: 5552
Od: Śro paź 22, 2008 18:24
Lokalizacja: Kielce

Post » Wto wrz 03, 2019 16:06 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

I znowu się zaczęło :( Odyn płacze siedząc w kuwecie. A dokładniej wszędzie tylko nie w kuwecie. Za przeproszeniem moderatorek- zasrał cały dom, nie nadążam sprzątać. W sobotę mam w planach wywalić wykładzinę z pokoju, jej się już doprać nie da. A śmierdzi strasznie. Pościel zmieniam codziennie, jak zawsze konflikt w kwestii użytkowania pralki więc wożę śmierdzące toboły do siebie na wieś. Parapet, koc, wykładzina wszystkie te po stokroć przeklęte chodniczki narozkładane wszędzie gdzie trzeba i nie trzeba. Patent ze skarpetką nie wypalił, żeby się trzymała muszę związać sznurek na brzuszku NAPRAWDĘ mocno a to go boli. Jak jest związane luźniej Saper mu pomaga i zdejmuje. Myślałam nad pampersami dla wcześniaków one są naprawdę malutkie ale oczywiście w Busku o czymś takim nikt nie słyszał i nie ma, teoretycznie mogę zamówić na necie, do wypłaty tych oszałamiających swym ogromem 500 zeta jakoś doczekam w końcu to już 5 września. Z dodatkowej pracy nic nie wyszło. Standardowo, "zadzwonimy do pani" Wiecie co? Wiedziałam co sobie biorę na głowę przynajmniej w pewnym sensie, wiem co znaczy mały kot w domu,że to obowiązek i paranoja ale on rośnie, co chwilę uczy się czegoś nowego, dorasta i tak dalej. Odyn nie rośnie. Troszeczkę przybrał na wadze, ale minimalnie. W diecie nie zmieniłam nic. Badało go trzech lekarzy,żaden nie wie co mu jest. Brak możliwości finansowych w kwestii dalszej diagnostyki, nie mam prawa jazdy żeby wybrać się gdzieś dalej, i wiem,że to co teraz napiszę jest obrzydliwe ale... Żałuję,że dałam mu żyć,że się uparłam, bo dam radę, bo on z tego wyrośnie. Jednak nasz wet miał rację, męczenie go nie miało najmniejszego sensu, po krótkim okresie poprawy znowu to samo. Ze zdwojoną siłą.A ja nie wyrabiam psychicznie. Nie mam już siły znosić marudzenia babki o wszystko i tego co się dzieje z Odynem. Czytałam na jakiejś stronie internetowej jak wygląda syndrom wypalenia w trakcie opieki nad osobą starszą i bardzo mi pasują objawy. Najlepsza rada jaką tam wyczytałam "Rozmawiaj z rodziną o tym co cię boli i o swoich potrzebach ", "Zaangażuj rodzinę do pomocy masz prawo do odpoczynku" , "Zrób coś dla siebie" . Strasznie śmieszne naprawdę, strasznie. Rodzina mnie "wspiera" jak najbardziej. "Sama chciałaś", "ty sobie wzięłaś na głowę koty więc nie marudź" , " trzeba go było uśpić" . I clou dowcipu : "Przecież dostajesz za to pieniądze" . Tak. Spodnie zlatują mi z tyłka. Cały czas jest mi niedobrze, mało co sypiam w nocy. Za mało jem, za mało śpię i za dużo palę. Jest fajnie. Bardzo fajnie. Z chwili na chwilę mam coraz większą ochotę wyrzucić telefon, utopić kartę w kiblu i po prostu, trzasnąć drzwiami i wyjść. Kierunek nie jest ważny, byleby zostawić to za sobą. W domu na wsi zostały dwa koty i trzy psy oraz moje własne osobiste dziecko. Tutaj dwa koty i babka której już się nie polepszy a wręcz przeciwnie, widzę degradację z dnia na dzień coraz większą. Sorry że marudzę ale kurna, gdzieś muszę....
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1366
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

Post » Wto wrz 03, 2019 17:17 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Mogę tylko życzyć przetrwania kryzysu :ok: Babci się nie poprawi, ale może chociaż Odynek dojdzie do siebie :ok: :ok: :ok:
Nasz wątek:
viewtopic.php?f=46&t=187577
Wątek kotów Joli Dworcowej:
viewtopic.php?f=1&t=191624
Kącik Muzyczny
viewtopic.php?f=8&t=190784
Zjawiska niewytłumaczalne, opowieści o duchach i nie tylko
viewtopic.php?f=8&t=194190

jolabuk5

 
Posty: 21345
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto wrz 03, 2019 17:33 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Z rodziną czasami najlepiej na zdjęciach :roll: Koleżanka z pracy, młoda dziewczyna, też opiekuje się coraz bardziej niedomagającą babcią, ale przynajmniej może liczyć na pomoc rodziny plus dochodzące opiekunki. A ty biedactwo sama jak palec :strach: :placz:
A jak z tą konsultacją w Warszawie? Nie konsultowałaś go jeszcze?
wątek Księżniczki Ofelii i Małej Czarnej Carmen
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=46&t=173408 - cz. VI
Obrazek

MB&Ofelia

 
Posty: 21310
Od: Pt gru 09, 2011 9:20
Lokalizacja: Koszalin

Post » Wto wrz 03, 2019 19:15 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Na razie podpaska + szelki, do których ją przypniesz/przyszyjesz.
Opieka nad osobą, która ciałem jeszcze jest z nami, ale umysłem odchodzi jest koszmarem i bardzo Ci współczuję tego.
I wypłakuj się nam ile potrzebujesz. Klęcie też jest w porządku. My to rozumiemy.

Edit: może udałoby się zebrać pieniądze na koszty diagnostyki Odynka u specjalisty? Jakiś TDT może na ten czas?
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 23100
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

Post » Śro wrz 04, 2019 17:33 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

A jednak przekonał się do skarpetki dzwoniec jeden. To znaczy, pierwsze pięć minut kot się zepsuł i nie odbierał namiarów z jednostki centralnej, po pięciu minutach kiedy już byłam gotowa machnąć ręką i mu skarpeciochę zdjąć- kitku zatrybiło. I co prawda nieco chwiejnie aczkolwiek jednak się porusza. Jak dobrze pójdzie to dzisiejszej nocy może mi pchać chudy zadek do oka, jest szansa,że się nie obudzę z... Kleksem na czole. Oczywiście o ile Smarkot numer dwa czyli Saperek nie pomoże braciszkowi pozbyć się ubranka. A przysięgam, starałam się jak mogłam, skarpetka jest nader elegancka, w kolorowe kropeczki. I w środku ma zamontowaną podpaskę. Na zmianę mam jeszcze trzy, może jakoś dotrzymają zanim mi dotrą pampersy ? Babce znów się truj włączył i jedyne co słyszę to pytania, kiedy oddam te dwa sraluchy, bo jak ja tego nie zrobię to ona otworzy drzwi na klatkę schodową i niech idą w diabły bo "ona nie nadążą sprzątać" Serio ? Odkąd Smarkoty są w domu wszystko co trzeba robię ja włącznie z myciem ufajdanych podłóg wszędzie. Ona tylko marudzi,że paneli się nie myje wodą bo się niszczą, kurzu się nie wyciera wilgotną ściereczką bo to niszczy meble, garnków się nie myje płynem bo się emalia zdziera a codzienny prysznic to bzdura i fanaberia. Nie wiem czy jej nie krzywdzę tymi podejrzeniami ale... Dziś Smarkoty biegały sobie po domu. Kuchnia, przedpokój i łazienka no i oczywiście mój pokój. Drzwi do sypialni babki były zamknięte, do pokoju z balkonem też. Wyszłam do sklepu, pod blokiem, na 10 minut. Mówiąc,że wychodzę, że koty biegają,że zaraz wracam. Wróciłam. Balkon otwarty na oścież ( przypominam- nie ma siatek, pierwsze piętro) babka ogląda telewizję, drzwi do pokoju otwarte. Uklękłam. Pytam, gdzie koty,że przecież prosiłam,że balkon że to że śmo. "Jak ona miała kota to on na balkon nie wychodził, ona nie wie gdzie są koty, i co ją to obchodzi, gdzie ja byłam tyle czasu, co ja sobie wyobrażam,że mogę tak wychodzić nic nie mówiąc" . Na szczęście oba smarkacze spały grzecznie zamelinowane w wersalce i ani im w głowie było wychodzić gdziekolwiek. A co by było gdybym na przykład z jakichś przyczyn wróciła po trzech godzinach ? Bo jak ona miała kota....

Aha.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

kocia_mendka

Avatar użytkownika
 
Posty: 1366
Od: Pt paź 11, 2013 18:40

Post » Śro wrz 04, 2019 20:02 Re: Historie mrożące krew w żyłach i mięso w lodówce część I

Jejku, ja bym na zawał zeszła! :strach:
Co prawda przez Ofelię już kilka razy schodziłam, ostatnio niedawno u rodziców, jak się zamelinowała w szafie i nie raczyła nawet miauknąć jak z ja i tata przekopywaliśmy mieszkanie, balkon i klatkę schodową. Moi rodzice też niestety uważają że kot nie jest głupi i nie wypadnie, dlatego u nich koty wstępu na balkon nie mają, a ja mam oczy dookoła głowy.
A babka... Albo ma taki charakter z natury, albo, co równie prawdopodobne, charakterek wyostrza się z wiekiem wraz z tym Niemcem na A :roll:

Tak sobie myślę... Na giełdzie w Koszalinie mini-pampersów co prawda nie widziałam, ale bywają podkłady. Często w otwartych opakowaniach, ale że tak powiem nie zużyte. Jakby się przydały, to mogę wziąć, myślę że więcej niż parę zeta nie będą za nie chcieli.
Aha, i jeszcze jedno. Zastanawia mnie to nierośnięcie Odynka. Zastanawia mnie konkretnie w kwestii trafności diagnozy. Jak mało rośnie, to może źle przyswaja? Jakoś mi tak celiakia przyszła do głowy, ale mogłoby być też coś innego.
wątek Księżniczki Ofelii i Małej Czarnej Carmen
http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=46&t=173408 - cz. VI
Obrazek

MB&Ofelia

 
Posty: 21310
Od: Pt gru 09, 2011 9:20
Lokalizacja: Koszalin

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: paranoiczna_paranoja, zuza i 19 gości